Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-08-18 11:11:30

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część LXXXII

„To dopiero obciach! Ja stary pielgrzym, a cierpię jak jakiś nowicjusz“ – myślał Mateusz siedząc obok swojego plecaka. Właśnie dobiegał końca pierwszy dzień pielgrzymowania na Jasną Górę, a Mateusz czuł się jak Mojżesz, który w swej starości doszedł do rzeki, znad której widać było Ziemię Obiecaną i dalej już nie miał siły, więc musiał przekazać Naród Wybrany w ręce Jozuego. Różnice jednak między Mateuszem a Mojżeszem były istotne. Po pierwsze do „ziemi obiecanej“ czyli Częstochowy trzeba jeszcze wędrować 4 dni i potem jeszcze 4 w drodze powrotnej. A po drugie: nie było żadnego „Jozuego“, któremu mógłby przekazać pieczę nad grupą. Możliwość uczestnictwa w pielgrzymce bez płacenia skromnego przecież wpisowego sprawiła, że jeszcze dzisiaj rano, bez uprzedniego zapisania się, siedem osób przyszło na poranną Eucharystię poprzedzającą wymarsz pielgrzymów, na szczęście z namiotami, więc nie było problemu z zapewnieniem im noclegu, powiększając liczebność grupy do 167 osób! Mężczyzna, którego nazwiska nie znał, kazał się nazywać panem Zdzisławem, przyniósł mu wczoraj pieniądze na wpisowe dla 120 osób i zapewnił go, że jeśli ktoś jeszcze się dołączy, ureguluje po pielgrzymce. To był cud, który dokonał się na oczach Mateusza. Kolejny cud polegał na tym, że nikt z tych, którzy zapłacili za pielgrzymkę nie miał pretensji, że inni nie ponieśli kosztów. Tak się złożyło, że wszystkich „płatnych“ pielgrzymów Mateusz doskonale znał (podczas gdy spośród tych „darmowych“ znał jedynie około połowy), więc podczas dzisiejszego pierwszego etapu mógł się rozejrzeć i zorientować, czy są jakieś zarzewia niezadowolenia. Nie było. Wręcz przeciwnie, dawało się odczuć radość, że grupa jest tak liczna. Trzeci cud dotyczył Ks. Proboszcza. Rano, kiedy zobaczył pielgrzymów gotowych do wyjścia, nie zważając na porę, a była 5.00 rano, wydzwaniał do kolegów proboszczów pytając ilu mają pielgrzymów z parafii i dlaczego tak mało. Ks. Proboszcz pozostawał dla Mateusza tajemnicą: najpierw wydawało się, że na pielgrzymce mu nie zależy, a teraz cieszył się jak dziecko, że tylu ludzi w niej uczestniczy. Mniej więcej do połowy odcinka wszystko szło znakomicie: było dużo śpiewu, świetnie się stało, że było dwoje gitarzystów od Macieja, więc nie tylko dawali odsapnąć scholi parafialnej, która zwykle animowała śpiew, ale jeszcze wnieśli sporo świeżości ucząc nowych piosenek. Druga połowa etapu też była w porządku, gdy chodzi o grupę, natomiast zdecydowanie gorzej gdy chodziło o Mateusza. Nawalały mu stopy! Kiedy po południowym odpoczynku poczuł ból w piętach, myślał, że to przejściowe, że zaraz się rozchodzi. Jednakże ból nie tylko nie przeszedł, ale wręcz narastał. Kiedy wreszcie doszli na miejsce pierwszego noclegu Mateusz klapnął przy plecaku i przyglądał się jak kwatermistrzowie rozprowadzali ludzi na nocleg. Aż mu się serce radowało, naprawdę miał świetnych chłopaków, widać było, że harcerze. Kiedy wszyscy już zniknęli i Mateusz został sam, spróbował się podnieść, ale tylko jęknął z bólu i opadł na pieniek. Bolały go stopy i łydki. Niemiłosiernie.

„Jak ja jutro wyruszę w trasę, skoro dzisiaj nie mogę ustać na nogach?“- pomyślał całkiem poważnie wystraszony. A jeszcze miał rozbić sobie namiot, ponieważ w tym roku postanowił, że będzie spał sam w namiocie. Kiedy tak się rozczulał nad sobą jakiś samochód z piskiem zahamował tuż przy jego plecaku. Mateusz już miał coś krzyknąć, kiedy rozpoznał starego, wysłużonego golfa Macieja.

- Co ty tu robisz? – wymamrotał.

- Jak to co? Przecież pięciu moich parafian idzie z tobą. Myślisz, że ich zostawię na pastwę losu z takim, pożal się Boże, przewodnikiem jak ty? - krzyknął wesoło Maciej wyskakując z auta i wtedy dopiero zobaczył dość kwaśną minę przyjaciela. – Mateusz, a coś ty zasłabł, czy co? Coś kiepsko wyglądasz.

- Nie, dlaczego? – Mateusz próbował zrobić dobre wrażenie. – Właśnie skończyliśmy rozprowadzać ludzi na noclegi i tak sobie siedzę… Zaraz idę rozbijać namiot.

- No to chodź, pomogę ci – odpowiedział Maciej, chyba nie do końca przekonany, że z kolegą wszystko w porządku. – Gdzie masz ten namiot?

- Tu, w plecaku, już wyciągam – odpowiedział Mateusz.

- Giry ci nawaliły – powiedział Maciej patrząc jak nieporadnie stara się przyciągnąć plecak nie wstając z pieńka.

- Nie, no co ty… Skąd wiesz? – przyznał w końcu Mateusz.

- Bo wyglądasz jakbyś miał dwie protezy – odpowiedział Maciej, początkowo tłumiąc śmiech, ale później już całkiem spoważniał – starzejemy się Mati. Ja pięć dni temu porwałem się na pięciogodzinną przejażdżkę rowerową i że tak powiem dopiero dzisiaj mogę normalnie usiąść na krześle – Maciej mówił, a Mateusz już leżał na plecach i trząsł się ze śmiechu.

- Jesteśmy wraki – powiedział w końcu Mateusz kiedy już przestali się śmiać.
– Tylko, że ja muszę doprowadzić tę grupę do Częstochowy, a potem do domu.

- Najpierw trzeba rozbić namiot, a potem będziemy dalej myśleć – powiedział Maciej i natychmiast wziął się do roboty. Całe szczęście, że te nowoczesne namioty praktycznie rozbijają się same, nie ma wielkiej filozofii. Już po kilku minutach Mateusz wczołgał się do środka, a Maciej przyniósł mu miskę z wodą. Kiedy już Mateusz trochę się obmył, Maciej przyjrzał się jego nogom.

- Nie mów mi, że się na tym znasz – zdziwił się Mateusz.

- Nie wygłupiaj się, przecież wiesz – odparł Maciej.

- Wiem co? 

- Że mój ojciec, moja matka i mój brat są fizjoterapeutami – odparł Maciej.

- Żartujesz! – nie dowierzał Mateusz.

- Nie! I jeśli mój brat mnie nie posłucha, to również bratową będę miał fizioterapeutkę – ze spokojem odparł Maciej.

- Znamy się 20 lat, a nigdy nic nie mówiłeś o twojej rodzinie – Mateusza jakby nagle oświeciło.

- Bo w przeciwieństwie do twoich rodziców, moi nigdy nie zaakceptowali mojego wyboru, w związku z tym nigdy u nich nie byliśmy i generalnie pozostaje im dość obojętne to, co robię, choć na swój sposób mnie kochają – wyjaśnił Maciej, a Mateuszowi zrobiło się trochę głupio, że nigdy o to przyjaciela nie zapytał.

- Nie przejmuj się, to ja – z wyboru – nigdy nie mówię o moich rodzicach – Maciej jakby czytał w jego myślach. – A teraz uważaj, zaboli.

- Aja! – wrzasnął Mateusz.

- Spokojnie, będziesz żył – powiedział ze śmiechem Maciej. – Jaki jest program na dzisiaj?

- Za pół godziny mamy kolację, a potem Apel Jasnogórski i lulu – odparł Mateusz.

- Zrobimy tak: teraz zrobię ci masaż przez te pół godziny i będziesz mógł jako tako chodzić. Potem przyjadę rano, zanim wyjdziecie i jeszcze jeden masaż przed wyjściem, a przy okazji przywiozę ci takie specjalne wkładki amortyzujące do butów.

- Przecież mam bardzo dobre buty – oponował Mateusz.

- Tak, do chodzenia po górach, a nie do asfaltu. Bez tych wkładek poodbijasz sobie stopy, wierz mi – tłumaczył Maciej.

- Stary, ale my jutro wychodzimy 5.00, musiałbyś wstać po 3.00 – Mateusz nie chciał, aby przyjaciel aż tak bardzo się dla niego poświęcał.

- To wiesz co? Przenocuję z tobą w namiocie, a jutro dowiozę ci te wkładki na pierwszy postój.

- Super! No to możesz mnie dalej maltretować – Mateusz znowu opadł na karimatę, a kolega zabrał się do terapii.

***

To był już czwarty cud tego dnia. Rzeczywiście już na kolację Mateusz mógł pójść bez utykania i prawie nie czuł żadnego bólu. A kolacja była bardzo śmieszna. Czterdzieści osób siedziało na trawie, a 120 im usługiwało! Tyle śmiechu już dawno nie mieli na pielgrzymce, nawet pogodne wieczory się nie umywały. Na Apelu, kiedy podawali jeszcze intencje do wieczornej modlitwy, Mateusz zaproponował modlitwę o prawdziwych przyjaciół i bardzo poważnie zastanowił się nad słowami, które kilka dni temu powiedział mu znajomy proboszcz, że prawdziwych przyjaciół ksiądz może mieć tylko w innych księżach. I nawet przypomnienie przyjaźni Jezusa z Martą, Marią i Łazarzem go nie przestawiło ani o milimetr. Czyżby miał rację? – zastanawiał się Mateusz patrząc na stojącego przy namiocie Macieja. A później Marzenka powiedziała swoją intencję.

- Za tych wszystkich, którzy czują w sercu powołanie, aby nikt i nic im nie przeszkodziło w jego realizowaniu – powiedziała cicho, ale z jakąś taką siłą i stanowczością.

I to był piąty cud tego dnia. 

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej