Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-07-31 10:39:05

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część CXXXII

Darek zostawił ich po kilkunastu minutach, a i Gienek Maliński szybko się wymówił czekającą w domu żoną. Mateusz został sam z Anią i powoli zmierzali ku plebanii.

- Wiesz Mateuszu, naprawdę cieszę się, że ruszacie z budową. Osobiście nigdy w ciebie nie zwątpiłam, ale to co opowiadał mi Maciej o mieszkańcach Strzywąża raczej nie nastrajało optymistycznie - dzieliła się wrażeniami Ania. - Również z tego powodu nie prześladowałam cię za bardzo moją obecnością, aby nie przeszkadzać...

- Aniu, ależ ty nigdy nie przeszkadzasz. Wręcz przeciwnie, za każdym razem, kiedy mnie odwiedzasz, podsuwasz mi świetne pomysły. Nawet nie wiesz, ile razy chciałem do ciebie zadzwonić z prośbą o radę - powiedział Mateusz.

- Tak, tak, akurat! Ty i dzwonienie do mnie! Jak ja się nie odezwę, to czekaj tatka latka! - Ania powiedziała to ze śmiechem i bez wyrzutu. - Ale rozumiem to. Zbyt długo cię znam, żeby liczyć na jakąś zmianę. Powiedz lepiej, jakie masz dalsze plany.

- Jak sama słyszałaś, wygląda na to, że nasz kochany Daruś załatwił nam koparki na jutro, więc ruszamy z kopaniem pod fundamenty i równaniem terenu. Tak sobie myślę, żeby zepchnąć nadmiar ziemi na północną stronę i utworzyć takie sztuczne wzgórze z porządnymi zabezpieczeniami antypowodziowymi, bo od tamtej strony, od rzeki jest największe niebezpieczeństwo. A w przyszłości jakoś tę górkę wykorzystamy: albo na grotę dla Niepokalanej, albo Golgotę, a z tyłu jakiś tor dla deskorolek... Sam jeszcze nie wiem. Mam tylko nadzieję, że nikt nie zacznie nam kłód rzucać pod nogi, bo ciągle nie mamy wszystkich pozwoleń, ale architekci zapewnili mnie, że kopanie na naszym terenie nie powinno nikomu przeszkadzać... - tłumaczył Mateusz z nieukrywaną troską, otwierając drzwi do plebanii.

- Mateusz! Skąd wytrzasnąłeś taki fantastyczny stół? - wykrzyknęła Ania z zachwytem patrząc na wielki drewniany stół, który jak na razie był jedynym meblem w salonie.

- Wiesz, moim współpracownikom znudziło się obradowanie na podłodze i Maliński, ten człowiek, którego dzisiaj poznałaś, razem ze swoim synem stolarzem, zafundował mi ten stoliczek - Mateusz nie ukrywał zadowolenia. Musiał przyznać, że Malińscy nie do końca dostosowali się do jego wskazówek, ale to oni mieli rację. Stół wspaniale pasował do drewnianej podłogi i pozbawionych tynku ścian.

- Stoliczek! Toż to kawał stołu! - śmiała się Ania. - Jeszcze tylko kilka krzeseł i jakieś minimalne wyposażenie kuchni i będziesz się mógł wreszcie wykazać.

- Krzesła już się robią, a na kuchnię trzeba będzie poczekać do kolędy... Ale zaraz,  niby czym mam się wykazać? - zdziwił się.

- No tak, już się wycofujesz. A przypomnij mi, kto to się odgrażał, że jak tylko będzie miał kuchnię z prawdziwego zdarzenia i stół, jak Pan Bóg przykazał, to nauczy się gotować? Dla przyjaciół i nie tylko?

- Wiesz co Aniu? Ja to chyba przy tobie muszę milczeć, wszystko mi wypomnisz
- powiedział Mateusz.

- Ależ ja to robię dla ciebie. Po dziś dzień nie zapomniałam, jak sobie nie mogłeś darować obietnic, których nie wypełniłeś. Pamiętasz, jak jeszcze jako nasz wikariusz organizowałeś „szalone soboty”? - pytała Ania.

- Szalone soboty? - zdziwił się Mateusz.

- Tak to nazywaliśmy: noc w pociągu, dzień w górach i noc w pociągu w drodze powrotnej. Podczas drugiej „szalonej soboty” obiecałeś wszystkim, że będziemy je organizować często, a potem się okazało, że był to ostatni raz. A potem prawie się rozpłakałeś podczas pożegnania, kiedy ktoś ci to przypomniał. A mamę, którą chciałeś zabrać do siebie do Włoch? I nie zdążyłeś? Ile razy byłeś już po powrocie do kraju u mojej mamy, zawsze z goryczą o tym wspominałeś... Ktoś ci musi przypominać - powiedziała Ania, a Mateusz kolejny raz nie mógł się nadziwić, jak dobrze zna go ta kobieta.

- Ty wszystko zapisujesz? - zapytał ze śmiechem. - No dobra, cwaniaro! Żeby nie było, że nie dotrzymuję zobowiązań: jak się dowiedziałem, że idę do parafii św. Magdaleny, od razu pomyślałem, że trzeba będzie...

- ... zrobić coś dla zakochanych - wtrąciła się Ania. - Pamiętam, że mówiłeś o jakimś triduum - zakończyła z uśmiechem.

- Nie, Panie Boże! Ja z tą kobietą nie dam rady! - Mateusz wzniósł oczy ku niebu. - Czyżbyś miała program przygotowany? - zwrócił się do Ani z udawanym sarkazmem.

- Nie. Ale jeśli potrzebujesz jakiejś pomocy, to chętnie służę. Może ci się przyda świadectwo małżonki, porzuconej przez męża alkoholika, która mimo wszystko pozostaje mu wierna - powiedziała ze smutnym uśmiechem Ania. - Ale nie tylko! - dodała nieco radośniej. - Myślę, że kobieta może być bardzo pomocna w organizacji triduum św. Magdaleny. Jakie masz pomysły?

- Wiesz co? Normalnie mnie natchnęłaś! Zrobimy tak: pierwszy dzień dla zakochanych w drodze do małżeństwa, drugi dzień dla zakochanych, ale już sakramentalnie związanych i trzeci dzień dla zakochanych po przejściach i w trakcie przejść! - Mateusz nawijał jak natchniony i szukał kartki papieru, żeby mu myśli gdzieś nie umknęły.

- Ale jak to wszystko przeprowadzisz?
- zapytała Ania.

- O tym już myślałem wcześniej. Najpierw coś w kościele, rodzaj nabożeństwa, jeszcze do ustalenia, potem film, a potem dyskusja i świadectwa przy ciastkach i herbacie - tłumaczył Mateusz.

- A gdzie będzie film i dyskusja? 

- Wiesz, to będzie pierwszy raz, więc tłumów się nie spodziewam, choć zaproszenie i plakaty będą w całym dekanacie. No i myślę, że mój salon wystarczy na tę drugą część... Na pewno nie będzie zbyt wielu Strzywążan, bo moi parafianie na nowości reagują alergicznie - uśmiechnął się Mateusz. - Nie uwierzysz, ale nawet na plebanię nikt nie przychodzi! Maciek mi opowiadał, że jak on u siebie zrobił remont, to miał codziennie pielgrzymki. Ludzie przychodzili poza godzinami urzędowania biura parafialnego, niby z jakimś pytaniem, czy prośbą, ale tak naprawdę to chodziło im o to, żeby się rozejrzeć, jak sobie proboszcz parafię odstrzelił. Wyobraź sobie, że w rodzinnej parafii Macieja wszyscy wiedzą, jakie ma kafelki w łazience i że jest w niej bidet. W związku z tym pół jego rodzinnej wioski plotkuje, że ani chybi musi mieć babę, bo po co facetowi bidet? - śmiał się Mateusz.

- A skąd to wiedzą? - zdziwiła się Ania. - Przecież parafia, w której pracuje Maciej wcale nie jest blisko jego rodzinnej wioski.

- Najwyraźniej ktoś z firmy wykonującej remonty ma krewnych w jego wiosce. Ale ja ci mówię o tym, żeby ci pokazać, że w Strzywążu jest zupełnie inaczej. Nikt tu nie przyjdzie, chyba że zaproszony, jak panowie z komitetu budowy kościoła - Mateusz jeszcze nie dokończył mówić, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Oboje wybuchnęli głośnym śmiechem i taki rozbawiony otworzył drzwi wejściowe. I uśmiech zamarł mu na twarzy. 

- Widzę, że bardzo wesoło na plebanii. Ksiądz proboszcz nie traci czasu i już sobie panieneczkę przygruchał - powiedział z obleśnym uśmiechem Marian Skalnicki, stary ubek, obecnie dziennikarz lokalnego pisma, który już odgrażał się Mateuszowi.

- Jak pan śmie takie rzeczy insynuować? - Mateusz z trudem zachowywał spokój.

- Ależ ja niczego nie insynuuję. Usłyszałem śmiech, więc wnioskuję, że państwo się dobrze bawią. Ba! Nawet się cieszę, że chodzi o kobietę, bo księdza koledzy po fachu, to nieraz gustują w czym innym.

- Nie mam zamiaru wysłuchiwać tych bzdur! - wykrzyknął wzburzony Mateusz.

- No już dobrze, nie przyszedłem tutaj, żeby z księdzem dyskutować. Ja tylko chciałem przypomnieć o naszej umowie - powiedział były, a może i nie były, ubek.

- Między nami nie było, nie ma i nie będzie żadnej umowy - powiedział nieco spokojniej Mateusz.

- No, może ksiądz nie przyjął jej do wiadomości, ale ja jak najbardziej ją przedstawiłem. Nie stawiacie mi kościoła pod domem, macie spokój i wolność odstawiania swoich szopek, tak jak to było za księdza poprzednika i jak to było dotychczas. Ale widziałem księdza dzisiaj z tym oszołomem Malińskim i słyszę po wsi, że jutro jakieś koparki wjeżdżają na teren koło mojego domu - powiedział Skalnicki.

- Proszę pana, teren jest własnością parafii i proszę nie obrażać pana Malińskiego.

- Ale mnie to wcale nie interesuje! To jest przy mojej posesji i mnie i mojej rodzinie będzie to przeszkadzać, a nikt się mnie o zdanie nie pytał. Poza tym, ludzie mówią, że jeszcze nie macie wszystkich pozwoleń, więc proszę się spodziewać kontroli za kontrolą i mandatu za mandatem. Z sądu nie będzie ksiądz wychodził, a przecież ktoś tu musi być na miejscu, żeby ciemnogród krótko trzymać. Niech sobie ksiądz to wszystko przemyśli jeszcze raz. Może mieć ksiądz święty spokój. Albo wojnę. 

- Jeśli lubi pan takie przenośnie, to odpowiem tak: kości zostały rzucone. Mamy gotowy projekt i ludzie ponownie zapalili się do pomysłu. Proszę pana, żeby pan tego nie psuł - Mateusz był już całkiem spokojny.

- Ja nie używam żadnych przenośni, proszę księdza. To będzie prawdziwa wojna. 

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej