Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-04-10 11:16:46

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część CXXIV

Dotychczasowy przebieg Świąt wyczerpał go całkowicie, podobnie jak w poprzednich latach. A nawet gorzej, ponieważ po raz pierwszy sam musiał się zająć wszystkim i miał wrażenie, jakby się postarzał o trzy lata. Momentami żałował, że ksiądz Darek nie został z nim choćby na Święta. A najgorsze było jeszcze przed nim. To znaczy najlepsze, bo Wigilia Paschalna i później cała Niedziela Zmartwychwstania, ale właśnie z tym wiązały się czarne przeczucia graniczące z pewnością. Prawdę powiedziawszy Mateusz sam był sobie winien, choć Zenek go ostrzegał. Mateusz Zenka nie posłuchał i próbował z marnym skutkiem przekonać ludzi, że już w Wigilię Paschalną rozpoczyna się świętowanie zmartwychwstania, więc nie będzie procesji rezurekcyjnej w niedzielę o szóstej rano, jak to było za kadencji jego poprzednika. Kiedy ogłosił w Niedzielę Palmową program Triduum Paschalnego natychmiast posypały się na jego głowę gromy z każdej strony. To zastanawiające, jak najpierw jedną decyzją, tą odnośnie budowy kościoła na wzór świątyni w Kołymce, skąd pochodziła znakomita większość jego parafian, potrafił otworzyć ich serca i rozpalić dawno wygasły entuzjazm, tak teraz inną decyzją, dotyczącą zmiany starych przyzwyczajeń, ściągnął na siebie gniew większości. Co najgorsze, nawet osoby nieszczególnie zaangażowane w życie parafii, bardzo mocno się uaktywniły. A może przede wszystkim one. Po ogłoszeniu, że nie będzie procesji rezurekcyjnej w niedzielę rano, relacje mocno się oziębiły. Dosłownie. Bo pan Trachulski, który dosłownie tydzień wcześniej, z własnej woli zaproponował mu podrzucenie paru kubików drewna do kominka, zadzwonił do niego po niedzieli, że mu drewna nie przywiezie, bo... i tak jest za mokre. Następny test relacji proboszcz – parafianie w Wielki Czwartek również zakończył się dla Mateusza druzgocąco: nikt nie przyszedł po Mszy św., aby mu złożyć życzenia z okazji pamiątki ustanowienia sakramentu kapłaństwa. A nie! Od katechetki dostał esemesa! 

W sobotę był pełen obaw, czy ludzie w ogóle przyjdą na Wigilię Paschalną, bo niektórzy odgrażali się, że pojadą do krewnych, „u których w kościołach jeszcze jest normalnie”. Na pytanie, w jakich parafiach jest „normalnie” odpowiedzi były wymijające. Mateusz w ogóle miał przeczucie, że był jednym z ostatnich, który żegnał stary zwyczaj. Ale bał się o frekwencję, choć w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek ich kościółek był tak nabity, że przysłowiowej szpilki nie było gdzie wbić. I chociaż inicjatywa, którą zaproponowali na początku Wielkiego Postu, aby wszyscy chętni przychodzili na próby śpiewów na Triduum Paschalne, nie spotkała się z wielkim entuzjazmem, to jednak tych kilka osób, które skorzystały, w dwa pierwsze dni Triduum naprawdę pięknie ciągnęły śpiewy z organistą i Mateusz widział, że ludziom się podobało i chętnie się włączali. 

Dzisiaj od rana święcił pokarmy i zastanawiał się, jak będzie wieczorem. Właściwie przez cały dzień denerwowali go strażnicy Bożego Grobu, którzy tradycyjnie prosili ludzi o wsparcie ich żywnością (przy czym na jajka patrzyli krzywo, chętnie wyciągając ręce po kiełbasy). Mateusz nawet zaczął podejrzewać, że to im chyba najbardziej zależało na porannej rezurekcji, podczas której tradycyjnie szli w asyście w wypożyczonych mundurach strażackich i zrobionych na wzór napoleońskich (?) kaszkietach i oczywiście z szablami, ale chyba najbardziej im zależało na całonocnym czuwaniu. Zbierając te pisanki i kiełbasy czasami pozwalali sobie na kpiące komentarze na temat niszczenia „wiekowej” tradycji. Po kolejnym popołudniowym poświęceniu pokarmów wrócił do siebie i zadzwonił do Zenka.

- Wiesz co? Jednak się odważyłem i ogłosiłem, że procesja rezurekcyjna będzie w nocy razem z Wigilią Paschalną, a rano już normalna Msza św. – powiedział do Zenka.

- No to sobie chłopie napytałeś biedy -  odpowiedział bez ogródek Zenek. - Ja raz wspomniałem o tym, chyba z sześć lat temu, ale jak zobaczyłem reakcję, to stwierdziłem, że ja się nie będę z koniem kopał i zostawiłem to, hmm... – Zenek chrząknął z zakłopotaniem – zostawiłem to następcy, czyli trafiło na ciebie – zakończył.

- Fakt! Wszyscy są na mnie wpienieni – powiedział Mateusz. - Trachulski obiecał mi drewno do kominka, a potem się wycofał, że niby za mokre jest, a jego synek... - Mateusz nagle zdał sobie sprawę, że syn Trachulskiego jest szefem Straży przy Bożym Grobie.
- No tak! Dopiero zrozumiałem! Młody Trachulski jest „głównodowodzącym” Straży przy Bożym Grobie i ci strażacy od rana mnie dzisiaj denerwują, że niszczę tradycję. Właśnie do ciebie dzwonię, żeby zapytać, jak oni tę straż pełnili, zwłaszcza w nocy?

- Mateusz, wiesz jak to na wsi... Oni tam w salce przy wikariatce mieli swoją bazę, mieli jajka i kiełbasę co dostali od ludzi i...

- I do tej zagryzki potrzebowali popitki – dokończył Mateusz.

- Żeby było jasne, ja ich nie widziałem pijanych i nikt się nie skarżył, że się w kościele zataczają. Ale podejrzewam, że coś tam sobie dziabnęli, a ja nigdy do tej salki nie wchodziłem. Coś mogło być, ale generalnie zawsze było w porządku i bez ekscesów. Ale wiesz, oni to lubili. To było aspiracją każdego chłopaka w parafii, żeby się dostać do Straży Bożego Grobu i rzeczywiście to oni mogą robić ferment – tłumaczył Zenek.

- Kości zostały rzucone, zobaczymy, ile dzisiaj przyjdzie ludzi – powiedział Mateusz. - A, jeszcze jedno! Bo postanowiłem, że będą wszystkie czytania, jak to było wcześniej, bo organista trochę się boczył...

- No wiesz, ja ich nie przemęczałem więc były cztery... No, lecę święcić pokarmy – zakończył rozmowę Zenek, a Mateusz postanowił pójść do strażaków i pogadać z nimi, bo nie chciał ciężkiej atmosfery. Zawołał młodego Trachulskiego i poprosił, aby na chwilę wszyscy przyszli na plebanię.

- To co, tych dwóch co teraz pełnią wartę przy Bożym Grobie też mam ściągnąć?
- zapytał Trachulski z głupią miną.

- Nie, oczywiście, że nie. Zaproś wszystkich pozostałych – powiedział Mateusz.

- Zaraz będziemy – powiedział Trachulski i poszedł zbierać chłopaków.

Kiedy przyszli, Mateusz zaprosił ich do salonu i zauważył satysfakcję w oczach Trachulskiego patrzącego na wygaszony kominek i miał niemal pewność, że to on wyperswadował swojemu ojcu podarowanie mu drewna. Strażacy, po których widać było, że strażakami prawdziwymi nie są, bo mundury na nich wisiały, albo się ledwo dopinały, oparli się o ściany, bo ciągle nie było mebli.

- Słuchajcie panowie, mam do was prośbę – zaczął ostrożnie Mateusz choć naprawdę nie miał zielonego pojęcia, o co ich poprosi, ale czuł, że musi ich o coś poprosić, żeby ich dowartościować, żeby się czuli potrzebni, bo przypuszczalnie wprowadzone przez niego zmiany odczytali jako zamach na siebie.

- Wiem, że wam przykro z powodu skrócenia czasu waszej posługi, ale liturgicznie... – zagaił Mateusz.

- No wiemy, to już wiemy, że było nieliturgicznie – przerwał mu Trachulski. - A o co chce nas ksiądz prosić?

- Chciałbym, chciałbym... - rozpoczął ponownie Mateusz i w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi i jeden z chłopaków otworzył bez pytania. W drzwiach stała Kowalska z dwiema blachami drożdżowca.

- Proszę księdza, gdzie położyć to ciasto? - zapytała. 

- Proszę położyć w kuchni, tam gdzie reszta – odpowiedział Mateusz, którego w tym momencie olśniło. – Pani Kowalska, pani jest jak anioł! Bardzo dziękuję! - powiedział do zaskoczonej Kowalskiej, która aż się zarumieniła i wyszła kręcąc głową.

- Więc panowie! Mój plan jest taki, że po skończonej liturgii w nocy będzie poczęstunek dla wszystkich parafian. Mamy kilkanaście blach ciasta i będą duże termosy z kawą i herbatą. Będziemy razem cieszyć się Zmartwychwstaniem Pańskim – powiedział.

- Za darmo? - zapytał jeden z chłopców.

- No pewnie! Przecież jest zmartwychwstanie! - odpowiedział Mateusz. – I potrzebuję kogoś odpowiedzialnego, szanowanego w parafii, kto mi pomoże z tym ciastem i kawą, wiecie, żeby był porządek, bo jak się wszyscy rzucą naraz, to będzie zamieszanie. I pomyślałem o was, bo o kim?

- Proboszcz się nie martwi, my się tym zajmiemy – powiedział Trachulski z dumą.

***

Na szczęście ludzi przyszło jeszcze więcej niż w poprzednie dni i wszyscy byli zszokowani wspólnym świętowaniem

- Proboszczu, to nie mój drożdżowiec, ale też dobry, muszę się zapytać o przepis, bo jakby z cynamonem – mówiła Kowalska. - Zaraz wypytam, czyj to. Ale wszyscy zadowoleni, widzi ksiądz? Jeszcze placka zabraknie. Kawy już nie ma – komentowała.

- Już się robi kawa – powiedział Mateusz. - Ale pani córka ślicznie psalm zaśpiewała – pochwalił.

- Wszyscy pięknie śpiewali, że Matko Boska! - powiedziała Kowalska. - Jakby za rok dołożyć jeszcze jakie czytanie, to moja młodsza też będzie w sam raz do śpiewania.

Jeremiasz Uwiedziony


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej