Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-06-04 12:12:51

W cieniu świętych

volto

Włoska Toskania odkrywa przez nami nie tylko wspaniałe widoki z winnicami i drzewami oliwnymi. Wędrując do San Gimignano można spotkać się ze świętą Finą, a w Lucce spojrzeć w oczy Chrystusowi, którego twarz z Volto Santo miały wyrzeźbić anioły.

Zanim jednak zajrzeliśmy w czasie naszej „opiekunowej” pielgrzymki do Toskanii uchyliliśmy drzwi umbryjskiej Nursji, gdzie pewnego dnia przyszły na świat bliźniaki, chłopiec i dziewczynka. Jego, czyli Benedykta, nazywanego założycielem zachodniego monastycyzmu i patronem Europy, wielu z nas zna z Monte Cassino, bo tam założył klasztor teraz widoczny jak na dłoni z cmentarza polskich żołnierzy. Ale pewnie nie byłoby tego miejsca, gdyby nie Nursja.

Święte bliźniaki
W Nursji, by spotkać Benedykta i Scholastykę musimy się przenieść w świat z przełomu V i VI wieku. Nie jest to trudne wśród uliczek tego miasta. Na dodatek na jednym z placów możemy zobaczyć pomnik przedstawiający Benedykta i modlić się w kościele pod jego wezwaniem.
Bliźniaki przyszły na świat około 480 roku. Pochodziły (tak mówi św. Grzegorz Wielki, biograf Benedykta), ex provincia Nursiae, czyli z regionu Nursji z dobrze sytuowanej, katolickiej rodziny i od dziecka podążały ścieżką świętości. Od dzieciństwa Scholastyka podziwiała brata i jego wiarę. Sama też chciała należeć tylko do Boga. Rodzice wysłali Benedykta na studia do Rzymu, ale on chcąc się podobać Bogu, jeszcze przed zakończeniem nauki, wybrał samotność w górach. W końcu został pustelnikiem w Subiaco, potem były klasztory w dolinie Anio, w pobliżu Subiaco i Monte Cassino. Benedykt zakończył życie 21 marca 547 roku. Jak mówił o nim papież Benedykt XVI: „Przez Regułę i założoną przez siebie rodzinę benedyktyńską pozostawił dziedzictwo, które przyniosło w minionych stuleciach i nadal przynosi owoce na całym świecie”. Nie było by tego, gdyby nie dzieciństwo w Nursji. Od początku życie Świętego zatopione było w modlitwie, bo jak mówił, bez niej nie ma doświadczenia Boga. Jednocześnie Benedykt nie był oderwany od rzeczywistości. Według niego życie mnicha to symbioza działania i kontemplacji, „aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”. O Scholastyce wiemy mniej niż o Benedykcie. Wpatrzona w brata założyła klasztor żeński, gdzie najważniejsza była nieustanna modlitwa i adoracja. Pod koniec życia mieszkała pod Monte Cassino. Dzięki św. Grzegorzowi mamy opis ich spotkania w 547 roku. Siostra udała się na rozmowę duchową z bratem. Chciała, by trwała ona aż do rana, jednak Benedykt odmawiał, twierdząc, że zakonnik nie może być całą noc poza klasztorem. Scholastyka postanowiła zwrócić się z prośbą do Boga i została wysłuchana. Rozszalała się burza i zaczął padać ulewny deszcz, dlatego Benedykt i bracia nie mogli odejść. Jak zapisał św. Grzegorz: „Cały czas czuwali przeto razem, znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świętych myśli”. Trzy dni później, 10 lutego 547 roku Benedykt miał widzenie, w którym zobaczył duszę siostry ulatującą pod postacią gołębicy ku niebu. Teraz był wdzięczny Bogu, że ich ostatnie spotkanie przedłużyło się. Ciało Scholastyki zostało złożone w skalnym grobie w Subiaco.

Fiołki Finy
Z Nursji wędrujemy do San Gimignano, które nazywane jest Manhattanem średniowiecza. Z daleka widać zbudowane właśnie w tym czasie wieże (można o nich przeczytać w artykule Aniki Djoniziak). Chodzimy tymi samymi uliczkami, które przemierzała mała Fina (1238-1253), znana również pod imionami: Serafina, Józefina i Fina dei Ciardi, córka zubożałego szlachcica Cambio Ciardi i Imperiery. Nie zachowało się wiele wiadomości z pierwszych dziesięciu lat jej życia. Niektóre źródła podają, że była piękna i szczególne kochała Matkę Bożą. Podobno z domu wychodziła tylko po to, by uczestniczyć we Mszy Świętej. Kiedy w wieku dziesięciu lat zachorowała, jej ciało stopniowo obejmował paraliż. Głęboka wiara pozwalała jej wytrzymać ból. Spała na drewnianym stole, a pod koniec choroby robactwo i szczury zaatakowały jej martwe tkanki. W tym czasie zmarli jej rodzice, a Fina stała się dla miasta wzorem pobożności, pokory, cierpliwego znoszenia choroby i nieszczęść. Finie 4 marca 1253 roku ukazał się św. Grzegorz przekazując, że Bóg zabierze ją do siebie w dzień jego wspomnienia (wtedy wspomnienie św. Grzegorza Wielkiego przypadało 12 marca). Rzeczywiście dziewczyna zmarła 12 marca po przyjęciu sakramentów. Gdy ciało Świętej zabierano ze stołu, odkryto na nim pachnące białe fiołki. Wielu chorych zostało uzdrowionych po nawiedzeniu grobu Finy. Dzięki darom pielgrzymów w mieście wybudowano przytułek dla biednych i starszych ludzi. W 1468 roku powstała kaplica pw. św. Finy w kolegiacie św. Geminiana (San Gimignano), gdzie obecnie znajdują się jej relikwie. Na ścianach kaplicy można obejrzeć freski autorstwa Domenica Ghiralandaio ukazujące życie Świętej. Obecnie za wejście do świątyni trzeba zapłacić 4 euro, ale naprawdę warto. Jest to również okazja, by modlić się przy relikwiach Finy, która jest nie tylko patronką San Gimignano, ale także niepełnosprawnych, sparaliżowanych i prządek. Do dziś białe fiołki rosnące w tym mieście nazywane są fiołkami Świętej.

Spina czyli cierń
Pizy nie radzę mylić z miejscem, gdzie po raz pierwszy przygotowano pizzę:) Kiedyś miasto położone było nad Morzem Liguryjskim, jednak obecnie jego centrum oddalone jest od wybrzeża o 10 kilometrów. Piza posiada lotnisko, które nazwano imieniem Galileo Galilei (czyli Galileusza), pochodzącego właśnie stąd. Kiedy pyta się turystów i pielgrzymów: jaki jest najpopularniejszy zabytek w Pizie, odpowiedź jest oczywiście jedna: Krzywa Wieża, której urok polega na jej niedoskonałości. Jej budowę rozpoczęto w XII wieku. Teraz można podziwiać widok nie tylko jej samej, ale też z wieży. Tuż obok znajduje się katedra Santa Maria Assunta z XI wieku z drzwiami z brązu. Jej fasada wykonana została z białego i szarego marmuru. Na Placu cudów znajduje się jeszcze największe we Włoszech baptysterium pw. św. Jana Chrzciciela. Jego obwód środkowy to 107, 25 metrów i rzeczywiście jest ogromne, ale najbardziej zaskakująca jest jego akustyka. Można ją podziwiać w czasie specjalnych występów, nam udało się go posłuchać. Idąc na północny kraniec placu trafiamy na Campo Santo. To otoczony murem cmentarz - mauzoleum, przez niektórych uważany za najpiękniejszy na świecie. Wprawdzie jego budynek ukończono w XV wieku, ale pierwsze pochówki odbywały się tu już 300 lat wcześniej. Ściany budynku pokrywają piękne freski, a na cmentarzu znajdują się sarkofagi z rzeźbami ilustrującymi sceny biblijne.
W Pizie niewielu trafia do kościoła Santa Maria della Spina. Ta mała, wyglądająca na zewnątrz prawie jak dom, gotycka świątynia wybudowana w 1230 roku ma w swojej nazwie „cierń” i nic dziwnego, bo w 1333 roku przywieziono tu cierń z korony Chrystusa. Teraz znajduje się on w relikwiarzu za kratą z lewej strony, a w centrum prezbiterium umieszczono gotycką rzeźbę Madonny z Rose autorstwa Andrea i Nino Pisano.

Święte Oblicze
Niedaleko Pizy znajduje się Lucca ze wspaniałymi pełnymi uroku średniowiecznymi uliczkami. Niestety tu zastał nas deszcz, a nawet ulewa. Niektórzy zostali przemoczeni do przysłowiowej suchej nitki. Mam nadzieję, że wielu z nas tu jeszcze powróci w promieniach włoskiego słońca, by podziwiać długie – czterometrowe mury obronne i miejskie uliczki. W średniowieczu budowano tu także jako wota kościoły i w końcu było ich podobno 130. Teraz w naszej pamięci pozostała przede wszystkim katedra San Martino (św. Marcina), której początki sięgają VI wieku. Jest tu trzymetrowy drewniany krucyfiks Volto Santo (Święte Oblicze) uznawany za prawdziwy wizerunek Chrystusa. Autorem obecnie wystawionej rzeźby jest artysta z kręgu włoskiego rzeźbiarza Benedetta Antelamiego. Krucyfiks zastąpił starszy, dziś już nieistniejący. Czytałam kilka wersji jego powstania. Jedna z nich podaje, że autorem „pierwszego” Volto Santo jest Nikodem, który znał Chrystusa. Kiedy zastanawiał się, jak wyrzeźbić twarz Jezusa zasnął, a następnego dnia stwierdził, że nocą dzieło dokończyły anioły. Krzyż został ukryty w jaskini i dopiero anioły zdradziły to miejsce biskupowi Gualfredo, który polecił umieścić go na łodzi i powierzył opiece Boga. Łódź przydryfowała do wybrzeża Toskanii, a biskup Lucci nakazał umieścić krucyfiks na powozie bez woźnicy. Kiedy konie zatrzymały się w Lucce, krzyż pozostawiono w kościele San Martino.

Papieskie miasto
Na koniec pielgrzymki z Toskanii przenieśliśmy się do Lombardii, bo właśnie w tym regionie urodził się Jan XXIII, papież, który z Janem Pawłem II został ogłoszony świętym. Teraz ta podgórska miejscowość, licząca cztery tysiące mieszkańców, to Sotto il Monte Giovanni XXIII i przez niektórych Polaków nazywana jest włoskimi Wadowicami. Na dziedzińcu przed domem (obecnie muzeum), w którym urodził się przyszły papież powitały nas trzy wyrzeźbione postacie: Jan XXIII, jego mama i tata. Kiedy po wyborze na Ojca Świętego Angelo Roncalli wysiadł przed rodzinnym domem z samochodu spotkał się z matką i krzyknął: „Widzisz i wszystko przez Ciebie!” i roześmiał się. Nic dziwnego, bo to właśnie mama uczyła małego Angela miłości do Boga i ludzi. Ojciec Święty często wspominał pewną historię z dzieciństwa. W święto Ofiarowania Matki Bożej jego mama Marianna z piątką dzieci nie mogła wejść do wypełnionego po brzegi parafialnego kościoła. Wtedy podniosła 4-letniego Angelo, by zobaczył ołtarz z Maryją i powiedziała: „Angelino, zobacz, jaka piękna jest nasza Madonna. Oddałam jej twoje życie”, a on zakochał się w Matce Jezusa.
Teraz wielu ludzi odwiedza ubogi dom państwa Roncallich i ich jedenaściorga dzieci (Angelo był piątym z rodzeństwa) i widzi surowe ściany, rozkładane drewniane łóżko, krzesło, sekretarzyk, jakby nic nie zmieniło się od ponad stu lat. Niektórzy z nich zostawiają listy, proszą w nich o uzdrowienie, wiarę, czy nawrócenie. Potem ich podziękowania wieszane są na ścianach. Jeszcze spojrzenie na salę pamięci, w której znajdują się pamiątki po Ojcu Świętym, m.in. sutanny, piuski i liczne wota przyniesione przez pielgrzymów. Z domu - muzeum przechodzimy do kaplicy i zabudowań seminarium maryjnego.
Potem czekał na nas jeszcze parafialny kościół, gdzie Jan XXIII przyjął chrzest, a my modliliśmy się w czasie Mszy Świętej. Przepięknie udekorowane papieskim białym i żółtym kolorem Sotto il Monte pożegnało nas tęczą i zachodem słońca. Może uda się w te miejsca jeszcze kiedyś wrócić.

Tekst i foto Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej