Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-10-23 12:35:45

Misyjne drogi

misyjne drogi

O. Zbigniew (pierwszy od prawej) w czasie spotkania w kalifornijskiej parafii

W czasie ostatnich kilku lat pochodzący z naszej diecezji ojciec Zbigniew Frąszczak w kalifornijskich parafiach pracował z Filipińczykami, Wietnamczykami i mieszkańcami Ameryki Południowej, głównie Meksykanami. Wcześniej był na misjach w Brazylii. Początki pracy wcale nie były łatwe. Sam przyznaje, że to był dla niego szok kulturowy, językowy i nie tylko. Ale najważniejsze, że mógł tam głosić Jezusa i Jego miłość. 

Ojciec Zbyszek pochodzi z parafii pw. NMP Królowej Polski w Ostrowie Wielkopolskim. To miasto nadal jest mu bliskie, bo tu mieszkają jego rodzice i najbliżsi. Ojciec przyznaje, że jego doświadczenie misyjne zaczęło się właśnie tam. - Wierzę, że moje doświadczenie misyjne zaczęło się gdzieś w domu i wśród ludzi, których spotkałem i od których mogłem się nauczyć wielu wspaniałych rzeczy, za co jestem ogromnie im wdzięczny - mówi ojciec Zbyszek. - Tak się złożyło, że w którymś momencie życia miałem okazję poznać Zgromadzenie Księży Werbistów (SVD) i dziś dzięki niemu oraz ludziom wspierającym je na przeróżne sposoby mogę doświadczać rzeczywistości misyjnej w innych krajach - przyznaje Werbista.

Cysterny, mleko i kursy formacyjne

Pierwszym krajem, do którego wyjechał w 1995 roku ojciec Zbigniew była Brazylia. Jak przyznaje początki nie były łatwe. Brazylia to nie tylko ludzie mówiący innym językiem, ale także inny klimat, potrawy i zwyczaje. Po prostu kulturowy szok. Ale jednocześnie można tam doświadczyć dobroci i otwartości ludzi zupełnie nieznanych. - Spędziłem 6 lat w parafii Świętego Rocha w Serrolandii, w stanie Bahia ze stolicą w Walwadorze, która była pierwszą stolicą Brazylii i niestety miejscem znanym z przywozu niewolników z Afryki – opowiada o. Zbyszek. Praca duszpasterska, wyglądała tam zupełnie inaczej niż w polskiej rzeczywistości. Parafię tworzyło około 40 wspólnot oddalonych od siebie po 20, 30 kilometrów. Mieszkający w nich ludzie w większości utrzymywali się z uprawy ziemi. Często susze albo deszcze niszczyły ich plony. Wielu nie miało prądu. Wodę do picia, prania, kąpieli, czy dla zwierząt czerpali z tzw. „tymczasowych jeziorek”, które powstawały po wielkich ulewach. - Z tego powodu parafia wspólnie z innymi organizacjami i ludźmi dobrej woli brała udział w projektach budowy cystern, w których można było gromadzić wodę z deszczu, najczystszą w tej rzeczywistości. Z powodu takich warunków bardzo często cierpiały dzieci, zwłaszcza te najmłodsze. Dzięki pomocy z zewnątrz można było przywozić raz czy dwa razy w tygodniu mleko sojowe z innego miasta oddalonego około 50 km i rozdzielać w najbardziej potrzebujących wspólnotach – przyznaje Misjonarz. Na pierwszym miejscu była oczywiście praca duszpasterska, czyli sprawowanie sakramentów, prowadzenie kursów i spotkań formacyjnych dla liderów i katechistów, którzy poświęcali swój czas zupełnie bezinteresownie. Problemem także był brak środków transportu - Aby takie kursy czy spotkania mogły być realizowane trzeba było osobiście robić kilka objazdów i przywozić ludzi na pace na miejsce i oczywiście odwieźć z powrotem – opowiada o. Frąszczak. Potem przez trzy lata o. Zbigniew pracował w parafii Santa Isabel w stanie Espirito Santo. Liczyła ona około 70 wspólnot i była dużo większa niż poprzednia. Na szczęście nie był tam sam. W brazylijskiej rzeczywistości najpierw pracował z ks. Frankiem Hanuszewiczem z Polski, a później z ks. Carlosem Betancuur z Kolumbii. 

Samba, mecze i Bóg

Kiedy Werbista wspomina lata spędzone w Brazylii, przyznaje, że było to dla niego doświadczenie prostoty i radości ludzi, którzy często nie mając wiele, potrafili żyć i cieszyć się każdym dniem. Często dzielili się tym, co mieli z tymi, którzy mieli jeszcze mniej albo nic. Nam Polakom zdarza się, że często narzekamy. Oczywiście nie wszystkim. Brazylijczycy odwrotnie. W każdej sytuacji byli i są pełni nadziei, że jutro będzie lepiej. Do tego gościnni i życzliwi, czyli w tym trochę podobni do nas. Na całym świecie znana jest nasza polska gościnność.
- Oczywiście zawsze są gotowi do samby i meczu w piłkę nożną w jakichkolwiek warunkach i niekoniecznie w korkach. Wiele razy słyszałem też, że mają dobre układy z Panem Bogiem, ponieważ dla Brazylijczyków Bóg jest Brazylijczykiem. Tak więc wierzę, że na misjach zawsze możemy nauczać o Panu Bogu, ale też możemy się wiele o Nim nauczyć. Za to również jestem bardzo wdzięczny Panu Bogu i ludziom, których spotkałem i spotykam – zauważa ks. Zbyszek opowiadając o Brazylii.

W Hayward i San Bernardinino

Po Brazylii przyszedł czas na Stany Zjednoczone, a dokładnie na Kalifornię. To była zupełnie inna rzeczywistość. Pierwszą wspólnotą o. Frąszczaka była parafia pw.
św. Joachima w Hayward, położonym pomiędzy San Francisco i Oakland, niestety znajdującym się w czołówce miast z rozwijającą się przestępczością. Razem z nim pracował tam
o. Jimy Aguilar z Filipin, o. Hieu Nguyen z Wietnamu i o. Poul Appiach Kubi z Gany.

- Obecnie mieszkam niedaleko granicy z Meksykiem. Być może dla wielu to nie jest rzeczywistość misyjna, choć tutaj też nie brakuje czasami pająków i innych stworzeń jak: szopy pracze czy skunksy, które lepiej omijać z daleka i nie pozdrawiać – podkreśla o. Zbigniew. Jego parafia pw. św. Antoniego położona jest w San Bernardinino oddalonego około godziny jazdy do Los Angeles i dwie godziny do przejścia granicznego w Tijuana. San Bernardino to prawdopodobnie trzecie miasto w Kalifornii, które mniej więcej miesiąc temu ogłosiło bankructwo. Sytuacja w mieście jest trudna, wielu ludzi straciło pracę, wielu nie wie, co czeka  ich jutro. Można tam spotkać bardzo wielu bezdomnych, którzy szukają pomocy przy sklepach i na parkingach. - Niestety o miejsca w schroniskach czy inne miejsca, w których można znaleźć konkretną pomoc jest trudno. Nawet w dużo lepiej funkcjonującym Hayward trudno znaleźć coś dla potrzebujących – wyjaśnia Werbista. Przypomina sobie Terriego, który „mieszkał” na przystanku autobusowym i pomimo wielu prób nie udało się dla niego załatwić miejsca w schronisku.

Wielonarodowe parafie

O. Zbyszek dostrzega jeszcze inny problem, który pojawił się w Kalifornii. Niestety we wspólnotach zaczyna brakować księży i niektóre parafie zostały „zamknięte” lub stają się filiami innych lepiej funkcjonujących. Teraz on także pracuje sam i tylko czasami ktoś dojeżdża, aby pomóc mu w czasie niedzielnej liturgii. Na dodatek do wielu parafii należą ludzie wielu narodowości i dlatego Msze św. są tam odprawiane w różnych językach. Czasami w Eucharystii, czy nabożeństwie uczestniczą razem ludzie różnej narodowości i wtedy zdarza się, że odprawiane są one w dwóch językach.

W ostatnich kilku latach ojciec Frąszczak miał okazję pracować
z Filipińczykami, Wietnamczykami, mieszkańcami Ameryki Południowej, głównie z Meksykanami. - W tej wielonarodowej parafii różnice kultur, języka, zwyczajów, korzystanie z tego samego kościoła i innych budynków, żywność, muzyka, itd. to często powody konfliktów pomiędzy grupami, pomimo, że wszyscy są katolikami
– zauważa Ojciec. - I jest to zawsze wyzwanie, aby pomimo wszystko faktycznie czuć ducha wspólnoty parafialnej – podkreśla, bo pracując na misjach nie można nie dostrzegać pojawiających się problemów i przechodzić obok nich obojętnie. Nieważne czy są one związane ze stroną duchową, czy stroną materialną i społeczną. Dlatego w parafii organizowane są spotkania formacyjne, katechezy dla dzieci, młodzieży i dorosłych, spotkania biblijne. Przychodzi na nie wielu parafian, każdego wieczoru sale są pełne ludzi. Parafia chce pomóc nielegalnym emigrantów, więc organizowane są także spotkania emigracyjne. Próbuje się również oddziaływać na lokalne władze i prawa, które nie zawsze są im przychylne. W Kalifornii istnieje również problem związany z przestępczością, handlem narkotykami. Niestety wielu bardzo młodych ludzi przyłącza się do różnego rodzaju gangów. - Miałem okazję pracować z ludźmi, którzy chcieli poprzez różnego rodzaju programy pomoc ludziom uwikłanym w tego typu sytuacje. Kilka razy udało się zaprosić i spotkać z przedstawicielami miasta czy policji, ale jest to zawsze proces trudny i nie zawsze efekty mogą być widoczne następnego dnia – opowiada Werbista, bo każde miejsce jest inne, ale jak wszędzie można czegoś się nauczyć, czymś się podzielić i pomóc innym.

Nasze powołanie i misja

Jeszcze jedno na koniec. Według ojca Zbyszka, kiedy mówimy czy myślimy o misjach, możemy w nich umieścić czy odnaleźć każdego człowieka, który realizuje swoje życie w chrześcijańskiej świadomości, w jakimkolwiek miejscu i w jakiejkolwiek profesji. Bo tak naprawdę każdy ma w życiu do spełnienia jakieś misje. - Wierzę, że każda z nich jest ważna. Może nie zawsze jest łatwo niektóre z nich podejmować i realizować. Czasami są to misje bardzo ciche, na pozór niewidoczne, nieznaczące, często połączone z wyrzeczeniem, poświęceniem, czy cierpieniem, misje w naszych domach, w pracy, w tak wielu zwyczajnych miejscach, w których możemy po prostu doświadczać miłości Boga i człowieka. Nad tym wszystkim czuwa na pewno Ten, który wie najlepiej, jak to powinno być. Dlatego w Jego rękach pozostawiam wszystkich z daleka i bliska i serdecznie pozdrawiam – podkreśla ojciec Frąszczak.

Renata Jurowicz


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej