Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2012-01-05 12:20:51

Muzyczny dialog z Bogiem i ludźmi

Magda Piskorczyk jest muzykiem bluesowym i gospel. Jak sama mówi, śpiewanie to najlepszy sposób na dialog z ludźmi, na dialog z Bogiem, a także na to, by być szczęśliwym, a Magda taka właśnie jest. Kontakt z ludźmi sprawia jej wielką radość, co widać na każdym koncercie.

Żyjemy jeszcze tajemnicą Bożego Narodzenia. Jakie skojarzenia muzyczne (albo niekoniecznie muzyczne) wywołują u pani święta Bożego Narodzenia?

Korzystając z okazji składam wszystkim najserdeczniejsze życzenia, niech ten czas będzie błogosławiony, spędzony w atmosferze radości, miłości i wiary w Boga i człowieka! 

Święta Narodzenia Pańskiego to dla mnie czas spędzany zawsze z Rodziną i Przyjaciółmi, i tak pięknie mi się kojarzy. Z wielką radością, śpiewaniem kolęd, żartami, śmiechem przy wigilijnym stole. A muzycznie kojarzy mi się to z moim pierwszym publicznym, dużym występem! (śmiech) Mogłabym rzec, że zaczęłam od śpiewania w kościele, bo już jako kilkuletnia dziewczynka śpiewałam solowo „Oj maluśki, maluśki” w czasie Pasterki. Piękne wspomnienia. 

Zacznę może trochę banalnie. Czy muzyka towarzyszyła pani od zawsze, od urodzenia, czy był taki moment, kiedy wszystko się zaczęło?

Pytanie wcale nie jest banalne. Muzyka pojawiła się w moim życiu, kiedy byłam małym, kilkuletnim szkrabem. Mówię o momencie, który jestem w stanie przywołać w pamięci. Myślę jednak, że już w łonie mamy słuchałam muzyki, bo zwyczajnie moi rodzice „połykali” dźwięki z wielką przyjemnością i od zawsze. I to właśnie tego typu muzyki o czarnych korzeniach, takiej jak gospel, soul, blues. Pamiętam, zresztą bardzo często opowiadam tę historię, że jako mała, kilkuletnia dziewczynka słuchałam Mahalii Jackson, The Staple Singers i to właśnie zapadło mi w pamięci tak głęboko. Do tego stopnia zakorzeniło się to we mnie od samego początku mojego życia, że bez kilku moich ulubionych utworów nie mogłam wtedy zasnąć. Mama uruchamiała więc szpulowy, jeszcze wtedy, magnetofon, dźwięki roznosiły się po moim pokoju,  a ja słuchałam, potańcowałam sobie i dopiero wtedy zasypiałam (śmiech). Natomiast jako dziecko nie grałam na żadnym instrumencie, nie śpiewałam w żadnej szkole muzycznej, rodzice mnie do tego nie zmuszali, nie namawiali: ,,graj, śpiewaj”. TO przyszło dużo później, jak już byłam kilkunastoletnią dziewczyną. Ale i tak uważam, że edukację muzyczną miałam najlepszą na świecie, poprzez słuchanie dobrej muzyki. 

Jest więc pani samoukiem czy jednak ukończyła szkołę muzyczną?

Jestem samoukiem, jeśli chodzi o wszystkie instrumenty, w tym także mój głos.

Wspominała pani podczas koncertu, że prowadzi zajęcia, warsztaty muzyczne dla młodych osób. Zresztą widzieliśmy, jak rozmawiała pani z bardzo młodą wokalistką, która także zaśpiewała kilka utworów, a miała czarujący głos. Czy do tego, by być dobrym muzykiem potrzebny jest wrodzony talent czy można się tego nauczyć?

Myślę, że to tak, jak w tej przypowieści, każdy z nas dostał od Boga jakiś talent. Nie jestem wyznawczynią teorii, że każdy może śpiewać, czy że każdy może grać, tak samo, jak nie każdy może być pilotem, księgowym czy bankowcem. Ja na przykład w ogóle nie nadawałabym się na bankowca czy pilota (śmiech). Taki talent dostałam od Boga i bardzo się z tego cieszę. Ale talent to nie wszystko, to dopiero czubek góry, na którą trzeba się wspinać każdego dnia, ciężko pracując nad tym, aby to, co dostaliśmy od Boga nie poszło na marne. A kiedy już coś się osiągnie, nie można spocząć na laurach w żadnym momencie. Choć jak najbardziej warto i nawet trzeba się cieszyć momentami, w których nasza praca nam popłaca. A teraz, prowadząc warsztaty, widzę jak ludzie młodzi, którzy obdarzeni są niezwykłymi talentami, sporo ćwiczą, oddają się ciężkiej pracy niemalże cali. Na ile oczywiście pozwolą im na to inne zajęcia, bo większość z nich jeszcze się uczy. Jestem przekonana o tym, że część z nich zostanie na drodze muzycznej i będą naprawdę dobrymi muzykami. Myślę, że niezwykle ważną rzeczą w tej sytuacji jest to, że mają oni niezwykłe wsparcie w rodzicach. Mądre, bo bez naciskania na nic. To jest bardzo dobre, bo rodzic w takiej sytuacji mówi: ,,Jestem obok, wspieram Cię. Ok, kupię ci gitarę, pójdziesz na lekcje śpiewu, pójdziesz na warsztaty, ale robisz to, co chcesz, to co lubisz”.  I to jest piękne. 

A wracając jeszcze do głównej części pytania: niewątpliwie trzeba mieć trochę talentu, ale bycie dobrym w tym, co się robi, wymaga wielu godzin ćwiczeń, godzin próbowania, nagrywania siebie i słuchania, jak to wychodzi. Czyli wynik to talent plus bardzo ciężka praca.

Kiedy pani śpiewała bardzo blisko podchodziła mała dziewczynka, pewnie nawet nie dwuletnia, po swojemu tańczyła, a pani powiedziała, że ,,chyba będzie muzykiem - współczuję rodzicom”. Wiadomo, że to pół żartem, pół serio, ale właściwie dlaczego można by im współczuć?

Żartowaliśmy kiedyś z przyjaciółmi, bo ich córka mówiła, że będzie muzykiem i poetką, a oni na to, „cudownie, bo będziesz na naszym utrzymaniu do końca życia” (śmiech). I tak mi się to przypomniało, co oczywiście nie ma związku z rzeczywistością, bo ja na przykład nigdy, będąc już muzykiem, który żyje z grania, nie prosiłam rodziców o pomoc finansową. Naturalnym jest także to, że niezależnie od tego, kim w życiu będziesz i jak dużo będziesz zarabiał, rodzice zawsze będą się pytać, czy dobrze jesz, czy nie brak ci na to, czy tamto. A to przecież zawsze jest niezwykle miłe. Faktem jest, że bycie muzykiem rządzi się takimi samymi prawami, jak każdy wolny zawód: żeby osiągnąć wymierne efekty, pracujesz cały czas, prawie non stop i nie jest to taka praca od ósmej do piętnastej. Wstaje się rano, ćwiczy wiele godzin, potem wieczorem jest na przykład koncert, kończy się przed północą, a tu jeszcze trzeba się spakować, porozmawiać z ludźmi. To znaczy, nie trzeba, ale ja chcę z ludźmi przebywać. Sprawia mi to olbrzymią radość. 

Podsumowując, to wszystko ciężka praca, jak każda inna, ale przyjemna niezwykle, dająca bardzo dużo satysfakcji. I trzeba tu powiedzieć, że też nie każdy się do tego nadaje, nawet jeśli świetnie gra czy śpiewa… Trzeba mieć dużo wytrwałości, cierpliwości i pokory. A ja dzięki temu, że jestem muzykiem, mogę podróżować w wiele miejsc, poznawać je i ludzi w nich żyjących. To niezwykle przyjemna sprawa. 

Więcej koncertuje pani w Polsce czy za granicą?

Był czas, kiedy rzeczywiście więcej wyjeżdżałam za granicę i tam koncertowałam, ale teraz zaczęło się to ładnie równoważyć i przybywa koncertów w Polsce. A to, że wiele podróżowałam za granicę, po Europie i Stanach, dało mi pewność, że lubię nasz kraj, dobrze mi tutaj i zawsze cudownie jest tu wrócić po podróżach w różne fascynujące miejsca. 

Kiedy spadają na panią jakieś problemy, z którymi trudno sobie poradzić, codzienne troski i ogólnie jest zły dzień, to wtedy trudniej zaśpiewać, zagrać czy wprost przeciwnie, ta muzyka uzdrawia?

Uzdrawia. Zdecydowanie. Kiedy tutaj jechałam, byłam potwornie zmęczona z racji wczorajszych warsztatów, długiego koncertu, składania całego sprzętu po nim, a potem wczesnej pobudki o 5:30. I powiem, że byłam może nie zaspana, ale ,,osiadła”. I w takiej sytuacji śpiewanie i granie to dla mnie przyjemny odpoczynek. W ogóle koncert jest tą przysłowiową „wisienką na torcie”, spotkaniem z ludźmi, dialogiem, więc zupełnie mnie to nie męczy. 

Muzyka jest więc dla pani sposobem na dialog z ludźmi, publicznością, czego doświadczyliśmy jako publiczność, bo zostaliśmy zaproszeni do współudziału w wykonywaniu większości piosenek. W trakcie koncertu mogliśmy się też przekonać, o czym zresztą sama pani mówiła, że ta muzyka, zwłaszcza gospel, to wspaniały sposób na modlitwę, dialog z Bogiem. Czy ta muzyka jest dla pani także sposobem na szczęście?

Na pewno. Jestem bardzo szczęśliwa. Czasami bywa różnie, tak, jak w każdym zawodzie, ale jak ostatnio usiadłam i pomyślałam, musiałam odpowiedzieć na pytania pewnego pana redaktora z pisma muzycznego, ogarniając całą moją twórczość (lekko ponad dziesięć lat pracy), to zdałam sobie sprawę z tego, czego doświadczyłam, ile mnie spotkało w życiu dobra i piękna. Postawiła Pani pytanie w bardzo dobrym momencie, bo jak nie kolekcjonuję zdarzeń w moim życie, tak teraz musiałam, i zrobiłam to z wielką przyjemnością, dokonać pewnej retrospekcji zdarzeń (śmiech). I ostatecznie powiedziałam do siebie „kurczę, jaka ty jesteś szczęśliwa, robisz to, co kochasz i jeszcze z tego żyjesz”.

Ale przecież nie ,,osiada pani na laurach”, ale pojawiają się kolejne pomysły, kolejne projekty...

Oczywiście, im więcej się dzieje, im więcej ludzi tego słucha, tym jest większa mobilizacja. Zresztą nie rozpatruję tego w kategoriach osiągania jakiegoś celu, duża część pomysłów, które realizuję, jest w mojej głowie od jakiegoś czasu i realizacja ich przychodzi bardzo naturalnie. A poza tym, wciąż, dziękować Bogu, pojawiają się nowe natchnienia. Spotykam muzycznie też wielu muzyków, wszyscy się wspólnie w jakiś sposób inspirujemy. Ja owszem, mam pomysły, wiem, co chcę grać, wiem, co chcę śpiewać i cały czas to ,,napędzam”, ale mam też szczęście zadawać się ze wspaniałymi ludźmi, jak choćby dzisiaj Romek i Ola, z którymi dobrze się rozumiemy jako ludzie. Wspaniałe jest też to, że dobrze się razem czujemy poza sceną, możemy razem ugotować obiad, napić się herbaty, usiąść, pogadać. To daje takiego kopa, że człowiek chce ciągle coś nowego wymyślać. Iść cały czas do przodu. Ale są mi także potrzebne momenty, kiedy się zatrzymuję, zwalniam i daję sobie czas na ogarnięcie umysłem i przede wszystkim sercem, tego co mnie w życiu, nie tylko zawodowym, spotyka. 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.

rozmawiała Anika Djoniziak

Magda Piskorczyk to wokalistka śpiewająca dojrzałym, niskim, „czarnym” głosem. Gra na gitarach: akustycznej, elektrycznej i basowej, a także na instrumentach perkusyjnych. Wykonuje głównie muzykę zakorzenioną w tradycji afro-amerykańskiej i afrykańskiej. Wielką miłością Magda darzy tradycyjne pieśni gospel. W 2008 roku dała szereg koncertów z zespołem w Liverpoolu w ramach festiwalu City Sings Gospel, także w trakcie Festiwalu Hope Street oraz specjalnego koncertu finałowego w Metropolitan Cathedral. Z okazji 100-lecia urodzin Mahalii Jackson przygotowała specjalny program koncertowy: ,,W hołdzie Mahalii Jackson“.

(źródło: strona internetowa www.magdapiskorczyk.com)

 


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej