Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-09-10 12:37:01

Święta Równa Apostołom Maria Magdalena

grabraka

Są takie kobiety, dla których mężczyzna
jest w stanie popełnić każde szaleństwo,
byle tylko być blisko nich.

Ponieważ już od dawna nie śledzę wiadomości telewizyjnych i prasowych, a wiedzę o świecie czerpię głównie z wybranych źródeł internetowych, czasami pewne rzeczy mi umykają. Nie jest to oczywiście wielkim problemem i chętnie płacę taką cenę za nieobciążanie mojego umysłu niepotrzebnymi informacjami i systemu nerwowego nadmiernymi stresami, nieuniknionymi w konfrontacji choćby z rodzimą polityką.

Szybka decyzja, to dobra decyzja
Z tego powodu właściwie w ostatniej chwili, kiedy w poniedziałkowe popołudnie zastanawiałem się, co zrobić, aby nie zmarnować reszty dnia, natknąłem się na następującą notkę w wiadomościach: „Relikwie św. Marii Magdaleny i Krzyża Świętego z prawosławnego monasteru Simona-Petra (Skała Szymona) na górze Athos przybyły w sobotę do Polski. Do 23 sierpnia będą pielgrzymować po polskich świątyniach prawosławnych. Odwiedzą m.in. cerkwie w Warszawie, Białymstoku i Wrocławiu, a także przybędą na Górę Grabarkę. Organizatorem całego przedsięwzięcia jest Bractwo Prawosławne Świętych Cyryla i Metodego. Relikwie przywiozła do Polski delegacja mnichów z klasztoru Simona-Petra na górze Athos z ihumenem tego klasztoru, archimandrytą Elizeuszem na czele”. Nie mam zielonego pojęcia, kto to jest ihumen albo archimandryta, ale jestem wręcz zakochany w św. Marii Magdalenie i wiadomość, że jej relikwie są w Polsce zelektryzowała mnie i pomyślałem, że absolutnie muszę się znaleźć w ich pobliżu. Najpierw pomyślałem o Wrocławiu, bo i blisko i znajomo. Ale kolejne pięć minut refleksji skierowało mnie na inny tor: a dlaczego jechać tam gdzie znajomo? Czy nie lepiej wykorzystać szansę na poznanie nieznanego? Rzut oka na mapę i sprawdzenie programu peregrynacji relikwii zaowocował wiedzą, że już nazajutrz rano relikwie będą na świętej górze prawosławia Grabarce, a po południu w Hajnówce. Dwa piękne miejsca, nieznane i w pewnym sensie tajemnicze. I Maria Magdalena. Wziąłem dokumenty, kluczyki od samochodu, zszedłem do garażu i... pojechałem. Kiedy wieczorem zadzwonił ksiądz kolega chcąc prosić o jakąś przysługę, powiedziałem że jestem gdzieś w okolicach Białegostoku i nie mogę pomóc.
- A co ty tam robisz?
- Wiesz, święta Góra Grabarka... - zacząłem tłumaczyć.
- Tak, tak! Wy wszyscy jeździcie na święte góry, kościółki, powiedz lepiej prawdę, że chodzi o jakąś kobietę – zażartował kolega.
- A żebyś wiedział!

Święta od zakochanych
Maria Magdalena. Sam nie wiem, od kiedy, ale ta Święta urzekła mnie i zaczarowała w jakimś sensie i nie chodzi tu bynajmniej o owo zakochanie, którego doświadczyłem w czasach licealnych do koleżanki o rzeczonym imieniu (oczywiście Magdalenka, jak ją nazywaliśmy, o niczym nie wiedziała ;-). To co odkrywam od lat w Kaliszu na temat św. Józefa i jego wyjątkowej bliskości z Jezusem od dawna myślałem o św. Marii Magdalenie, o jej wybraństwie, o jej przyjaźni z Jezusem, o jej miłości do Jezusa. Nie ma w brewiarzowych lekturach czytania, które byłoby piękniejsze od słów, jakimi św. Grzegorz Wielki opisuje gorące pragnienie Chrystusa św. Marii Magdaleny: „Szukała i nie znalazła. Szukała dalej wytrwale i znalazła; tęsknota rosła w miarę upływu czasu, kiedy zaś stała się wielką, osiągnęła cel swoich pragnień. Święta bowiem tęsknota rośnie, gdy nie znajduje przedmiotu swych pragnień. Gdy zaś pragnienie usuwa tęsknotę, oznacza to, iż nie była to prawdziwa tęsknota. Taką właśnie prawdziwą tęsknotę przeżywał każdy, kto zdobył prawdę”. Zawsze myślałem, że gdybym miał choć ułamek pragnienia Chrystusa św. Marii Magdaleny, byłbym może nie równym Apostołom, jak prawosławni tytułują Marię Magdalenę, ale chociaż bardziej wiarygodnym i pociągającym innych do Jezusa. I właśnie o to chciałem się modlić przy jej relikwiach dla siebie, o pragnienie Chrystusa, ale i dla wszystkich moich przyjaciół. A dla tych, którzy żyją w małżeństwie, o taką żarliwość w uczuciach, bo z całym szacunkiem dla św. Walentego, ale dla mnie tutaj nie ma żadnego porównania. Myślę, że Walenty poddałby ten mecz walkowerem.

Święta Góra Grabarka
W mojej naprędce zorganizowanej wyprawie przeoczyłem oczywiście fakt, że we wtorek, 19 sierpnia przypadało w kalendarzu prawosławnym Święto Przemienienia Pańskiego i że nie przypadkiem właśnie w tym dniu relikwie św. Marii Magdaleny znalazły się w najważniejszym dla prawosławnych sanktuarium. Z jednej strony, niestety, musiałem z żalem pożegnać marzenia o intymnej, spokojnej modlitwie przy relikwiach ulubionej Świętej, ale z drugiej strony miałem okazję uczestniczyć w wielkiej uroczystości. Nawet pan Prezydent się pofatygował z małżonką. I oczywiście wielkie rzesze wyznawców prawosławnych. Choć początki kultu na tej górze sięgają gdzieś XIII wieku i są związane z kultem ikony Spasa (Zbawiciela), która później zaginęła, to jednak najbardziej znane wydarzenie w jej historii miało miejsce w 1710 roku, kiedy to śmiertelna zaraza pochłonęła tysiące ofiar, a wybawieniem od niej okazała się woda ze źródełka płynącego u stóp Grabarki. Z zapisów w kronice wynika, że na Świętej Górze zgromadziło się wówczas około 10 tysięcy wiernych, a w dowód wdzięczności na wzniesieniu postawiono pierwszą drewnianą kaplicę Przemienienia Pańskiego. Kiedy dociera się do Świętej Góry pierwszym widokiem są właśnie kolejki do studni wzniesionej w miejscu źródełka: ludzie biorą wodę, którą uważają za cudowną, obmywają się nią, a następnie wycierają chusteczkami, które później rozwieszają na okolicznych gałęziach. Po wyschnięciu batiuszka zbiera te chustki (wraz z chorobami) i spala je. Po wejściu na górę udaję się do cerkwi w poszukiwaniu relikwii, a przy okazji widzę procesję, w której bierze udział również pan Prezydent. Zarówno do wejścia do kaplicy z ikonostasem i innymi ikonami, którym prawosławni oddają cześć, jak i z drugiej strony do kruchty, w której wystawione są relikwie św. Marii Magdaleny i Świętego Krzyża, ustawiły się olbrzymie kolejki, dosłownie kilkusetmetrowe! I choć początkowo chciałem demokratycznie i pokornie odstać swoje, kiedy wreszcie znalazłem koniec kolejki prowadzącej do relikwii, postanowiłem jednak skorzystać z uprzywilejowania, jakim jest... koloratka. Stanąłem skromnie tuż przy wejściu do kruchty i jeden z ojców zobaczywszy mnie, natychmiast zaproponował wejście bez kolejki, z uśmiechem tytułując mnie nawet infułatem. Po wyznaniu, że jestem zwykłym, czarnym księdzem skwapliwie skorzystałem z okazji, aby przytulić się do lewej dłoni św. Marii Magdaleny. Czy to właśnie tą dłonią próbowała zatrzymać Zmartwychwstałego?

Relikwia z Góry Athos
Na górze Athos św. Maria Magdalena należy do czterech najbardziej czczonych niewiast, obok Bogarodzicy, św. Anny i św. Anastazji Rzymianki. Kult Magdaleny jest drugi po Matce Bożej i od 1642 roku w monasterze Simonopetra znajduje się duchowy skarb – jej lewa dłoń. Tak o tej relikwii opowiadał dla prasy ks. Adam z warszawskiej parafii prawosławnej: „Niezwykłość tych relikwii polega m.in. na tym, że dłoń jest nietknięta rozkładem i wciąż utrzymuje temperaturę ludzkiego ciała. Wydziela też bardzo przyjemną woń. Mnisi opowiadali mi, że kiedyś do ich monasteru przyjechali światowi naukowcy, aby zbadać to utrzymywanie się ciepła i sprawdzić, czy nie jest to jakiś podstęp, np. czy aby szkatuła nie jest specjalnie podgrzewana. Jeden z mnichów wyniósł wówczas szkatułę na zewnątrz świątyni. Aura była zimowa, a w miejscu gdzie położono szkatułę zaczął topić się śnieg”. Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć temu opisowi, ponieważ relikwia, wraz z drugą relikwią Krzyża Świętego, była zamknięta w specjalnej szkatułce, a mnich z Góry Athos, który asystował oddawaniu czci nie pozwalał na dłuższy kontakt, co jest zrozumiałe zważywszy na oczekujące tłumy. Po odmówieniu modlitw w cerkwi (główne uroczystości były sprawowane na zewnątrz, dzięki czemu modlitwa brewiarzowa z prawosławnymi śpiewami w tle była szczególna) i oddaniu czci Iwierskiej Ikonie Bogarodzicy opuszczam Górę Grabarkę.
Chcę w ten sposób uniknąć korków, kiedy wszyscy pielgrzymi zaczną tłumnie opuszczać sanktuarium, a przy okazji udać się na Godzinę Miłosierdzia do znajdującej się już całkiem blisko (dwie godziny jazdy samochodem) Sokółki znanej z cudu eucharystycznego, w której nigdy nie byłem. A po południu mam w planie Hajnówkę. Może tam będzie mniej ludzi i więcej duchowej intymności z Marią Magdaleną?

Ponownie jak w niebie
Zapomnij! Zapomnij o intymności! Tak pomyślałem, kiedy około 16.30 dotarłem do Hajnówki i już z daleka zobaczyłem wijącą się wzdłuż drogi kolejkę i doskonale wiedziałem do czego. Ale ponownie muszę przyznać, że choć różnie się mówi o współpracy z księżmi prawosławnymi, ja nie miałem żadnych problemów, aby wejść bez kolejki do Soboru Świętej Trójcy, który jest katedrą prawosławną w Hajnówce, i... wpaść w zachwyt. Niesamowite są cerkwie z ich freskami, ikonami i tym całym niebiańskim nastrojem. Tutaj relikwie były wystawione dokładnie na środku katedry pod wspaniałym żyrandolem w kształcie krzyża. Śpiew Akatystu ku czci św. Marii Magdaleny i zapach kadzidła, który nigdy nie zdążył się ulotnić, bo natychmiast któryś batiuszka wychodził z trybularzem i okadzał wszystkie ikony. Niebo. I znowu bliskość św. Marii Magdaleny. Muszę przyznać, że cześć, jaką otaczają prawosławni Magdalenę, jest daleko głębsza niż nasza. Sam fakt nazywania jej zawsze Święta Równa Apostołom Maria Magdalena mówi sam za siebie. Podczas gdy na Zachodzie w dalszym ciągu utożsamia się często Magdalenę z jawnogrzesznicą, w kościele prawosławnym przywiązuje się wielką wagę do podkreślenia, że miłość do Nauczyciela Chrystusa uczyniła ją godną stać się pierwszym świadkiem Jego Zmartwychwstania i do odróżnienia jej od innych Marii z Ewangelii, a przede wszystkim do odróżnienia jej od jawnogrzesznicy. Prawosławni podkreślają, że św. Maria Magdalena mylnie nazywana była grzesznicą z dwóch powodów. Po pierwsze, wskutek bezpodstawnego utożsamiania jej z grzesznicą z Ewangelii Łukasza (Łk 7, 36-50), a po drugie wskutek niewłaściwej interpretacji uwolnienia jej od siedmiu demonów, które utożsamiano mylnie z siedmioma grzechami śmiertelnymi. Demony to nie grzechy. Jawnogrzesznica u św. Łukasza, Maria Magdalena i Maria siostra Łazarza to trzy różne niewiasty. Przytoczę na koniec słowa św. Modesta, które szczególnie mi się podobają: „Tak, jak najstarszy z apostołów Piotr został nazwany tym imieniem dzięki swojej niezachwianej wierze w Chrystusa, tak samo Maria dzięki swojej czystości i umiłowaniu Jezusa stała się przywódczynią Jego uczennic i została nazwana przez Pana Jezusa Marią, to znaczy imieniem Bogarodzicy”.
Oczywiście, że taka Maria Magdalena nie zainteresuje reżyserów i autorów książek sensacyjnych. Ale właśnie dla takiej Marii Magdaleny warto było zrobić 1200 kilometrów w dwa dni ufając, że czegoś się od niej nauczę.
Ciężko opuścić Niebo, ale trzeba wracać do codzienności.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek


Galeria fotografii

Przeglądaj galerię wersji Flash

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej