Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-11-14 10:05:52

Wielki park w Wielkim Mieście

Czytając ostatnie felietony zamieszczane na tej stronie Czytelnicy mogliby odnieść wrażenie, że najwyraźniej autor nie ma już nic więcej do opowiedzenia o mieście będącym punktem wyjścia i inspiracją dla serii artykułów, która doczekała się już trzeciej edycji. Nic bardziej błędnego. Nowy Jork pozostaje moim „domem” na Nowym Kontynencie, a o domu można mówić bez przerwy. 

 

To cudowne miasto... Jest jakieś specjalne zadanie w pierwszej części jego nazwy, bo ono jest esencjalnie Nowe i wydaje się, że tak już zawsze pozostanie... Jedyne stare rzeczy tutaj to wczorajsze gazety... Jeszcze kilka lat i Boston będzie miejscem z przeszłości, z bez wątpienia dobrą historią, ale Nowy Jork będzie ciągle żywy pisał Charles Eliot Norton w liście do Jamesa R. Lowella w 1861 roku. Nie wiem, co szczególnie zachwyciło trzydziestoczteroletniego wówczas krytyka literackiego i wielkiego wielbiciela Dantego, ale z całą pewnością ważnym elementem „cudownego miasta” musiał być ukończony rok wcześniej Central Park, jedno z moich ulubionych miejsc w Nowym Jorku o każdej porze roku. Oczywiście za dnia, bo niestety w dalszym ciągu nocą nie jest tam najbezpieczniej i to nie tylko w dziesiątkach filmów tam kręconych.

 

 

Czasem warto przegonić świnie

Nowy Jork w latach pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku był miastem podzielonym ze względu na klasy społeczne, grupy wyznaniowe, rasy i poglądy polityczne. Ulice były pełne przemocy i konfliktów. W zamiarach swoich twórców Central Park miał być sposobem na edukację pochodzących z różnych klas społecznych mieszkańców, a także miejscem spotkania wzmacniającym poczucie bycia wspólnotą pomiędzy bogatymi i biednymi czy tak różnymi i często wrogimi wobec siebie grupami, jak katoliccy emigranci z Irlandii i episkopalni Jankesi. Trzeba przyznać, że te godne podziwu intencje Fredericka L. Olmsteda i Calverta Vauxa, bo to oni zaprojektowali i nadzorowali w latach 1857 – 1860 budowę parku, zostały przekute na praktykę z wielką konsekwencją. Nie tylko zamienili najbrzydszą część Manhattanu, na której wcześniej wypasało się świnie i barany, w pierwszy miejski park w US, wówczas największy, a po dziś dzień jeden z najpiękniejszych przykładów dziewiętnastowiecznej romantycznej architektury krajobrazowej i symbol Nowego Jorku, ale dokonali czegoś więcej. W epoce olbrzymiej korupcji i defraudacji pokazali nowojorczykom zniechęconym do wszelkich publicznych prac pełnych przekrętów, że można tak wielkiej rangi dzieło doprowadzić do końca w sposób integralny i uczciwy, przywracając tym samym wiarę w rolę miasta dla społecznego postępu i poprawy warunków życia. O sukcesie ich planów świadczy fakt, że na przykład w roku 1866 miało miejsce prawie osiem milionów odwiedzin w parku i odnotowano zaledwie 110 aresztowań.

 

Czytać książki, czytać ludzi

Różne rzeczy działy się w Central Parku, który przekroczył sędziwy wiek 150 lat, i pewnie zaledwie część znalazła swoje odzwierciedlenie w setkach filmów, które kręcone są na jego terenie. Jeśli weźmiemy do ręki mapkę turystyczną, znajdziemy tam kilkadziesiąt atrakcji, które trzeba zobaczyć, a pełna lista obejmuje kilkaset interesujących miejsc. Od razu przyznam się, że nigdy nie „zaliczyłem” wszystkich tych atrakcji i niewiele z nich potrafię wymienić, ale w parku bywam tak często jak mogę. Zwykle udaję się tam z książką, ale znowu muszę wyznać, że rzadko udaje mi się przeczytać choćby jeden rozdział: zbyt frapujące jest obserwowanie ludzi i konwersowanie z nowojorczykami. Z turystami raczej trudno, bo najczęściej proszą tylko o wskazówki, jak dojść do kolejnego miejsca, w którym trzeba sobie pstryknąć obowiązkową fotkę, natomiast miejscowi, zwłaszcza ci posunięci w latach, uwielbiają rozmawiać. Takie ciekawe spotkanie przytrafiło mi się właśnie podczas ostatniej, jak dotychczas, wizyty 23 sierpnia. Usiadłem na ławce obok pewnej starszej pani czytającej książkę. Pani co jakiś czas przymykała książkę i oczy i wystawiała twarz ku słońcu. Ponieważ mam taki dziwny niekulturalny nawyk i nie mogę się nigdy powstrzymać przed sprawdzeniem, co kto czyta, w jednym z takich momentów przechyliłem głowę i próbowałem odczytać tytuł na okładce, a pani z ciągle zamkniętymi oczami powiedziała: ,,A Thousands Splendid Suns, Khaled Hosseini”.

Poczułem się, jakby ktoś mnie przyłapał na podglądaniu (właściwie to można powiedzieć, że podglądałem... książkę) i z tego wstydu w ogóle nie zrozumiałem, co pani powiedziała. Dopiero kiedy poprosiłem o powtórzenie, pani delikatnym ruchem podstawiła mi swoją książkę pod oczy i dopiero wtedy zrozumiałem, że po prostu wymieniła tytuł i autora. Ponieważ tak się złożyło, że czytałem tę książkę i jeszcze jedną tego samego autora, więc nawiązała się bardzo sympatyczna rozmowa. Co prawda jeszcze raz zawstydziłem się, kiedy pani zapytała o moją książkę, a był to jakiś nędzny thriller, ale chyba zaskarbiłem sobie choć trochę szacunku przez znajomość Hosseiniego, więc pani powiedziała z uśmiechem, że też nieraz sięga po lekkie książki. Anna, bo tak miała na imię, była emerytowaną pracownicą publicznej biblioteki i mieszkała tuż przy Central Parku i powiedziała mi, że od ponad czterdziestu lat jest tu codziennie, chyba że obłożnie chora. Kiedy powiedziałem jej, że jestem księdzem, bardzo się ucieszyła i zaprosiła mnie do swojej parafii, bo jak powiedziała, jej leciwemu proboszczowi przydałby się młodszy pomocnik. Właśnie chciałem podziękować za zaproszenie i grzecznie odmówić, ponieważ nazajutrz wracałem do Polski, gdy torebka pani Anny zaczęła wibrować. Kiedy odebrała telefon zbladła jeszcze bardziej niż była wcześniej: okazało się, że w Nowym Jorku właśnie ma miejsce trzęsieni ziemi, które... przegadaliśmy i jej córka chciała dowiedzieć się, czy z mamą wszystko w porządku.

- Nie martw się, jestem pod opieką księdza – powiedziała Anna do słuchawki, ale nie wiem, czy w ten sposób uspokoiła swoją córkę. W każdym razie do długiej listy zalet Central Parku dopisuję jeszcze jeden punkt: przeżyłem trzęsienie ziemi. 

O, przepraszam, wy nie znacie jeszcze tej mojej listy?! Wrócimy do niej za dwa tygodnie.    

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek


Galeria fotografii

Przeglądaj galerię wersji Flash

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

AAklimek, 2011-11-17 09:27:10

Tak, panie Józefie, przypuszczalnie ma pan rację, ale lepiej nie sprawdzać ;-)

Józef, 2011-11-16 22:47:06

Dziś w żadnym parku nocą nie jest bezpiecznie.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej