Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-10-08 12:58:06

Źródło i reformy

kadlubek

Znamy go jako kronikarza, tymczasem był także biskupem, reformatorem, zakonnikiem, a dziś jest błogosławionym. W tym roku mija dokładnie 250 lat od beatyfikacji Wincentego Kadłubka.

W małej wsi Karwów, niedaleko Opatowa, pół godziny drogi od Sandomierza stoi figura sympatycznego biskupa z pastorałem, a na cokole można przeczytać napis: „Dla uczczenia pamięci błogosławionego Wincentego Kadłubka urodzonego w tej wsi wystawili Jan i Maryanna Sidorowie 1919 roku”. Dokładnie naprzeciwko znajduje się mała tabliczka z napisem: „Do źródełka bł. Wincentego Kadłubka”, która asfaltową, ale bardzo wąską drogą prowadzi do niewielkiej kapliczki położonej za wsią, na zupełnym uboczu (żeby nie powiedzieć inaczej ;-).

Uzdrawiająca woda
Kapliczka nie ma długiej historii, w 1995 roku wystawili ją mieszkańcy parafii Włostów z proboszczem, do której należy ten teren, w 800-lecie objęcia przez Wincentego Kadłubka prepozytury sandomierskiej oraz w ramach przygotowania do Wielkiego Jubileuszu. Pamiątkowa tablica znajduje się po prawej stronie wejścia do kaplicy, a po lewej można znaleźć kilka informacji o osobie, której to miejsce zostało poświęcone. Wewnątrz znajduje się mały ołtarz i choć nie ma tabernakulum, to na obrazie widnieje biskup Wincenty przy takim właśnie mieszkaniu Jezusa w jakiejś świątyni trzymający wieczną lampkę. O tym, dlaczego Błogosławiony został przedstawiony właśnie w takiej sytuacji za chwilę, a na razie dobrze byłoby jeszcze rozejrzeć się po miejscu, w którym, jak chce tradycja, Kadłubek przyszedł na świat między 1155 a 1160 rokiem. Za kapliczką znajduje się ścieżka, która prowadzi do źródełka mającego o wiele dłuższą historię, bo od wieków przybywają tu ludzie, by czerpać wodę. Kiedy przyglądałam się kapliczce jedna osoba właśnie odjeżdżała rowerem z napełnionymi butelkami, chwilę później pojawił się mężczyzna ze sporą ilością pięciolitrowych baniaków. - Przyjeżdżam tu od niemal dwudziestu lat po tę wodę, z Sandomierza, to ponad trzydzieści kilometrów. Nie wiem, czy ma jakieś szczególne właściwości, ale jest bardzo smaczna, czysta i może bardzo długo stać nie psując się - wyjaśnia sandomierzanin. Na tablicy u wylotu ścieżki prowadzącej do obudowanego kamiennymi płytami źródła, można przeczytać, że „Karwów leży w rozległej kotlinie, a z zapadających w głąb jej zwałów wytryska kilka źródeł. Jedno z nich nosi imię Wincentego. Według wielowiekowej tradycji miejscowa ludność uważa, że woda z tego źródła używana z wiarą, leczy choroby oczu i inne dolegliwości”. Choć Wincentego Kadłubka znamy głównie jako kronikarza, jest też od 1764 roku błogosławionym Kościoła katolickiego, za którego wstawiennictwem można się modlić w różnych intencjach, a woda ze źródełka, któremu patronuje na pewno nie zaszkodzi.

Mistrz, ale nie magister
Z Karwowa droga życia młodego Wincentego zawiodła do pobliskiej Stopnicy, gdzie rozpoczął naukę, a potem do szkoły katedralnej w Krakowie, w której wykładał biskup Mateusz Cholewa. Prawdopodobnie znajomość z księciem Kazimierzem Sprawiedliwym i jego wsparcie finansowe pomogły młodemu chłopakowi kontynuować studia za granicą (być może w Paryżu lub Bolonii). Po raz pierwszy został nazwany mistrzem (magistrem) w dyplomie Kazimierza Sprawiedliwego z 1189 roku, ale niektórzy badacze przypuszczają, że tytułu naukowego magistra jednak Kadłubek nie zdobył. Mimo to został notariuszem, a potem kanclerzem na książęcym dworze, a także otrzymał święcenia kapłańskie (mógł być kapelanem księcia). Po śmierci Kazimierza w 1194 roku rozpoczęła się sandomierska przygoda ks. Wincentego Kadłubka, który zostaje prepozytem tamtejszej kolegiaty. Przez najbliższe trzynaście lat miał dużo czasu, by pisać „Chronica Polonorum” - „Kronikę Polską”, po tym czasie został biskupem krakowskim konsekrowanym przez  arcybiskupa gnieźnieńskiego Kietlicza. Był to szczególnie intensywny czas w jego życiu – biskup Wincenty podpisywał się „niegodny sługa Kościoła” i aktywnie działał na rzecz wprowadzania reform, które wprowadzał abp Kietlicz (wprowadzenie celibatu, uniezależnienie Kościoła od władzy świeckiej). Dla poparcia reform, inspirowanych przez Stolicę Apostolską, Wincenty brał udział w synodach, zwołanych w Borzykowie, Matyczowie i Wolborzu, w których uczestniczyli też książęta - Leszek Biały, Konrad Mazowiecki, Henryk Brodaty i Władysław Odonicz. Reformy te przeprowadzano również na zjazdach w Gnieźnie (1213) i Sieradzu (1213). Kiedy na Kraków najechał Mieszek Raciborski, przeciwnik reform, Wincenty - z powodu swojej postawy - musiał na jakiś czas opuścić miasto.

Wieczne światło
Jako biskup krakowski wspierał szczególnie zakony bożogrobowców i cystersów, zlikwidował kolegiatę w Kijach, oddał kościół oraz wieś Podłęże zreformowanej kolegiacie w Kielcach, konsekrował bazylikę św. Floriana w Krakowie, a nawet brał udział w Soborze Laterańskim IV (1215), który miał charakter szczególnie reformistyczny. O soborze Wincenty zawiadomił „swoje” duchowieństwo i wiernych na synodzie w Sieradzu, gdzie dwa lata wcześniej przygotowano propozycje na sobór. Na tym właśnie soborze wprowadzono obowiązek spowiedzi i Komunii Świętej wielkanocnej, obostrzono przepisy odnośnie małżeństwa, by nie dopuścić do konkubinatów, zrygoryzowano przepisy dotyczące karności kościelnej, zwłaszcza celibatu duchownych, i ogłoszono nową krucjatę na rok 1217. Po soborze, będąc już w kraju, Wincenty osobiście dbał o wprowadzanie reform, szczerzył także kult św. Floriana, mało znanego wówczas w Polsce, którego relikwie przywiózł wracając ze studiów, oraz św. Stanisława. Cześć do Najświętszego Sakramentu i żywą obecność Jezusa w tabernakulum chciał podkreślić umieszczając przy nim wieczną lampkę, która przyjęła się później także w innych kościołach. Dlatego tak Błogosławiony został przedstawiony na obrazie w kaplicy w Karwowie.

Bez precedensu
Dziesięć lat intensywnej pracy duszpasterskiej i reformatorskiej biskupa Wincentego nie zawsze spotykało się z uznaniem i wdzięcznością, ale prawdopodobnie wcale nie dlatego Kadłubek zrzekł się biskupstwa, na co zezwolił papież Honoriusz III w 1218 roku. Znany z kronikarstwa kapłan odważył się na posunięcie, które nie tylko wówczas było, ale i dzisiaj pozostaje wielkim heroizmem – pozostawił swój rodowy majątek, bogactwo i blask urzędu biskupiego, sławę, jaką cieszył się na książęcym dworze i wybrał życie ubogiego mnicha w klasztorze w Jędrzejowie (80 km na północny-wschód od Krakowa, które według tradycji przeszedł pieszo i na boso), przy kościele, który sam konsekrował. Ten klasztor, między innymi, wspierał także wcześniej jako biskup. Opat z braćmi mieli wyjść mu na spotkanie, a tam gdzie ponad 60-letni Wincenty padł na twarz przed cystersami prosząc o przyjęcie wznosi się niewielki Kopiec Spotkania. W Jędrzejowie były biskup spędził ostatnie lata życia i choć był już starszym człowiekiem żył jak każdy inny mnich: wstawał o północy na dwugodzinną modlitwę, uczestniczył w niej siedem razy każdego dnia razem ze wszystkimi mnichami, zachowywał posty. Zasadą cysterskich pokutników było skromne jedzenie, pokutny strój i krótki sen.

Swobodna twórczość
„Kronikę Polską” ojciec Wincenty musiał przerwać w najciekawszym momencie, zmarł bowiem w czasie, kiedy opisywał wydarzenia, których był bezpośrednim świadkiem. Dziś wiadomo, że kronika ta to bardziej średniowieczne gesta, ciekawy zbiór podań i mitów o początkach Polski, niż źródło historyczne – autor dość swobodnie manipulował faktami przy barwnych łacińskich opisach i dialogach. Mimo to Kadłubek bywa nazywany pierwszym polskim historykiem. Dzisiaj około trzydzieści rękopisów tego czterotomowego dzieła przechowuje się na terenie niemal całej Polski (Kraków, Wrocław, Warszawa, Kórnik), a nawet poza jej granicami (w Wiedniu). O „Kronice Polskiej” słyszał każdy uczeń w naszym kraju, przy okazji być może zapamiętał, że jej autor był kapłanem, ale niewielu z nas wie, jak ciekawe i bogate życie wiódł Wincenty Kadłubek. Kiedy zmarł został pochowany w prezbiterium klasztornego kościoła, jednak opinia o jego świętości długo nie wydostała się poza mury klasztorne. Jego grób nawiedzali: Konrad Mazowiecki, król Kazimierz Wielki, Kazimierz Jagiellończyk ze swoją matką królową Zofią i Jan Długosz, który w swoich „Dziejach” wydał mu wspaniałe świadectwo. Szymon Starowolski na podstawie ksiąg klasztornych z przełomu XVI i XVII wieku przytacza ponad 150 wypadków cudownych, przypisywanych Wincentemu, a wśród nich podobno nawet wskrzeszenia umarłych. W 1633 roku otwarto grób Kadłubka i okazało się, że ciało jest niemal nienaruszone, co ściągnęło wielu pielgrzymów, nieco później papież Innocenty XI uznał ołtarz Wincentego za uprzywilejowany, tzn. obdarzony przywilejem odpustu. W 1764 roku papież Klemens XIII podpisał bullę oznaczającą formalnie beatyfikację.
Wspomnienie Błogosławionego przypada 9 października; jest on patronem przede wszystkim diecezji sandomierskiej, a w samym Sandomierzu znajduje się jego figura na zboczu przy katedrze od strony Wisły, natomiast w świątyni na bocznym ołtarzu przechowywane są jego relikwie.

Tekst i foto Anika Djoniziak


Galeria fotografii

Przeglądaj galerię wersji Flash

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej