Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-12-04 10:54:41

Listopadowa archeologia nieba (2)

ilustracja

Benedykt XVI pisze w ostatniej części Jezusa z Nazaretu, iż Konradin Ferrari d’Occhieppo po ukończeniu swej najgłośniejszej książki kwestię fenomenu Gwiazdy Betlejemskiej odłożył ad acta, uznał bowiem, że wszystko w tej sprawie zostało już wyjaśnione do końca. To, co my zwykliśmy nazywać Gwiazdą Betlejemską, a św. Mateusz w swej Ewangelii określa „gwiazdą na Wschodzie”, nie było według niego gwiazdą w astronomicznym tego słowa znaczeniu, ale zjawiskiem świetlnym mogącym gwiazdę optycznie przypominać. Zostało ono wywołane spotkaniem dwóch planet: Jowisza i Saturna.
Wiodącymi przypuszczeniami, jakie wysuwano w stosunku do kwestii tego, czym Gwiazda Betlejemska mogłaby być, były sugestie, iż mogła być kometą, przykładowo kometą Halleya lub supernową, jak podejrzewał astronom Jan Kepler. Z czasem jednak Kepler zaczął skłaniać się ku ewentualności, iż światło, które prowadziło trzech króli, mogło powstać w wyniku koniunkcji planet, czyli ich spotkania. W 1603 roku, a więc za życia Keplera, miała początek występująca raz na około 800 lat seria takich koniunkcji. Ówczesna ludność dopatrywała się w pojawieniu się owych zjawisk na niebie zwiastuna wielkich wydarzeń. Co ciekawe, zachował się pewien dokument astronomiczny z Chin, w którym odnotowano, że fenomen do złudzenia przypominający koniunkcję miał miejsce około 5 roku przed narodzinami Jezusa. W drugiej połowie XX wieku informacja ta nie uszła uwagi prof. d’Occhieppo. Zastanawiało go jednak, dlaczego owe zjawisko wystąpiło pięć lat przed wyprawą mędrców do Betlejem. Ponadto profesor uważał, że mędrcy musieli wyruszyć z okolic Babilonu.
Według astronoma było to po prostu najbardziej prawdopodobne. Najbliższym Palestynie ośrodkiem astrologii na Wschodzie był bowiem Babilon. Profesor nie był odosobniony w poglądzie, iż mędrcy przybyli do Betlejem z Persji. Choć Babilon w czasach Chrystusa był już podupadającym centrum ówczesnej astronomii naukowej, przebywała tam nadal – jak pisze w swej publikacji astronom – „mała, stopniowo wymierająca grupa astronomów”, a „gęsto zapisane pismem klinowym gliniane tabliczki z obliczeniami astronomicznymi stanowią tego pewne dowody”. Z Babilonu do Betlejem, nawet pieszo, nie wędrowałoby się pięć lat, chyba że z wieloma i to długimi przerwami. Profesor był już bardzo blisko rozwiązania historycznej łamigłówki, ale jeszcze o tym nie wiedział. W międzyczasie natknął się na publikację dziewiętnastowiecznego archeologa Friedricha Wieselera, z której wynikało, że uczony ten znalazł na starożytnych chińskich tablicach chronologicznych informację, iż w 5 roku przed Chrystusem (choć istnieją też źródła mówiące, że był to 4. rok) „ukazała się bardzo jasna gwiazda i była widziana przez długi czas”. Babilońska tabliczka głosiła, że fenomen przywodzący jednoznacznie na myśl koniunkcję odnotowano w 7. roku przed Chrystusem. Profesor nie miał więc wątpliwości, że zjawisko koniunkcji miało miejsce tuż przed narodzinami Chrystusa. Rozbieżność w datach podanych przez babilońskich i chińskich skrybów nie była jednak tak zastanawiająca, jak informacja, że do koniunkcji doszło na kilka lat przed Bożym Narodzeniem.

Siedmioletni błąd
Skąd wziął się podział czasu historycznego na „przed Chrystusem” i „po Chrystusie”? W 525 roku uczony mnich Dionizjusz Mały wprowadził system zliczania dat odnoszący się do daty narodzin Jezusa. Do tej pory obowiązującym punktem odniesienia w dziejach cywilizacji zachodniej była data założenia Rzymu. I tak na przykład rok, który dziś określamy jako 525, był 1278 od założenia Rzymu. Do historycznej kalkulacji Dionizjusza wkradł się błąd matematyczny, którego konsekwencje trwają do dziś. Nasz mnich w swych obliczeniach pomylił się o około 7 lat, czyli rok narodzin Chrystusa w rzeczywistości był rokiem, w którym Jezus obchodził siódme urodziny. Profesor d’Occhieppo o owym błędzie w porę się dowiedział i wiedzę tę wykorzystał do rozwiązania zagadki późnobabilońskich tabliczek mówiących o koniunkcji mającej miejsce w 7 roku przed naszą erą, czyli w roku przyjścia na świat Zbawiciela.

Spotkanie Jowisza i Saturna
Kiedy tajemnica tabliczek z Babilonu została rozszyfrowana, d’Occhieppo przeniósł swą uwagę na starożytną symbolikę planet. W czasach Chrystusa astronomia nie była racjonalną wiedzą w takim znaczeniu jak dziś, lecz wiązała się z religią, magią i mistyką. Gwiazdy nie były tylko ciałami niebieskimi, gdyż traktowano je także jako bóstwa i demony. Obserwowano je nie tylko, aby poznać rządzące nimi prawa, ale również, by móc przewidzieć ich oddziaływanie na życie ludzi. Postrzegane jako bogowie planety miały swoją sztywną hierarchię, w której najwyższe miejsce zajmował Jowisz. Magowie późnobabilońscy utożsamiali z Jowiszem swoje najważniejsze bóstwo: boga Marduka, a poniekąd Jowisz symbolizował dla nich cały Babilon. Z glinianych późnobabilońskich tabliczek dowiadujemy się, że sporządzający je magowie świetnie wiedzieli o tym, iż Jowisz nieprawdopodobnie rzadko spotyka się na niebie z Saturnem. Saturn zaś magowie postrzegali jako planetę ludu Izraela. Zresztą symbolika Saturna jako planety Izraelitów znana była w całym ówczesnym zachodnim świecie. Ogromne znaczenie w całej tej opowieści ma również fakt, że oprócz planet antyczni astrolodzy podporządkowywali także poszczególnym narodom gwiezdne konstelacje symbolizujące znaki zodiaku. Znakiem zodiaku związanym z Żydami – jak wyjaśnia austriacki astronom – były Ryby. Potrójne spotkanie Jowisza z Saturnem (dlaczego potrójne, wkrótce wyjaśnię), ekstremalnie rzadkie nazywane jest wielką koniunkcją. Przeniknięci magią i mistycyzmem babilońscy magowie widzieli w niej nie tylko niezwykłe zjawisko astronomiczne, ale i boski znak.
Oto Jowisz, utożsamiany z najwyższym bóstwem Mardukiem, spotyka się z planetą żydów Saturnem w konstelacji Ryb symbolizujących Palestynę. Profesor nie miał wątpliwości, że taki układ mógł zostać zinterpretowany przez astrologów jako komunikat, iż w Palestynie narodził się król Izraela. Uczony dodaje, że prawdopodobnie babilońscy astrologowie zakładali, iż ów król przyszedł na świat w Jerozolimie i to nie dlatego, że była stolicą prowincji Judei, ale dlatego, że była nazywana Świętym Miastem. Troszkę się pomylili, ale Chrystus urodził się pod Jerozolimą.


Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej