Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-07-31 09:44:37

Starożytni podróżnicy

ziemia swieta

Cezarea Nadmorska. Tu znajdował się port, z którego św. Paweł rozpoczął swą podróż do Rzymu

W podróż w czasach starożytnych udawano się najczęściej dla przeprowadzania transakcji handlowych. Postępowano tak, by polepszyć swoje warunki życiowe. Czasem jednak nie była to tylko kwestia zdobycia majątku, ale warunek przeżycia. Dla Żydów deportowanych do Babilonu handel stał się podstawą przetrwania i podtrzymania nadziei na powrót do własnej ojczyzny (Lm 1, 11). W podróż udawano się także w czasach, gdy Ziemię Świętą nawiedzała klęska głodu. Celem był Egipt lub tereny ziemi moabskiej. 

Tak czynił Abraham (Rdz 12, 10), synowie Jakuba (Rdz 41, 57-42, 3), czy rodzina Noemi (Rt 1, 1-2). Wędrowano też w obliczu zagrożenia życia. Król Dawid podjął decyzję, by opuścić Jerozolimę i szukać schroniona na terenach pustyni, gdy jego syn Absalom chciał go zrzucić z tronu i przejąć władzę (2Sm 15, 14nn). 

Wędrowanie i wiara

Św. Józef na polecenie Boga zabrał ze sobą Maryję z Jezusem i powędrował do Egiptu, by tam szukać schronienia przed Herodem (Mt 2, 13nn). Dramatycznymi podróżami były deportacje, jakich dokonywano na polecenie władców babilońskich i asyryjskich. Przesiedlano całe narody – tak było w przypadku mieszkańców królestwa Izraela uprowadzonych do Asyrii (2Krl 18, 11), lub poszczególne grupy – co miało miejsce w przypadku mieszkańców królestwa Judy sprowadzonych do Babilonii (2Krl 24, 14). Podróże wiązały się z odwiedzaniem rodziny i przyjaciół. Maryja powędrowała do pewnego miasta położonego w górach Judzkich, by pomóc swej krewnej Elżbiecie spodziewającej się narodzin syna (Łk 1, 39), a Abraham wyprawił swego sługę w drogę, by znalazł narzeczoną dla jego syna Izaaka (Rdz 24, 1-4). Przemieszczano się też i po to, by poznać coś nowego lub sprawdzić zasłyszaną informację. Przykładem takich podróży była wyprawa królowej Saby (1Krl 10, 1nn) oraz wędrówka mędrców podążających z krajów Orientu do Betlejem Judzkiego (Mt 2, 1-12). Warto jeszcze wspomnieć o jednym, specyficznym celu wędrowania. Wiązał się on z wiarą. Abraham, otrzymał od Boga nakaz opuszczenia ziemi rodzinnej i udania się do ziemi, jaką wskaże mu Bóg (Rdz 12, 1nn). Był to pierwszy krok na drodze do wiary. Jej wzrost dokonywał się wśród licznych wędrówek, jakie podejmował naród wybrany. Najbardziej klarownym obrazem takiej sytuacji była droga Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Także Jezusowe głoszenie Ewangelii dokonywało się podczas licznych wędrówek przez ziemię ojczystą, a najważniejsza z nich – do Jerozolimy, na Golgotę zwieńczyła dzieło zbawienia. Nie sposób też nie wspomnieć podróży apostolskich św. Pawła związanych z głoszeniem Dobrej Nowiny wszystkim narodom Cesarstwa Rzymskiego.

Pieszo i wozem

Ilu było ludzi, tyle powodów do wędrowania. Nie różnią się one od tych dzisiejszych. Pozostaje pytanie o warunki i sposoby podróżowania. Tu różnica jest znaczna. Zacznijmy od tras. Dla mieszkańców starożytnego Bliskiego Wschodu granice dróg wyznaczały potężne obszary pustyń Sahary i Arabskiej. Drogę stanowił teren górzystej Palestyny. Łączyła ona dawny Egipt i kraj Mezopotamii oraz obszary dzisiejszej Turcji. Wędrowano utartymi szlakami. Najprostszym sposobem było chodzenie pieszo. Tak też było najtaniej. Gdy udomowiono zwierzęta, stały się one nieodłącznymi towarzyszami podróży. Grzbiety osłów, wielbłądów czy koni niosły na sobie ludzi i towary. Początkowo bezkonkurencyjne były osiołki. One, w przeciwieństwie do koni, nie wymagały specjalnej paszy i były odporne na trudy drogi. Z czasem ich konkurentem stał się wielbłąd. Znacznym ułatwieniem był wóz wyposażony w koła. Pojawił się on na trzy tysiące lat przed Chr., w Mezopotamii. Początkowo koła czyniły wiele hałasu. Gdy zastosowano szprychy i obręcze, wozy stały się wygodniejsze. Ta zmiana pozwoliła też na przewożenie coraz cięższych towarów. Dla nich zaczęto wyznaczać stałe trasy. Ich system do perfekcji doprowadzili Rzymianie. 

Podróżowano zarówno za dnia, jak i w nocy, która była chłodna, a gwiazdy doskonale wskazywały drogę. Dzień dawał większe gwarancje, że wędrowcy nie zostaną napadnięci przez rabusiów. Rzadko ktoś szedł w pojedynkę. Najczęściej czyniono to w większych lub mniejszych grupach. Ważna była też osoba znająca drogę. Pierwotnie nie stosowano drogowskazów, a jedyną „mapą” były gwiazdy, czy charakterystyczne punkty w terenie. Jeśli ktoś nie znał trasy lub nie miał dobrego przewodnika, skazany był na długą, a czasem i bezowocną tułaczkę.

Gospoda i statek

Czasy rzymskie przyniosły udoskonalenie – słupy milowe, które wyznaczały odcinek po przejściu tysiąca kroków. Nie omieszkano też rozlokować na drogach punktów poboru opłat celnych. Przy dłuższej trasie potrzebny był odpoczynek. Schronienia udzielano podróżnym w odrębnej izbie domostwa lub pod beduińskim namiotem. Tak podróżnych przyjmował Abraham (Rdz 18, 1nn). Z czasem powstawały odrębne budynki, które możemy nazwać gospodami. Były to pomieszczenia dla ludzi i zwierząt. Nie posiadały żadnych sprzętów, zawierały jedynie schowek na bagaż. Wędrowiec musiał mieć ze sobą matę do spania lub przynajmniej płaszcz. Gospodarz takiego miejsca sprzedawał żywność i paszę dla zwierząt. (Łk 10, 34-35). Inną formą podróży była żegluga. Pływano wzdłuż brzegów Morza Śródziemnego i Czerwonego. Siłę napędową okrętu stanowiły żagle lub mięśnie wioślarzy. Trasa wiodła przez kolejne porty położone przy brzegu morskim. Bywało, że podczas kolejnego cumowania przesiadano się z okrętu na okręt, by szybciej dotrzeć do celu. Czas zimowych sztormów spędzano zazwyczaj w portach. Podjęcie żeglugi w takim okresie narażało okręt i jego załogę oraz pasażerów na niebezpieczeństwo zatonięcia. Żeglujący w czasie sztormu wyrzucali przewożony towar, by ratować życie. Nie zawsze to pomagało. Dramat morskiej katastrofy ukazuje opis podróży św. Pawła do Rzymu (Dz 27, 14-44).

Dziś przemieszczamy się bezpieczniej, szybciej i wygodniej, choć i nasze wędrówki nie są wolne od przygód. Korzystajmy więc z czasu wakacji. Zbiegł się on z zakończeniem naszych rozważań o świecie biblijnym, choć może jeszcze kiedyś uda nam się spotkać i wspólnie pochylić nad kartami Biblii.

Tekst i foto ks. Krzysztof P. Kowalik

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej