Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-10-22 11:44:08

Żeby Austria była Austrią

ojciec Petrus

Ojciec Petrus Pavlicek wyrwał Austrię z rąk Sowietów

Mało kto dziś pamięta, że po kapitulacji Hitlera Austria potraktowana została przez władze zwycięskich państw alianckich jako część III Rzeszy i podobnie jak Niemcy podzielona na strefy okupacyjne, którymi władali Amerykanie, Anglicy, Francuzi i Sowieci. Najbardziej smakowity, najzamożniejszy kąsek kraju – Dolna Austria – dostał się Stalinowi, który ze swoimi austriackimi namiestnikami tak rozsmakował się w tych terenach, że nie zamierzał – najprawdopodobniej w ogóle – ich opuszczać. 

Wszystko wskazywało więc na to, że Austria podzieli losy Niemiec, których siłą skomunizowana część, zwana Niemiecką Republiką Demokratyczną, stała się odrębnym państwem satelickim Związku Radzieckiego. Już po dwóch latach sowieckiej okupacji, czyli w 1947 roku, Dolna Austria rozpaczliwie zubożała. Radzieccy „stróże pokoju” bez pardonu rabowali cenne przedmioty i niszczyli podległe sobie terytorium. I niewykluczone, że tak by właśnie było w dalszym ciągu, gdyby opatrzność nie przewidziała na tę chwilę i to miejsce ojca Petrusa Pavlicka.

Apostata, artysta, rozwodnik

Nic nie wskazywało na to, iż Otto Pavlicek (imię Petrus nasz bohater przyjął dopiero jako franciszkański zakonnik) zostanie kiedykolwiek bohaterem narodowym Austrii i jednym z najbardziej charyzmatycznych kapłanów tamtejszego Kościoła. Nim skończył 20 lat spektakularnie wystąpił z jego wspólnoty, ogłaszając, iż odtąd będzie ateistą. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w ówczesnym Breslau. Po ukończeniu artystycznej edukacji podróżował po Europie, malował i żył jak na artystę przystało. W 1932 roku ożenił się z Angielką. Jako ateista wziął wyłącznie ślub cywilny i nim skończył się rok 1933, Pavlicek był już rozwodnikiem. Około 1934 roku osiadł w Pradze i tam ciężko zachorował. W czasie choroby odzyskał wiarę. Wiele lat później wyznał, że jego brat przez 15 lat modlił się o jego nawrócenie. Po nawróceniu Otto odkrył w sobie powołanie do życia zakonnego (historia życia ojca Pavlicka jest fascynująca i ogromnie żałuję, że muszę ograniczyć się tutaj tylko do wymienienia jej najważniejszych punktów). W 1941 roku zostaje wyświęcony. Trafia na front niemiecki jako sanitariusz, a w 1944 roku jako jeniec w ręce Amerykanów. W obozie jenieckim posługuje jako kapelan i przez przypadek wpada mu w ręce broszurka o objawieniach fatimskich. Broszurka, która sprawi, że ojciec Petrus 10 lat później wyrwie Austrię z rąk Sowietów.

300 razy „nie”

Jak już wspominałam na początku, rząd sowiecki ani myślał wycofywać swe wojska z Dolnej Austrii. Austriaccy i alianccy dyplomaci dwoili się i troili, by ubłagać Stalina o suwerenność dla tej części ojczyzny Mozarta, ale reprezentujący Sowietów w negocjacjach Wiaczesław Mołotow pozostawał nieugięty. Możliwe, że politycy odstąpiliby w końcu od dalszych rokowań gdyby nie wiara w ich sukces ojca Petrusa Pavlicka. Z orędzi fatimskich ojciec Petrus wywnioskował jedno: skoro Maryja sugerowała, że II wojny światowej można było uniknąć dzięki pokucie i modlitwie. Dlaczego pokuta i modlitwa nie miałaby pomóc Austriakom w wyprowadzeniu ze swoich ziem Armii Czerwonej? Swymi „fatimskimi”, a ściślej rzecz ujmując głównie różańcowymi pomysłami na wyjście z politycznego impasu, Pavlicek bombardował dosłownie austriackich polityków. Mało tego, ten jeden, skromny zakonnik, z wyjątkowo nieskromną przeszłością, porwał niemal cały naród austriacki do pokuty i historycznej już dziś, narodowej krucjaty różańcowej w intencji opuszczenia Austrii przez Sowietów. We wrześniu 1950 roku wpadł na pomysł zorganizowania w sercu Wiednia spektakularnej, nocnej Procesji Światła w intencji wycofania się wojsk radzieckich z Austrii. Swoim entuzjazmem i wiarą w zwycięstwo franciszkanin zaraził samego kanclerza Leopolda Figla, który nie dość, że osobiście postanowił wziąć udział w owej procesji, to w dodatku zapewniał Pavlicka, że nawet jeśli pójdą w niej tylko oni dwaj, bo nikt więcej nie przyjdzie, to z pewnością ojczyzna jest tego warta. Dzień później okazało się, że ojciec Petrus i kanclerz Figl zupełnie zniknęli w liczącym dziesiątki tysięcy tłumie Wiedeńczyków (i nie tylko). Każdy z uczestników w jednej dłoni trzymał różaniec, a w drugiej zapaloną świecę. Na fotografiach wykonanych tamtej wrześniowej nocy przez agencje prasowe, płomyki świec układają się w niekończący się, świetlisty dywan. Choć przez cztery kolejne lata, powtarzano wrześniową Procesję Światła, Armia Czerwona nadal stacjonowała w Dolnej Austrii. Pertraktacje władz austriackich z Mołotowem, mające doprowadzić do oswobodzenia kraju z obecności sowieckiego okupanta, wciąż kończyły się fiaskiem. Dziś być może trudno w to uwierzyć, ale rząd Austrii podjął ponad 300 niedanych prób negocjacji z szefem sowieckiej dyplomacji. Pavlicek zaś, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, powtarzał tylko w kółko: ,,Możemy to przełamać! Możemy! Ale tylko przez Maryję! 

Różaniec zmiękcza Mołotowa

Kiedy tuż po Wielkanocy 1955 roku austriacka delegacja rządowa wylatywała na kolejne pertraktacje do Moskwy, Julius Raab (został kanclerzem po Leopoldzie Figlu – przyp. autorki) i Leopold Figl poprosili ojca Petrusa, a przez niego także wszystkich członków krucjaty, o modlitwę w intencji negocjacji. Do dziś wszyscy opisując tę historię cytują słynne słowa kanclerza Raab’a: „Proszę się modlić! Niech wszyscy członkowie krucjaty się modlą!” Austriackie kościoły zapełniły się wiernymi i wypełniły słowami modlitwy różańcowej. 13 kwietnia 1955 roku kanclerz Raab zanotował w swym kalendarzu: „Dziś jest dzień fatimski (13 kwietnia – przyp. autorki). Rosjanie stwardnieli, są stanowczy, nie zmieniają zdania”. Pod powyższym zapisem polityk umieścił słowa aktu strzelistego do Matki Bożej z prośbą, by upraszała łaski dla Austrii, a krótko potem Wiaczesław Mołotow i jego towarzysze – ni stąd ni zowąd – postanowili ustąpić Austriakom. Co prawda zażądali pokaźnego odszkodowania za opuszczenie Dolnej Austrii, nie mniej jednak zdecydowali się ją opuścić. Do dziś historycy zachodzą w głowę, jak to się stało. Jest to bowiem – tak w dziejach ZSRR, jak i historii powojennego świata – przypadek zupełnie niewytłumaczalny racjonalnie.

Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej