Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-09-12 09:46:35

Aby nikt nie zapomniał

700 milionów dolarów wydano na National September 11 Memorial Museum w Nowym Jorku, aby upamiętnić prawie 3000 istnień ludzkich, bezcennych.

W ostatnim tegorocznym eseju chciałbym wrócić do miejsca, w które zabierałem naszych Czytelników już dwukrotnie. Mam na myśli World Trade Center, a właściwie to co postawiono na jego gruzach, celem upamiętnienia tragedii, jaka miała tam miejsce 11 września 2001 roku, a dzisiaj nazywa się 9/11 Memorial. W tych dniach będziemy obchodzić kolejną rocznicę tego wydarzenia, a poza tym wreszcie przed kilkoma miesiącami otwarto również nowe muzeum. Przypomnę, że w pierwszym artykule na ten temat pisałem o krzyżu (akurat w Polsce mieliśmy wielkie kontrowersje wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie), jaki trzynaście lat temu ukazał się oczom zdumionych strażaków na zgliszczach dwóch drapaczy chmur: fragment żelaznej konstrukcji zachował się w formie kilkumetrowego krzyża. Pozostał tam aż do roku 2006, kiedy z powodu rozpoczętych prac nad zagospodarowaniem Ground Zero (jak nazywano strefę dawnego World Trade Center) przeniesiono go pod pobliski kościół św. Piotra. W kolejnym tekście w roku 2011 opisywałem otwarty w dziesiątą rocznicę tragedii Memorial z dwoma charakterystycznymi fontannami w miejscu dwóch wież, a także zauważyłem, że krzyż został zabrany spod kościoła św. Piotra (a na tym miejscu postawiono inny upamiętniający wydarzenie, bo przecież puste miejsce po krzyżu też miałoby jakąś swoją wymowę) i przeniesiony na swoje pierwotne miejsce, a konkretnie do muzeum. To muzeum zostało otwarte w tym roku.

Dobrze mieć przyjaciół
Przez pierwsze miesiące było trudno o bilety i nawet nie liczyłem na wizytę w muzeum. Ale pod koniec lipca stało się to możliwe, wystarczyło odstać kilka godzin w długiej kolejce i można było jeszcze raz „zanurzyć się” w te straszne minuty dzięki zgromadzonym eksponatom. Ja nawet nie musiałem stać w kolejce, bo moi przyjaciele Henry i Mary wykupili członkostwo w klubie wspierania Memoriału i dzięki temu mają prawo do wprowadzenia za darmo kilku gości (bilet kosztuje 24 dolary, ale w każdy wtorek po południu można też wejść za darmo, co nie znaczy bez kolejki) i to bez konieczności czekania w kolejce. Mało tego, ich serdeczny przyjaciel Matt O’Mara pracujący w Muzeum był naszym prywatnym przewodnikiem.

102 minuty, które wstrząsnęły światem
Jak się dowiadujemy, wewnątrz muzeum zostały zebrane eksponaty, wystawy i instalacje upamiętniające 102 minuty (między godz. 8.46, kiedy porwany samolot lotu oznaczonego nr 11 uderzył w Wieżę Północną a godziną 10.28 kiedy to Wieża Północna zawaliła się). W międzyczasie o 9.03 porwany samolot rejsu nr 175 uderzył w Wieżę Południową, o 9.37 samolot rejsowy nr 77 uderzył w Pentagon, o 9.59 zawaliła się Wieża Południowa, a o 10.03 porwany samolot rejsu nr 93 rozbił się w Somerset County. Te wszystkie wydarzenia mamy tu przedstawione minuta po minucie poprzez zdjęcia, filmy, nagrania rozmów osób, które dzwoniły do najbliższych z porwanych samolotów, czy też uwięzionych w płonących wieżowcach. Są relacje pilotów, nagrania z czarnych skrzynek, dzienniki telewizyjne i specjalne newsy jakie ukazywały się w tych tragicznych chwilach. Ponieważ de facto znajdujemy się pod ziemią jesteśmy praktycznie przy fundamentach wież. Można zobaczyć umocnienia, które zabezpieczały budynki przed wodami rzeki, ale które oczywiście nie mogły ochronić przed terrorystami... Fotografie terrorystów są w słabo oświetlonym miejscu. I słusznie. W większości sal można robić zdjęcia, ale są niektóre wystawy, gdzie odwiedzających prosi się o powstrzymanie od fotografii. Takim miejscem jest osobny hol, gdzie upamiętnione są ofiary: na ścianie są portrety niemal wszystkich z prawie 3000 osób, które zginęły. W środku tego holu jest specjalne pomieszczenie, gdzie bez przerwy są wyświetlane interaktywne prezentacje ofiar, w których bliscy opowiadają o tych, którzy zginęli. Czas przebywania tam jest nieograniczony, ale ciężko jest wytrzymać dłużej niż dwie, trzy historie... Mimo że jest tu mnóstwo ludzi, właściwie nikt nie rozmawia. Wzruszenie i zamyślenie jest tak wielkie, że jedynymi słowami jakie się słyszy są częste „przepraszam” kiedy ktoś po prostu w zadumie przypadkiem wpada na drugą osobę. Nawet ludzie bardzo młodzi zachowują się godnie. Przed wyjściem z muzeum można dokonać wpisu na wirtualnej ścianie pamięci i wielu ludzi czeka nawet w kolejce, aby to uczynić.

Gdzie jest krzyż?
Na mnie największe wrażenie zrobiła bryła cementu oddzielona od widzów szklaną taflą. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ większość eksponatów była odsłonięta. Okazało się, że owa nie wyższa niż jeden metr bryła cementu to „sprasowane” cztery piętra. A znajduje się za szkłem, ponieważ zawiera resztki ludzkich istnień... To po prostu grób... I przy tym grobie pomyślałem o krzyżu i zacząłem się za nim rozglądać. Przyznam się, że kiedy go znalazłem byłem nieco rozczarowany, bo został tak wkomponowany pośród innych eksponatów, że właściwie wcale nie rzuca się w oczy. Cóż, taka to dzisiaj polityka poprawności politycznej, że znak jednego wyznania nie może być za bardzo wyeksponowany... Ale dobrze, że tutaj jest. I już tutaj zostanie. Krzyż, który „wyrósł” na zgliszczach, jako znak zwycięstwa Chrystusa nad Złem. Bo nie mam żadnych wątpliwości, że to co się wydarzyło 11 września 2001 roku w Nowym Jorku, to było Zło w najczystszej postaci. Ale nadzieja chrześcijańska uczy nas, że Zło zostało pokonane na krzyżu i tylko ta myśl pozwala wyjść z tego muzeum z jakimś optymizmem.
Jak się okazało, krzyż był w tej części muzeum, w której obowiązuje zakaz robienia zdjęć, któremu się podporządkowałem. Powiedziałem później naszemu przewodnikowi, jak mi przykro, że nie będę mógł pokazać Czytelnikom „Opiekuna” ostatecznej destynacji krzyża, którego historię śledzą. I proszę sobie wyobrazić, że po moim powrocie do Polski otrzymałem maila od Matta, który opowiedział wszystko swej zwierzchniczce i ta zrobiła zdjęcie krzyża i dzięki temu możecie je zobaczyć. Tym optymistycznym akcentem kończymy nasze tegoroczne wędrówki po Nowym Jorku. Z nadzieją, że będzie ciąg dalszy.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej