Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-07-30 16:00:43

Pożegnanie z Ojczyzną Jezusa

ziemia swieta

Jerozolima prowadzi nas śladami męki Jezusa. Droga z pierwszego wieku została przykryta gruzami zniszczonego miasta. Najważniejsze miejsce schroniła bazylika zbudowana z inicjatywy cesarzowej Heleny w IV w. po Chrystusie. Stąd dzisiejsza droga krzyżowa przebiega ulicami wyznaczonymi przez średniowieczną zabudowę. Poszczególne stacje splatają w sobie opowieść Ewangelii i tradycję pobożności chrześcijańskiej. 

Wszystko zaczyna się we wschodniej części miasta. Wchodzimy do arabskiej dzielnicy Jerozolimy. Prowadzi do niej Brama św. Szczepana. Tu bowiem miał zostać ukamienowany ów diakon. Jest ona również nazywana Bramą Lwów. Reliefy tych zwierząt zdobią bowiem jej fronton. Po wejściu droga znacznie się wznosi. Ściana domów oddziela nas od Placu Świątynnego. Prostopadłe ulice ciemnymi tunelami prowadzą w jego kierunku. Jednak wejście jest dostępne jedynie dla muzułmanów. My szukamy tabliczki z napisem Via Dolorosa. Po lewej stronie, na wzniesieniu znajduje się szkoła dla dzieci arabskich. Przy niej pierwsza stacja. Tu stała twierdza Antonia strzegąca rzymskiego porządku w okupowanym mieście. W niej zapadł wyrok wydany przez pogańskiego namiestnika. Dziś nie pozostał po niej żaden ślad. Po drugiej stronie klasztor franciszkański i szkoła archeologiczna. Tam zbudowano drugą stację. Skrywa ona w sobie fragmenty ulicy zbudowanej w II w. po Chrystusie przez cesarza Hadriana. Może kamienne bloki użyte do jej wybrukowania pochodziły z tamtych czasów? Nieco dalej pozostałości łuku triumfalnego zwanego Ecce Homo. Stanowi on pomost pomiędzy dwoma domami. Długo uważano, iż to z niego Piłat ukazał Jezusa tłumom. Jednak budowla jest o cały wiek późniejsza. Nie dziwmy się jednak wyobraźni ludzkiej, tym bardziej, iż potocznych opinii nie mogły zweryfikować badania archeologów. Dodajmy, iż nie do końca była ona bezzasadna. Gdy wstąpimy do domu klasztoru sióstr syjońskich, w którym wbudowany jest ów łuk, niewielkie korytarze poprowadzą nas w  stronę  wykopalisk. Schodzimy do odsłoniętej części cysterny. Ona magazynowała wodę na potrzeby Twierdzy Antonia. Nad nią kolejny, spory fragment owej ulicy zbudowanej na polecenie Hadriana. To ją zdobił ów łuk triumfalny. Charakterystyczny jest jeden z kamieni tworzących siatkę bruku. Pokrywa go linia rysunków.  To gra w króla. Nikt by nie rył jej na ruchliwej ulicy. Może to kamień z Lithostrotos – placu wewnątrz Antonii. Niemy świadek procesu Jezusa. Jedno jest pewne: rzecz wydarzyła się nieopodal. Wychodzimy na zewnątrz. Oślepiający blask słońca. Rozgwar ulicy. Tłok. Inni ludzie, inne budowle. Ale jedno się nie zmienia. Rytm miasta splata się w tajemniczy i niezrozumiały sposób z krzyżem Chrystusa. Dwie kolejne stacje, które zostały ozdobione przez polskich żołnierzy w latach zawieruchy wojennej. Ostatnio – w podziemiach czwartej stacji - Polacy ufundowali ołtarz wiecznej adoracji. Bursztynowa postać Maryji z Jasnej Góry, a zamiast twarzy Jezusa biała Hostia. Z kolejnych stacji wspomnijmy jeszcze szóstą. Nietypowy napis na drzwiach. Po arabsku. Opiekują się nią bowiem Małe Siostry Jezusa. Podejmują misję świadczenia swym życiem o Ewangelii pośród Arabów. Jak ich założyciel, przez życie i przyjaźń chcą ukazać swego Mistrza tym, którzy Go jeszcze nie poznali. Dalsza część Drogi krzyżowej przebiega wśród rozlicznych sklepików. Nie zapominajmy, iż stare miasto jest w rzeczywistości potężnym targowiskiem. Dźwięki orientalnej muzyki. Zapachy różnorodnych przypraw. Antyki, biżuteria i przedmioty codziennego użytku. Ludzie śpieszący do swych codziennych spraw. Rozmowy ze spotkanymi przyjaciółmi. Dzieci szukające zabawy. Patrole wojska. Ludzie idący na modlitwę do synagog, kościołów i meczetów.  Pośród tego wszystkiego, nieustannie, z kolejnymi grupami pielgrzymów, przechodzi Ukrzyżowany. Podążając za Nim dochodzimy do źródła chrześcijaństwa: bazyliki Grobu Pańskiego. Zostało z niej niewiele – zaledwie jedna trzecia, ale jest wszystko co najważniejsze. Łacińscy krzyżowcy wraz z Bizantyjczykami w XII w. owinęli, jak bandażem romańskimi murami zniszczone miejsca święte: Golgotę i Grób Pański. Zabrakło niestety sił i czasu na podźwignięcie głównej nawy bazyliki. Zbudowano schody prowadzące do miejsca, gdzie stał krzyż Jezusa. Nad podwójną bramą zaznaczono strzałkami wejście i wyjście dla pielgrzymów pragnących nawiedzić grób Chrystusa. Dziś zewnętrzne schody prowadzące na Golgotę są zamknięte. Zamurowana jest jedna brama. Wewnątrz kręte stopnie prowadzą do dwóch kaplic: katolickiej i prawosławnej. Pierwsza upamiętnia moment przybicia Jezusa do krzyża, druga skrywa miejsce, gdzie wznosił się krzyż. Na szczycie Golgoty wszelkie słowa są za małe. Tu potrzeba modlitwy ciszy, choć paradoksalnie z racji rzesz pielgrzymów i turystów nie jest o nią wcale łatwo. Schodzimy z Golgoty. Po drodze mijamy marmurową płytę - upamiętnia namaszczenie ciała Jezusa i owiniecie go w płótna. Grób znajdował się w  pobliżu. Niewielki przedsionek i komora. Ciało złożono w niszy wykutej w skale. Wejście zamknięto kamieniem. W IV w. skałę ciosano. Grób oddzielono od reszty i obudowano kaplicą. Była wielokrotnie przebudowywana. Dziś opiekę nad nią sprawują prawosławni. Tylko jej niewielka, tylna część należy do Koptów – chrześcijan egipskich. Czekamy w kolejce na chwilę nawiedzenia. Czas skraca wspólna modlitwa. Pierwsza kaplica zwana jest kaplicą anioła – tego, którego niewiasty spotkały w wielkanocny poranek. Za nią przykryte marmurem miejsce, gdzie było złożone ciało Jezusa. I znów brakuje słów. Po wyjściu, przez drzwi w ścianie rotundy otaczającej kaplicę grobu, przechodzimy do kaplicy syryjskiej. Niewielki otwór w ścianie. Naszym oczom ukazują się dwie nisze wykute w skale. To grób z pierwszego wieku. Tradycja mówi, iż złożono w nim ciało Józefa z Arymatei. Jeszcze przy zakrystii franciszkańskiej chwila na adorację Najświętszego Sakramentu, a potem zejście do krypty, miejsca, gdzie św. Helena odnalazła relikwie krzyża Chrystusa.

Po wyjściu idziemy na szczyt Góry Oliwnej. Wchodzimy na teren dawnego kościoła wniebowstąpienia. W VII w. po Chr. Persowie  zniszczyli istniejący tu klasztor. Ocalała tylko rotunda świątyni. Przejęli ją muzułmanie. Zaopatrzyli ją w dach. Dlaczego budowla chrześcijańska składała się tylko z samych murów? Ta świątynia upamiętnia wniebowstąpienie Jezusa. Pobożni chrześcijanie w skale dopatrywali się odcisku stóp Jezusa. Zbudowali nad nią kościół. Jednak murów nie zamknęli dachem. Otwarte niebo, jakie można było ujrzeć z wnętrza kościoła wyrażało dwie prawdy: Jezus pojednał nas z Bogiem i otworzył bramy życia wiecznego; my z tęsknotą oczekujemy Jego powrotu i pragniemy usunąć wszystkie przeszkody, jakie mogą nas od Niego oddzielać. Tak zamykamy nasze pielgrzymowanie. Kończymy wspólne spotkanie z Ziemią Świętą. Może jeszcze uda się nam do niej powrócić. Nie mniej najważniejsze, byśmy nigdy nie rozstali się z Tym, który wybrał tę ziemię, by dokonać na niej dzieła naszego zbawienia.

Tekst i foto ks. Krzysztof P. Kowalik

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej