Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-08-14 15:43:47

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część CLXXX

Jak w każdy pierwszy piątek miesiąca Mateusz dwie godziny spędził w konfesjonale, ale ponieważ były wakacje, a w dodatku pomimo środka lata lało jak z cebra, niewielu było chętnych na pojednanie się z Bogiem. Dopiero na ostatnie pół godziny pojawiło się kilkanaścioro dzieci, które bez pośpiechu wyspowiadał, pozwalając sobie nawet na nieco dłuższe pogawędki z co bardziej rozmownymi dzieciakami. Zawsze przychodziły one pod koniec czasu wyznaczonego na spowiedź, bo dobrze wiedziały, że tuż po zakończeniu będzie tradycyjna „uczta przebaczenia”. Mateusz wprowadził ten zwyczaj mniej więcej pół roku temu. Kobiety z parafii na ochotnika piekły dla niego dwie blachy ciasta (musiał założyć listę z wpisami, bo zdarzało mu się, że miał dziesięć blach ciasta naraz, jego parafianki najwyraźniej lubowały się w wypiekach), on kupował trochę cukierków i zimne napoje i po spowiedzi ucztowali z radości, że Pan Bóg im przebaczył grzechy. Jak tylko wyszedł z konfesjonału Roksana, która w tym roku przyjęła Pierwszą Komunię natychmiast chwyciła go za rękę, jak to się jej często zdarzało. Dziewczynka wychowywała się bez ojca i za każdym razem, kiedy Mateusz poświęcił jej choć chwilę „przyklejała” się do niego. A on nie oponował. Wielu kolegów często ostrzegało go, że musi uważać, bo dzisiaj za byle co oskarżą go o pedofilię, ale Mateusz nic sobie z tego nie robił. Bo też i nie robił nic, co mogłoby rzucić na niego choć cień podejrzenia i z dziećmi byli zawsze w większej grupie. Nie można dać się zwariować.
- Proszę księdza, a na pewno Pan Bóg już zapomniał, że się pokłóciłam z siostrą? - upewniała się jeszcze dziewczynka.
- A pokłóciłaś się? - zażartował Mateusz. - Widzisz? Nawet ja już zapomniałem, a Panu Bogu nasze spowiedzi baaardzo skracają pamięć. Na pewno już zapomniał.
- I już się na mnie nie gniewa? - dopytywała Roksana patrząc mu w oczy.
- On się nigdy na ciebie nie gniewa, najwyżej było mu smutno, ale nigdy nie przestał cię kochać - zapewnił Mateusz.
- Chciałabym mieć takiego tatę jak ty! - niespodziewanie wyznała dziewczynka. - Albo chociaż wujka.
- Ale przecież proboszcz to jest prawie tak samo jak wujek – powiedział Mateusz z uśmiechem i ten uśmiech zamarł mu na twarzy, bo sobie przypomniał o swoich rodzonych bratanicach, których nie widział od kilku miesięcy. Jak go zobaczy bratowa, to znowu dostanie burę. Za każdym razem jest afera o jego brata, który nie za często chodzi do kościoła. Dziewczyny raczej się nigdy nie skarżyły, że rzadko przyjeżdża, ale bratowa zawsze. Uważała i pewnie miała rację, że powinien się bardziej zaangażować w życie religijne rodzonego brata, a Mateusz nigdy nie wiedział, jak się do tego zabrać. Niby zawsze przypominał, że bez Boga daleko nie zajadą, ale brat się uśmiechał tłumaczył przepracowaniem, opowiadał komu i jak pomógł, tak po chrześcijańsku i komu przebaczył, tak że Pan Bóg i tak na pewno był z niego dumny. A na kościół jeszcze będzie czas.
- Chyba mnie jeszcze nie wysyłasz na cmentarz? - prowokował go zawsze.
- Ja cię nigdzie nie wysyłam, tylko cię zapraszam. I nie na cmentarz – odpowiedział ostatnio Mateusz. A teraz patrząc na dzieciaki pałaszujące jabłecznik, czyli szarlotkę (panie powiedziały, że na złość Putinowi, pytając jednocześnie, czy to grzech), postanowił pojechać po Mszy do brata. Chociaż w myślach już widział tę minę bratowej i słyszał jak mówi: „Powiedz coś bratu!”.
„Ale jakoś to przeżyję, a za to dziewczyny się ucieszą, a już Kasia na pewno, bo Paulina to już bardziej za chłopakiem się rozgląda niż za wujkiem” - pomyślał i wrzucił do plecaka parę książek, które gdzieś kupił z myślą o swoich bratanicach. Przez całą drogę przygotowywał sobie przemowę do brata. Kiedy był już blisko wszystko miał poukładane w głowie i z optymizmem zadzwonił do drzwi. Otworzyła Kasia więc roześmiał się od ucha do ucha i rozłożył szeroko ramiona i tak stał jak głupek. Kasia popatrzyła na niego smutnym wzrokiem i stała nieruchoma.
- Dzień dobry! A pan do kogo? - powiedziała wreszcie dwunastolatka, a Mateusz zdębiał zupełnie.
- Kaśka! Nie denerwuj wujka! - powiedziała podniesionym głosem bratowa zza pleców dziewczyny.
- Cześć! - powiedziała wreszcie Kasia, przytuliła się chłodno i pomaszerowała prosto do swojego pokoju.
- O co tu chodzi? - zapytał zdziwiony Mateusz witając się z bratową.
- A jakieś fochy ma, sam się jej później zapytasz - odpowiedziała bratowa. - Zrobić ci zielonej herbaty?
- Chętnie. Ale o co chodzi Kasi? Jeszcze nigdy mnie tak nie przywitała - zapytał Mateusz.
- Nigdy, ale z drugiej strony nie można powiedzieć, żeby w ogóle miała często okazję się z tobą witać - stwierdziła nie bez sarkazmu bratowa.
- Ale powiedz mi chociaż, o co chodzi – poprosił Mateusz.
- Jakby co, to ja ci nic nie mówiłam, ok? Od kilku dni jest taka naburmuszona na ciebie, bo rozmawiała ze swoją najlepszą przyjaciółką. I ta przyjaciółka ma chłopaka i jakieś tam problemy, wiesz jak to dziewczyny w tym wieku. No i powiedziała Kasi, że ona to ma dobrze, bo ma wujka księdza i może z nim o wszystkim pogadać. No a Kasia na to, że wujka nigdy u nas nie ma, czy że rzadko bywa. I pewnie tamta musiała jej coś powiedzieć, typu że pewnie cię wujek nie lubi skoro tak rzadko przyjeżdża i tak ją z tym zostawiła. Potem się jeszcze razem z siostrą zgadały, że pewnie wcale ci na nich nie zależy i teraz obie takie wściekłe na ciebie. Ty się ciesz, że nie ma Pauliny, bo ta dopiero dałaby ci popalić. Wiesz Kasia to się od razu popłacze i już, a Paulina to jeszcze najpierw napyskuje... Miałam do ciebie nawet zadzwonić, żebyś wpadł w wolnej chwili, bo faktycznie już ciebie dawno nie było – zakończyła bratowa. Mateusz nic nie mówił, bo czuł się jakby mu ktoś obuchem w łeb przywalił, a poza tym czekał, kiedy bratowa zacznie się skarżyć na swojego męża, ale ta zamilkła.
- A jak się mój bracholek sprawuje? - zapytał ostrożnie.
- No muszę ci powiedzieć, że od rekolekcji wielkopostnych prawie co niedzielę jesteśmy razem w kościele, sama jestem zdziwiona. To już chyba Paulina więcej razy się wymigała od ojca – powiedziała bratowa, ale Mateusz nawet nie miał serca, żeby odetchnąć z ulgą, tak go ta bratanica zmartwiła. A właściwie szczerze mówiąc, to nie bratanica, tylko zły był na siebie. Jak on sobie to wyobrażał? Że będzie dobrym wujkiem dla dorastających dziewczyn (Paulina już właściwie dorosła) pokazując się raz na trzy miesiące? I jeszcze zwykle witał się, pił kawę, a potem leciał w odwiedziny do tego czy innego sąsiada czy przyjaciela.
- Żebyś czasem dzisiaj gdzieś w odwiedziny nie szedł, bo zwłaszcza Paulina to wypominała, że masz więcej czasu dla kolegów niż dla nich – ostrzegła go bratowa, jakby czytała w jego myślach.
- Nie, no co ty? Nigdzie się nie wybieram... Poczekam na brata... Powiedz mi, ty wiesz, że ja te dziewczyny kocham nad życie, prawda?
- Mateusz, ja wiem, ale ty też wiesz, że to trzeba okazać. Wy chłopy jesteście wszyscy jednakowi! Po prostu. Jeden myśli, że jak przyniesie do domu całą wypłatę i nie chodzi na piwo to jakby wyznawał miłość, a drugi wpadnie raz na ruski rok i się dziwi, że dziecko naburmuszone. Sam to kiedyś mówiłeś, jak miałeś konferencję dla kobiet. Specjalnie pojechałam, żeby posłuchać. Mówiłeś, że dzieci, dziewczynki też, od matek uczą się zachowań, a od ojców...
- ...postaw - wtrącił Mateusz widząc, że kobiecie brakowało słowa.
- No właśnie! Czyli pamiętasz! Jak one się mają od ojca nauczyć postaw, jak ojciec ciągle w robocie, chociaż muszę przyznać, że ostatnio bardzo się stara. A od ciebie jak się mogą czegoś nauczyć, jeśli wpadniesz na dziesięć minut raz na dwa miesiące? Przez emanację?
- Masz rację... Idę do Kasi – powiedział zrezygnowany Mateusz.
- Pamiętaj, że ja ci nic nie mówiłam! - zastrzegała się jeszcze bratowa.
- Spoko. Nic nie powiem – mamrotał pod nosem Mateusz. - Mam przygotowaną mowę. Co prawda miała być do brata, ale trochę przerobię i będzie w sam raz.
- Mowę? - dziwiła się bratowa.
- Nie, nic – powiedział i zapukał do drzwi pokoju. - Kasia?
- Wchodź wujek – odpowiedziała dziewczyna z głębi pokoju.
- Ale bęcwał ze mnie – powiedział zamykając drzwi za sobą, ale dziewczyna natychmiast przytuliła się do niego.
- Widzę, że mama już ci wszystko wypaplała, przysięgam, że już nic więcej jej nie powiem – mówiła Kasia.
- Kasiu, ale ty wiesz, że ja ciebie i twoją siostrę kocham ponad wszystko, prawda? - zapytał Mateusz.
- Oczywiście, że wiem. Chyba nie myślisz, że moja koleżanka może o tobie wiedzieć więcej niż ja, co? - pytała patrząc mu w oczy. - Ale w jednym miała rację, mówiła żebym udawała obojętność, to się zaraz rozkleisz, ale ja tak nie potrafię.
- Bardzo cię kocham! - powiedział.
- Ja też cię kocham. Przyjeżdżaj częściej, dobrze? Masz jakieś książki dla mnie? Mam nadzieję, że nie jakieś pobożne...

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej