Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-08-06 09:42:09

Szlakiem Orlich Gniazd

szlak

Jeżeli ktoś ma dylemat, czy spędzić wakacje na łonie pięknej, niespotykanej przyrody, czy raczej w miejscu reprezentującym bogactwo kulturowe i historyczne, już nie musi się zastanawiać. Jura Krakowsko-Częstochowska rozwiązuje problem łącząc w sobie wszystkie te elementy.

Znajdziemy tu zarówno pagórkowate i górzyste tereny z licznymi skałami wynurzającymi się z ziemi w wielu miejscach, niektóre wapienne, niektóre z nich nazywane ostańcami, które nie ulegają rozpuszczeniu (do nich należy najsłynniejsza chyba skała w Polsce – Maczuga Herkulesa) – wszystkie jednak pochodzą z czasów, których żaden człowiek nie pamięta. Geolodzy twierdzą, że w dawnych czasach na tych terenach często tworzyło się morze. Obecnie jest to także obszar, gdzie występuje najwięcej jaskiń (w tym najsłynniejsza chyba w Polsce Jaskinia Łokietka), często z ciekawymi formami skalnymi: stalaktytami, stalagmitami i stalagnatami. Występują tu także szkielety i skorupy organizmów, które tysiące lat temu przywędrowały z obszaru równikowego, a różnorodność skał i całego ekosystemu sprawia, że występują tu rzadkie gatunki roślin. Każdy zatem, kto choć trochę interesuje się przyrodą lub po prostu ponad wszystko ceni sobie oddychanie prawdziwie świeżym powietrzem i podziwianie pięknych widoków powinien tu przyjechać.
Jednocześnie Jura Krakowsko-Częstochowska jest chyba największym w Polsce skupiskiem zamków i ruin zamków z bogatą historią, tu bowiem przebiega Szlak Orlich Gniazd. Prawdopodobnie na początku ubiegłego wieku ktoś zafascynowany położeniem dawnych warowni, zawsze na wysokich, najczęściej wapiennych, białych skałach (około 30 metrów i wyżej), nazwał je Orlimi Gniazdami. W czasach króla Kazimierza III Wielkiego niedaleko stąd przebiegała granica Polski, dlatego władca, by chronić ważny szlak handlowy z Krakowa do Wielkopolski, a nade wszystko granicę, podjął się stworzenia systemu obronnego. Skalisty teren sprzyjał temu i na wzniesieniach na przełomie XIV i XV wieku powstawały kolejne średniowieczne zamki, dla których czas i wrogowie naszego kraju nie byli zbyt łaskawi. Do dziś z większości z nich pozostały ruiny, choć niektóre udało się częściowo odbudować i zrekonstruować. Każdy zatem, kto nie potrafi spędzić urlopu bez odwiedzenia przynajmniej kilku muzeów i podziwiania piękna myśli architektonicznej przodków znajdzie tu dla siebie wiele atrakcji.

Płaskowyż Ojcowski i Garb Tęczyński
Już w czasach II Rzeczypospolitej Stanisław Leszczycki na łamach tematycznego czasopisma „Ziemia” zaproponował utworzenie Szlaku Orlich Gniazd biegnącego przez Płaskowyż Ojcowski i Garb Tęczyński, a następnie wracający do Krakowa. Trzy lata później, w 1930 roku szlak został wytyczony i oznaczony kolorem czerwonym, jednak mimo swej atrakcyjności szybko został zapomniany, brakowało bowiem regularnej konserwacji i rozwoju infrastruktury wokół jego kolejnych punktów. W 1948 roku Kazimierz Sosnowski, znany turysta i krajoznawca postanowił wskrzesić szlak i dzięki pomocy finansowej ówczesnego Ministerstwa Komunikacji udało się to dwa lata później. Szlak Orlich Gniazd miał wtedy długość nieco ponad 163 kilometrów i przebiegał od Krakowa do Częstochowy (tak jest do dziś), choć kilka razy był jeszcze nieco korygowany. Dzisiaj można go przemierzać wieloma środkami lokomocji, choć jest to szlak pieszy (samochodem, motocyklem, autobusem, czy autostopem), szczególną atrakcją jest także Jurajski Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Właściwie na przestrzeni całej trasy znajdziemy zarówno gospodarstwa agroturystyczne, pensjonaty i niewielkie hotele, w których można się zatrzymać, jak i niedrogie restauracje, gospody, czy bary.

Ojciec u skały
W Ojcowie (na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego) znajduje się jedno z pierwszych (licząc od strony Krakowa) Orlich Gniazd, aby tu dotrzeć wystarczy dowolną trasą dojechać do Częstochowy, a potem kierować się na Kraków i jakieś 25 km przed drugą stolicą Polski skręcić w lewo w miejscowości Sąspów. Uwaga! GPS, bez którego coraz częściej nie wyobrażamy sobie podróżowania może poprowadzić inną drogą, przez przepiękne tereny Parku Narodowego, kiedy jednak zostaną nam 4 km do Ojcowa okaże się, że na tej drodze napotkamy zakaz wjazdu, dlatego warto zamiast GPS-em kierować się tradycyjnymi drogowskazami. Kiedy wyjedziemy z Sąspowa i miniemy tablicę z napisem „Ojców” wjedziemy w piękne lasy, by chwilę później dotrzeć do skrzyżowania, na którym należy skręcić w prawo. Tam znajduje się parking, z którego kilkadziesiąt stopni i prosta ścieżka prowadzą do zamku na skale, a raczej do tego, co z jego dawnej świetności zostało.
Król Kazimierz Wielki, za którego przyczyną powstał zamek nazwał go „Ojciec u skały” na pamiątkę tułaczki swojego ojca Władysława Łokietka, który według podań miał się w tych okolicach ukrywać. Od zamku trzeba iść niecałe trzy kilometry, żeby dotrzeć do Jaskini Łokietka właśnie. Wracając jednak do nazwy zamku, była ona podawana w kronikach w różnej formie (Oczecz, Ocziec, Oszyec), a do dzisiaj przetrwała jako Ojców. Kiedy przejdziemy już przez bramę starego zamczyska, która jest jednym z niewielu zachowanych z przeszłości elementów, znajdziemy się na dawnym dziedzińcu, na którym tętniło życie, a kuźnia, stajnie, spichlerz, kurnik, ogród, spiżarnia i studnia (także zachowana do dzisiaj, choć w połowie zasypana) sprawiały, że warownia mogła być samowystarczalna podczas oblężenia. Szczególnie ważna była studnia z wodą pitną, której brak czasem był przyczyną poddania grodu. Z części mieszkalnych nie zobaczymy dzisiaj już niestety niczego, są za to części obronnych murów i wieża, choć o jedną kondygnację niższa niż w przeszłości. Natomiast w pomieszczeniu, które było izbą straży nad bramą wjazdową znajduje się dzisiaj makieta dawnego zamku i kilka informacji na temat jego historii i właścicieli. Pierwsze wzmianki o obiekcie pochodzą z 1370 roku, niedługo później, za czasów Władysława Jagiełły zamek został oddany w dzierżawę z prawem wykupu przez króla za 500 grzywien. Przez 20 lat należał między innymi do królowej Bony Sforzy, a ponad 200 lat później znalazł się w rękach Załuskich, którzy gościli tam króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W XIX wieku ostatecznie zamek zamienił się w ruinę, jeden z właścicieli musiał rozebrać jego część, bo groziła zawaleniem. Obecnie należy do Ojcowskiego Parku Narodowego.

Powstańcy i Janosik
Wyjeżdżając z parkingu jedziemy prosto, mijamy drogę, z której przyjechaliśmy i jedziemy dalej. Najpierw trzeba przejechać obok jedynej w swoim rodzaju Kaplicy Na Wodzie pw. św. Józefa Rzemieślnika. Nieco dalej należy skręcić w lewo i po przejechaniu kilku kilometrów dotrzemy do zamku Pieskowa Skała, jego zapowiedzią będzie najpopularniejsza chyba w Polsce skała – Maczuga Harkulesa. Zaraz za nią, na wysokim zboczu wznosi się dawniej gotycki, z początku XIV wieku, dziś bardziej renesansowy zamek obronny. Od końca XIV do początku XVII wieku zamek należał do rodu Szafrańców, którzy niestety wykorzystywali niekiedy jego położenie, by napadać na kupców wędrujących przez Dolinę Prądnika szlakiem łączącym Kraków ze Śląskiem. W 1484 roku Krzysztof Szafraniec, prawnuk pierwszego właściciela został nawet za to ścięty na Wawelu. W czasie Potopu Szwedzkiego zamek został zniszczony, potem wybuchł na nim pożar, w XVIII wieku jako swoją siedzibę odbudowali go Wielopolscy, jednak ponownie część strawił pożar, a podczas Powstania Styczniowego kolejne zniszczenia spowodowały prowadzone w pobliżu walki. 4 i 5 marca 1863 roku pod dowództwem Mariana Langiewicza powstańcy walczyli tu z wojskami rosyjskimi. Po II wojnie światowej zamek stał się własnością Skarbu Państwa i po generalnej renowacji w latach 1950-1963 stał się Oddziałem Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu i w jego wnętrzu znajduje się muzeum. Niestety tegorocznego lata nie można do niego wejść, warto jednak wspiąć się na Pieskową Skałę, choćby po to, żeby (zupełnie za darmo) posiedzieć na dziedzińcu warowni i z jej murów spojrzeć na piękną okolicę, podziwiać tarasy z żywopłotami i obrośnięte pnączem baszty i budynki zamkowe. Zamek ten wielokrotnie pojawiał się w polskich filmach: od „Janosika” i „Stawki większej niż życie” przez „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana do współczesnych filmów „Reich” i komedii „Nie kłam kochanie”.

Jurajskie tortury
Z parkingu przy zamku Pieskowa Skała trzeba kierować się na Olkusz, a następnie na Zawiercie aż dojedziemy do Ogrodzieńca. Tam jednak nie wjeżdżamy do miasteczka ale jedziemy dalej, na skrzyżowaniu poprowadzi nas już strzałka bezpośrednio na zamek, który choć nazywa się „Ogrodzieniec” znajduje się 2 km poza miejscowością o tej samej nazwie w Podzamczu. Jest to najwyższe wzniesienie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej (około 515 m n. p. m), a okoliczni mieszkańcy dorabiają sobie proponując turystom parkingi, pamiątki lub coś do zjedzenia, choćby w Karczmie Jurajskiej, w której można dostać Jurajskie piwo w kilku odmianach (pszeniczne, miodowe, bursztynowe, czy z ostropestem).
Pierwsze umocnienia na tym miejscu miały powstać już za czasów Bolesława Krzywoustego, jednak z końcem XIII wieku już nic z nich nie pozostało – zostały zrównane z ziemią przez najazd tatarski. W XIV wieku zbudowano tu gotycki zamek, który był siedzibą rycerskiego rodu Włodków Sulimczyków. W celach obronnych wykorzystano piętrzące się tutaj skały, które osłaniały zamczysko. Przez lata zamek, który podczas oblężenia mógł być samowystarczalną warownią, przechodził z rąk do rąk, nie ominęły go też losy innych pobliskich zamków podczas Potopu Szwedzkiego – uległ znacznym zniszczeniom. Na początku XVIII wieku szalał tam potężny pożar, po którym nie podjęto właściwie żadnych większy prac przy odbudowie. Ostatnimi właścicielami zamku Ogrodzeniec była rodzina Wołczyńskich z pobliskiego zaścianka, a po wojnie obiekt przeszedł na własność Państwa. Prace przy renowacji ruin i przystosowywaniu ich do zwiedzania trwały od 1949 roku aż do początku lat 70. Trasa dla zwiedzających jest bardzo dobrze przygotowana tak, żeby każdy mógł zajrzeć na każdy poziom wysokiego zamczyska i obejrzeć pomieszczenia, które były niegdyś sypialnią, biblioteką, skarbcem, kuchnią, czy strzelnicą. Koniecznie trzeba zobaczyć studnię, która kiedyś miała 100 metrów, a dziś sięga zaledwie 30 w głąb skał; widok z baszty, drewniane krużganki na dziedzińcu gospodarczym, czy dawny skarbiec. Na podzamczu natomiast między dwoma wielkimi, białymi skałami znajduje się Sala tortur czyli Katownia Warszyckiego, w której można obejrzeć przerażające narzędzia tortur z czasów średniowiecznych i nie tylko np. inkwizytorskie Krzesło Czarownic, Żelazna Dziewica, czy Kołyska Judasza (kto jest ciekawy, niech odnajdzie na własną rękę zastosowanie tych narzędzi o tajemniczych nazwach, bo nie mam serca tych okrucieństw opisywać).

Kasztelan, który stracił głowę
W 1885 roku zamek odwiedził 19-letni wówczas Aleksander Janowski, który zainspirowany ruinami warowni świadczącej o dawnej świetności Polski, w 1906 roku założył Polskie Towarzystwo Krajoznawcze (później PTTK), a ruiny zamku stały się symbolem organizacji.
Według niektórych badaczy zjawisk paranormalnych zamek Ogrodzieniec jest nawiedzany przez zjawę Czarnego Psa, który biega po murach i wokół zamku. Zjawa ma być znacznie większa od jakiegokolwiek gatunku psa, mieć płonące oczy i ciągnąć za sobą olbrzymi łańcuch, są tacy, którzy twierdzą, że to dusza kasztelana krakowskiego Stanisława Warszyckiego. Ten sam kasztelan ma podobno straszyć w pobliskim Dankowie jako Jeździec bez głowy. To jednak nie koniec ciekawostek związanych z tymi niemal największymi, a na pewno najbardziej malowniczymi ruinami zamkowymi w Polsce. W 1973 roku zamek stał się (podobnie jak Pieskowa Skała) plenerem popularnego serialu „Janosik”, a siedem lat później kręcono tam film Lecha Majewskiego „Rycerz”, a także sceny do „Zemsty” Andrzeja Wajdy. Natomiast dokładnie trzydzieści lat temu legenda światowego haevy metalu - zespół Iron Maiden nagrał na zamku wstawkę filmową do utworu Hallowed By Thy Name. Naszemu zwiedzaniu również towarzyszył szczególny nastrój z odrobiną grozy, bo podczas spaceru po ruinach nad zamek nadciągnęła burza, a chwilę później zaczął padać ulewny deszcz, a z murów nie można zejść tak od razu, trzeba najpierw przejść całą trasę zwiedzania, na której jest ruch jednokierunkowy.

Ten drugi Olsztyn
Jadąc przez Ojcowski Park Narodowy, a potem przez Park Krajobrazowy Orlich Gniazd, przemierzając Jurę Krakowsko-Częstochowską niemal co kilka kilometrów możemy zatrzymać się i zwiedzić jeden z kilkunastu znajdujących się tu zamków, opisanie choćby w kilku zdaniach ich wszystkich zajęłoby zapewne sporej objętości publikację, dlatego wspominam tutaj tylko te najciekawsze i najbardziej znane. Do takich należą ruiny zamku w Olsztynie, ale tym pod Częstochową. Bardzo łatwo tam trafić bo widać je z daleka z drogi nr 46 na Szczekociny i Jędrzejów. Pierwsza wzmianka o tym zamku pochodzi z pierwszych lat XIV wieku i powstał na resztkach wczesnośredniowiecznego grodu, a po rozbudowie w połowie wieku za sprawą króla Kazimierza Wielkiego, wraz z jego końcem przeszedł na własność Władysława Jagiełły. W 1587 roku wojska Maksymiliana Habsburga zniszczyły zamek, choć go nie zdobyły, kolejne zniszczenia nastąpiły podczas Potopu Szwedzkiego, na dodatek w XVIII wieku z ruin zabrano część kamienia na budowę kościoła w Olsztynie. Dzisiaj można zwiedzać jedynie jego pozostałości z górującą nad okolicą wieżą, jednak w czasach swojej świetności zamek był bardzo rozległy i składał się z pięciu części: dwóch podzamczy oraz zamku górnego, dolnego i środkowego. Wspomniana wieża (gotycka baszta) z II połowy XIII wieku, u dołu okrągła, wyżej ośmiokątna (w XV wieku nadbudowana z cegły) ma 35 metrów. Kiedyś służyła jako więzienie, z rozkazu króla Kaziemierza Wielkiego miał tu umrzeć śmiercią głodową wojewoda poznański Maćko Borkowic, który był przeciwnikiem polityki królewskiej. Ten spiskowiec przeciwko władcy miał zresztą zostać schwytany w Kaliszu. Jak głosi związana z zamkiem legenda, duch Maćka błąka się po ruinach w ciemne noce. Inna legenda mówi o słyszalnym w wietrzne dni płaczu dziecka, syna burgrabi olsztyńskiego Kacpra Karlińskiego, który zginał podczas obrony warowni podczas oblężenie przez Maksymiliana Habsburga, który porwał dziecko i postawił na pierwszej linii walk. Po tej tragedii burgrabia miał zaszyć się w pokutnej celi na Jasnej Górze, gdzie wkrótce zmarł. Według podań zamek miał mieć także podziemne połączenie z jasnogórskim klasztorem. W okolicach zamku kręcono między innymi zdjęcia do filmu „Rękopis znaleziony w Saragossie” Hasa i „Demony wojny” Pasikowskiego, natomiast w latach 90. minionego wieku zasłynął on z imponujących pokazów sztucznych ogni i laserów.

Tekst i foto Anika Djoniziak

Kilka szczegółów
Bilet na zamek w Ojcowie:
3 zł (opłata za parking 9 zł/dzień)
Bilet na zamek w Pieskowej Skale: 18 zł (wszystkie wystawy w Muzeum, obecnie nieczynne; parking 7 zł)
Bilet na zamek w Ogrodzieńcu:
9 zł (opłata za parking 5 zł/dzień)
Bilet na zamek w Olsztynie:
3, 50 zł (plus wstęp na wieżę widokową 2, 50 zł)



Galeria fotografii

Przeglądaj galerię wersji Flash

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej