Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-04-09 12:51:05

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część CLXX

- No, to teraz już na pewno tego pogrzebu nie załatwimy – jęknął mężczyzna. - Jesteś z siebie dumna? Myślisz, że o to chodziło mojemu ojcu? Ja mam tego dosyć! Wychodzę na zewnątrz, a ty możesz jeszcze księdzu poopowiadać o swoich moralnych dylematach. Aha! Zaraz, zaraz, co ty powiedziałaś? Że przeze mnie ojciec nie może się nawet w grobie przewrócić, bo go kazałem skremować? No to się teraz zapytaj księdza, jak to będzie z jego zmartwychwstaniem, bo przecież wy w to ciągle wierzycie, prawda? - zakończył mężczyzna z głupawym uśmieszkiem otwierając drzwi.
- Papież Franciszek, którego nauczanie, jak rozumiem, doskonale pan zna i szanuje, też nadal wierzy w zmartwychwstanie
– powiedział Mateusz, ale ostatnie słowa na pewno nie dotarły do adresata, który z trzaskiem zamknął drzwi za sobą.
- Eh tam, proszę księdza, jakie nauczanie papieża Franciszka, on na ten temat nic nie wie. Po prostu kolega z pracy mu powiedział, że papież zabrał kiedyś głos na ten temat i on sobie wymyślił całą strategię. Najpierw miał księdzu powiedzieć, że pogrzeb ma być za darmo, bo tak kazał papież, potem jakby się okazało, że w księgach jest zapisane, że ojciec się wyrzekł wiary, to miał księdzu łaskawie złożyć ofiarę, żeby ksiądz nie robił problemu – tłumaczyła ciągle czerwona ze wstydu Elżbieta Kowalska, która nawet się nie ruszyła z krzesła, kiedy jej mąż z trzaskiem drzwi opuścił plebanię.
- Ja się księdzu przyznam, że początkowo to ja nawet nie chciałam nic mówić, czyli niestety, w pewnym sensie miałam w tej ustawce uczestniczyć... Przepraszam, jeszcze mi wstyd, że chciałam na to pozwolić... Ale robiłam to dla teścia. Proszę księdza, to był głęboko wierzący i dobry człowiek. Niech sobie ksiądz wyobrazi, że on zawsze dawał mi do zrozumienia, że nigdy nie zaakceptuje faktu, że jego syn żyje ze mną bez ślubu, mówił, że tak się nie godzi, ale z drugiej strony kochał mnie jak córkę. Ja wiem, że to brzmi idiotycznie, ale tak właśnie było. On to potrafił: nie mieć akceptacji dla grzechu, ale kochać osobę. No i jak mówiłam, dla pieniędzy, żeby nie płacić podatku wyznaniowego mąż go zmusił do napisania deklaracji, że wypisuje się z Kościoła. I niech sobie ksiądz wyobrazi, że on tego nie podpisał, nie ugiął się. Ale mąż sfałszował podpis i deklarację złożył za ojca. Kiedy wszystko wyszło na jaw szantażował swojego ojca, żeby już nic nie robił, nic nie wycofywał, bo go zamkną za sfałszowanie podpisu i tak już zostało. I ja właściwie chciałam cicho siedzieć właśnie dlatego, żeby jednak ojciec miał ten katolicki pochówek zgodnie ze swoją wolą... - tłumaczyła kobieta.
- Ale ostatecznie pani nie wytrzymała i zdemaskowała wszystko – uśmiechnął się Mateusz.
- Nie, nie! To nie była decyzja chwili. Jak ja go zobaczyłam, jak on się w te jasne portki ubrał i w tę zieloną kurteczkę to myślałam, że zawału dostanę. Przecież jechaliśmy załatwić pogrzeb ojca, od którego śmierci nie minęły jeszcze dwa tygodnie, a ten się odstrzelił, jak jaki Fircyk w zalotach. I wtedy powiedziałam sobie, że ja nie będę brać udziału w kłamstwach, a Pan Bóg przecież na pewno nie zapomni o teściu.
- Oczywiście, że Pan Bóg nie zapomni o pani teściu i ja też postaram się zrobić godny pochówek... Zachwyciła mnie pani tym stwierdzeniem, że śp. teść potrafił nie akceptować grzechu, a kochać osobę. Wiele bym dał, żeby ktoś kiedyś o mnie tak powiedział... - powiedział Mateusz z wyraźną zadumą w głosie.
- A jeszcze jednego księdzu nie powiedziałam. Proszę sobie wyobrazić, że mój teść po tej całej akcji z wypisaniem z religii, żeby nie płacić podatku kościelnego, zawsze w grudniu kazał sobie policzyć, ile by to było pieniędzy w skali roku, mnożył to razy dwa i potem wysyłał na Radio Maryja do Polski – powiedziała Kowalska z uśmiechem. - A mój mąż to dostawał białej gorączki, jak ktoś wspomniał Radio Maryja albo ojca Rydzyka. Teść mógł słuchać radia tylko w swoim pokoju. A w pięć dni po jego śmierci wróciłam wcześniej z pracy i wchodzę do domu, a mój mąż siedzi u siebie przy biurku, ale drzwi od pokoju, w którym mieszkał teść były uchylone i słychać było... Radio Maryja. Śmiać mi się chciało... Bo widzi ksiądz, ten mój mąż, on nie jest złym człowiekiem, tylko strasznie podatny na wpływy.
- Też tak myślę, no bo przecież z takiego ojca nie mogło być złego syna – powiedział Mateusz. - Mogę pani zadać bardziej osobiste pytanie?
- Oczywiście, po tej całej scenie to już nic gorszego nie może się ksiądz o mnie dowiedzieć – odpowiedziała Kowalska.
- Jak to się stało, że nie zawarliście ślubu kościelnego? - zapytał Mateusz.
- Na początku nie mogliśmy, ponieważ mój mąż ożenił się wcześniej z inną kobietą i mieli ślub kościelny. Co prawda był z nią bardzo krótko i nie mieli dzieci, ale mieli ślub. W każdym razie, kiedy ja go poznałam był już po rozwodzie, a ta pani była w innym związku.
- Aha, rozumiem, po prostu pani mąż ma przeszkodę kanoniczną i nie możecie mieć ślubu kościelnego – podsumował Mateusz.
- Tak było na początku, ale później pierwsza żona mojego męża zginęła w wypadku i w sumie... głupio to brzmi, ale mąż jest już wolny od tego węzła... od dobrych piętnastu lat.
- Czyli teoretycznie teraz moglibyście wziąć ślub?
- Tak, ale mąż nie chce... Nazywa to hipokryzją, że skoro wcześniej żyłam z nim w grzechu, to jaki sens ma teraz branie ślubu. Oczywiście grzech liczył się tylko dla mnie, bo mąż tego nie uznaje. Dla niego jak się kogoś kocha, to nie ma żadnego grzechu. Zresztą, sam ksiądz słyszał, jak on podchodzi do wiary... Poza tym, mówi, że skoro jesteśmy szczęśliwi to nie warto zapeszać, no i ten jego idiotyczny argument finansowy. Mąż twierdzi, że mnie bardzo kocha, ale jakby coś miało nam nie pójść to mamy oszczędzone koszty rozwodu, adwokatów i takie tam... Za każdym razem, kiedy ten argument powraca są tylko nerwy i trzaskanie drzwiami.
- Bo rozumiem, że pani co jakiś czas wraca do tego tematu w rozmowach z mężem? - zapytał Mateusz.
- Szczerze mówiąc, ja nigdy o tym z nim nie rozmawiałam, bo znam jego podejście, ale przede wszystkim dlatego, że temat wielokrotnie, przynajmniej raz na miesiąc, poruszał śp. teść. Prosił syna, żeby zrobił to dla mnie, jeśli jemu nie zależy. Teść widział, że mnie jest ciężko przez tyle lat bez Komunii Świętej, chociaż muszę księdzu powiedzieć, że w Niemczech to wszyscy rozwodnicy chodzą do Komunii Świętej, generalnie wszyscy ludzie, co są w kościele chodzą... Ja to może bym też chodziła, no ale właśnie teść mi zawsze powtarzał, bym się nie ważyła popełnić takiego świętokradztwa, bo jak mówił to byłoby znacznie gorsze, iść do Komunii w grzechu ciężkim, niż nie przystępować przez wiele lat. Trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów. Tak zawsze mówił.
- Ten pani teść to naprawdę był wielki człowiek – powiedział Mateusz. - A może jednak powinna pani osobiście poruszyć ten temat z mężem... Ja nie chcę pani do niczego namawiać, zwłaszcza w takiej sytuacji, kiedy dopiero co miała miejsce śmierć kogoś bliskiego, ale kto wie? Może mąż tak z przekory wobec ojca się upierał? Może chciał być absolutnie wolny w decyzji? Pan Bóg raczy wiedzieć – zastanawiał się Mateusz.
- Tak naprawdę to ja już straciłam nadzieję, bo mąż jakby zupełnie się zamknął na sprawy religijne, a zwłaszcza katolickie. Co jakiś czas z czymś wyskoczy, z jakąś jogą, a to z medytacją buddyjską, ale zawsze to jest coś odległego od naszej wiary. Jak umarł ojciec to powiedział, że w końcu mu się uda, znaczy się ojcu, zaciągnąć go ponownie do kościoła. No ale jak sam ksiądz widział, zamiast podejść do tego poważnie, to chciał kłamać, kombinować i taki to jest mój mąż – westchnęła Kowalska. - W jego pracy większość ludzi na stanowiskach jest niewierzących i on też takiego udaje, a co ma w środku, to nawet ja nie wiem.
- Jak ma na imię mąż? - zapytał Mateusz.
- Marek – odpowiedziała kobieta. Mateusz wyszedł przed plebanię, gdzie nerwowo się przechadzał Kowalski.
- Panie Marku, a uznaje pan żałobę po ojcu? - zapytał Mateusz.
- A co pochowa go ksiądz po katolicku, a nie gdzieś pod płotem? - odpowiedział pytaniem Kowalski.
- Oczywiście, przecież pan wie, że mało kto zasłużył sobie na godny pochówek tak, jak pana ojciec – odpowiedział Mateusz.
- Wiem, wiem... Ale strach był, że wszystko schrzaniłem... A o co chodzi z tą żałobą?
- No bo po ubraniu jej u pana nie widać, a jak w sercu, to nie wiem – odpowiedział Mateusz. - Na wesele na przykład w najbliższym czasie by pan poszedł?
- Chyba na swoje – zażartował Kowalski.
- No ja właśnie o tym weselu myślę – uśmiechnął się Mateusz.
- Ja chyba też będę musiał pomyśleć – Kowalski już nie żartował.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 15

Opiekun nr 17(530) od 12 sierpnia 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
artykuły o Matce Bożej w różnych odsłonach

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej