Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-11-09 14:17:49

Dostałem piątkę za Matkę Bożą

Nasi Czytelnicy mogli już poznać ojca Hieronima i ojca Mariusza, którzy posługiwali przez jakiś czas jako kustosze Ikony Jasnogórskiej podczas peregrynacji w diecezji kaliskiej, ale to ojciec Krzysztof Pisanko sprawował pieczę nad Cudownym Wizerunkiem najdłużej i to on ma najszerszy ogląd tego niezwykłego czasu w naszych parafiach. Nie tylko o tym rozmawia z paulinem ks. Andrzej Antoni Klimek.

Ojcze Krzysztofie, czy paulini wybierają nowe imię w zakonie?

Ja akurat nie zmieniłem imienia. Kiedy pojawiłem się w zakonie panowała praktyka, że raczej się nie zmieniało imienia. Jeśli ktoś chciał zmienić imię to musiał do tego przekonać magistra, ale raczej nie zmieniano. Różnie to bywało: imię się zmieniało, a człowiek nie, więc ja pozostałem przy moim imieniu chrzcielnym. 

Proszę nam powiedzieć kilka słów o sobie i swoim powołaniu.

Pochodzę z Białostocczyzny i przyznam się, że wcześniej nawet nie słyszałem o paulinach, a nawet powiem więcej, nigdy wcześniej nie byłem na Jasnej Górze. Natomiast miałem rozliczne kontakty z kapłanami już w szkole podstawowej, a później średniej. I właśnie jeden ksiądz, widząc pewnie we mnie jakieś oznaki powołania, zasugerował mi pójście do paulinów, bo z naszych stron już kilku chłopaków zdecydowało się na taką drogę i były to dobre powołania. I rzeczywiście po zdaniu matury wziąłem papiery i, w imię Boże, pojechałem na Jasną Górę.

Czyli tak: nie znał Ojciec paulinów, nigdy wcześniej nie był na Jasnej Górze i pomimo tego tam skierował swoje kroki czując kapłańskie powołanie?

Dokładnie tak było. Za namową pewnego kapłana, który możemy powiedzieć miał szczególną rękę do powołań. Myślę, że przyczynił się do wyświęcenia około trzydziestu księży, a na pewno ponad dwudziestu. Miał taki szczególny dar rozpoznania budzących się w chłopakach powołań i pomagał im je rozeznać.

Niesamowite! Prawie trzydziestu kapłanów, wspomnijmy choćby jego imię...

To był ksiądz Jerzy i to jemu zawdzięczam, że tak mnie jakoś pokierował i wszystko potoczyło się tak dobrze i trwa do dzisiaj, dwudziesty rok życia zakonnego i czternasty rok kapłaństwa.

Wracając do pierwszej wizyty na Jasnej Górze, pojechał tam ojciec i już pozostał, tak?

Tak. Pamiętam pierwsze spotkanie w refektarzu, ojciec Piotr Urbanek wówczas zastępca prefekta, zaprowadził mnie do refektarza, poczęstował czymś, a następnie dał mi pokój w domu pielgrzyma i tak to się zaczęło.

Przypomnijmy jeszcze, jak wygląda formacja paulińska.

Formacja do kapłaństwa rozpoczynała się spotkaniem na Jasnej Górze, przyjeżdżało się w sierpniu na tydzień, a potem całą grupą jechało się do Leśniowa, do nowicjatu, który trwał rok kanoniczny, w międzyczasie były obłóczyny i składało się (w moich czasach) pierwsze śluby, a później sześcioletnie studia filozoficzno - teologiczne, które my odbywaliśmy w Krakowie na Skałce. Po siedmiu latach przyjmuje się święcenia kapłańskie. Ja zostałem wyświęcony 14 czerwca 1997 roku, na Jasnej Górze.

Co dzieje się dalej po święceniach kapłańskich?

Po święceniach kapłańskich... jestem szczęśliwy (śmiech). Krótko byłem w parafii w archidiecezji warszawskiej, potem pomagałem w naszej placówce na Ukrainie, a także na Białorusi, gdzie przeżyłem jedno Triduum Paschalne, a potem już na Jasnej Górze, gdzie bodajże w 2002 roku zaproponowano mi posługę przy nawiedzeniu.

Czy pamięta Ojciec nawiedzenie Cudownego Wizerunku w swojej rodzinnej parafii?

W rodzinnej parafii nie, ale pamiętam to nawiedzenie, które odbywało się w katedrach. Pamiętam, jak pojechaliśmy razem z kuzynami do katedry białostockiej zobaczyć Obraz.

Czyli najpierw spotkał się Ojciec z Matką Bożą w znaku Obrazu peregrynującego, a dopiero potem na Jasnej Górze...

Tak. To było niesamowite przeżycie dla mnie i pamiętam, jak po powrocie, podczas katechezy, które wówczas odbywały się jeszcze w salkach parafialnych, ksiądz January zapytał, kto był na nawiedzeniu. Ja oczywiście podniosłem rękę i wtedy dostałem piątkę za to, że byłem na tym spotkaniu z Matką Bożą.

Dostał Ojciec piątkę za Matkę Bożą?

Tak, ja i jeszcze jeden chłopak, który też był w katedrze białostockiej. Wówczas podszedłem pod ten Obraz, blisko i pamiętam to niesamowite uczucie. Niewiele rozumiałem, niewiele się zastanawiałem, ale to uczucie towarzyszy mi do dzisiaj. Wtedy zaczęła się ta przygoda z Matką Bożą. Kiedy później, już podczas mojej posługi kapłańskiej na Jasnej Górze, jeden ojciec zaproponował mi posługę przy Matce Bożej peregrynującej, w pierwszej chwili myślałem, że to żart, bo nie należę do osób, które się czegoś domagają, czy aspirują do jakichś zaszczytów, a ta posługa jest oczywiście pewnym wyróżnieniem. Ale to nie był żart. Nie spałem może kilka nocy, a później się zaczęło. Pamiętam zacząłem od Robczyc, mniej więcej w połowie peregrynacji w diecezji rzeszowskiej w roku 2002. Początkowo jeździli ze mną inni ojcowie, a później dołączył ojciec Hieronim, którego też poznaliście. Od tego czasu z krótką przerwą (nie byłem w Lublinie, Kielcach i Radomiu) posługuję przy Wizerunku Nawiedzenia, a Kalisz jest moją szóstą diecezją. Na tę chwilę ojciec Hieronim został proboszczem jednej z naszych paulińskich parafii, a ja z ojcem Mariuszem będziemy dalej posługiwać Matce Bożej na szlaku. A nawet gdyby miało być inaczej, to ja i tak po tej wielkiej łasce, jakiej dostąpiłem, już niczego więcej nie mógłbym pragnąć.

Proszę nam opowiedzieć o najmocniejszych wrażeniach z peregrynacyjnej posługi. 

Tym, co mnie szczególnie urzekło od strony zewnętrznej były dywany kwiatowe, które ludzie przygotowywali dla Matki Bożej. Były takie również i w waszej diecezji, w jednej parafii na przykład widziałem ludzi, którzy na kolanach wybierali trawę, jakieś kamyczki czy gałązki niepotrzebne i to świadectwo naprawdę mnie wzruszyło i go nie zapomnę, ale w pierwszych diecezjach, gdzie posługiwałem, np. w rzeszowskiej, te dywany kwiatowe miały po dwieście metrów, były też olbrzymie bramy w kształcie serc. Pamiętam jak samochodem kaplicą jechaliśmy z Rzeszowa do Przemyśla, to jest około 120 kilometrów i na całej długości stali ludzie przy drodze. Całe parafie, feretrony, chorągwie, jakby procesje Bożego Ciała. Muszę powiedzieć, że wtedy niemal całą drogę miałem łzy w oczach. To gdy chodzi o tę stronę zewnętrzną, wizualną przygotowań i przeżywania peregrynacji. Natomiast od strony duchowej to najważniejsze są oczywiście spotkania z ludźmi i łaski, których doznali, włącznie z uzdrowieniami fizycznymi z różnych chorób. Wiele spraw, o których godzinami można rozmawiać, dziękować i zastanawiać się, jak Pan Bóg jest blisko ludzi w tym właśnie znaku Obrazu Jasnogórskiego. 

Już Ojciec wspomniał o naszej diecezji, proszę o dłuższy komentarz. Na naszych łamach wypowiadali się już ojciec Hieronim i ojciec Mariusz, ale to właśnie Ojciec posługiwał od początku do końca. Jak Ojciec widzi tę peregrynację w diecezji kaliskiej?

Muszę powiedzieć, że te ostatnie miesiące były imponujące. Oczywiście na samym początku były pewne trudności, ale można powiedzieć, że ta peregrynacja w diecezji kaliskiej jakby wzrastała w miarę upływu czasu. Im dłużej Maryja tu była, tym bardziej narastało to przeżywanie Jej obecności, można powiedzieć, że peregrynacja rozwijała się, nabierała treści, majestatu, aż do osiągnięcia takiej pełni. Widziałem podium przygotowane na uroczystości dziękczynienia i pożegnania i nie pamiętam, abym wcześniej widział gdzieś tak pięknie przygotowany ołtarz, naprawdę. Jeżeli będę dalej kontynuował tę posługę, to życzyłbym sobie, aby było tak, jak w waszej diecezji. Niech każda diecezja tak przeżywa obecność Matki Bożej, jak wasza, zwłaszcza gdy chodzi o obecność, modlitwę, spowiedzi, które przechodziły wszelkie oczekiwania i przyjęte Komunie Święte. Bywały kościoły, w których wszyscy obecni na Mszy Świętej przyjęli Komunię. Myślę, że więcej nie trzeba. Widzę też, że parafie ze swoimi duszpasterzami dalej żyją tajemnicą nawiedzenia, na przykład poprzez peregrynację w rodzinach. Odwiedziłem kilka parafii i byłem świadkiem tego dalszego ciągu, kontynuacji. W jednej z tych parafii miała miejsce uroczystość przekazania Obrazu Matki Bożej do pierwszej rodziny i było obecnych tylu ludzi, co podczas Mszy Świętej w dniu nawiedzenia. Myśleliśmy, że przyjdzie rodzina podejmująca Matkę Bożą, może jacyś sąsiedzi, a tu  kościół szczelnie wypełniony. Bogu trzeba dziękować za te dni! 

Po nawiedzeniu Matka Boża będzie odpoczywać w Toruniu.

Tak, najpierw wracamy na Jasną Górę, a potem w takim cichym przejeździe Obraz będzie dostarczony do pracowni w Toruniu, gdzie pani Anna Maria Torwirt, córka profesora Leonarda Torwirta, który namalował peregrynujący wizerunek, zajmie się jego konserwacją. Trzeba usunąć pewne rysy, zdjąć stare werniksy i nałożyć nowe, po prostu przygotować Wizerunek na kolejną pielgrzymkę. Ale muszę powiedzieć, że pani profesor zawsze twierdzi, że Obraz jest cudownie zachowany zważywszy na warunki i trudności, na jakie jest wystawiony przez niemal cały rok. Pamiętam, kiedy byliśmy ostatnio w Toruniu, jeszcze nie zdążyliśmy powiedzieć „dzień dobry”, a ona już po pierwszym spojrzeniu mówi „Jest w bardzo dobrym stanie”. To jest też znak dla nas, że pomimo wszystko ten Obraz jest w tak doskonałym stanie.

Więc Obraz będzie odpoczywał, a ojcowie?

Może teraz w listopadzie będzie troszkę mniej ludzi, ale zaraz potem rozpoczynają się spowiedzi, więc wchodzimy w ten jasnogórski grafik i posługujemy rozmawiając, rozgrzeszając, pełniąc naszą zwyczajną posługę.

Właśnie, jak to jest z tymi paulinami i ich posługą? Przecież początkowo był to zakon kontemplacyjny, a wręcz pustelniczy, jak realizować ten charyzmat pośród milionów ludzi odwiedzających Jasną Górę?

Paulin się nie zmienia, ale musi być dla ludzi, tak rozpoznajemy znaki czasu. Został nam powierzony ten klasztor z Cudownym Wizerunkiem i my służymy, jak potrafimy temu wszystkiemu, co przecież z woli Boga się tutaj dzieje przez kolejne stulecia. Ja osobiście, będąc w posłudze peregrynacyjnej poza wspólnotą, staram się każdego dnia znaleźć czas na rozmyślanie, na kontemplację. Każdego dnia odmawiam nasze wezwania do Świętego Pawła, którymi modlimy się we wspólnocie, aby trwać w duchu naszego zgromadzenia.

Proszę Ojca, czy obcowanie z Obrazem Matki Bożej na co dzień, i powtarzanie dokładnie tych samych czynności każdego dnia nie prowadzi do jakiejś rutyny?

Dla mnie absolutnie nie! Nawet nie wiem, jak to powiedzieć, ale dla mnie każde spotkanie z ludźmi na szlaku peregrynacyjnym jest czymś zupełnie nowym. Nigdzie się nie powtórzyło takie samo spotkanie, nie ma jakiegoś zgranego schematu, każda grupa ludzi jest inna, każda świątynia jest inna, patron wspólnoty jest inny i to wszystko sprawia, że codziennie jest coś nowego. I w każdej wspólnocie, patrząc na ludzi, na ich rozmodlenie, łzy, bo ja jestem tego wszystkiego świadkiem, zastanawiam się dla jakiej tajemnicy Maryja przychodzi. Za każdym razem jest to coś nowego, zarówno na płaszczyźnie osobistej jak i wspólnotowej.

Dużo Ojciec mówi o pięknych stronach tej posługi, słyszałem jak raz Ojciec powiedział, że fajnie jest mieć codziennie świeżą pościel, a czy są jakieś mniej piękne, trudniejsze strony tego zadania?

Chyba będę nudny, ale o tej posłudze mogę mówić tylko dobrze. Przez kolejne diecezje, w których posługiwałem spotkało mnie tylko dobro. Nie tylko świeża pościel, ręcznik, ale zawsze wielka życzliwość ze strony gospodarzy i nigdy nie spotkały mnie żadne przykrości. Matka Boża naprawdę chroni tych, którzy Jej służą.

Ojcze, ostatnie słowo do wszystkich diecezjan, którzy przeczytają je po zakończeniu peregrynacji.

Pozdrawiam wszystkich gorąco. Życzę, żeby to spotkanie z Matką Bożą w Roku Maksymilianowym, w roku błogosławionego Jana Pawła II, nigdy nie było zapomniane, żeby wasze życie, życie wszystkich rodzin, było coraz bardziej życiem między Maryją a Józefem.

rozmawiał ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej