Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-09-14 09:56:52

Bije? Bije!

pokolenie

Podczas ostatniego Festiwalu Życia Abba Pater nieco zmoknięta stałam pod daszkiem budki (przygarnięta na chwilę przez Martę). Wokół strumieniami lał się deszcz. Przyłożyłam rękę tam, gdzie jest serce. Bije? Bije. Na szczęście.

Jest to wspaniałe i zadziwiające zarazem, że jesteśmy, istniejemy; że bije nasze serce. Ale rodzi się inne pytanie – co z tego wynika? Fakt naszego istnienia jeszcze wszystkiego przecież nie załatwia. Dane zostało nam żyć, ale czy oznacza to, by jakoś to życie przeżyć (przeżuć)? Czy w tej wędrówce przez Wszechświat, którego jesteśmy maleńką (ale jednak) częścią, chodzi o podtrzymywanie funkcji życiowych, póki będzie to możliwe i ewentualnie gdzieś po drodze przedłużenie gatunku? Zgodnie wielu odpowie zapewne, że istnienie ma głębsze znaczenie – budujemy społeczność, a w niej relacje, rozwijamy się cywilizacyjnie, jakoś pchamy do przodu ten świat. Ale czy na pewno my? Czy na pewno ja?  Tutaj każdy musi sam dać odpowiedź. Ile twórczości jest w przeskakiwaniu po kanałach telewizyjnych lub w bezmyślnym klikaniu myszką? Ile godzin i energii tracę nie robiąc nic, gdzie „nicnierobienie” i „tumiwisizm” nie są chwilową odskocznią od wypełnionego aktywnością tygodnia, ale stają się zasadą życia? Właśnie – czy jeszcze życia? Życie zaczyna być przetrwaniem kolejnego dnia, miesiąca, roku, gdy przestaje być twórcze. Trzeba jednak właściwie rozumieć pojęcie twórczego życia, ponieważ wbrew pozorom nie chodzi o to, by zacząć malować obrazki, pisać wiersze, czy układać piosenki. Choć i tak może się zdarzyć. Zatem jak je rozumieć? Ks. Michał Heller w swojej książce ,,Wszechświat jest tylko drogą. Kosmiczne rekolekcje” pisze, że „sztuka jest tworzeniem piękna, ale i odwrotnie – każde tworzenie piękna – także etycznego – jest sztuką. Trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego od dobrze przeżytego życia”. Jest to pierwsza podpowiedź w naszych rozważaniach. Jeśli czynimy nasze życie pięknym, dobrze żyjąc, już jesteśmy twórcami. Każdy nasz dobry czyn, nawet najmniejszy gest życzliwości jest dziełem sztuki. I nigdy nie ginie, lecz ubogaca Wszechświat. Dzięki nam cały Kosmos staje się odrobinę lepszy, ponieważ od samego początku jesteśmy jego integralną częścią.

Co jednak oznacza dobre życie? Czy polega ono na spełnianiu dobrych uczynków? Wspomniałam przed chwilą, iż dobre czyny są dziełem sztuki. I tak jest. Ale gdy otworzymy Księgę Proroka Izajasza, możemy przeczytać, że „wszystkie nasze dobre czyny są jak skrwawiona szmata” (Iz 64, 5). Czyżby Pan Bóg pomylił się w tym fragmencie? Czy może Izajasz coś przekręcił? Odpowiedź na oba pytania brzmi – nie. Izajasz właściwie przekazał to, co Bóg chciał powiedzieć – a On się nie myli. Ale wystarczy głębiej wejść w logikę tych słów, by przestały one rodzić w nas pewien zgrzyt. Nie możemy budować swego życia na dobrym postępowaniu, gdyż nawet jeśli dziś jesteśmy zdolni do najszlachetniejszych działań, jutro możemy dokonywać największych zbrodni. Dobre uczynki są ostatnim ogniwem wielkiego procesu, który można określić jako szukanie sensu (na poziomie filozofii), czy nawrócenie (na poziomie teologii). Chodzi tutaj jednak o to samo – by przemyśleć, przeorać swoje życie, samego siebie. Poprowadzi nas to ku odkryciu własnego człowieczeństwa, jego sensu. „Nie można wykrzesać z siebie nic twórczego bez wbijania dłuta w głębokie warstwy swojego wnętrza”.

Zatem najpierw trzeba zacząć odłamywać skamieliny – wszelkie maski, fałszywą pokorę, lenistwo, różne formy ucieczki przed życiem. Dopiero wówczas można zacząć myśleć o sobie jako twórcy. Najpierw należy pozwolić sobie na ból nacinania swego istnienia, jak nacina się sykomory, by ich owoce w odpowiednim czasie były słodkie. Okazji do tego nie trzeba szukać daleko – wystarczy otworzyć Pismo Święte, wsłuchać się w to, co mówią współcześni prorocy (wobec ilu kazań, spowiedzi, rekolekcji przeszliśmy obojętnie?) i przede wszystkim nie odrzucać doświadczeń, które wydobywają z nas prawdę o nas samych. Dzięki temu zostanie oddzielone ziarno od plew i będziemy wiedzieli, czym się karmić, by mogło w nas wzrastać dobro. Dlaczego jest to takie ważne? Ponieważ u początków dziejów ludzkości człowiek „zdewastował” swój własny sens i – jak zauważa ks. Heller – „odtąd historia stała się mieszaniną dobra i zła, wzlotów i upadków, zmagań się bohaterów i bestii – często w tym samym człowieku”. Mówi także o tym fragment tekstu jednego z utworów zespołu Luxtorpeda:

 

A we mnie samym wilki dwa

Oblicze dobra, oblicze zła

Walczą ze sobą nieustannie

Wygrywa ten, którego karmię

 

Dlaczego owocne życie musi być niewygodne? Dlaczego trzeba podejmować aż taki trud? Czy nie można zaserwować sobie łatwiejszej drogi? Niestety (a może dobrze) – nie. Ks. Heller przekonuje, że „wie o tym każdy artysta: ograniczenia bolą i dlatego tworzy się w bólu. Jeżeli moje życie ma być dziełem sztuki, musi powstawać w ograniczeniach mojej samowoli”. Jest jeszcze jeden powód. Znajdujemy go u Izajasza. „Tak mówi Pan: Oto wyryłem cię na obu dłoniach” (Iz 49,16). Bóg pierwszy zadał sobie ból i wyrył nas sobie na obu dłoniach. Dlatego szukanie sensu czy nawrócenie musi prowadzić do Niego.

W tym wszystkim nie zapominajmy o tym, by „pozwolić mówić zdziwieniu. Że jestem. Że pytam. Że potrafię kochać”.

Katarzyna Strzyż

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej