Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-11-20 10:38:51

Wsiąść do pociągu...

meksyk

Dziewiątym z kolei artykułem na temat Meksyku żegnamy się z tym fascynującym krajem z pełną świadomością, że wielu rzeczy nie udało się zobaczyć i w konsekwencji opisać. Choćby miejsc związanych z Cristiadą, czyli walką katolików o prawo do wyznawania własnej religii. Cóż, jak zaznaczyłem, kilka tygodni temu, Meksyk to wielki kraj i nawet dwie wizyty nie wystarczą, aby zobaczyć wszystko, co oferuje ciekawemu świata i ludzi turyście. 

Ten ostatni materiał, zgodnie z zapowiedzią chcę poświęcić wyprawie do Miedzianego Kanionu na północy Meksyku. To zdecydowanie najciekawsza część mojej podróży, nie tylko dlatego, że dotyczy miejsca zwanego najwspanialszym cudem natury kraju, a trasa kolei El Chepe jest uważana za oferującą najpiękniejsze widoki na świecie linię kolejową, choć te wszystkie zapowiedzi znalazły swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Dodatkową atrakcją był również fakt, że tę część podróży musieliśmy sobie z kolegą zorganizować sami, bez pomocy biura, no i podróżowaliśmy we dwóch po terenach, które ciągle jeszcze uchodzą za niebezpieczne. 

Piękne, ale nikt tam nie był...

Plany snuliśmy w wolnych chwilach podczas Kongresu Józefologicznego w Ciudad Guzman, prosząc o pomoc miejscowych księży, którzy z wielką życzliwością poświęcali nam swój czas. Co ciekawe, wszyscy, którzy nam pomagali mówili, że Miedziany Kanion jest fantastyczny i wiele słyszeli o przygodzie, jaką jest podróż koleją El Chepe, ale nikt z nich jeszcze nie miał okazji przekonać się o tym osobiście... I bali się wypuszczać nas w taką podróż z jakimś niesprawdzonym pośrednikiem. Oczywiście szukaliśmy najtańszych ofert, ale oferujące je biura podróży dysponowały jedynie numerem telefonu i ciężko było je zweryfikować. Koniec końców postanowiliśmy zorganizować wszystko sami, czyli kupić bilety na samolot z Guadalajary do Los Mochis, gdzie zaczyna się trasa El Chepe, a także z Chihuhua (stacja docelowa El Chepe) do Guadalajary, znaleźć w internecie najtańsze hotele w czterech miejscach i lecieć. Z nadzieją, że uda się bez problemu nabyć bilet kolejowy na miejscu. W wyborze miasteczek, w których się zatrzymać posłużyliśmy się propozycją pakietu „podejrzanego” biura i... polecieliśmy! Była to bardzo dobra decyzja.

Przyjemność podróżowania koleją

Po wielu latach ponownie odkryłem, jak przyjemne jest podróżowanie koleją. Kilka lat temu dziwiłem się, kiedy moi przyjaciele opowiadali mi, jak to zorganizowali specjalną wyprawę pociągiem do Wrocławia, żeby ich dzieci mogły po raz pierwszy w życiu przejechać się koleją, bo nigdy nie mają okazji. Byłem tym lekko zszokowany, bo przecież my, ludzie mojej generacji, w pociągach spędziliśmy istotną część naszego życia, sypialiśmy na korytarzach, grywaliśmy w karty, spożywaliśmy kanapki i ogórki ze słoika, zakochiwaliśmy się, a nawet czasem jeździliśmy na gapę! Ile wspaniałości omija dzisiejsze dzieciaki! No, ale dzisiaj jest inaczej, wszyscy mają samochody, a polskie koleje są ponoć gorsze niż były za komuny, więc w sumie trudno się dziwić. Faktem jest też, że i ja dawno koleją nie jeździłem i przygoda z El Chepe przyszła w samą porę. 

No właśnie, El Chepe, należy się nam kilka słów o tym pociągu i jego trasie, która rozpoczyna się prawie na samym wybrzeżu Oceanu Spokojnego, czyli we wspomnianym Los Mochis. Można oczywiście rozpocząć podróż z drugiej strony, czyli w Chihuahua, ale wtedy najpiękniejsze tereny pokonuje się w ciemności, więc nie ma wyjścia i należy rozpocząć w Los Mochis. Pociąg przemierza swoją trasę długości około 600 kilometrów w 13 godzin, pokonując między innymi 73 tunele i 28 mostów. Proszę mi wierzyć, widoki są niesamowite! Wyjeżdża się z jednego tunelu, by za chwilę wjechać w kolejny o kilkadziesiąt metrów wyżej, czy też przejeżdża się przez most, który za kilkanaście minut widzimy z wysokości kilkuset metrów. W swoim najwyższym punkcie pociąg porusza się po torach leżących na wysokości ponad 2300 m.n.p.m. Nie jeden raz człowiek próbuje sobie wyobrazić, jak konstruktorzy tej kolei poradzili sobie w tak trudnym terenie. I rzeczywiście, nie było im wcale łatwo. Ich marzeniem było połączenie środkowego zachodu USA z meksykańskim wybrzeżem Pacyfiku i już na początku XX wieku położyli tory na płaskim odcinku trasy, jednakże musieli skapitulować wobec gór, ze względu na trudności techniczne. Dopiero w 1953 roku (okazuje się, że nie tylko śmierć Stalina uczyniła ten rok znaczącym) ponownie podjęto prace i wtedy powstały wymienione wcześniej tunele i mosty. Wzdłuż trasy kolei można spotkać Indian Raràmuri, którzy korzystając z faktu, że w kanionie nawet zimą panuje klimat półtropikalny, uprawiają swoje poletka, a dzisiaj przede wszystkim żyją ze sprzedaży rękodzieła turystom. No i jeszcze jedna ciekawostka, miejscowi Indianie cieszą się sławą wspaniałych biegaczy długodystansowych i właśnie w Miedzianym Kanionie odbywa się raz w roku supermaraton. Nie, nie, nie mam najmniejszej ochoty wziąć w nim udziału, zwłaszcza, że jeden z jego głównych organizatorów rok temu poszedł pobiegać w jednym z kanionów Nowego Meksyku i po dziś dzień go szukają, a ja mam przecież robotę w „Opiekunie” ;-) Ale wracamy na trasę El Chepe (nazwa to po prostu skrót od Ferrocarril de Chihuahua al Pacifico – CHP). Pokonanie całej trasy „za jednym zamachem” mimo cudownych widoków, byłoby chyba przesadą, dlatego większość podróżników zatrzymuje się na noc w kilku miejscach na trasie. I wówczas ma się do dyspozycji kilka godzin po południu i kilka godzin następnego ranka, zanim El Chepe pojawi się na stacji (zwykle spóźniony ;-) i zabierze nas dalej. My również tak zrobiliśmy i dzięki temu mogliśmy ze spokojem podziwiać piękno i majestat Barranca del Cobre, jak miejscowi nazywają Miedziany Kanion, będący jednym z kilku kanionów, którymi wije się Rio Urique. 

Atrakcje w telegraficznym skrócie

Trzeba uczciwie przyznać, że Miedziany Kanion, choć niemal dwukrotnie głębszy (mierzy ponad 2000 m) i znacznie szerszy niż Wielki Kanion (Grand Canyon) w USA, nie robi aż tak wielkiego wrażenia, być może również dlatego, że nie mamy tutaj tak doskonale rozwiniętej infrastruktury jak u bogatego sąsiada, gdzie dba się o to, aby turysta bez problemów dotarł do najpiękniejszych miejsc widokowych, jest mnóstwo wyznaczonych tras dla piechurów, a Rangersi starają się, aby wszystko bezpiecznie pokazać. W Meksyku tego jeszcze nie ma, a my i tak mieliśmy szczęście przejechać się w głąb Kanionu kolejką linową, która powstała zaledwie trzy lata temu. Co oczywiście nie znaczy, że Miedziany Kanion nie oferuje swoich atrakcji. Przepiękny widok na trzy kaniony w Divisadero zapiera dech w piersiach, a z niektórych hoteli ma się wręcz widok z okna na kanion. Mieliśmy okazję zobaczyć kilka fantastycznych miejsc z formami skalnymi podobnymi do tych w Kapadocji, wodospady, a nawet Indian żyjących do dziś w jaskiniach, bez elektryczności. Mogliśmy również zobaczyć misje katolickie założone kilkaset lat temu przez jezuitów, niestety, niektóre z nich opuszczone, odkąd umarł ostatni prowadzący je kapłan. No i wtedy pojawiła się myśl, która zawsze się pojawia, kiedy w świecie dostrzegam brak kapłanów... Wiecie jaka myśl... Ale tutaj, w kraju, też czuję się potrzebny! Czy wrócę jeszcze do Meksyku? Póki co, obiecałem sobie, że jeżeli będzie następny raz, to na czele... moich parafian, jeśli ktoś mi kiedyś znowu takich powierzy.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej