Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-10-27 13:01:08

Między niebem a ziemią czyli świętych obcowanie

„Jest inny świat, tak wiem gdzieś tu, nie za lasami tam, po prostu on jest tu. I czuję płonie światło tuż obok nas, tak czuję światło płonie”.

Słowa Tośki Krzysztoń wracają do mnie za każdym razem, kiedy „inny świat” przedziera się z hukiem do świadomości, podobnie jak kilka dni temu, kiedy dotarła do mnie szokująca wiadomość, że Piotrek, chłopak który w sposób bardzo „graniczny” (w odróżnieniu od „organicznie”) był częścią wspólnoty młodzieżowej w parafii, gdzie posługiwałem w pierwszych latach mojego kapłaństwa, popełnił samobójstwo. W takich momentach, kiedy niemal jak w jakimś filmie typu „Powrót do przyszłości” otwiera się na chwilę ta dziwna brama między „tu” i „tam” stajemy przed nią, najczęściej ze strachem. Świadomość, że ktoś ją przekroczył, nie z wielkiego pragnienia złączenia się z Bogiem i osiągnięcia pełni życia, pełni radości i pełni szczęścia, ale tylko dlatego, że jego życie na tym świecie stało się nie do zniesienia, czyni nas jeszcze mniejszymi wobec misterium śmierci. A może przede wszystkim wobec misterium życia, bo my wszyscy, którzy Piotrka znaliśmy, nie mogliśmy nie zapytać gorzko każdy samego siebie, gdzie byliśmy i dlaczego nic nie zrobiliśmy, aby Piotrek przed tym życiem nie uciekał. I tak kolejne słonko zgasło, podobnie jak pogasły już na niebie mojego życia, „jakby nigdy nic” słonka i ojca i matki i brata i Angeli, dla której nawet błogosławiony Jan Paweł II cudu nie wybłagał, i wielu, wielu innych. 

W miesiącu listopadzie, nawet jeśli nikt z bliskich nie przekracza progu nadziei, „inny świat” gości pośród nas na dłużej. I choć Kościół, bardzo zresztą słusznie, bramą tego miesiąca uczynił uroczystość Wszystkich Świętych, przypominając nam jaki jest cel życia i śmierci każdego z nas – a jest nim oczywiście niebo i świętość, – to jednak czasami jest nam tak bardzo ciężko poukładać znane nam puzzle z życia naszych bliskich, czy znajomych w taki sposób, by utworzyły coś, co choćby od biedy mogło kojarzyć się ze świętością i niebem. I jeśli panosząca się poprawność polityczna nie wypatroszyła z nas całkowicie świadomości istnienia Rzeczy Ostatecznych, pośród których również wiecznego potępienia, to nie ma co ukrywać, że lękamy się nie tylko o nasz własny koniec, ale przede wszystkim o tych, którzy sami już nic nie mogą zmienić w swojej biografii. Może właśnie dlatego w ostatnim stuleciu Pan Bóg posłał nam tylu świętych, którzy przypominali o Jego Miłosierdziu. I o tym musimy pamiętać, że niebo, jeśli jest w naszym zasięgu, to tylko dzięki Bożemu Miłosierdziu, a nie naszym zasługom i to samo dotyczy naszych braci i sióstr, którzy już przeszli stąd tam.

 Mając to przekonanie rozglądamy się wokół i co jeszcze widzimy? Otóż widzimy odpusty, czyli możliwość, którą na mocy kluczy piotrowych („cokolwiek rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie”) Kościół daje wszystkim wierzącym: modlitwa za zmarłych. Jestem głęboko przekonany, że modlitwa za zmarłych oswaja nas z „innym światem”, odziera go z lęku, sprawia, że ciągle czujemy jego bliskość, a nie tylko wtedy, kiedy jak grom z jasnego nieba porazi nas wiadomość, że oto znowu, następny, „Boże! Taki młody! Dlaczego??” A co jeszcze widzimy oprócz modlitwy? Ja na przykład widzę swoiste „relikwie”. Otóż, weźmy choćby mojego brata. Zostawił mi on dwie przepiękne wspaniałe relikwie, w których Piotrek (nie mylić z Piotrkiem wspomnianym na wstępie) żyje. To moje bratanice. Wszystko to, czego nie zdążyłem w miłości uczynić, powiedzieć, dopełnić w stosunku do mojego brata, mogę zrobić w stosunku do jego córek. 

Myślę, że takie „relikwie” w postaci potomstwa, rodziny czy dzieł, którym nasi bliscy się poświęcali, można bardzo łatwo namierzyć. I kochać, podtrzymywać, umacniać tak długo, aż granica między naszym a „innym światem” przestanie istnieć. I wtedy świętych obcowanie będzie nie tylko prawdą wiary ale rzeczywistością, którą żyjemy każdego dnia. A Tośka dalej śpiewa tak:

„Mój świat, twój świat,

istnieje to, co kochasz”  

Ks. Andrzej Antoni Klimek

 

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą

Wielką potrzebą każdego człowieka jest uświadamianie sobie nieustannie, co jest w życiu najważniejsze. Często momentem zmuszającym nas do refleksji nad sensem życia jest dopiero śmierć kogoś bliskiego. Na kilka dni przed świętem Wszystkich Świętych oraz Dniem Zadusznym te refleksje są mi szczególnie bliskie, ożywają wspomnienia związane z tymi, którzy dawno i całkiem niedawno odeszli…

26 sierpnia br. – w święto Matki Boskiej Częstochowskiej zmarł mój ojciec, Józef Zawadzki. Od rana szykował się na odpust do Ostrowa, ale na niego nie dotarł. Przewrócił się nagle i trafił natychmiast do szpitala, a my podążyliśmy zaraz za naszym Ojcem. Stan krytyczny – usłyszeliśmy i szybko prosiliśmy kapelana o sakrament chorych. Odszedł… Oto ciało, które opuściła dusza. Wyciągnęła rękę… Skóra była zimna i gładka w dotyku, jak owoc. Śmierci, nie bądź dumna! Zatrzymało się bicie serca, które swą radością i miłością ukochało wszystkich ludzi. Nasze serca przeszył miecz boleści, popłynęły łzy rozpaczy. Pozostał smutek i cierpienie, ale też przyszłość i nadzieja na życie wieczne. Zasnął w godzinie, w której odprawiana była Msza św. odpustowa. Matka Boża zabrała go do nieba…

Mój ojciec nigdy nie narzekał, choć całe życie ciężko pracował, aby jak jego patron – św. Józef, czuwać nad bezpieczeństwem swojej rodziny. Był duszą towarzystwa, gdziekolwiek się pojawił, od razu robiło się miło i wesoło. Lubił śpiewać i tańczyć. Jego ręce, tak zapracowane, ciągle unosił do góry, witając każdego, kogo napotkał. Patrzyłam na niego i moje myśli biegły w stronę naszego papieża Jana Pawła II, który błogosławił wszystkim ludziom i całemu światu.

Mój ojciec pozostanie w pamięci jako najlepszy tato i prosty człowiek o wielkim sercu, które dostrzegało każdego człowieka i każdemu niosło pomoc. Dla całej naszej rodziny będzie jak kwiat, który nigdy nie zwiędnie.

Cała wieś Huta, gdzie spędził swoje życie, modliła się na różańcu i ofiarowała Msze św.
w jego intencji za co wszystkim składam gorące podziękowania. Z każdego domu wyszli ludzie, aby go pożegnać, bo z nimi przebywał, rozmawiał i śmiał się. Każdemu będzie go brakować. Jest pusto  i cicho, ale w naszych sercach pozostanie zawsze żywy i uśmiechnięty.

Całe nasze życie jest wielką podróżą, pełną przygód, rozczarowań i niebezpieczeństw, ale kończącą się spotkaniem z Bogiem twarzą w twarz. „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”.

Pozostało puste miejsce przy stole i pustka w moim sercu. Tak ciężko mi Panie, ale przecież… Ty wiesz… Umarł ktoś, kogo również Ty kochałeś…

Elżbieta

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Pati, 2011-11-03 15:18:50

Pięknie napisałaś mamo,dziadek był naprawdę wspaniałym człowiekiem i na zawsze pozostanie w naszych sercach.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej