Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-11-21 11:18:54

Andersen a sprawa polska

Andersen

O relacji Andersena z Bogiem, o wizytach pisarza na ziemiach polskich oraz o jego kontaktach z Polakami w rozmowie z Bogusławą Sochańską, wybitną znawczynią życia i twórczości Andersena, tłumaczką jego baśni oraz wydanego właśnie wyboru „Dzienników”.

Jest Pani pierwszą, polską andersenolog. Czy ta specjalizacja ma źródła w pani dziecięcej fascynacji baśniami Andersena?
Bogusława Sochańska: Nie. W dzieciństwie, owszem, lubiłam baśnie Andersena, ale nie bardziej od twórczości innych dziecięcych klasyków. Moje bliższe kontakty z jego twórczością w polskim przekładzie wiązały się z dzieciństwem moich dzieci, a dodam, że mam ich czwórkę. Czytając im baśnie i znając ich duńską wersję, zaczęłam zauważać różnice między polskim a duńskim brzmieniem. Nie chodziło o błędy w tłumaczeniu, które miałyby wpływ na bieg fabuły, ale o to, że polska wersja wydawała mi się znacząco uboższa od oryginalnej. Znikało gdzieś choćby finezyjne poczucie humoru autora, a wypowiedzi bohaterów będących bardzo prostymi ludźmi brzmiały niezwykle salonowo, inaczej niż u Andersena.

Co było przyczyną tego zubożenia?
Tak zwane tłumaczenie „iwaszkiewiczowskie” obejmujące 149 utworów w tłumaczeniu Stefanii Beylin i sześć przełożonych przez samego Iwaszkiewicza - wydawane również w wyborze z ilustracjami J.M. Szancera – jest ich przekładem z niemieckiego. Przekład z języka trzeciego zwykle niesie za sobą ryzyko odmienności od oryginału. Proszę zauważyć, że o baśniach Andersena mawia się w Polsce, że są smutne. Tymczasem w oryginale są pełne finezyjnego humoru i pogody, choć oczywiście nie brakuje wśród nich ani smutnych wątków, ani opowieści. Zresztą Andersen postrzegany jest przez Polaków nie tylko jako autor smutnych baśni, ale również jako człowiek nieszczęśliwy,  mający za sobą traumatyczne dzieciństwo. Przyczyn rzeczonego ciężkiego dzieciństwa upatruje się głównie w fakcie, że rodzice pisarza byli ubodzy, ojciec był szewcem, matka o 15 lat starsza od ojca miała problem alkoholowy, itd. To prawda, że rodzice Andersena nie byli bogaci, pamiętajmy jednak, że nie żyli w nędzy. Sam Andersen opisuje swoje dzieciństwo jako szczęśliwe, uważam, że niesłusznie poddaje się to w wątpliwość. Dzieci inaczej postrzegają szczęście, dla nich szczęśliwe dzieciństwo to takie, w którym są obecni kochający je rodzice, a to czy są biedni czy bogaci, jest dla maluchów nieistotne. Zresztą szczęście człowieka nie zależy od tego czy jest bogaty, czy ubogi, w ogóle nadto kategoryzujemy tę kwestię, szczęście i nieszczęście mają wiele odcieni.

Trudno nie zauważyć, iż Andersen zapisując kolejne strony dzienników, często zwraca się do Boga. Prosi Go o pomoc, użala się, ale również, często entuzjastycznie Mu dziękuje. Człowiek odczuwający wdzięczność nie może chyba czuć się nieszczęśliwy?
Andersen był człowiekiem wielkiej, spontanicznej, dziecięcej wręcz wiary. Mimo że do kościoła nie chadzał, jego silna więź z Bogiem jest bardzo widoczna w dziennikach. Ukazanie tego wątku było jednym z moich priorytetów.

Domyślam się, że równie ważne były dla pani wątki polskie, przeplatające się dyskretnie przez andersenowskie dzienniki.
Nie ma ich wiele, nie są obszerne, więc zdecydowałam się umieścić je wszystkie w moim wyborze. Andersen wspomina przykładowo o polskiej księżnej, która zaprosiła go na podobiadek w czasie jego pobytu we Włoszech.

Dodajmy: podobiadek, który przyrządził jej brudny kucharz.
Andersen był pedantem, więc nie zdołał tego przemilczeć. Innym razem, po przedstawieniu w operze, w Hiszpanii, pisze, że pewna Polka dość pięknie zaśpiewała swoją partię. Przy okazji pobytu we wschodnich Niemczech pojawia się wzmianka o księciu Poniatowskim, jego śmierci i pomniku, a w jeszcze innym miejscu o tańcu krakowiaku. Andersen wspomina także o pewnym powstańcu styczniowym, którym był Rafał Tugendhold, używający pseudonimu Stefan Poles. Andersen podarował mu dwie swoje książki (bo prócz baśni publikował też powieść, poezje i sztuki teatralne) i fotografię, ale z czasem jego towarzystwo zaczęło go drażnić.

Bo Poles zdawał się liczyć na jego pomoc.
Andersen nie miał złudzeń, że pomoc walczącym o niepodległość Polakom mogła zaszkodzić jego karierze literackiej, a ona była dla niego bezwzględnie najważniejsza. Pamiętajmy, że był pupilkiem koronowanych głów, a więc tych, którzy władali Europą, w tym naszych zaborców. Wspierając polskich powstańców, zwyczajnie by się im naraził, a tego sobie nie wyobrażał.

„O 14.30 byłem w Szczecinie, zatrzymałem się w pierwszym, lepszym hotelu” – pisze Andersen. Prócz Szczecina, w swych pamiętnikach wymienia też Zgorzelec, który odwiedził, czy dwie mniejsze, sąsiadujące z nim miejscowości: Węgliniec i Gierałtów.

Dziś Szczecin, Zgorzelec, Węgliniec i Gierałtów to miejscowości zachodniej Polski, nie zapominajmy jednak, że wówczas były zdecydowanie niemieckie. W 1857 roku, w Gierłatowie, dawnym Gersburgu, Andersen spędził kilka lipcowych dni w posiadłości Adolfa Henselta, pianisty i kompozytora. Co ciekawe, kilkanaście dni wcześniej gościł u Charlesa Dickensa, w Anglii. Pisarz wspomina też o dwadzieścia lat młodszej wrocławiance, która się w nim kochała.

Skoro mówimy o kobietach, dlaczego Andersen nigdy się nie ożenił? Zważywszy, że kobiety się w nim kochały?
Te kobiety, które on kochał, nie odwzajemniały jego uczucia, a te, które kochały jego, były jemu obojętne. Tak się czasem przecież w życiu układa. Andersen nie czuł potrzeby wchodzenia w związek małżeński za wszelką cenę. Poza tym pamiętajmy, że jego największą kochanką była jednak literatura.

Na koniec chciałabym zapytać o dalsze plany pierwszej, polskiej andersenolog względem Andersena.
Zamierzam tłumaczyć Andersena do skutku. W komputerze czekają już w dużej części przetłumaczone dwa z jego opisów podróży, na wydanie czeka „Książka z obrazkami bez obrazków”, zaczęłam też pracę nad autobiografią, mam przetłumaczonych trochę wierszy, a trzeba wiedzieć, że napisał ich ponad tysiąc. Natomiast następna w kolejce będzie jego bogata korespondencja. Powoli powstaje też moja własna książka o tym wspaniałym pisarzu.

rozmawiała Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej