Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-11-07 13:38:57

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część CXIII

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział Mateuszowi, że kiedy on zostanie w przyszłości proboszczem na parafii z budową kościoła i kanonik Jan zrobi na parafii specjalną zbiórkę pieniędzy, żeby go wspomóc, Mateusz chyba umarłby ze śmiechu. Nawet przy wielkim wysiłku wyobraźni nie potrafiłby w to uwierzyć. A jednak! To przecież ten sam oschły przez dobre dwa lata kapłan powiedział podczas ostatnich wspólnych Świąt Wielkanocnych, że lata z Mateuszem były najwspanialszymi latami jego kapłaństwa. I wtedy Mateusz już wiedział, że nie były to słowa na wyrost. Zresztą ciągle się zastanawiał, na ile to Kanonik się zmienił, a na ile on sam. Pewnie, zawsze było w nim to przekonanie, że słowa piosenki Starego Dobrego Małżeństwa są ciągle aktualne: „Będziesz wtedy inna, ja wciąż taki sam, może nam się uda zacząć jeszcze raz!”. Myślał, że on się nie zmienił, że to Kanonik, ale czy tak było rzeczywiście? Nagle zdał sobie sprawę, że chyba jedyną bezstronną osobą, która mogłaby to ocenić jest... Ania. Ania, której nie słyszał od miesięcy i która musi być na niego nieźle wkurzona. Kilka razy, kiedy do niego dzwoniła, zawsze musiał z tego, czy innego powodu przerwać rozmowę tłumacząc, że oddzwoni i... nigdy nie oddzwaniał. Sam nie wiedział dlaczego. Z jednej strony był absolutnie pewny, że Ania była zbyt piękną osobą w środku, w duszy, w sercu, aby go poprowadzić tam, gdzie czaiłby się grzech. Tak wiele razy była w totalnym kryzysie ze swoim mężem alkoholikiem, czuła się tak samotna, właściwie od lat mąż przepadł Bóg jeden wie gdzie, ale nigdy nie szukała u Mateusza tego rodzaju pocieszenia, czy ukojenia, jakiego średnio raz na parę miesięcy szukały inne kobiety zmęczone swoimi wybrańcami. Ale była też kobietą piękną na zewnątrz, jej uroda onieśmielała nieraz Mateusza i niestety, było to pewnie jakąś formą niedojrzałości z jego strony, ale niejednokrotnie pytał sam siebie, co taka piękna kobieta widzi dobrego w podtrzymywaniu przyjaźni z nim? Potem oczywiście odpowiadał sam sobie, że są przyjaciółmi i tu jego atrakcyjność nie ma nic do rzeczy. Ale gdzieś tam w głębi tej jego durnej męskiej dumy, było to powodem do dumy. Bóg jeden wie z czego, ale cóż, tak właśnie było. I to chyba te jego męskie, głęboko schowane wewnętrzne przepychanki sprawiały, że niemal zawsze zostawiał inicjatywę Ani. Nie dzwonił, nie odwiedzał, czekał. Jeśli dochodziło do spotkań, to zawsze z jej inicjatywy. Najczęściej u mamy Ani, bo Ania chyba wyczuwała tę jego niepewność, więc zawsze proponowała spotkanie u mamy. Zresztą mama Ani go uwielbiała, co go zawsze dziwiło, bo przecież to pod jego bokiem, w duszpasterstwie młodzieży, Ania poznała Jacka, a później za niego wyszła. Ale mama była na tyle inteligentną, że nigdy go za to nie winiła, ona przecież ciągle kochała Jacka jak syna.

- Tak jest, muszę zapytać Ani, czy to ja się tak bardzo zmieniłem – powiedział głośno do siebie i wrócił do dużego pokoju, który kiedyś pewnie stanie się salonem, a w którym tego wieczoru ksiądz kanonik Jan siedział na krześle przy małym stoliku, a pozostali goście z jego ostatniej parafii siedzieli na... gazetach i kocach rozłożonych na betonowej wylewce. Ksiądz Kanonik po wypiciu kieliszka wina był w doskonałym nastroju, a na stoliku ciągle leżała, a właściwie stała wypchana koperta pełna banknotów. Ksiądz Jan Maria, następca Mateusza u Księdza Kanonika, choć wyraźnie był nie w sosie, doskonale wszystko zorganizował: przywieźli kilka blaszek ciasta, plastikowe talerze i kubki, a nawet wino i coca colę. Mateusz ponalewał świeżo zagotowaną, przyniesioną z kuchni wodę tym, którzy chcieli herbatę i usiadł wreszcie z Kanonikiem.

- Księże Mateuszu, widzę, że roboty idą pełną parą – powiedział Ksiądz Kanonik rozglądając się dookoła. - I wie ksiądz co sobie myślę? Że jak ja odejdę w przyszłym roku, to mój następca będzie musiał zrobić dokładnie taki sam remont. Kapitalkę. I mnie nawet z tego powodu jest trochę przykro, sam nie wiem co mu powiem... Ale na starość to już człowiek nie ma takiego parcia, żeby remontować, wie ksiądz? No wstyd powiedzieć, ale jak widzę, że mi tam gdzieś od podłogi wilgoć wychodzi i pomyślę, że mam to wszystko osuszyć, zbić tynki i Bóg jeden wie co jeszcze, to ja wołam pana Stasia i mówię: „Panie Stasiu, a nie da się tej wykładziny tak podciągnąć na tę ścianę z 20 centymetrów wyżej?” i pan Stasiu mówi, że się da i chwała Panu! Wilgoci nie widać – powiedział Ksiądz Kanonik z przepraszającą miną.

- Wiem, wiem – uśmiechnął się Mateusz. - Ale w moim przypadku Księże Kanoniku to po prostu za karę jest ta plebania. Bo wszystkim moim kolegom, którzy szli na probostwo i musieli się borykać z remontem parafii, zawsze mówiłem, że moim marzeniem jest stara zrujnowana plebania, bo wtedy będę wszystko mógł sobie wyremontować tak, jak mi się podoba. No to mam za swoje! Jak to się mówi: uważaj o czym marzysz, bo jeszcze ci to Pan Bóg spełni! No i proszę! 

- A ja pamiętam, że ksiądz zawsze uwielbiał te drewniane kościółki, też się księdzu spełniło! - przypomniał Kanonik z uśmiechem.

- No rzeczywiście, tylko z tą budową to Pan Bóg przestrzelił, to jakiś inny Mateusz pewnie marzył o budowie i Panu Bogu coś się pomieszało – gorzko dodał Mateusz.

- O nie! Tu ksiądz nie ma racji, akurat gdy chodzi o budowę to Pan Bóg nie potraktował księdza według marzeń, a według zdolności – powiedział całkiem poważnie Ksiądz Kanonik.

- Ależ ja w życiu niczego nie zbudowałem! - rozłożył ręce Mateusz.

- Fakt, niczego ksiądz jeszcze fizycznie nie zbudował, ale ma ksiądz taki talent do ludzi, że by ich poprowadził nawet dzisiaj na krucjatę przeciw niewiernym, a co dopiero taki kościółek wybudować... Księże Mateuszu, niech ksiądz nie udaje, że ksiądz nie wie, ksiądz jest z tych, co to ludzie za nimi pójdą w ogień. I to jest księdza atut! I dlatego Ksiądz Biskup tu księdza posłał i to tuż przed przejściem na emeryturę. I dobrze, bo nowy by się od razu na księdzu nie poznał... No co się ksiądz tak na mnie patrzy? - zdziwił się Kanonik widząc Mateusza, który dosłownie zdębiał.

- Księże Mateuszu, powiem coś księdzu w zaufaniu – Kanonik zniżył głos, tak że tylko Mateusz mógł go usłyszeć. - Pamięta ksiądz tę kobietę, co to nieraz pomagała księdzu przy wycieczkach, gotowała i tak dalej?

- Anię? - zapytał zdziwiony Mateusz, a serce mu wyraźnie przyspieszyło.

- No właśnie Anię. Ja się nieraz denerwowałem, że ona tak się koło księdza kręci, bo wie ksiądz, licho nie śpi, a ona ładna, piernika, jak nie wiem. Kiedyś przyjechała na plebanię, a księdza akurat nie było, bo ksiądz pojechał z tym swoim kolegą na Słowację i pogadaliśmy sobie. Szczerze mówiąc, to myślałem, że ją trochę prześwięcę, żeby księdzu głowy nie zawracała...

- Ale Księże Kanoniku... – przerwał mu Mateusz.

- Chwileczkę, księże, niech mi ksiądz pozwoli skończyć! – lekko zniecierpliwił się Kanonik. - No więc usiedliśmy sobie w kuchni i pogadaliśmy. I ona mi całe swoje życie opowiedziała, o tym mężu, jak zaczął pić, jak ksiądz próbował im pomóc, no i o tym, że ten mąż w końcu gdzieś przepadł i od lat nie daje znaku życia. No i ja jej wtedy mówię, że ona musi uważać, no bo teraz jest bez męża, taka samotna, no a przecież ksiądz też młody jeszcze, a ona taka ładna... I ona wtedy mi opowiedziała, jak ksiądz jej wytłumaczył, dlaczego ona ma być wierna nawet temu mężowi alkoholikowi, który gdzieś przepadł. I księże, ja się trochę znam na ludziach. Nigdy nie widziałem tak autentycznie przekonanej o potrzebie wierności mężowi, choć przecież cierpiącej kobiety. I to ksiądz jej to wytłumaczył. Mnie takie coś się nie udało przez pięćdziesiąt lat kapłaństwa. Więc albo ksiądz jest geniuszem, albo ona świętą!

- To drugie, myślę... - powiedział Mateusz.

- Możliwe. Ale ja mam też inne przykłady, jak ksiądz przekonał tę rodzinę, że ich ojciec komunista nie chciałby pogrzebu w kościele, jak pozbierał tych łebków, co mi robili dziury w witrażach i z nich zrobił ministrantów, jak się księdzu na religię w ogólniaku po pierwszym semestrze zapisało 100 procent. Boże, a nawet przekonał ksiądz nasze babcie codzienne, żeby nie mówiły Różańca podczas Mszy, to cud księże, który w razie księdza beatyfikacji załatwi sprawę natychmiast, mam to na piśmie w kronice! - zanosił się śmiechem Ksiądz Kanonik.

- Tak, to był mój Everest – zaśmiał się Mateusz.

- Nie, nie księdza Everestem to ja jestem, nie sądzi ksiądz? Inaczej mnie by tutaj dzisiaj nie było – oczy Kanonik zaszkliły się, pewnie od tego wina.

Jeremiasz Uwiedziony


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Krzysztof, 2014-04-13 01:25:05

Ile ja sie razy poplakalem przy tej ksiażce...

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej