Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-10-10 11:17:46

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część CLXXXIV

Może ksiądz Grzegorz, a może Piotr, sam już nie pamiętał, ale na pewno któryś z kolegów bardziej zaznajomionych z Pismem Świętym, powiedział mu, że kiedy się przygotowuje do homilii to zawsze oprócz Pisma Świętego i różnych słowników biblijnych i konkordancji ma przy sobie zeszyt, czyli notatnik.
- Piszesz sobie jeszcze kazania i to długopisem na papierze? - zdziwił się wówczas Mateusz, który owszem, zawsze się przygotowywał do homilii, ale już od dawna ich nie pisał w całości. Owszem, czasem zdarzało się, że temat był szczególnie drażliwy, grupa odbiorców wymagająca, a czas policzony i wówczas lepiej sobie było wszystko zapisać, ale w takich przypadkach i tak korzystał z komputera, a później drukował tekst na drukarce.
- Nie, ale chodzi o to, że jak studiujesz czy kontemplujesz słowo Boże, to Duch Święty cię prowadzi i często daje ci fantastyczne pomysły i tropy, które należy natychmiast zapisać. Bo jak nie zapiszesz, to przyjdzie diabeł i, jak kruki w ewangelicznej przypowieści o Siewcy, wydziobie wszystko. Szatanowi wcale się nie podobają genialne pomysły przy układaniu homilii - wytłumaczył mu wówczas kolega i Mateusz przypomniał sobie, jak często zdarzało mu się, że miał fantastyczny pomysł na homilię, albo na katechezę w szkole, kiedy jeszcze uczył, a potem przychodził do domu i za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć, o co chodziło. Raz był to pomysł na rekolekcje, który przyszedł mu... nad morzem. Potem wrócił do domu i... nic. Czarna dziura. Amba. Modlił się, prosił Ducha Świętego o pomoc, św. Antoniego, tego od rzeczy zagubionych, św. Ritę od spraw beznadziejnych... Nic. W końcu, na szczęście nikomu nawet o ty nie mówił, bo by go wyśmiali, pojechał ponownie... nad morze. Prawie osiem godzin jazdy samochodem. I łaził cały wieczór po plaży w nadziei, że w tym samym miejscu wróci ta sama myśl. Niestety. Jedyny rezultat był taki, że najprawdopodobniej jego tępy wyraz twarzy sprowokował jednego ze sklepikarzy i kiedy po raz setny przechodził obok jego sklepu, sklepikarz nie wytrzymał.
- Przepraszam, czy pan coś albo kogoś zgubił?
- Zgubił? No, w pewnym sensie tak, ale raczej nie może mi pan pomóc – powiedział Mateusz.
- A tam, od razu pomóc! – wzdrygnął się sklepikarz. - Pytam, bo wczoraj łaziła tu cały wieczór jakaś kobieta i płakała, bo jej facet zwiał. Zostawiła numer, żebym zadzwonił, jak się pojawi...
- A chociaż ładna była ta kobieta? - zażartował Mateusz zmęczony wytężaniem pamięci.
- Panie, jakby ona była ładna, to by mu nie musiała przez dwa tygodnie płacić za kolacje, tylko on by za nią płacił... Jak ona go teraz dorwie, to mu dopiero pokaże! Bo ona to go nie szukała z miłości, ale ze złości... No dobra, niech sobie pan dalej szuka wczorajszego dnia, ja wracam do roboty - skwitował sklepikarz.
- Świetnie pan to ujął... Szukam wczorajszego dnia - powiedział Mateusz, ale o dziwo, nawet nie był szczególnie zły na siebie i sobie nie złorzeczył, co zwykle mu się w takich sytuacjach zdarzało. Postanowił tylko, że musi wszystko zapisywać, bo starość nie radość i na pamięć nie może liczyć. Wtedy jeszcze nie myślał, że to diabeł może takie rzeczy „wydziobywać”, ale po tej rozmowie z kolegą biblistą nie miał najmniejszych wątpliwości, że tak było. Również dlatego, że dziwnym trafem, kiedy przychodziło mu do głowy coś debilnego, albo nie daj Boże grzesznego, nigdy o tym nie zapominał.
Kiedy więc wrócił do domu z Wrocławia po swoim zaskakującym spotkaniu z policjantami, którzy nie wlepili mu mandatu za nadmierną prędkość, ale zachęcili, aby z tej okazji wspomógł jakąś biedną rodzinę, natychmiast zapisał sobie w telefonie komórkowym: „Zapłacić mandat!” i ustawił przypomnienie na dwa razy dziennie, żeby mu diabeł tego postanowienia nie „wydziobał”. I już kolejnego dnia postanowił wypełnić zobowiązanie. Kilka lat w parafii pozwoliło mu mieć pewną orientację w sytuacji materialnej parafian i pomyślał, że początek roku szkolnego jest na pewno dramatyczny u biedniejszych materialnie, ale zasobnych w potomstwo rodzin. Przygotował więc kopertę, do której włożył najpierw pięć banknotów stuzłotowych.
- Trzysta za mandat, jak mówili policjanci i dwie stówki za punkty, które mi się upiekły – powiedział półgłosem. Po chwili jednak wyciągnął z koperty 200 złotych, żeby, jak sam siebie w myślach przekonywał, nie wypstrykać się od razu, bo przecież może mu coś nagle wypaść. Typu inny potrzebujący. Wsiadł w samochód i pojechał do Macierkiewiczów. Szóstka dzieci w wieku szkolnym w tym dwóch ministrantów.
- Ło matko! - wrzasnęła babcia Macierkiewiczowa na jego widok. - Już ksiądz po kolędzie chodzi! Szybko! Gdzie te świeczniki! Koperta! Jak zwykle nic nie jest przygotowane! - babcia, która nie miała jeszcze siedemdziesięciu lat, wydawała się naprawdę tracić głowę.
- Niech się teściowa uspokoi... To nie kolęda, na pewno któryś z naszych chłopaków coś nabroił jako ministrant, mam rację, proszę księdza? - próbowała się domyślić synowa, czyli pani Dagmara Macierkiewicz.
- Nie, absolutnie! - uśmiechnął się Mateusz. - Ja oczywiście przepraszam za najście i to bez zapowiedzi, ale taki miałem pomysł... - przez chwilę zabrakło mu języka w gębie, ponieważ nagle zdał sobie sprawę, że nie za bardzo jest przygotowany do wyjaśnienia swojej obecności. W końcu pomyślał, że nie ma nic lepszego niż prawda i zaczął po prostu opowiadać całe zajście z policją. Kiedy doszedł do momentu, w którym policjanci powiedzieli mu, żeby zamiast mandatu wspomógł jakąś potrzebującą rodzinę, zauważył że Macierkiewiczowa i jej mąż, który dołączył do rozmowy, zaczerwienili się i wymienili między sobą dziwne spojrzenia. Mateusz pewnie też się zaczerwienił i zaczął w myślach wymyślać sobie od debili. Bo tak to wyglądało, że Macierkiewiczowie wyszli na największych biedaków w parafii.
- I co, ksiądz uważa, że u nas bieda aż piszczy? - jakby na potwierdenie powiedział Macierkiewicz i spojrzał z błyskiem złości w oczach.
- Nie, no panie Zenku, ależ skąd! Ja po prostu nie mam się kogo zapytać, a wy macie szóstkę dzieci, znacie inne dzieci z klasy, spotykacie ludzi na wywiadówkach, no i przede wszystkim was znam, bo Kuba i Wiktor są ministrantami. No to, kto mi udzieli lepszej informacji? Komu dać i jak dać, żeby wiecie, było dyskretnie, a nie, że wjadę wielki dobrodziej, macie pieniądze biedaki! No chyba nie ma mnie pan za takiego durnia, panie Zenku? - Mateusz próbował się ratować. - Ja nawet nie mam tych pieniędzy przy sobie - skłamał, dziękując Bogu, że od razu nie wyjechał z tą kopertą.
- O, no to dzięki Bogu, bo wie ksiądz, u nas się nie przelewa, ale pracujemy i dzieciakom niczego nie brakuje. Nie musimy nic żebrać - powiedział udobruchany Macierkiewicz.
- O Boże, teraz na początku roku szkolnego jakiś dodatkowy grosz by nie zaszkodził - wtrąciła się Macierkiewiczowa, ale mąż spojrzał na nią takim wzrokiem, że zaraz się wycofała. - Ale oczywiście, jest wiele rodzin, którym jest znacznie trudniej - dodała.
- O widzi pani, pani Dagmaro, ja właśnie w tej sprawie do was. Bo mam taki budżet do wydania, powiedzmy 300 złotych...
- Ile? - dopytywała się babcia.
- Chciałem powiedzieć 500 złotych – powiedział Mateusz i jak przed chwilą rzucał na siebie gromy, tak teraz poczuł się dumny.
- I co? Chce to ksiądz dać jednej rodzinie, czy może kilku? - spytała pani Dagmara z nadzieją.
- No właśnie się zastanawiam... - powiedział Mateusz. - I tak myślę, że pani ma rację, lepiej więcej rodzin, no i teraz we wrześniu to trzeba głównie patrzeć na te rodziny, które mają dużo dzieciaków w wieku szkolnym.
- To tak, na pewno Chodkiewicze, Gawrony, Roszkowie, Masiejuki... - wymieniał jakby był przygotowany pan Zenek.
- No i potem to już chyba my... - nieśmiało dorzuciła jego żona patrząc na pana Zenka.
- Tak, no bo u Brzozowiczów to tylko czworo dzieci jeszcze w szkole... - dodał Macierkiewicz i zawiesił głos patrząc w podłogę.
- Super! Mamy pięć rodzin. Teraz jeszcze jak to zrobić, dostarczyć, żeby wiecie, nikogo nie urazić? – zapytał Mateusz.
- Ja myślę, że po prostu włożyć stówę w kopertę, do skrzynki pocztowej i już! Wie ksiądz, nie wie lewica, co czyni prawica – zaproponował Macierkiewicz.
- No to świetnie, pozostaje mi jedynie podziękować wam za pomoc i... prosić o dyskrecję – ściszył głos Mateusz.
- Księże, jak kamień w wodę! - Macierkiewicz gruchnął się pięścią w pierś.
- To ja jeszcze pana poproszę, jako wtajemniczonego, żeby pan te koperty jutro powrzucał, dobrze? Będzie pan dyskretny?
- Oczywiście! Aha! No i wie ksiądz, nam to już bez koperty, nie? - uśmiechnął się pan Zenek.
- No pewnie! To umowa stoi, jeszcze raz dziękuję za pomoc – powiedział Mateusz żegnając się. Następnego dnia pan Zenek wypełnił swoją misję, a wieczorem, kiedy Mateusz skończył brewiarz, telefon po raz kolejny przypomniał mu: „zapłać mandat”.
- Zapłacone! - powiedział ze śmiechem Mateusz kasując przypomnienie w komórce, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Pani Gawronowa, czy coś się stało?
- Nie, nie! Wręcz przeciwnie – uśmiechnęła się kobieta. - Niech se ksiądz wyobrazi, że znalazłam w skrzynce pocztowej niezaadresowaną kopertę, a w niej 100 zł. Ucieszyłam się, ale potem pomyślałam, że może to taki sprawdzian od Boga i... postanowiłam się podzielić. Ma tu ksiądz 50 zł., już ksiądz będzie wiedział, kto jest potrzebujący... No, to z Bogiem – powiedziała i poszła, a Mateusz pomyślał, że ma wspaniałych parafian.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej