Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-12-05 11:57:30

Powtórka z Obamy - Impresje po wyborach w USA

bialy dom

„To moje ostatnie wybory. Po wyborach będę miał większą elastyczność, swobodę ruchu” - powiedział prezydent Obama prezydentowi Miedwiediewowi w rozmowie, o której nie wiedział, że jest nagrywana. Jakkolwiek dotyczyła ona przede wszystkim amerykańskiej tarczy antyrakietowej, przeciw której oponują Rosjanie, to ja obawiam się tej „większej elastyczności” prezydenta największego (jeszcze) mocarstwa świata w szerszym zakresie. 

Podczas pierwszej kampanii prezydenckiej Obamy, jeszcze kiedy ubiegał się o nominację swojej partii, przyznaję, że byłem pod wrażeniem olbrzymiego zaangażowania wolontariatu na rzecz polityka z Chicago, zwłaszcza ludzi młodych, którzy nie będąc aktywistami żadnej organizacji czy partii całkiem spontanicznie oddawali swój czas dla kandydata, który obiecywał zmianę. 

Yes, we can!

Na pierwszy rzut oka i w tym właśnie kontekście, dotarcia do wyborców, którzy zwykle polityką się nie interesują na tyle, by pójść na wybory, że o zaangażowaniu się w kampanię nawet nie wspomnę, taki polityk wydawał się bardzo atrakcyjny. Jednakże trochę bardziej wnikliwa analiza jego poglądów sprawiła, że moja sympatia ochłodziła się bardzo szybko i przerodziła w westchnienie: „Panie Boże uchowaj!” Barack Obama jest nie tylko zwolennikiem aborcji, ale jeszcze jako senator Stanu Illinois aż czterokrotnie głosował przeciw prawu nakazującemu ratować życie dzieci, które przeżyły aborcję. Dla nas może wydawać się dziwnym stwierdzenie, że dziecko może przeżyć aborcję, ale w Stanach Zjednoczonych, gdzie (w niektórych Stanach) aborcji można dokonać w każdym trymestrze ciąży, m.in. przez tzw. częściowe urodzenie (oszczędzę Wam szczegółowego opisu), takie przypadki się zdarzają. W innym miejscu „Opiekuna” piszemy o filmie „October baby” opartym na prawdziwym przypadku Gianny Jessen, która przeżyła własną aborcję i dzisiaj jest zaangażowaną działaczką ruchu pro-life. Z kolei Melisa Ohden, urodzona w podobnych okolicznościach, nagrała nawet video przestrzegające przed głosowaniem na Obamę, ale większość obywateli USA jej nie posłuchała. W każdym razie Obama twierdzi, że dzieci, które przeżywają aborcję powinny być zabite, dla podkreślenia prawa kobiety do aborcji. Nie chciałbym, aby człowiek o takich poglądach przewodził mojej Ojczyźnie, ale tak wybrali Amerykanie i trzeba ich wybór uszanować. Z drugiej strony my Polacy też dokonujemy bardzo ciekawych wyborów, prawda?

Kampania w kościele

Wracając jeszcze do tej pierwszej kampanii wyborczej Obamy. Mieszkałem wtedy w Nowym Jorku i pewnej niedzieli wybrałem się z przyjaciółmi do kościoła abisyńskiego na Harlemie, gdzie liturgii towarzyszy jeden z najbardziej znanych na świecie chórów gospel. Żeby było jasne, najpierw sprawowałem Eucharystię w moim ukochanym kościele rzymsko-katolickim ;-) Muszę przyznać, że śpiew był niesamowity, a przy okazji miałem okazję wysłuchać - po raz pierwszy w życiu - kazania wygłoszonego przez panią pastor. Jednak piszę o tej wizycie nie z powodu chóru, czy czarnoskórej pani pastor i jej bardzo emocjonalnego i żywiołowego, momentami dialogowanego kazania, ale z powodu, nazwijmy to, ogłoszeń duszpasterskich, które na koniec liturgii miał miejscowy pastor (kaznodziejka była tam gościnnie). Co było ciekawego w ogłoszeniach? Otóż, trwały dłużej niż kazanie, zawierały m.in. podziękowanie jednemu z obecnych na liturgii członków Kościoła za złożenie ofiary w wysokości (uwaga, nasi rodzimi proboszczowie, trzymajcie się mocno krzeseł) jednego miliona dolarów (!), ale przede wszystkim dotyczyły Obamy i jego wspaniałego – zdaniem pastora –  zwycięstwa w walce o nominację Partii Demokratycznej, jak również stojącego przed zgromadzonymi wyzwania, aby Obama wygrał również prezydenturę. Dobrych dwadzieścia minut na ten temat! Kościół Abisyński jest jednym z ważniejszych Kościołów protestanckich Nowego Jorku, więc z wielką uwagą szukałem na drugi dzień oburzenia na łamach New York Times’a, że w tak bezczelny sposób prowadzi się kampanię wyborczą w kościele, ale... nie znalazłem nawet najmniejszej wzmianki. I tu chciałbym jeszcze bardziej cofnąć się w czasie do jedynego prezydenta katolika w historii USA.

Prezydent katolik 

Chodzi oczywiście o JFK, czyli Johna F. Kenned’ego. Mający realne szanse na prezydenturę i będący katolikiem senator Kennedy musiał się zmierzyć z często wrogo nastawioną protestancką większością i niestety posunął się chyba za daleko, odżegnując się od bycia „agentem” Watykanu i podkreślając, w swoim słynnym przemówieniu z 12 września 1960 r.: „Niech mi wolno będzie podkreślić, że w przeciwieństwie do tego co piszą gazety, nie jestem katolickim kandydatem na prezydenta. Jestem kandydatem Partii Demokratycznej na prezydenta, który przypadkiem jest również katolikiem”. Mówił też, że jeśli zostanie prezydentem, w kwestiach takich jak kontrola urodzin, rozwody, cenzura, czy hazard nie będzie się kierował przekonaniami religijnymi, ale tym co sumienie wskaże mu jako leżące w interesie narodu. Ale podczas tego przemówienia Kennedy powiedział też: „Wierzę w Amerykę, w której żaden katolicki prałat nie będzie mówił prezydentowi (gdyby był katolikiem), co ma robić, ani żaden protestancki pastor wskazywał swoim parafianom na kogo głosować”. I właśnie te słowa przypomniałem sobie w abisyńskim kościele i dzień później daremnie szukając wzmianki o politycznej agitacji na rzecz Obamy. Wydaje się, że słowa Kenned’ego stały się niepisanym testamentem dla katolików: gdyby ówczesny kardynał Edward Egan, albo obecny Timothy Dolan, wezwał w katedrze św. Patryka do głosowania na rywala Obamy, mielibyśmy wielki materiał w NYT, pewnie nawet na pierwszej stronie, o łamaniu rozdziału Kościoła od państwa.

Katolicy mają nosa?

I jeszcze jedna ciekawostka dotycząca wyborów w USA i katolików. Okazuje się, że bardzo dobrym barometrem przed wyborami jest sprawdzenie, na kogo mają zamiar głosować katolicy. Otóż na ostatnich dziesięć wyborów, katolicy pomylili się tylko raz, kiedy w 2000 roku z niewielką przewagą zwyciężył w ich preferencjach Al Gore (o zgrozo!), który nie został prezydentem. Natomiast w pozostałych dziewięciu przypadkach, łącznie z pierwszą elekcją Obamy, katolicy stanowiący około 25% elektoratu stawiali na późniejszego zwycięzcę. Nie znam jeszcze dokładnych danych, jak głosowali w ostatnich wyborach, ale pewnie wielu z nas dziwi się, że przynajmniej raz Obama miał większe poparcie, niż kandydat konserwatywny. Tak to już jest w Ameryce, że najsilniejsza jest tożsamość bycia Amerykaninem, następnie tożsamość rasowa i dopiero na trzecim miejscu tożsamość religijna i katolicy nie stanowią zwartego bloku poparcia dla jednej partii, ich głosy rozkładają się. 

Wolność wyznania i jej implikacje

Natomiast o prezydencie Obamie nie można powiedzieć, aby był szczególnie przychylny katolikom, przeciwnie. Rażącym tego przykładem podczas pierwszej kadencji, było przyjęcie uchwalonej 23 marca 2010 roku ustawy The Patient Protection and Affordable Care Act, która narzuca uniwersytetom, szkołom i szpitalom katolickim zagwarantowanie pracownikom darmowego dostępu do szeroko pojętej antykoncepcji (w tym środków wczesnoporonnych i aborcji). Biskupi byli oburzeni, ale doradcy Obamy liczą na to, że wielu katolików swoich biskupów nie słucha. Jednak takie działania nie przynoszą chluby 44. prezydentowi USA. 

Tu jeszcze jedna retrospekcja i przypomnienie innego prezydenta. Mam na myśli człowieka, który wynalazł krzesło obrotowe, zajmował się archeologią prowadząc naukowe wykopaliska na terenie swojej posiadłości, był architektem i autorem projektu budynków uniwersytetu Wirginii, a nawet zaprojektował oryginalny system centralnego ogrzewania, zajmował się również botaniką, filozofią i Biblią (był deistą i prawdopodobnie masonem). I, jak wspomniałem, był też trzecim prezydentem USA (1801-1809), co na pewno nie udałoby mu się dzisiaj, ponieważ był kiepskim mówcą i miał wygląd i maniery farmera, no ale wtedy na szczęście nie było telewizji. Przypominam go przede wszystkim dlatego, że Thomas Jefferson, bo o nim mowa, jeszcze jako gubernator napisał w 1779 roku ustawę o wolności wyznania dla stanu Wirginia (przyjętą później w 1786 r.). Tak, mister president Obama, już w 1779 r. Dobrze byłoby również dzisiaj nie próbować wchodzić z butami w przekonania religijne.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej