Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-02-14 11:08:53

Pani Helenka od uśmiechu

Czasami mam wrażenie, że my młodzi, nazywani pokoleniem JP II, za mało się uśmiechamy. Na naszym obliczu zbyt często maluje się grymas przygnębienia, smutku, a nawet buntu. Nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy, o których śpiewa Sylwia Grzeszczak. Nie dostrzegamy tego, co w życiu piękne, tego, co ukryte jest w szarości codziennego dnia. Gdy obserwuję dzisiejszą młodzież, czasem również i siebie, i gdy tak zestawię nas – młode pokolenie z tym starszym, to aż wstyd się przyznać, że mamy duże zaległości w dziedzinie radości i uśmiechu. Jak w takim razie my – młodzi chrześcijanie - mamy „zarażać” naszych rówieśników wiarą i miłością do Boga, która w oczach tych mniej wierzących i praktykujących może kojarzyć się tylko ze smutkiem? Jak z kwaśną i obrażoną na cały świat miną pokazać, że warto zakochać się w Panu, że warto żyć, pięknie żyć? 

Jest ciepły, czerwcowy wieczór. Zza zakrętu, naprzeciw szkoły wyłania się dom, przez który przewinęło się już wielu ludzi: nauczycieli, księży, sąsiadów, znajomych i oczywiście ci najbliżsi. Na każdego wędrowca czekała tu ciepła herbata, a nawet domowy, gorący i pachnący rosół, którego kosztował niejeden kapłan śpieszący z jednej świątyni do drugiej, mieszczącej się w, zaznaczonej prawie niedostrzegalną kropeczką na mapie, miejscowości o nazwie Wróbliniec. Malutka wioska, a dokonywały się w niej wielkie rzeczy za sprawą jednej, jakże skromnej i pokornej osoby. I mnie skierował los, a może sam Bóg, do tego, z otwartymi na oścież drzwiami i sercami, domu. Mieszkała tam Helenka. Nie, to nie moja babcia, choć nosiła jej imię. Ktoś mógłby więc zapytać: po co taka młoda osoba jak ja, kierowała swe kroki i serce ku 78-letniej staruszce? (Staruszka to pewnie nieodpowiednie określenie – ze względu na wiek owszem, ale patrząc na ducha pani Helenki, zaliczyłabym ją do grona dwudziestolatek!). Z pierwszego spotkania z Helenką pamiętam, że wyściskała i wycałowała mnie tak, jak nie zrobił chyba nikt do tej pory… 

Nie wiem, w czym tkwił fenomen pani Helenki, ale lgnęli do niej wszyscy: i starsi, i ci najmłodsi. Właściwie to chyba znam odpowiedź – uśmiech, energia i bezgraniczny optymizm przyciągał nas do niej, do babci od uśmiechu. Niestety ten wędrujący po ziemi uśmiech odszedł do Pana pod koniec listopada poprzedniego roku. Myślę, że podczas, gdy na ziemi zapanował smutek i żal, to w niebie zrobiło się jeszcze weselej.

Pani Helenka zanosiła swój uśmiech wszędzie i do wszystkich. Była darem dla ludzi chorych, leżących w szpitalach, z którymi współcierpiała – dodam współcierpiała z odwagą i radością, mimo, że usłyszała wyrok, jakim był nowotwór z przerzutami. Kiedy inni płakali nad jej chorobą, ona pocieszała i umacniała, zawsze kierując swe oczy ku niebu. Zachwycające jest dla mnie to, że nigdy się nie skarżyła na swój los, nigdy nie zapytała, dlaczego ją to spotkało. Tak jakby wzięła sobie do serca słowa św. Pawła, apostoła narodów: Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.

Na Mszy pogrzebowej podziękowałam Bogu za to, że postawił na mojej drodze tak silnego człowieka i tak radosnego chrześcijanina. Razem z gromadką „owieczek” oddałyśmy Helence ostatnią przysługę. Zaśpiewałyśmy w jej intencji Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz pieśń, której słowa pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć: Drogi Boże chcemy podziękować Ci za człowieka, którego postawiłeś na naszej drodze, na drodze do nieba, Ty wiedziałeś kogo nam potrzeba. I wierzymy, że Jezu przytuliłeś ją bardzo mocno do swego serca, że w ramionach Twoich jest nasza Helenka, za którą świat wciąż jeszcze płacze.

U nas wszystko jak dawniej, tylko Ciebie nie ma już z nami, lecz w pamięci naszej pozostaniesz, może kiedyś w niebie się spotkamy. Życie się nie kończy, lecz przemija, zawsze będziesz w naszych sercach, za twe życie dziękujemy Bogu dziś.

Do dziś, gdzieś na dnie serca, zostały mi po Helence słowa, które wypowiedział Ksiądz Proboszcz podczas jej ostatniej drogi, bo to określenie jest jej godne: Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny (Łk 16, 10). 

Helenka – wierna rzeczom drobnym i wielkim. Jej wnuczka Karolina tak wspomina te zwykłe, a zarazem niezwykłe wycinki z życiorysu swojej ukochanej babci: Przez 27 lat była kościelną, dodam kościelną z powołania. Wszystko, co robiła, czyniła bezinteresownie, ale z jaką precyzją i zaangażowaniem. W szkole pracowała ok. 39 lat, jako woźna, ale dla ludzi, z którymi się stykała, na pewno nie była tylko pracownikiem szkoły. Zawsze była bardzo otwarta, miała wyjątkowy stosunek do dzieci. Pamiętam, że robiła herbatę dla nich i nalewała ją do kubków, paliła też w piecach – musiała wstawać bardzo wcześnie rano, w sumie w środku nocy, by napalić w centralnym. Działała też w Radzie Rodziców – udzielała się społecznie, pomagała przy organizacji wieczorków, zabaw choinkowych, na zabawach wioskowych stała przy sprzedaży biletów. Należała też do Rady Parafialnej. Tyle obowiązków, tyle spraw na głowie, tyle problemów, ale uśmiech nie znikał z twarzy tej energicznej i kochającej życie Helenki.

Wspominając tę nie moją babcię, ale na pewno moją przyjaciółkę z kapeluszem na głowie, cisną mi się na usta słowa z Księgi Przysłów: Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły. Serce małżonka jej ufa, na zyskach mu nie zbywa; nie czyni mu źle, ale dobrze przez wszystkie dni jego życia. O len się stara i wełnę, pracuje starannie rękami. Wyciąga ręce po kądziel, jej palce chwytają wrzeciono. Otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce. Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana. Z owocu jej rąk jej dajcie, niech w bramie chwalą jej czyny.

Można by wiele dobrego pisać o takich ludziach, świętych ludziach, jak pani Helenka od uśmiechów i całusów.  Życzę każdemu, aby spotkał kiedyś na swojej drodze tak silnego, tak wierzącego i tak radosnego człowieka. Myślę, że słowa są zbyt małe, aby przybliżyć czytelnikom „Opiekuna” skromną postać kobiety, która swoim życiem rozpromienionym wiecznym uśmiechem, pokazała mi – przedstawicielce Pokolenia JP II, jak żyć, by pięknie żyć, jak nieść krzyż, by nie upaść.

Jak trafne są tu słowa Narcyzy Żmichowskiej: Jedni piszą piękniej, niż żyć umieją, inni znów żyją daleko piękniej, niżby to najsławniejszy autor opisać potrafił. Pozostaje mi odłożyć pióro i zamilknąć.

Boża Owieczka z Bogdaju

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Wanda, 2012-02-21 09:00:32

Jakże pięknie napisałaś, Boża Owieczko! Masz wieki dar Boży w sobie - takie dobre i czułe serce. Spotkałam kiedyś na swej życiowej drodze podobną p. Helenkę

Elżbieta, 2012-02-19 13:48:04

Piękny artykuł!Jak pięknie opisałaś postać kobiety żyjącej blisko Boga,idącej Jego ścieżkami do końca swego życia.Myślę,że starsza Pani dziś cieszy się w niebie!

Jadwiga, 2012-02-16 22:16:20

Wspaniały artykuł!Często ludzie starsi są duchem dużo młodsi, od osób młodych.Bierzmy z nich przykład,zarażajmy tym innych, a wszystkim lepiej się nam będzie żyło. Wrażliwa "Boża Owieczko z Bogdaju"- dziękuję i jeśli może kiedyś się spotkamy..., również Cię wyściskam i wycałuję.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej