Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2013-01-22 09:58:00

Biskup niezłomny

bp Tokarczuk

Jeśli słyszymy o biskupie, że wybudował ponad 400 kościołów pomimo sprzeciwu władzy i utworzył 220 parafii, to pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą nam do głowy przenoszą nas gdzieś w pierwsze wieki chrześcijaństwa. Kiedy dowiadujemy się, że ryzykował życiem i musiał opuścić rodzinne strony, umacniamy się w naszych przekonaniach, że musi chodzić o bardzo odległe czasy. A tymczasem mówimy o arcybiskupie Ignacym Tokarczuku, który zaledwie kilka tygodni temu odszedł do Pana. Ostatni taki biskup. Z tej samej gliny co, nie bójmy się tego porównania, prymas Wyszyński.

Rzecz ciekawa, arcybiskup Ignacy Tokarczuk był rówieśnikiem niepodległej Polski, ponieważ urodził się w 1918 roku. Ale w przeciwieństwie do naszej Ojczyzny, która co prawda nie ze swej własnej winy, ale z powodu nielojalności sojuszników, ową niepodległość jednakże na kilkadziesiąt lat straciła, wywodzący się spod kresowego Zbaraża hierarcha, pozostał niezłomny i, jeśli można tak powiedzieć niepodległy, przez całe swoje życie. W czasach, kiedy wierność jakimkolwiek ideałom wydaje się być wartością z wyprzedaży, a wierność Bogu i Ojczyźnie w szczególności, kiedy kolejne biografie podlegają procesom odbrązawiana i coraz więcej bohaterów okazuje się być jednak sprzedawczykami, a nieliczni pozostający na placu bronią się jedynie przez fakt, że w ich biografiach „grzebać” nie wolno, bo może to kosztować karierę naukową, bądź miejsce pracy w takim czy innym koncernie wydawniczym, osoby i dzieła arcybiskupa Ignacego nie wolno zapomnieć.

Świętym w opiekę

Oczywiście nie można 92 lat bohaterskiego życia zamknąć w jednym krótkim artykule, dlatego pozwolę sobie jedynie podkreślić kilka aspektów życia Księdza Arcybiskupa. Urodził się 1 lutego 1918 r.,
w Łubiankach Wyższych koło Zbaraża w rodzinie dość zamożnego gospodarza Szymona Tokarczuka i Marii z domu Junka. Był czwartym spośród sześciorga dzieci, ale troje starszego rodzeństwa umarło. Jak opowiadał, rodzice bardzo obawiali się o jego życie i kiedy miał już dziesięć lat ufundowali figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem wykutą z kamienia przez żołnierza Sokalskiego. Choć rodzice tego nie powiedzieli, ich syn prędko zorientował się, że figurka była dziękczynieniem za jego życie. Przechodząc później obok tej figurki, pozdrawiając Maryję i ciesząc się jej obecnością Ignacy będzie rozeznawał w sobie kapłańskie powołanie i jak to sam później opisze „przywiązanie do tego, co jest znakiem świętości”. Na postumencie umieszczono też św. Ignacego: miał to być portret Ignacego Loyoli, ale ponieważ ani rodzice, ani tym bardziej mały Ignacy, nie znali dokładnie podobizn świętych, po latach okazało się, że był to Ignacy Antiocheński, męczennik. Na pewno ten dodatkowy orędownik w niebie się przydał, bo życie powierzonego ich opiece chłopca jeszcze wiele razy będzie narażone na liczne niebezpieczeństwa. 

Rosło w nim pragnienie wiedzy

W wywiadzie udzielonym Instytutowi Pamięci Narodowej, arcybiskup Ignacy wspominając swoje dzieciństwo i młodość, mówił: „Była organizacja harcerska, polska. Ja też należałem. Była też Sodalicja Mariańska dla Polaków. Też należałem, byłem nawet przewodniczącym (...). Mieliśmy przed domem duży sad: jabłonie, grusze. Tam nieraz przysiadywałem, by poczytać. Ojciec prenumerował wtedy to, co o. Maksymilian Kolbe wydawał - „Rycerza Niepokalanej”. Ojciec kupował też taki kalendarzyk, roczne wiejskie rozmaite wydawnictwa, które od deski do deski czytałem. Interesowałem się. I tak we mnie to pragnienie wiedzy rosło. Tak doszedłem do wyższych klas. I zacząłem prenumerować gazetę „Mały Dziennik”, bo już mi „Rycerz” nie wystarczał, a „Mały Dziennik” dlatego, bo to też była gazeta wydawana przez o. Maksymiliana. Tam były wiadomości ze świata, ciekawe artykuły. To właśnie czytałem”.

Po ukończeniu gimnazjum w 1937 roku został klerykiem Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie i jednocześnie rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza, które później przerwał wybuch II wojny światowej. Od września 1940 roku kontynuował formację w seminarium konspiracyjnym, ukrywając się jednocześnie przed przymusowym wcieleniem do sowieckiego wojska. W czerwcu 1942 r., przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa pomocniczego lwowskiego Eugeniusza Baziaka. Jako wikariusz w parafii Złotniki w 1944 r., zostaje ostrzeżony o wydanym na niego wyroku śmierci przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku UPA i ucieka do Lwowa, gdzie jeszcze przez rok będzie pracował w parafii św. Marii Magdaleny, by w 1945 roku na zawsze opuścić swoją kresową Ojczyznę, za namową Stanisława Grabskiego. Doświadczenia dwóch totalitaryzmów sowieckiego i hitlerowskiego, wojennej pożogi i ukraińskiego ludobójstwa będą mieć wielki wpływ na osobowość przyszłego arcybiskupa i uczynią z niego nieprzejednanego przeciwnika komunizmu – zła, któremu każdy chrześcijanin ma obowiązek się przeciwstawić. I to właśnie będzie czynił przez kolejne lata swojego życia.

Pierwszą placówką w nowej Polsce była parafia Chrystusa Króla, gdzie ksiądz Ignacy był wikariuszem przez półtora roku, zanim za zgodą swojego biskupa uda się na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. „To był czas komuny, głoszono filozofię materialistyczną. Chciałem tę sprawę zgłębić filozoficznie, wykazać, że socjalizm czy komunizm nie mają racji” - wspomni po latach. Filozofię zakończył doktoratem w 1951 r., i został nawet jako asystent na uczelni, ale kiedy zaaresztowano rektora Słomkowskiego za to, że nie chciał na uczelni komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, ksiądz dr Ignacy wiedział, że bez ustępstw praca na Uniwersytecie będzie niemożliwa, a on na żadne ustępstwa i lojalki godzić się nie chciał, więc skorzystał z zaproszenia do Olsztyna. Na KUL wróci jako nauczyciel akademicki w latach sześćdziesiątych.

„Żyjemy w czasach nienormalnych”

Takie właśnie słowa wypowiedział już w czasie swoje inauguracyjnej homilii nowy biskup przemyski Ignacy Tokarczuk prowokując gwałtowny sprzeciw przedstawicieli władz państwowych. Jak wspominał po latach ks. abp Tokarczuk, ten pierwszy negatywny kontakt z władzami wpłynął mocno na jego dalsze postępowanie i działalność jako ordynariusza przemyskiego. Przypomnijmy, że biskupem został niejako przez pomyłkę, a właściwie przez zaniedbanie premiera Józefa Cyrankiewicza. Na mocy porozumienia z komunistycznym rządem, Prymas był zobowiązany w tamtych czasach przedstawiać władzom państwowym trzech kandydatów na stolicę biskupią, którzy byli opiniowani przez premiera i urząd do spraw wyznań. Z jakichś przyczyn premier nie uczynił tego w wymaganym terminie trzech miesięcy i kandydatura Ignacego Tokarczuka, któremu wcześniej odmawiano zgody na objęcie probostwa parafii Serca Jezusowego w Olsztynie, została przedstawiona przez kardynała Wyszyńskiego papieżowi Pawłowi VI, który potwierdził wolę Prymasa. Kto wie, jak bardzo musiał tego żałować pan Cyrankiewicz...

 Sakralne choć nielegalne

Najbardziej wsławił się ks. bp Tokarczuk w kierowanej przez siebie diecezji poprzez budownictwo sakralne. Teren diecezji obejmował rozległe obszary Bieszczadów, gdzie kościoły były rozmieszczone rzadko, a także rozwijające się po wojnie ośrodki przemysłowe, z ciągle rosnącą liczbą wiernych. Przyjęto wówczas założenie, że w parafii wiejskiej ludzie powinni mieć do kościoła nie dalej niż dwa-trzy kilometry, zaś w miastach parafian nie powinno być więcej niż dziesięć tysięcy. Biskup Tokarczuk potraktował bardzo poważnie te założenia, natychmiast wchodząc w konflikt z władzami, które za czasów Gomułki i Gierka niezmiernie rzadko wydawały zezwolenia na budowę kościołów. Jak pisał Piotr Chmielowiec z rzeszowskiego oddziału IPN: „ksiądz biskup Tokarczuk wspierał swoich kapłanów i wiernych, którzy stawiali krzyże i kaplice, a także kościoły, często w budynkach mieszkalnych adaptowanych na ten cel. Reakcją władz na takie postępowanie były protesty składane na ręce biskupa i Prymasa Polski. Starano się także uderzać bezpośrednio w budowniczych kościołów. Służyły temu nakazy rozbiórki oraz kary administracyjne nakładane na świeckich i kapłanów, zapadały również kary sądowe. Ksiądz biskup Tokarczuk zawsze informował wiernych o kolejnych represjach, w tym karach pieniężnych, które były opłacane przez całą społeczność. Łącznie w latach 1966-1992 w diecezji przemyskiej wybudowano 408 nowych świątyń, w tym 360 od 1975 roku”. 

Bez świątyni nie ma wspólnoty

Sam ksiądz arcybiskup Tokarczuk pytany po latach o fenomen budowania kościołów bez zezwolenia władz tak odpowie: „Budowa kościołów ma dalekosiężne następstwa dla stanu społeczeństwa. Po rewolucji francuskiej niszczono kościoły, zrujnowano nawet wiele katedr. Rewolucja niszczyła kościoły, bo wychodziła z założenia, że teorią socjologiczną komunizmu ludzi nie przekonają, nie zrobią ich komunistami. Mogą to osiągnąć tylko wtedy, kiedy ludzie nie będą mieli miejsca na spotkania, nie będzie wspólnoty”.

Przez całe swoje życie arcybiskup Ignacy Tokarczuk był przekonany, że właśnie wspólnota między biskupem i jego kapłanami, między kapłanami i ludźmi, wzajemna miłość i szacunek są podstawą pracy duszpasterskiej. Tej jedności, pomimo rozlicznych prób nie udało się komunistom rozbić i właśnie dlatego Kościół przemyski okazał się absolutnym fenomenem z ponad 400 wybudowanymi świątyniami i 220 nowymi parafiami. Do dziś cieszy się on licznymi powołaniami kapłańskimi i to też jest owoc pracy bpa Ignacego. Owa jedność pomiędzy biskupami, kapłanami i wiernymi wydaje się być bardzo ważnym memento dla dzisiejszego Kościoła, który przetrwał czasy komunizmu, ale dzisiaj musi stawić czoła nie mniej groźnym prądom laicyzacji i próbom podzielenia. Tej jedności, a także „przywiązania do tego wszystkiego, co jest znakiem świętości” chyba nam coraz bardziej brakuje i trzeba nam się ich uczyć od niezłomnego arcybiskupa Ignacego.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej