Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-02-14 13:02:19

Misja w Sudanie

o Andrzej

Ojciec Andrzej, werbista, w maju 2013 roku przyjął święcenia w Chicago. Mszę św. prymicyjną odprawił w kaliskim sanktuarium św. Józefa. Wyjechał na misje do ogarniętego wojną domową Sudanu Południowego. Swoje doświadczenia opisuje w listach do przyjaciół.

Drodzy Przyjaciele;
Bardzo dziękuję za modlitewne wsparcie! Jestem też wdzięczny za Wasze wparcie misji w Sudanie Południowym. Do stolicy Ugandy - Kampali właśnie dotarły naczynia liturgiczne i szaty. Nie ma tutaj poczty, więc dostarczenie przesyłki było możliwe dzięki oddaniu Krzysztofa, Roberta i Pawła, przedstawicieli fundacji Dzieci Afryki. Wspólnie z nimi planowaliśmy Misjonere wśród naszych stacji misyjnych, a w szczególności edukacji dzieci. Ze względu jednak na zamknięcie niektórych dróg i ograniczenia w przemieszczaniu się cywilów spowodowanych rebelią w stanach Jonglei i Unity, a także krwawymi zajściami w Jubie i wzrostem napięcia w Centralnej Equatorii nie mogło dojść do naszego spotkania. W związku z tym opóźnieniu uległ też proces budowy studni ufundowanej przez mieszkańców Kalisza (sanktuarium św. Józefa), a patronem jej jest św. Józef, który jest również patronem naszej polskiej prowincji werbistów. Do sanktuarium św. Józefa pielgrzymowali też nasi misjonarze, którzy przeżyli Dachau, jak o. Marian Żelazek i o. Bruno Kozieł. Budowa studni w Sudanie Pd. (kraju niedawno powstałym - 9 lipca 2011 roku) jest możliwa dzięki akcji zbierania makulatury na rzecz studni prowadzonej przez ks. Kazimierza Kurka.
Monstrancja, jaką otrzymam, będzie pierwszą w parafii, która liczy już 36 stacji misyjnych. Obecność Jezusa podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu i adoracji może się przyczynić do zintegrowania parafii. Codzienna modlitwa różańcowa, którą mieliśmy w parafii w październiku na pewno wpłynęła na większe zaangażowanie wiernych i ożywienie wspólnoty. Adoracja też wiąże się z uwielbieniem Najświętszego Sakramentu, dlatego welon, czy łódka na pewno dodadzą uroczystego charakteru liturgii, co pozwoli na uświadomienie sobie obecności Jezusa pośród nas; Jezusa, który jest naszym Bogiem, Panem, a jednocześnie chce być naszym Przyjacielem i Bratem, Tym, który wszystko rozumie, który zawsze ma dla nas czas..., o ile my mamy czas dla Niego i chcemy z Nim spędzić czas jako z najbliższym naszemu sercu.
Kościół, który można zobaczyć na zdjęciach nie jest zbyt imponujący, można nawet powiedzieć, że ubogi. Nie wyróżnia się on jednak w afrykańskiej rzeczywistości, podobnie jak nasze tukuls (afrykańskie chatki), ale czy Jezus w tym okresie Bożego Narodzenia nie rodzi się w ubogim żłobie? Jedynym problemem tak zbudowanego kościoła (z gliny, czy błota, elementów podtrzymujących i trawiastego dachu) jest to, że jest on nietrwały. Główny powód tej nietrwałości to trawiasty dach, który jest przysmakiem termitów!
Ornaty i stuły, które otrzymaliśmy na pewno będą służyć nam we wspólnocie werbistów w Lainya, w Sudanie Południowym przez długie lata. Do tej pory mieliśmy tylko jeden ornat na czterech kapłanów, którzy pochodzą z Indii (dwóch), Kongo i z naszej ukochanej Polski. Dobrą wiadomością jest to, że w następnym roku po kursie językowym dołączy do nas diakon Wojciech Pawłowski. Także, mili Dobrodzieje, Wasze wsparcie będzie coraz bardziej widoczne w najmłodszym państwie świata, jakim jest Sudan Południowy. Dziękuję również za bieliznę kielichową, jest ona tutaj potrzebna, gdyż z jednej strony w porze suchej bardzo się kurzy i trzeba ją często zmieniać, a z drugiej strony, gdy wyjeżdżamy na stacje misyjne to potrzebujemy jej w jednym momencie dla kilku kapłanów.
Najbardziej jestem jednak wdzięczny za Waszą modlitwę, która jest niezbędna dla młodego państwa, które zmaga się z problemami wewnętrznymi, często wewnątrzplemiennymi, jak i zewnętrznymi. Sąsiadami Sudanu Pd. są Sudan, Etiopia, Kenia, Uganda i Centralna Afryka. Modlitwa pomaga też nam, misjonarzom przezwyciężać wszelkie trudności i choroby. Przechodziłem już malarię, podobnie jak pozostali misjonarze, i typhoid.
W czasie Bożego Narodzenia o. Bernard, który pochodzi z Kongo miał wypadek motocyklowy i jest nieco poobijany. W tym czasie mimo niepokoju panującego w Sudanie, staraliśmy się dotrzeć do największej ilości stacji misyjnych. Ludzie są spragnieni naszej obecności lub raczej obecności Jezusa w Eucharystii. W czasie wojny domowej nie było takich warunków, aby kapłan mógł dotrzeć do ludzi ukrywających się w buszu. Niektóre ze stacji misyjnych nie widziały kapłana przez 2-3 lata, a jedna nawet przez 30. Dlatego, tak ważna jest Wasza modlitwa o pokój w tym rejonie. 

W miłości słowa Bożego i z błogosławieństwem z Sudanu Południowego.
o. Andrzej Dzida, SVD

PS. W dniu św. Józefa, 19 marca będę celebrował Mszę św. w intencji wszystkich Dobroczyńców i Modlitewnych Przyjaciół.

 

5 stycznia 2014 LAINYA, SOUTH SUDAN
Dzisiaj otrzymałem informacje z różnych źródeł, iż sytuacja w naszym rejonie w ciągu ostatnich dwóch dni niepokojąco się zmieniła. Wszyscy oczekują, że może być coraz gorzej. Wczoraj w Yei padły strzały, podobnie niepokojąca sytuacja jest w Jubie (jak wiadomo w Jonglei i Unity). Dla mnie niepokojącym znakiem była obecność ludzi w kościele. W Lainya pojawiło się ok. 30 % osób z tych, którzy uczęszczają na Mszę św. w niedzielę, natomiast w odległym ok. 15 km Loka West pojawiło się tylko ok. 30 dorosłych osób. W ostatnich kilku dniach sytuacja jest podgrzewana przez różne informacje. W buszu, w niedalekiej odległości od Lainya widziano uzbrojonych ludzi. Na początku mówiono, że to „Dinka pilnują swoich krów”, a wczoraj, że to jednak rebelianci z Nuer. W piątek, wracając z Yei był jakiś ruch, chociaż większość samochodów jeździ raczej z kierunku Juby w strone Yei, a dzisiaj, w niedzielę był ruch znikomy. W piątek pierwszy raz żołnierze pilnujący drogi spytali nas o pieniądze na herbatę (gdyż rząd nie wypłaca żołdu). Podsumowując, sytuacja w naszym rejonie robi się nieciekawa. Ludzie unikają zbędnych podróży, siedzą w domu, nawet nie idą do kościoła z powodu niestabilnej sytuacji i braku poczucia bezpieczeństwa. Poruszanie się samochodem lub motocyklem może być coraz groźniejsze, gdyż mogą one zostać zarekwirowane przez wojsko lub rebeliantów. W takich warunkach trudno będzie dotrzeć do naszych stacji misyjnych, a nawet, gdy dotrzemy, to nie mamy pewności, czy ludzie się pojawią bojąc się o własne bezpieczeństwo. Z ostatnich informacji wynika, że rebelianci mogą chcieć zająć drogę, która prowadzi z Juby do Yei oraz z Yei do granicy z Ugandą.

6 stycznia 2014, LAINYA
W Yei, które jest od nas oddalone o 65 km, sytuacja uległa pogorszeniu, gdy głównodowodzący wziął cały żołd żołnierzy i wycofał się ze wspierającą go grupą w nieznane (zapewne do buszu). Część żołnierzy zatrzymuje samochody żądając pieniężnego wsparcia. Przemieszczanie się też jest utrudnione. Według relacji naszych sióstr niebieskich w Yei nie pozwolono części osób na uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. (osoby te zostały zawrócone z drogi). W nocy zaś było słychać strzały, jednak nie ma potwierdzenia, że ktoś zginął.

7 stycznia 2014,  LAINYA
W Yei, gdzie mamy swoje siostry werbistki (u których też mieliśmy nocować), w centrum duchowości, pojednania i poradnictwa (głównie trauma) przybiegła osoba z krzykiem, że  rebelianci już nadchodzą, są tuż, tuż... i wszyscy uciekli do swoich domów. Oczywiście były to niesprawdzone informacje. Jednakże to obrazuje obecną sytuację w Yei i okolicach oraz nerwowość panującą wśród ludności cywilnej. Jak można wnioskować, wśród wojska nie jest wcale lepiej, gdzie przy jednym posterunku są ludzie z różnych plemion i tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarzy w kolejnym dniu. W Yei i w okolicach były przypadki strzałów oddanych przez pijanych żołnierzy i ucieczki dowódcy z całą wypłatą. Rozmowy toczą się w Etiopii (sąsiedzi - przedstawiciele Salva Kiira i Rieka Machara) i w Jubie (Salva Kiir i prezydent Sudanu Bashan, którzy raczej rozmawiają o zabezpieczeniu interesu związanego z ropą naftową). Miejmy nadzieję, że rozmowy, a przede wszystkim modlitwa, przyczynią się do pokojowego rozwiązania konfliktu w Sudanie Południowym.

8  stycznia 2014,  LAINYA
Dzisiaj trochę ludzi przyszło spóźnionych na Mszę św., bo dzwon nie zadzwonił. Po zakończeniu Eucharystii i tradycyjnym powitaniu przed kościołem dowiedzieliśmy się, co było przyczyną braku dźwięku dzwonu (albo raczej braku dźwięku uszkodzonej felgi od koła). Dzwon ten regularnie bije dzięki katechiście, który codziennie dzwoni godzinę przed Mszą św. Okazało się, iż większość ludzi w Lainya była wystraszona docierającymi do nich wiadomościami (lub pogłoskami). Nasz katechista Zacharia służył tutejszemu Kościołowi przez 30 lat, gdy jeszcze nie było tu żadnego kapłana, a czasami pojawiał się raz do roku. My, jako werbiści przybyliśmy tutaj dopiero przed rokiem. Obecnie Zacharia otrzymał dwie nocne wiadomości. Pierwsza od „zaufanych ludzi” o godz. 1.30, a następna o 2.30, iż rebelianci mają zaatakować Lainya o 6.30 rano. Myślał o obudzeniu nas, ale się powstrzymał... Dzięki temu mogliśmy dłużej pospać. Jak się okazało - był to fałszywy alarm, ale katechista nie dzwonił o 6.30, godzinę przed Mszą św., aby nie przerazić ludzi, bo o tej godzinie miał nastąpić atak. Po Mszy św. trochę z tego żartowaliśmy i dziękowaliśmy katechiście, że nas nie budzi po nocy, a z drugiej strony zauważyliśmy, pół żartem pół serio, że rebelianci się spóźniają, podobnie jak parafianie spóźniają się do kościoła.

9 stycznia 2014, Lainya
Dzisiaj od rana dobre wiadomości. Pierwsza, że dzwon dzisiaj normalnie zadzwonił i większość ludzi przyszła w miarę punktualnie na Mszę św. Nie było też żadnych większych plotek na temat ataku na Lainya. Druga to, że nasza kucharka wróciła! Największym problemem, moim zdaniem jest to, że ludzie często nie rozpoznają Bożej obecności. Największe nasilenie walk między rebeliantami a wojskami rządowymi nastąpiło w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Zamiast spędzać święta z rodziną, całe rodziny uciekały przed wojenną zawieruchą. W Europie, czy w Ameryce cieszyliśmy się pięknem świąt i narodzeniem Jezusa w naszych sercach, a tutaj był tylko obraz Jezusa cierpiącego i konającego. Wiele niewinnych osób, w tym kobiety i dzieci, zginęło w wyniku walk, które są pochodną zachowań polityków i waśni między plemionami. Szczególnie dotyczy to konfliktu pomiędzy dwoma plemionami Dinka i Nuer.
W Polsce mogliśmy się cieszyć atmosferą rodzinną w naszych domach, a w Sudanie Południowym w tym czasie 200 tysięcy osób straciło dach nad głową. Ocenia się, że obecnie w obozach dla uchodźców kontrolowanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych przebywa około 65 tysięcy osób (w Jubie i trzech stanach - Jonglei, Upper Nile i Unity). Dodatkowo szacuje się, iż 23 tysiące ludzi jest w obozach na terenie Ugandy, ponad 5 tysięcy w Etiopii, a nie wiadomo, ile jeszcze w Kenii i Sudanie.

o. Andrzej Dzida, SVD

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej