Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-01-30 13:16:17

Opublikują czy nie?

gazeta

Ciągle jeszcze o randze wydarzeń świadczy rozgłos nadany im przez media, które potrafią zrobić coś z niczego i odwrotnie.
W wystarczająco już starym, aby być zapomnianym filmie „Trzy dni Kondora”, na samym końcu jest scena, od której chciałbym rozpocząć. Nie da się jednak tego uczynić bez choćby krótkiego przypomnienia, o co w tym nakręconym w 1975 roku przez Sydneya Pollacka filmie chodzi. Głównym bohaterem, którego gra Robert Redford, jest Joe Turner, pracownik mało istotnej komórki CIA (agencji wywiadowczej), która zajmowała się analizą książek i gazet wydawanych na świecie szukając w nich ukrytych kodów, czy informacji. Nie będę opowiadał całego filmu, ale pewnego dnia Joe Turner po powrocie z obiadu stwierdza, że wszyscy członkowie jego zespołu zostali zamordowani, a poinformowanie o tym centrali sprawia, że ci którzy mają mu pomóc, próbują zabić również jego. Joe Turner musi się zmierzyć z potężną machiną, a może z Systemem, dla którego jego życie nie ma żadnej wartości. Wręcz przeciwnie, musi zginąć, bo za dużo wie. Przechodzimy teraz do ostatniej sceny w tym filmie, która szczególnie nas interesuje. Wydaje się, że Turnerowi udało się wymknąć śmierci, a nawet wygrać tę batalię. Staje twarzą w twarz z jednym z głównych sprawców zamieszania i oznajmia mu, że o całej tej strasznej sprawie, kompromitującej państwo, poinformował „New York Timesa” i oni to wszystko opublikują. Winni poniosą karę, a on, Turner, będzie bezpieczny. I wówczas ten człowiek pyta Turnera, dziwnie na niego patrząc: „A co będzie, jeśli oni tego nie opublikują?” I właśnie na tym pytaniu chciałbym się zatrzymać: „Co będzie, jeśli nie opublikują?”

Kontrolna funkcja mediów
Sięgamy do środków społecznego przekazu, ponieważ wierzymy, że uzyskamy z nich informacje dotyczące najważniejszych sfer naszego życia. Wierzymy, że dziennikarze patrzą na ręce rządzącym, że są naszymi rzecznikami, że działają w naszym interesie i pomagają nam kontrolować tych, których wybraliśmy, by zarządzali naszym wspólnym dobrem, którzy decydują, na co będą wydane pieniądze pochodzące z naszych podatków. Film, który wspomniałem na wstępie został nakręcony krótko potem, kiedy wydarzyła się afera Watergate (chodzi o nielegalne podsłuchy zamontowane przez amerykańskie agencje rządowe w biurach ówczesnej opozycji), która doprowadziła do dymisji prezydenta Nixona i spowodowała spadek zaufania społeczeństwa do rządzących. Afera, przypomnijmy, wykryta i ujawniona przez dwójkę dziennikarzy. Mamy nadzieję, że dziennikarze robią to również dzisiaj: w naszym imieniu patrzą rządzącym na ręce. I wierzymy, że jak coś odkryją, to napiszą, pokażą i opowiedzą. Jednak, coraz częściej wydaje się, że dziennikarze wielu rzeczy jednak nie opublikują i nie opowiedzą. Mało tego, o wiele rzeczy po prostu nie zapytają. Pamiętam, jak za dawnych czasów, w mojej szkole podstawowej, kiedy miała być wizytacja na lekcji, nasza pani przygotowywała z nami taką ustawioną lekcję w najdrobniejszych szczegółach: wiedzieliśmy, jakie pytania będą zadane, jakie mają być odpowiedzi i przede wszystkim, kto ma odpowiadać. Czasami obserwując konferencje prasowe, czy czytając wywiady w prasie mam wrażenie, jakbym był na jednej z takich lekcji, gdzie wszystko jest zaaranżowane. A ja myślałem, że te czasy już minęły, no i przede wszystkim, że dziennikarze to nie są dzieci z podstawówki. Chciałbym w tym tekście wskazać zaledwie kilka przykładów takich sytuacji, a jest ich naprawdę znacznie więcej, w których dziennikarze absolutnie nie stanęli na wysokości zadania.

Kim być, aby zaistnieć w mediach?
Z naszego punktu widzenia, mam tu na myśli dominującą przecież grupę osób o poglądach i wrażliwości chrześcijańskiej, można zauważyć niemal bojkot wydarzeń nas dotyczących. Odbywają się w kraju na przykład manifestacje w obronie życia, które gromadzą tysiące osób, a w medialnym lustrze odbijają się zaledwie minimalnym refleksem, albo najczęściej wcale. A przecież powinny być uczciwie zrelacjonowane i zaowocować różnego rodzaju dyskusjami w prasie i telewizji, ponieważ dotyczą istotnego problemu cywilizacyjnego. Jeśli już ktoś nie chce poruszać kwestii etycznych i moralnych, to chociażby w kontekście zapaści demograficznej i tego, co w naszym kraju się robi, aby nas z tej zapaści wyciągnąć. Inaczej mówiąc, takie wydarzenie jak marsz w obronie życia mógłby być kanwą dla bardzo wielu tematów, które zwłaszcza media obarczone misją publiczną, powinny wykorzystywać, ale również te komercyjne, jeśli szanują swoich odbiorców, natomiast najczęściej nie doczekuje się nawet małej wzmianki. O wydarzeniach zagranicznych dotyczących Kościoła lepiej nie wspominać, bo są zupełnie przemilczane (jak Światowy Dzień Młodzieży w Madrycie), albo poruszane tylko w kontekście wypowiedzi papieża Franciszka, którymi można (na krótką metę) próbować szantażować Kościół w Polsce, albo robiąc kompletną farsę poprzez dobór gości i komentatorów (jak to było w przypadku ostatniego konklawe, gdzie autorytetami w naszych mediach byli głównie niewierzący, wojujące feministki i księża, którzy porzucili sutannę). Jest to o tyle frustrujące, że wydarzenia angażujące, choćby kilka osób, czy bardzo małe grupy, ale reprezentujące coraz bardziej umacniające się w naszym kraju lobby homoseksualne, czy feministyczne, uzyskują absolutnie nieproporcjonalny rozgłos w mediach, na jaki po chrześcijańsku myśląca część społeczeństwa może liczyć tylko w przypadku konfliktu jakiegoś księdza z biskupem (vide przypadek ks. Lemańskiego, który natychmiast stał się bohaterem mediów), albo w przypadkach pedofilii wśród duchownych. Nie mam zamiaru tutaj bronić winnych, którzy powinni ponieść bardzo surową karę, ale proszę zauważyć również tutaj rolę dziennikarzy. Często mówi się w tych sytuacjach i bardzo słusznie o dobru dzieci, o ofiarach, którym należy pomóc. Dlaczego żadne inne przypadki pedofilii nie są nagłaśniane? Dlaczego głośna kilka lat temu afera pedofilska z Dworca Centralnego w Warszawie, w którą zamieszane były osoby z pierwszych stron gazet nagle się zakończyła? Dlaczego żaden dziennikarz śledczy nie zajmie się środowiskami choćby trenerskimi, czy nauczycielskimi? Wszystkim nam zależy, żeby dzieci nikt nie krzywdził, czy naprawdę można uwierzyć, że jeśli zdarza się pedofilia, to tylko wśród księży?

Racja stanu i inne racje
Jednak problem z dziennikarstwem dzisiaj nie dotyczy tylko sposobu informowania o Kościele i tematach istotnych dla chrześcijan. Aktualne są również inne pytania: czy zostaną opublikowane informacje o faktach niewygodnych dla władz, czy będą opisywane tematy istotne dla naszej racji stanu, dla doktryny państwa, czy dziennikarze w ogóle starają się myśleć kategoriami dobra Ojczyzny? Dla mnie ciągle nie do pojęcia jest sytuacja dotycząca bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Dlaczego tak mało pisało się u nas i pisze o konsekwencjach podpisanej z Rosją i Gazpromem długoterminowej, fatalnej umowy na zasadach „płać i bierz” za gaz, podczas gdy w naszym kraju są złoża gazu ciekłego nieeksploatowane? Dlaczego tak mało pisze się u nas o sukcesie gazu i ropy z łupków w Stanach Zjednoczonych i o naszych złożach gazu w łupkach? Dlaczego nie pisze się o niebezpiecznych z punktu widzenia interesu Polski próbach „ukręcenia” wydobywania gazu z łupków, za pomocą ustaw środowiskowych promowanych przez tych, którzy złóż gazu w łupkach nie mają? I ja rozumiem te państwa, które tak się zachowują, ale nie rozumiem Polski i naszych mediów, które o tym nie informują, nie biją na alarm. Dlaczego nie ma parcia w naszych mediach na badania nowych technologii wydobycia i używania węgla kamiennego i każdego innego, zważywszy, że mamy go najwięcej w Europie? I znowu, ja rozumiem inne państwa i ich opinie publiczne, które nie posiadają złóż węgla wcale lub są one niewielkie, że postulują zakaz używania węgla, ale w Polsce? To jakby spać na sienniku wypchanym dolarami i pokornie przyjmować do wiadomości, że dolarami nie będzie już można za nic zapłacić, że staną się one bezwartościową makulaturą. Jeśli czasem zdarzy się jakaś konferencja prasowa, gdzie te tematy nie mogą być pominięte, słowa polityków przyjmuje się jak prawdę objawioną i dziennikarze nie wykazują się nawet minimalną znajomością tematyki, czy chęcią drążenia tematu.

Statyw do mikrofonu
Tym, co mnie najbardziej irytuje u dziennikarzy, poza dążeniem do prawdy, jest chyba właśnie ich niechęć drążenia tematu, nieprzygotowanie i brak ciekawości. Nawet w sytuacjach znacznie mniej poważnych dziennikarze często wydają się być zaledwie kimś do podtrzymania mikrofonu i odczytania przygotowanych wcześniej pytań. Ostatnio dość głośno było o jednym z naszych najlepszych aktorów, Jerzym Stuhrze. Kraj obiegły informacje o jego wypowiedzi na temat ewentualnego przyjęcia roli w filmie o Smoleńsku. Brzmiała ona następująco: „Zawsze miałem zasadę i utrzymuję tę zasadę, że nigdy nie wystąpię w widowisku kłamliwym historycznie i nihilistycznym, czy to będzie film, czy przedstawienie teatralne. Tej zasady udało mi się pilnować przez całe życie. Nihilistycznym, czyli takim, które propaguje idee anarchistyczne albo nie daje nadziei. Występuję, żeby dać iskierkę nadziei widzowi”. Pomijając już fakt, że nikt nie zapytał, czy pan Jerzy widział scenariusz filmu, albo na jakiej podstawie twierdzi, że będzie on kłamliwy. Ale zdziwienie budzi również fakt, że nikt nie przypomniał panu Jerzemu, że zagrał jedną z głównych ról w filmie „Uprowadzenie Agaty”. Jak napisał jeden z blogerów Krzysztof Osiejuk: „mówimy o filmie zrealizowanym na jednoznaczne zlecenie polityczne, mające na celu wyłącznie zniszczenie politycznego przeciwnika, a przy okazji życia jednej niewinnej kompletnie rodziny. Jerzy Stuhr tę rolę przyjął i się z niej wywiązał do końca. To on sprawił, że ten film w publicznej pamięci nie pozostał jakąś tam komedią, ale prawdziwym dramatem”. Właśnie, ja mogłem zobaczyć hipokryzję aktora, bo zwyczajny bloger o tym napisał, a nie zawodowy dziennikarz. I to najlepiej pokazuje, w jakiej jesteśmy dzisiaj sytuacji.

Jak korzystać z mediów?
Nie ukrywam, że coraz rzadziej korzystam ze środków społecznego przekazu. Nadawców publicznych i mediów komercyjnych praktycznie nie oglądam i nie słucham, ponieważ szanuję moje zdrowie i moje nerwy. Wiadomości poszukuję na różnych blogach, na portalach katolickich i zagranicznych, bo coraz częściej dostrzegam, że nasze media zamiast kontrolować władzę w naszym imieniu, kontrolują społeczeństwo na rzecz rządzących, zamiast reprezentować rację stanu i dobro naszej Ojczyzny, reprezentują grupy kapitałowe i interesy, których nie jestem w stanie rozpoznać, zamiast dociekać prawdy i wytykać hipokryzję ograniczają się do przyjmowania i przekazywania największych nawet bzdur. Ale mam świadomość i potwierdzają to badania choćby instytutu Homo Homini, że w dalszym ciągu głównym źródłem informacji dla naszych rodaków o wydarzeniach w kraju i na świecie są telewizje i rozgłośnie komercyjne (51%) i media publiczne (49%). A będące na trzecim miejscu media internetowe z 34% to przede wszystkim portale komercyjne powiązane z mediami komercyjnymi wyżej wspomnianymi. I to ich przekaz, najczęściej homogeniczny i naznaczony wyżej wymienionymi skazami, dociera do większości społeczeństwa. Dlatego bardzo ważnym zadaniem jest wychowywanie i to od najmłodszych lat do rozumnego korzystania z mediów, ale to już temat na zupełnie inny tekst. Na dzień dzisiejszy, gdy chodzi o ważne dla naszego kraju informacje i o pytanie „A co będzie, jeśli oni tego nie opublikują?” pozostajemy, jak Robert Redford w „Trzech dniach Kondora”, bez odpowiedzi i w niepewności.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej