Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-07-02 10:53:00

Powrót do domu albo o chrzcie którego nie da się wymazać


esej

Ks. Belen Gonzalez y Perez z żoną Marią

Niby mamy to wszystko dosłownie pod ręką, ale ciągle nie zdajemy sobie sprawy, jak wielką moc ma chrzest, jak pociągająca jest Eucharystia, i że nawet święte obrazki nie są bez znaczenia.

Tak się złożyło, że kiedy prezydent USA Barack Obama wylądował w Warszawie, aby zapewnić nas, że tym razem Polska jest naprawdę niemal najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i już nigdy nie powtórzą się sytuacje, jak z początków II wojny światowej, kiedy to zostaliśmy zdradzeni przez naszych „przyjaciół”, którzy nie chcieli „umierać za Gdańsk”, ja właśnie wylądowałem na lotnisku Johna F. Kennedy w Nowym Jorku. A to oznacza, że będę miał okazję podzielić się z Czytelnikami w kolejnych numerach, refleksjami z tej części świata.

Odkrywając miejsca i uczucia
Dla potrzeb tych relacji wybrałem się już nawet na dwudniową wycieczkę i w kolejnych numerach naszego czasopisma pojawią się reportaże z odwiedzonych miejsc (Boston i Plymuth Rock), a właściwie dzisiaj miał być pierwszy z nich. Ale tak się złożyło, że przedwczoraj mieliśmy gości na obiedzie i przez kilka godzin rozmawialiśmy. Była to dla mnie bardzo ubogacające i myślę, że warto się tym podzielić.
Zanim jednak powiem Wam, kogo gościliśmy w naszej plebanii, najpierw muszę przytoczyć pewną istotną informację. Otóż, poprzedni papież Benedykt XVI wychodząc naprzeciw licznym prośbom ze strony Kościoła anglikańskiego, który przez długie lata był jednym z najbliższych nam katolikom w dialogu ekumenicznym, utworzył specjalny ordynariat, czyli możemy powiedzieć strukturę albo miejsce w Kościele, do którego mogą przystąpić wierni i duchowni anglikańscy, którzy pragną przejść na katolicyzm. Była to odpowiedź papieża na prośby wiernych i kapłanów anglikańskich, którzy nie akceptowali nagłego zakrętu w historii swojego Kościoła w kierunku błogosławienia małżeństw homoseksualnych, czy kapłaństwa i biskupstwa kobiet. Przypomnę, że już w 1980 roku św. Jan Paweł II otworzył taką możliwość dla duchownych anglikańskich, ale dopiero Benedykt XVI utworzył strukturę, właśnie ordynariat, w której neo-katolicy mogą zachować część swojego anglikańskiego dziedzictwa. Nie znam dokładnych danych, gdy chodzi o liczbę wiernych, którzy skorzystali z zaproszenia. Wiem natomiast, że w roku 2012 ponad 1300 osób w 35 wspólnotach (w niektórych przypadkach całe parafie przeszły na katolicyzm) na terenie USA i Kanady wstąpiło do ordynariatu, 30 kapłanów przyjęło święcenia kapłańskie, a kolejnych 69 mężczyzn przygotowywało się do ich przyjęcia. Jednym z tych 30 kapłanów, był ks. Belen Gonzalez y Perez wyświęcony dla diecezji Brooklyn i to właśnie jego gościliśmy na obiedzie. Razem z jego żoną Marią.

esej

Czekając na obiad przed... ołtarzem
Przyznam się szczerze, że po raz pierwszy w życiu mogłem poznać żonę księdza katolickiego, który nie jest byłym księdzem. Ale nie o żonie chciałem mówić, choć skądinąd Maria jest bardzo sympatyczną i świetnie wykształconą kobietą, pracującą jako wykładowca uniwersytecki, a o jej mężu. Belena poznałem kilka lat temu, podczas jednej z moich poprzednich wizyt, kiedy był jeszcze na drodze rozeznania, i widywaliśmy się sporadycznie, zawsze jako goście w parafii Anthoniego, ale dopiero teraz mogłem poznać jego historię, kiedy podczas zmierzającego ku końcowi obiadu, odbywający praktykę w naszej parafii czarnoskóry kleryk Mark zapytał Belena o jego drogę. I okazało się, że Belen jako młody chłopak został ochrzczony w Kościele katolickim, ale niestety w jego pełnej problemów rodzinie nikt nie był w stanie zadbać o jego wychowanie, dlatego też bardzo prędko przestał do kościoła uczęszczać. Zanim jednak definitywnie zostawił Kościół miał epizod... ministrantury, który pamięta i do dziś uważa za istotny.
- Kiedy pierwszy raz służyłem do Mszy Świętej – opowiadał – poszedłem po jej zakończeniu do zakrystii i zapytałem księdza, gdzie jest Jezus. On odpowiedział: „Nie widziałeś? O, jaka szkoda... Ale wiesz co? Przyjdź za tydzień!” I za tydzień oczywiście przyszedłem i znowu po Mszy pytałem, gdzie jest Jezus i on znowu próbował tej samej gierki. Wtedy pomyślałem, że ten ksiądz chyba sam nie wie, gdzie jest Jezus. I poszedłem Go szukać: za ołtarzem, w różnych zakamarkach... Ale Go tam nie było...
Dalej opowiadał nam ks. Belen, że potem rozstał się definitywnie z Kościołem, a jego rodzice się tym nie przejęli. Przejęli się trochę dziadkowie, a zwłaszcza babcia.
- Babcia pracowała jako higienistka u dentysty i była bardzo wierzącą. Miała w domu swój ołtarzyk z różnymi Świętymi, do których się modliła. Nawet moja mama uważała, że babcia gotowała o wiele lepiej od niej, i tu się absolutnie zgadzam, więc lubiłem chodzić do babci na obiad. Babcia wracała z pracy i zanim się przebrała ze swojego medycznego uniformu i przygotowała jedzenie sadzała mnie naprzeciw tego ołtarzyka i miałem się modlić. Myślę, że to właśnie z tamtych chwil została we mnie nostalgia do świętych, która sprawiła, że po powrocie do Kościoła katolickiego, poczułem się, jak u siebie...

Znamię Chrztu Świętego
Ale był to moment, kiedy Belen Kościół katolicki właśnie opuszczał. Po kilku latach oddalenia od jakiejkolwiek wspólnoty wierzących, spotkał grupę młodzieży związanej ze wspólnotą protestancką zielonoświątkowców, gdzie w wieku 15 lat poznał również Marię, swoją przyszłą żonę. Zaangażowanie w tę grupę zaowocowało nie tylko małżeństwem, ale również odkryciem chęci służenia Bogu i w roku 2002, po ukończeniu dobrych studiów i seminarium, Belen zostaje wyświęcony jako pastor luterański. Nie chciałbym wchodzić w szczegóły różnych denominacji protestanckich, powiem tylko, że w roku 2008, na bazie pewnego układu między Kościołem luterańskim a Kościołem episkopalnym, Belen otrzymał zaświadczenie, że może również spełniać funkcje kapłańskie w tym drugim kościele. Posługiwał wówczas jako kapelan w szpitalu i chyba ciągle czegoś poszukiwał, choć był spełnionym, szczęśliwym mężem i ojcem. I wtedy coraz częściej zaczął myśleć o powrocie do Kościoła katolickiego. Zaczął wówczas konfrontować się z ks. Anthonym, żalił mu się, że napisał w tej sprawie do archidiecezji Nowy Jork i nikt mu nie odpisał.
- Nie miał wtedy pojęcia, że pracuje na terenie diecezji Brooklyn – śmiał się Anthony.
- A skąd miałem wiedzieć? - bronił się ze śmiechem Belen. – Przecież wszyscy wiedzą, że Nowy Jork rządzi całym światem, myślałem, że w Kościele też.
- Pośród różnych powodów, które Belen mi wówczas przedstawiał, najbardziej uderzyło mnie to, że w pewnym momencie, kiedy już jakby wyczerpał wszystkie argumenty powiedział: „Anthony, chcę po prostu wrócić do domu”. I wtedy naprawdę dotarło do mnie, że ten chrzest, który on przyjął dawno temu, że on coś ciągle znaczy – wspominał tamte rozmowy Anthony.
- Faktycznie! – nawiązał Belen. - Czułem taką potrzebę powrotu do domu. I teraz czuję, że jestem u siebie. Kiedy rozpocząłem proces powrotu poprosiłem żonę, choć nie było takiego warunku, aby i ona przeszła na katolicyzm, a ona chciała być ze mną. Również nasza młodsza córka przeszła na katolicyzm, a nad starszą ciągle pracuję – uśmiechnął się Belen i jeszcze raz nawiązał do okresu ministrantury, do ołtarzyka ze świętymi obrazkami u babci i ich ważnej roli w jego drodze.
Przypomniała mi się wówczas inna rozmowa, z jedną z przyjaciółek w Polsce, która żaliła się, że jej mąż, dzisiaj wierzący, ale kiedy się poznali był zupełnie poza Kościołem i w związku z tym nie był ministrantem i jakoś mu zupełnie nie idzie zachęcanie synów do ministrantury. Natomiast, mówiła mi przyjaciółka, wszyscy koledzy, którzy byli ministrantami w naszych młodych czasach, dzisiaj są poważnymi ojcami i każdy z nich swoich synów zaprowadził do kościoła na ministrantów i to działa! Słuchajcie ludzie, wyciągajcie wnioski i nie lekceważcie prostych spraw i babcinych obrazków!

Zakochać się w Eucharystii
Ale wróćmy jeszcze do obiadu na plebanii. Bo nie skończyło się na jednym świadectwie. Drugie należało do kleryka Marka. To równie ciekawa postać, jak Belen, a może i ciekawsza. Urodził się i wychował w rodzinie protestantów ewangelikalnych. Gdy miał 16 lat jako zadanie domowe miał zinterpretować pewien wiersz, w którym była mowa o Mszy św. Ponieważ nie miał zielonego pojęcia, co to jest Msza, a chciał dobrze wypełnić zadanie domowe, zapytał posługującego u nich pastora, o co chodzi. Ten wyjaśnił, że to obrzęd katolików, którzy wierzą, że podczas niego chleb i wino zamieniają się w Ciało i Krew Jezusa. 
- Hej, a dlaczego my nie mamy Ciała i Krwi Pana Jezusa? – zapytał Mark pastora.
- Nie przejmuj się! To nie jest prawda, że u nich tak jest, a nawet jakby tak było, to by był kanibalizm, bo oni to jedzą – odpowiedział pastor, czym jeszcze bardziej wzbudził ciekawość Marka, który namówił swoich rodziców, aby wybrali się razem do kościoła katolickiego w najbliższą niedzielę. I tak też zrobili. Nawet rodzice byli pozytywnie zaskoczeni, bo były czytania z Pisma Świętego, a sam Mark był urzeczony Mszą Świętą! I było mu przykro, że nie mógł spożyć Komunii, a prawie wszyscy spożywali. Od tego momentu zapragnął Komunii z Jezusem. Zaczął uczęszczać na spotkania młodzieży w parafii i wkrótce przyjął chrzest.
- Tato nie był szczególnie przeciwny, ale mama tak. Mama był mocno zanurzona w kościół ewangelikalny, gdzie nie ma mowy o świętych, o Maryi i od razu jej się to nie spodobało. Zwłaszcza kiedy przyszedłem i powiedziałem, że muszę sobie wymyślić nowe imię do bierzmowania.
Ale później powiedziała, że patrząc na Marka, który się skłania ku katolicyzmowi i na pozostałą trójkę swoich dzieci wiernych religii rodziców, widzi wyraźnie jak mocno i autentycznie zaangażowany jest Mark, w przeciwieństwie do rodzeństwa i dlatego ostatecznie się zgodziła.
- I jakie imię wybrałeś na bierzmowaniu? - zapytałem.
- Mark – odpowiedział Mark.
- A jakie wybrali ci rodzice na chrzcie?
- Też Mark – odpowiedział Mark i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, bo zrozumieliśmy, że bierzmowanie bierzmowaniem, ale z mamą nie warto zadzierać.
Później już jako katolik Mark zaciągnął się do US Navy i przez pięć lat służył w marynarce wojennej w piętnastu krajach. Ale Navy było tylko częścią tego co chciał robić w przyszłości. Umiłowanie do Eucharystii, w której można powiedzieć zakochał się od pierwszego wejrzenia, pociągnęło go w kierunku kapłaństwa. I dzisiaj jest klerykiem na piątym roku przygotowującym się do kapłaństwa w diecezji Brooklyn, a jednocześnie do służby jako katolicki kapelan w US Navy.
Zawsze staram się pobożnie sprawować Mszę Świętą. Ale po tej opowieści Marka, będę ją sprawował jeszcze uroczyściej i pobożniej, z jeszcze większą czcią i miłością. Kto wie? Może ktoś coś usłyszy w sercu?

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej