Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-08-18 10:48:09

Czuję miłość Twoją, Panie

Trudno scharakteryzować Kaliską Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę, bo wiele ma barw, także dosłownie (12 grup to 12 kombinacji kolorystycznych). Jeśli ktoś chciałby doszukać się w tekście statystyk, która grupa największa, która najmniejsza, próżny będzie jego trud, bo nie znajdzie na ten temat ani słowa. Niech ilość zamieni się w jakość, tym bardziej, że wielu twierdzi, że jeśli koncert miał 200 zamiast 20 tys. słuchaczy nie mógł być dobry, jeśli na uroczystą Mszę św.
nie przyjdą tłumy parafian to będzie to zawód dla proboszcza. To straszne. Tutaj można zdać sobie sprawę, że nie ma pielgrzymów bez własnej historii, że nikogo nie wolno zlekceważyć, ani ocenić na podstawie jednego zachowania czy jednego zdania. Można się bardzo pomylić.

Kolejny raz wyruszyła na szlak najstarsza w Polsce pielgrzymka na Jasną Górę. Każdy, kto znalazł w sercu takie pragnienie, taką wiarę w Boga i przyjaciół, taką siłę w mięśniach zabrał plecak i zrobił ten pierwszy krok od Józefa w kierunku Maryi, a potem kolejne od Maryi do św. Józefa. W roku beatyfikacji Jana Pawła II to jego słowa towarzyszyły pielgrzymom w drodze do Pani Jasnogórskiej - ,,Otwórz drzwi Chrystusowi”. A Chrystus jest także w nas, w każdym człowieku, może zwłaszcza w tym, przed którym mamy ochotę drzwi zatrzasnąć, a nie otworzyć.

 

Marzenie i wędrówka dla taty

Nie chciałabym nikogo z kaliskiej pielgrzymki wyróżniać, bo rozmawiałam z wieloma osobami z różnych grup, ale nie mogę nie powiedzieć, która grupa mnie przygarnęła, bo bardzo wiele im zawdzięczam. Od zawsze mam problem z okazywaniem uczuć tym, których kocham najbardziej, a miałam okazję, przyjemność i zaszczyt pielgrzymować z dwoma ojcami pod skrzydłami tego najważniejszego Ojca. W grupie Argento (srebrna - międzynarodowa) mogłam pielgrzymować z moim tatą, który mnie wychował i z kapłanem, który jest moim ojcem duchowym i mówi do mnie po włosku ,,figlia mia” (filia mija - moja córka). Dlaczego po włosku? Bo spora część naszej grupy to goście z Italii, poza tym dwie osoby przyjechały z Niemiec (ale są Polkami z pochodzenia), a siostra Rosi pochodzi z Indii. Dlaczego zaczęłam od tych dwóch ojców? Bo w pewnych rozmowach człowiek sobie uświadamia, jak wiele ma szczęścia, którym czasem nie umie się cieszyć. Karolina straciła tatę, kiedy miała 12 lat, żeby iść pieszo na Jasną Górę specjalnie wróciła z Anglii, gdzie pracowała. Dzień przed naszym dojściem do celu przeżywała rocznicę jego śmierci. Poznałam ją, kiedy zapłakana zakończyła ostatni etap pierwszego dnia, tak bardzo bolały ją nogi, że nie miała już siły, łzy same leciały po policzkach, a ona uparła się, że nie pojedzie samochodem ani jednego etapu, bo idzie dla taty i jeszcze w kilku ważnych intencjach. - Nigdy nie zapomnę, jak on szedł ten ostatni etap, do Głuszyny, tu na niego czekałam. Był taki bardzo zmęczony, a mimo to, kiedy mnie zobaczył wziął mnie na ręce, to było już tak dawno. Ja sama potem odkryłam pielgrzymkę warszawską, w której znalazłam się w najbardziej pokutnej grupie, gdzie było bardzo dużo modlitwy i bardzo skromne warunki, sypialiśmy w stodole na sianie, a to wcale nie było tak dawno. Kiedy ludzie pytali, kto mnie do tego zmusił, odpowiadałam, że nikt, bo sama chciałam. Teraz wróciłam z Anglii, gdzie całkiem się zastałam, przytyłam sporo i może stąd taki straszny ból nóg. Mam tak wiele próśb, ważnych intencji, a jeszcze więcej powodów, by dziękować - opowiadała młoda dziewczyna. Zmuszam niemal Karolinę następnego dnia, żeby wsiadła ze mną do auta na jeden etap, tak trudno ją przekonać, długo nie chciała nawet plecaka oddać do auta bagażowego.  

Teresa od dzieciństwa marzyła, żeby pójść na pielgrzymkę. Najpierw była za mała i nikt nie traktował jej pomysłów poważnie, potem nie chciała iść sama, po szkole założyła rodzinę, urodziła dzieci i zajęła się ich wychowywaniem. Wnioskuję z rozmowy, że wychowała je wspaniale, bo one spełniły marzenia mamy i chodziły na piesze pielgrzymki na Jasną Górę. Dopiero po pięćdziesiątce pani o pięknym uśmiechu zdecydowała się wybrać osobiście do Matki Bożej, piechotą oczywiście. Dzień przed pielgrzymką została babcią! W jej grupie szedł też Marian, z którym już rozmawiała, kiedy się przyłączyłam. On jest kaliskim pielgrzymem od wielu już lat i nie tylko idzie, ale także pomaga przy obsłudze pielgrzymki. - Kiedy zbliża się lato, a potem sierpień, ten pielgrzymkowy czas, człowiek już to czuje, już nie może się doczekać, bo jak się raz spróbuje to potem na pielgrzymkę ciągnie - mówił Marian.

 

Żeby nie było tak słodko...

Wiele razy nasz przewodnik, szef całej Kaliskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę podkreślał, że pielgrzymowanie nasze ma, czy też powinno mieć także charakter pokutny, dlatego nikt w drodze nie toleruje używek, zalecany jest skromny strój itp. i myślę, że to bardzo ważne. To właśnie ks. Robert Lewandowski dwoi się i troi, jest z pielgrzymami niemal na każdym postoju, żeby niczego nie brakowało, żeby pielgrzymi czuli wszechstronną opiekę. W większości przypadków dzięki niemu wędrowcy na Jasną Górę mają gdzie spać, co jeść, gdzie zwrócić się o pomoc medyczną. To wszystko nieocenione udogodnienia, bez których spora grupa zapewne nie wyruszyłaby w drogę. Za pielgrzymką jeździ także ,,podręczny komplet toitoiów”, że tak to sobie nazwę na własny użytek. Nieco inaczej jest w grupach promienistych, wiem z autopsji, bo chodziłam kiedyś z biało-zieloną z Jarocina i Pleszewa. Takie grupy ciągną z sobą kuchnię polową lub jakąś inną przenośną, czy przewoźną. Jeśli kuchnia obiad ugotuje to obiad jest, ale pielgrzymi muszą się sami o to postarać. Na postoju nikt nie przygotuje im kanapek, jeśli ktoś jest głody musi sobie coś kupić albo liczyć na życzliwość ludzi spotkanych po drodze. Z potrzebami fizjologicznymi też trzeba poczekać na życzliwych mieszkańców miejscowości, w której będzie postój, a co odważniejsi korzystają z napotkanej kukurydzy. Nikt też nie wie, czy będzie miał gdzie spać, chyba, że regularnie chodzi tą samą trasą i ma zaprzyjaźnionych gospodarzy (kilka razy miałam to szczęście), ale warto mieć z sobą namiot, bo często miejsc noclegowych brakuje. Takiej rzeczywistości nauczyła mnie pielgrzymka i zastanawiam się, czy ten ,,postęp”, który teraz widzę jest dobry czy nie koniecznie, a może to zacofanie promienistych? Nie chciałabym nikogo urazić, chwała wszystkim, którzy angażują się w ułatwianie życia pielgrzymom, ale czasami mam wrażenie, że więcej tych samochodów i obsługi niż samej pielgrzymki. Oczywiście, można powiedzieć, że dzięki temu ludzie skupiają się na modlitwie, a nie na przetrwaniu, ale prawda jest taka, że w ten sposób wychowujemy młodzież, która przyzwyczaja się do tego, że o nic nie trzeba się starać, tylko iść, a na dodatek to oni pierwsi chcieliby pozbyć się podręcznych plecaków, podczas, gdy starsi niosą dzielnie swoje i pierwsi narzekają na zmęczenie. Nie są zainteresowani, czy kanapek wystarczy dla innych i mam czasami ochotę powiedzieć im, żeby wracali do domu. Pokusa ocenienia i podsumowania człowieka jest ogromna, zwłaszcza u mnie, ale jeśli czegoś się tutaj nauczyłam, to właśnie tego, że ludzi oceniać nie wolno. Może warto porozmawiać z nimi, a przypadkiem odkryjemy powody takiego, a nie innego zachowania. Może zobaczymy tych młodych gniewnych stojących w kolejce do spowiedzi na wieczornym czuwaniu, nawet jeśli to czekanie trwa ponad godzinę? Każdy, nawet najbardziej niepozorny człowiek, nawet najdziwniej zachowujący się ma swoją historię i zanim poślemy w jego kierunku złośliwy komentarz, może warto zaryzykować rozmowę. Możemy być bardzo zaskoczeni. A wśród młodych jest wiele osób, które z chęcią nie tylko idą z plecakiem na plecach, pomagają innym, ale i niosą krzyż czy tablicę z nazwą grupy, albo pchają drugą osobę na wózku, chociażby w grupie z Chełmc. 

 

Ślubowali w drodze

Drugiego dnia ojciec duchowny pielgrzymki ks. Tomasz Kaczmarek głosił konferencje o sakramencie małżeństwa, choć wcześniej rozpoczął temat wokół hasła wędrówki ,,Otwórz drzwi Chrystusowi”. Dlaczego? Tegoroczna pielgrzymka była wyjątkowa, bo na trasie dwoje członków grupy różowo-niebieskiej ślubowało sobie w Lututowie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. O tym, jak się poznali i dlaczego na pielgrzymce postanowili się pobrać w wywiadzie obok. Dzięki nim Lututów zamienił się w Kanę Galilejską, ks. Robert Lewandowski, kierownik pielgrzymki błogosławił sakramentalny związek małżeński Anny i Adama, a na wieczór przygotował niespodziankę dla wszystkich - pokaz sztucznych ogni. Było też weselne ciasto drożdżowe i tańce, ale nie do białego rana, na tyle krótkie, by pielgrzymi mogli odpocząć. Tutaj należy podkreślić, że pielgrzymi to chyba taki ginący gatunek, który udowadnia, że można śpiewać, tańczyć, żartować, improzwizować muzycznie i w miesiącu trzeźwości bawić się bez najmniejszej dawki alkoholu. Oczywiście są i tacy, którzy złamią i zasadę abstynencji, bo w każdej rodzinie znajdą się czarne owce, ale w naszej grupie chyba nikogo takiego nie było. Jeszcze piękniejsze było to, że zrozumieli to także wspaniale Włosi, dla których wino do kolacji jest tak normalne jak woda. W takiej sytuacji to oni dali nam lekcję dobrego humoru, wspaniałego nastroju i zabawy bez procentów, która Bogu na pewno się podobała.

 

Otwórz drzwi i serce

Najpiękniejszym otwarciem serca na Boga jest modlitwa, szczególnie w Eucharystii, ale też ta indywidualna. Na pielgrzymce widoczne staje się zasada, że kto śpiewa dwa razy się modli, bo pielgrzymi wspaniale śpiewają. Zespół pielgrzymkowy przygotował też muzyczną oprawę ślubu Ani i Adama. Taki śpiew prawdziwego uwielbienia ma wielką moc, a ja się przyznam, że chwilami przechodzi mnie dreszcz, kiedy mogę śpiewać jedną z ukochanych piosenek całym sercem.

Dla mnie to pielgrzymowanie to ważne intencje, idę (chociaż częściej jednak jadę, co ma tę wielką wadę, że brakuje mi tej modlitwy, słownej, wspólnotowej, ale także samej drogi, która też może stać się modlitwą) za przyjaciela, który odnalazł swoje powołanie i modlę się, aby ono dało mu spełnienie w Panu z korzyścią dla ludzi. Modlę się za rodziców i siostrę, za koleżanki, jedną, która o modlitwę mnie prosiła (chociaż i tak bym się za nią modliła) i drugą, która od lat nie potrafi, a może nie chce mnie zrozumieć. Powierzam Bogu wszystkich przyjaciół, także tych poznanych w drodze. A każdego, kto chce odnaleźć Boga w drugim człowieku, zapraszam na pielgrzymkę, nawet jeśli nie będzie się nam chciało i przez pierwszy dzień będziemy na wszystko narzekać. Droga z wieloma różnymi ludźmi uczy cierpliwości i pokory, bo największą sztuką jest być aniołem dla innych nie zatracając siebie.

Tekst i foto Anika Djoniziak

 

Ślubuję Ci...

Rozmowa z pielgrzymami Kaliskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę Anną i Adamem z grupy różowo-niebieskiej z sanktuarium św. Józefa przeprowadzona na trasie pielgrzymki przed ich ślubem.

Bierzecie ślub na pielgrzymce. Skąd taki niecodzienny pomysł?

Rzeczywiście nam też na początku wydawał się nie do przyjęcia, ale poprosiliśmy
ks. Roberta Lewandowskiego, żeby nam w tym dniu pobłogosławił i to właśnie on zaproponował, byśmy ślubowali sobie w drodze, w Lututowie. Nie od razu się zgodziliśmy, nie wyobrażaliśmy sobie takiej uroczystości. Pomyśleliśmy jednak, że podczas tradycyjnych ślubów i wesel zdarza się, że młodzi małżonkowie znikają wśród dyskusji gości o jedzeniu, kwiatach, ozdobach, miejscach przy stole, prezentach, zespołach muzycznych, a my chcielibyśmy, żeby świadkowie naszych zaślubin cieszyli się, że chcemy przypieczętować swoją miłość i rozpocząć wspólne życie, żeby to było w tym dniu najważniejsze. Poza tym na pielgrzymkach przecinały się nasze drogi, to był czas, zwłaszcza podczas studiów, kiedy mieliśmy więcej czasu, by przebywać razem. 

 

Jak się poznaliście?

Znaliśmy się właściwie od czasów liceum. Nie chodziliśmy do jednej klasy, ale byliśmy z jednego rocznika. Spotykaliśmy się czasami w sanktuarium św. Józefa na Mszach św.
o uzdrowienie. Tak się zaczęło, a potem każde z nas wyjechało na studia i pozostały nam właściwie tylko weekendy, a podczas wakacji była pielgrzymka i całe 10 dni wspólnego przebywania.

 

Były uroczyste oświadczyny czy raczej wspólna decyzja o ślubie?

Były piękne oświadczyny, dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłam. A Adam, choć o tym nie wiedział, jak twierdzi, wyszedł na przeciw moim oczekiwaniom. Było to podczas jednej z naszych pielgrzymek, kiedy byliśmy już na Jasnej Górze, dokładnie 15 sierpnia. Zawsze 15. jest takie czuwanie, kiedy większość pielgrzymów rozjeżdża się już do domów, robi się wspaniale pusto. Wtedy nawet paulini biorą gitary i śpiewają z nami. Właśnie wtedy siedzieliśmy we trójkę z naszym przyjacielem. Zastanawiałem się, czy kiedykolwiek zechce on oddalić się od nas choć trochę. Kiedy w końcu wyszedł na chwilę (prawdopodobnie do toalety... śmiech) zostaliśmy sam na sam, a wtedy wyjąłem z kieszeni pierścionek, który kupiłem ledwie dzień przed pielgrzymką. A ja właśnie o takich oświadczynach marzyłam, przed obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej podczas takiego pięknego czuwania. 

 

Co Was tak ciągnie do pielgrzymowania?

Pielgrzymka to taki czas duchowego odpoczynku, naładowania akumulatorów, odzyskania równowagi. Lato to paradoksalnie dla nas, czy szczególnie dla mnie, taki czas zmęczenia, kiedy gromadzi się wiele stresujących spraw, do tej pory była to głównie sesja, a na pielgrzymce odpoczywamy. Niestety rozpoczynając pracę już widzimy, że w przyszłości może nam być ciężko załatwić sobie urlop akurat na pielgrzymkę. 

 

Czy oprócz samego faktu, że odbędzie się na pielgrzymce Wasz ślub będzie jeszcze z jakiegoś powodu wyjątkowy? Może to źle sformułowane pytanie, czy będzie jeszcze z jakiegoś powodu wyjątkowy dla innych, bo dla Was na pewno taki będzie bo będzie to może najważniejsza chwila Waszego życia...

Będzie wyjątkowy, albo może inaczej, nietypowy, dlatego że będziemy brali czynny udział w liturgii - ja będę czytał czytanie, a Ania będzie śpiewała psalm. Wspólnie też wybieraliśmy pieśni i piosenki, które zespół pielgrzymkowy zagra podczas naszej uroczystości. To są takie dla nas wyjątkowe melodie i słowa, pełne uwielbienia.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę i w imieniu całej redakcji ,,Opiekuna” życzę błogosławieństwa Bożego i wielu łask na nowej drodze życia.

rozmawiała Anika Djoniziak

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej