Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-06-19 10:43:34

Rzym północy

trewir

Porta Nigra, czyli Czarna Brama, najlepiej zachowana rzymska brama z II wieku na północ od Alp

 

Przed głównym wejściem do katedry w Trewirze leży czterometrowa kolumna z granitu, zwana przez miejscowych Domstein (kamień katedralny). W jednej z legend nadmienia się, że do budowy świątyni podstępem zaangażowano diabła. Kiedy ten zorientował się, że przyczynił się do wzniesienia kościoła, ze złości rzucił potężną kolumną. Choć w rzeczywistości Domstein to jeden z czterech filarów, które podtrzymywały rzymską budowlę zniszczoną w V wieku, to jednak legenda przypomniała mi, że jak zawsze, kiedy udaję się gdzieś jako pielgrzym, z pobożną intencją, mogę się spodziewać interwencji diabła, próbującego wcisnąć swoje trzy grosze. Jak się później miało okazać, bynajmniej nie chodziło o dom Karola Marksa.

Obiecałem Czytelnikom dwa tygodnie temu, że powrócę jeszcze do Trewiru i mojej krótkiej, acz bogatej we wrażenia podróży do tego niesamowitego miasta. Jak pamiętacie główną przyczyną tego szaleństwa było pragnienie uczczenia tzw. Sukni z Trewiru, czyli tuniki Pan Jezusa, relikwii ofiarowanej miastu przez św. Helenę. Jednakże już pierwszy rzut oka na informacje dotyczące historii Trewiru najpierw i na samo miasto później wystarczył, aby zrozumieć, że odwiedzam miasto, które i bez Sukni byłoby warte podjętego wysiłku. Nawet tej długiej podróży liniowym autobusem. Ba! Nawet tej jeszcze gorszej drogi powrotnej tymże autobusem, do czego powrócę później. Skoro już mowa o środkach lokomocji, to zdałem sobie sprawę, że w moim życiu tylko do dwóch miast (oczywiście nie liczymy objazdowych pielgrzymek i wycieczek) miałem okazję podróżować takim dalekobieżnym autobusem: kilka razy do Rzymu i właśnie teraz do Rzymu północy, bo tak jest nazywany, zupełnie słusznie, Trewir.

Wchodząc przez bramę

Nie roszczę sobie tutaj prawa do opisania wszystkiego, co godne uwagi, ponieważ te 36 godzin, które spędziłem w mieście to była zaledwie pierwsza randka, która owszem, była fantastyczna i nawet zakończyła się pocałunkiem, ale tak naprawdę nie możesz się doczekać następnej, aby pogłębić relację. Po wyjściu z dworca autobusowego i wypiciu kawy w barze (po bezsennej nocy w autobusie to musiała być wielka kawa), zapytałem czekającego ze mną na światłach młodzieńca o drogę do katedry. Ten odpowiedział mi po angielsku, niestety był to pierwszy i ostatni przechodzień, który udzielił mi informacji w języku Shakespeare’a, że mam iść prosto, cały czas prosto, aż zobaczę po lewej stronie bramę.

- I dalej idź przez tę bramę – powiedział.

- A jak wygląda ta brama? - zapytałem.

- Na pewno się nie pomylisz – odpowiedział z uśmiechem.

I cóż, miał rację. Bo chodziło o słynną Czarną Bramę (Porta Nigra) chyba najbardziej charakterystyczny znak rozpoznawczy Trewiru. Rzeczywiście pierwotnie była to brama miejska, następnie kościół, a obecnie znowu jest bramą i pomnikiem. Porta Nigra jest największą i najlepiej zachowaną rzymską bramą miejską na północ od Alp, choć jak można zauważyć jest budowlą nieukończoną, co z kolei pozwala nam spojrzeć z nieco większą wyrozumiałością na nasze niedokończone... autostrady. Że co? Że to co innego? Cóż, człowiek się chwyta wszystkiego w poszukiwaniu wytłumaczenia niewytłumaczalnego...

1300 lat przed Rzymem

Spróbujmy nakreślić, choć pokrótce, historię Trewiru. Według podania spisanego w 1105 roku w Gesta Treverorum, miasto miało być założone przez Trebeta (syna króla Asyryjczyków Ninusa) 1300 lat przed powstaniem Rzymu, do czego nawiązuje napis umieszczony w 1684 r. na Domu Czerwonym przy trewirskim Rynku Głównym: ANTE ROMAM TREVERIS STETIT ANNIS MILLE TRECENTIS (Przed Rzymem Trewir stał 1300 lat). Archeologia potwierdza jednakże obecność osadników celtyckiego szczepu Trewerów, jedynie od III wieku przed Chrystusem. 

Legiony Juliusza Cezara podbiły te plemiona między 58. a 50. rokiem, ale dopiero w 16. roku przed Chr., Rzymianie założyli miasto Augusta Treverorum ku czci cesarza Augusta. W II wieku wybudowano mury obronne i wtedy powstała wspomniana Porta Nigra, a także Porta Inclyta usytuowana przy moście na Mozeli, Porta Alba oraz Porta Media. Częścią murów obronnych był też służący jako zachodnia brama amfiteatr. W drugiej poł. III w. miasto stało się pierwszą na terenie Niemiec siedzibą arcybiskupa, a pierwszym biskupem Trewiru był Eucharius. Liczący 80 tys mieszkańców Trewir był w roku 300 największym miastem na północ od Alp. Za panowania cesarza Konstantyna Wielkiego (306-337) miasto zostało rozbudowane. Wzniesiono wiele monumentalnych budowli, m.in. pałac cesarski oraz łaźnie cesarskie. W 326 roku prywatna rezydencja rodziny cesarskiej została przebudowana do podwójnej bazyliki, której pozostałości są widoczne w katedrze
św. Piotra oraz sąsiadującym kościele Najświętszej Marii Panny. Do dziś zachowała się również aula tronowa (łac. Aula Palatina) cesarza Konstantyna, w której obecnie znajduje się kościół protestancki. Przypomnijmy jeszcze, że w 340 r., urodził się tu św. Ambroży, późniejszy biskup Mediolanu, Doktor Kościoła, a przebywali tutaj również i modlili się w katedrze św. Hieronim i św. Atanazy. Trudno przecenić znaczenie tego miasta również dla chrześcijaństwa.

Trewir i rewolucje

Zanim wrócimy jeszcze na nasze chrześcijańskie podwórko, chciałbym wspomnieć o pewnych związkach Trewiru z nazwijmy to ruchem rewolucyjnym. Bardziej znanym jest fakt bliższy współczesności, ten mianowicie, że właśnie tutaj w 1818 roku w żydowskiej rodzinie urodził się Karol Marks. W jego rodzinnym domu znajduje się dzisiaj muzeum, którego nie odwiedziłem, powiedzmy z braku czasu. Inną ciekawostką dotyczącą ruchu rewolucyjnego, tym razem chodzi o rewolucję francuską, jest historia skarbca katedralnego, którego początki sięgają hojnej św. Heleny, a który w sposób istotny zubożał właśnie w 1792 r., kiedy znaczna część zbiorów została zużyta do sfinansowania wojny przeciw rewolucjonistom. Przetopiono wtedy na monety 399 kg złota ze skarbca i przetrwało jedynie 12 przechowywanych tam dzieł sztuki. W dwóch poprzednich wiekach część zbiorów skarbca powoli udało się odzyskać.

Grób Świętego Macieja Apostoła

I jeszcze jeden ciekawy epizod. Przed katedrą św. Piotra podszedł do mnie jak się okazało reporter katolickiego pisma „Paulinus” z pytaniem, czy może mi zrobić zdjęcie. Oczywiście zgodziłem się, naciągnąłem nieco wymiętą koszulę (mógłbym też poprawić włosy, ale...) i wykrzywiłem usta w stosownym uśmiechu. Pochodzący z Chorwacji Zeljko również się uśmiechnął, ale stwierdził, że chce mnie sfotografować... z tyłu, ponieważ jego uwagę przyciągnął... przeciwdeszczowy pokrowiec na moim plecaku, a nie moja pobożna, pielgrzymia twarz. Cóż? Niech sobie pstryka co chce, jak będę sławny, pożałuje... Ale właśnie Zeljko doradził mi, aby podjechać autobusem do kościoła św. Macieja, gdzie znajduje się jedyny na północ od Alp Grób Apostoła. Starego pielgrzyma, który nawiedził również grób św. Jakuba w Santiago de Compstela nie trzeba było oczywiście namawiać dwa razy. I nie autobusem, ale na pieszo! Rzeczywiście warto było. Znajdujący się dość daleko od centrum benedyktyński klasztor św. Macieja okazał się być oazą spokoju, a jednocześnie niezwykle ważnym dla początków biskupstwa w Trewirze. To tam znajdują się sarkofagi dwóch pierwszych biskupów św. Euchariusza i Waleriusza, czczonych już w V wieku, choć pierwsze wzmianki o opactwie pochodzą z wieku VIII. Rzeczywiście, do 1127 roku, kiedy odnaleziono relikwie św. Macieja kościół był pod wezwaniem św. Euchariusza. Skąd relikwie ukamienowanego i dobitego toporem w Jerozolimie św. Macieja w Trewirze? Św. Helena! I wszystko jasne. W krypcie przy sarkofagach biskupów i grobie św. Macieja byłem całkowicie sam i był to najpiękniejszy moment modlitwy i zadumy podczas całej mojej pielgrzymki. Dzięki tej modlitwie być może nikogo nie zabiłem w drodze powrotnej do Polski.

Diabeł zamerdał ogonem

I dochodzimy do socjologicznej obserwacji na temat podróżowania autokarem liniowym, którą obiecałem Czytelnikom. Jednocześnie jest to najbardziej przykry moment (hmm, nie taki moment, bo trwało to kilkanaście godzin) mojej trewirskiej eskapady. Otóż w drodze powrotnej miałem wątpliwą przyjemność podróżowania z grupą rodaków, którzy pracują w Niemczech. Ja już bym przymknął oko na pity w autobusie alkohol, na narzekania raz na Niemców, raz na Polaków, w zależności od tematu, choć tej swoistej schizofrenii nie potrafię zrozumieć. Ale panowie zechcieli też wejść na Kościół i, a jakże, na księży. Chciałem nawet włączyć się do rozmowy, ale argumenty i kłamstwa, które się posypały, skutecznie mnie zniechęciły (typu: ksiądz odprawia trzy Msze dziennie, bo się musi napić, ha, ha, ha). I ten temat ciągnęli aż do końca. Niestety nie miałem słuchawek, żeby się odizolować, więc starałem się wsłuchać w sączącą się z głośników cichą muzykę. Akurat leciał nieśmiertelny „We built this city on rockandroll” Starship. „Zbudowaliśmy to miasto na rockandrolu” śpiewali, a ja się zastanawiałem, na czym budują swoje życie ci panowie...    

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek


Galeria fotografii

Przeglądaj galerię wersji Flash

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej