Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-04-09 12:49:40

Bóg dobrego samopoczucia

dziewczynaBóg jest ujmujący. Potrafi ująć spojrzeniem, gdy zaczynamy patrzeć na swoje życie Jego oczami albo jeszcze bardziej, kiedy przestajemy patrzeć na siebie i nagle dostrzegamy Jego oblicze.
Bóg ujmuje też przez dotyk – szczególnie wtedy, kiedy dotyka nas swoim słowem. Ujmujący jest, gdy objawia swoją chwałę w naszym życiu. Wtedy nazywamy to cudami. Ale nie tylko to. Bóg ma moc ująć nas w środku śmierci; gdy nic nie czujemy; przede wszystkim, gdy Jego nie czujemy. Gdy nie widzimy, że się do nas zbliża. Gdy wokół rozgrywa się coś szalenie ważnego, a my jesteśmy w takim stanie, jakby to nas w ogóle nie dotyczyło. W takim właśnie momencie poznajemy córkę Jaira, przełożonego synagogi.
Wszystko zaczyna się niedługo po uciszeniu burzy na jeziorze. Jeśli sięgniemy do Ewangelii w redakcji św. Marka lub św. Łukasza okaże się, że uczucie przerażenia apostołów i strach ojca dziewczynki określone są tym samym greckim słowem phobéō. To samo słowo pojawia się także w ustach anioła, gdy zwraca się do Maryi (Łk 1, 30), Józefa (Mt 1, 20), czy Zachariasza (Łk 1, 13). Nie jest to zwyczajny strach. Jezus nie klepie Jaira po ramieniu, mówiąc: ,,wyluzuj, będzie dobrze”. On widzi reakcję tego człowieka na informację, że jego córka umarła i zbyteczne jest ciągnięcie Jezusa do domu. Jezus jednak mówi mu: niech cię to nie przeraża, nie lękaj się. Dodatkowo u Łukasza słyszymy z ust Jezusa obietnicę: „będzie ocalona”. Greckie słowo sozō (ocalić lub być ocalonym) to także m. in. ratować, być uzdrowionym, ale przede wszystkim zbawić i być zbawionym. Właśnie w tym ostatnim kontekście słowo to w Nowym Testamencie występuje najczęściej. Bo z tym po pierwsze (i po kolejne także) przychodzi Jezus – z łaską zbawienia. Ocalenie czy uzdrowienie dokonuje się jakby przy okazji. I wcale nie musi mieć miejsca. Jaka jest moja odpowiedź? Wolałabym jednak, żeby najpierw ocalił, uratował, uzdrowił. To wydaje mi się najbardziej potrzebne do życia. Do dobrego samopoczucia. Ponadto, jakiekolwiek uzdrowienie (choćby najmniejsze) jest w jakimś stopniu namacalne. Jest dowodem na to, że Bóg się zatroszczył. A zbawienie? Jakoś umyka. Kładę się spać z problemami i z tymi samymi się budzę. Przyszedł czy nie przyszedł? Zbawił czy nie? Staję na Eucharystii i gdy po 45 minutach robię znak krzyża podczas błogosławieństwa wcale nie czuję zmiany o 180 stopni. Chyba że o 360. Punkt wyjścia. Przyszedł więc z tym zbawieniem czy nie? Bo skoro nie widać różnicy…
Jezus, gdy wszedł do pokoju, ujął dziewczynkę za rękę. Jakiś czas temu do tych słów odniósł mnie inny fragment Pisma Świętego. W pierwszej pieśni o słudze Pańskim czytamy słowa: „Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności” (Iz 42, 6-7). Pieśni o słudze Pańskim są zapowiedzią przyjścia Mesjasza i ukazują, jak będzie przebiegała Jego misja. Początkowe słowa wskazują jednak najpierw na to, czym Bóg obdarzył swego sługę. Jezus więc dzieli się z ludźmi tym, co sam otrzymał od Ojca. Ale to nie jedyny związek tych tekstów. Greckie słowo paîs (dziewczynka) użyte przez św. Łukasza oznacza także… sługę.
Jezus mówi do martwej dziewczynki „powstań”. W komentarzu do Ewangelii wg św. Marka o. Silvano Fausti odwołuje nas do drugiego rozdziału Pieśni nad pieśniami: „Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!” Fausti zatrzymuje się wyłącznie na dziesiątym wersecie, natomiast dalej czytamy: „Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic”. To przycinanie winnic kojarzy mi się z prorokiem Amosem, który nacinał sykomory, by owoce tego drzewa były słodkie. Każde cięcie rani drzewo, ale jest dobre. I właśnie taki czas jest najlepszy do powstania. Powstań, bo to czas nacinania, rozcinania. Otwierania ran. Każde powstanie wiąże się z wysiłkiem. Zwłaszcza, gdy wstaje się pierwszy raz po dłuższej chorobie, operacji, wypadku. Wówczas nie da się uniknąć bólu. Ale będzie też radość. Tylko później. Za chwilę. Najpierw musi poboleć. I boli. Bo jest to powstanie z martwych, czyli zmartwychwstanie. Dokładnie takich słów używają ewangeliści opisujący wskrzeszenie dziewczynki. Ale jest jeszcze coś. Użyte w tym miejscu słowo oznacza także powstanie z ruin. Bóg przychodzi i mówi: powstań z twoich ruin. Bo Wielki Post często jest okazją, by zobaczyć, co jest w naszym życiu zrujnowane; co okazało się totalną ruiną, porażką czy śmiercią. Bóg nie kopie wtedy leżącego, ale ujmuje za rękę i z tej śmierci mocą swego słowa wydobywa. Chociaż wyglądamy potem jak obraz nędzy i rozpaczy, siedząc na zgliszczach, to one już nas nie przywalają. I to jest ta różnica. Nawet jeśli nadal nie mamy najlepszego samopoczucia. Od tego są inne środki (choć dające mocno wątpliwe rozwiązanie). Bóg do takich środków uśmierzających nie należy. On może zagwarantować tylko zbawienie.

Katarzyna Strzyż

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej