Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-07-21 12:55:54

Jasna i ta druga strona księzy(ca) część LXXX

- Proszę księdza, chciałabym porozmawiać – powiedziała cicho Marzena. Mateusz przyjrzał się jej i wyczytał jakiś smutek w jej oczach. Pomyślał, że może lepiej zakończyć najpierw dyżur w parafialnej kancelarii, a potem z nią porozmawiać.

- Marzenko, jeżeli możesz poczekać dziesięć minut, to ja przyjmę jeszcze te dwie panie, które czekają w kolejce, a potem mam tyle czasu, ile tylko zapragniesz. Co ty na to? – zapytał.

- Świetnie – odpowiedziała bez entuzjazmu. – To wejdę jeszcze do kościoła a potem zapukam do księdza, dobrze?

- Oczywiście. Wiesz co? Pomódl się też za pewne małżeństwo, bo sypie im się wszystko – poprosił Mateusz mając świeżo w pamięci rozmowę z małżonkami, którzy przyszli prosić go o pomoc w stwierdzeniu nieważności małżeństwa. Aż go ciarki przechodziły na myśl, z jakim chłodem mówili o swoim małżeństwie w totalnym rozkładzie już po dwóch latach. No ale wyglądało na to, że Pan Bóg tam nie mieszkał, natomiast jedna z mam, czyli teściowa, aż za bardzo mieszkała i mieszała.

- Proszę, szczęść Boże, słucham panią – powiedział Mateusz do kobiety po sześćdziesiątce, która weszła do kancelarii.

- Czy ksiądz prosił o modlitwę za małżeństwo mojego syna? – zapytała kobieta marszcząc brwi.

- Pani syna? – zdziwił się Mateusz. – Nie mam pojęcia, droga pani, ale często proszę różnych ludzi aby modlili się za innych, akurat dzisiaj miałem taką parę i uważam, że trzeba się za nich dużo modlić – wyjaśnił.

- Jeśli chodzi o Norberta i Gracjanę, to to jest właśnie mój syn i jego żona – odpowiedziała kobieta patrząc na Mateusza, który jakoś tak się skurczył pod tym wzrokiem, bo rzeczywiście właśnie tę parę miał na myśli. – I proszę, niech ksiądz nic nie wymyśla i nic nie rozgłasza!

- Ależ ja nic nie rozgłaszam, proszę pani. Przeciaż nie podałem imion, tylko prosiłem o modlitwę za pewne małżeństwo…

- Tutaj już się nie ma co modlić, tylko trzeba jak najszybciej załatwić to unieważnienie – zawyrokowała kobieta, a Mateusz z trudem uspokoił swoje nerwy. 

- Proszę pani, zawsze trzeba się modlić. Przyznam się, że dziwi mnie, że pani jako mama nie widzi potrzeby modlitwy za małżeństwo swojego syna – powiedział Mateusz przypominając sobie własną mamę i jej usta, które bezgłośnie recytowały kolejne Zdrowaśki.

- Modliłam się z całego serca, aby mój syn nie żenił się z tą kobietą i Bóg mnie nie wysłuchał, a widzi ksiądz jak to się skończylo. Wyszło na moje, tego ślubu miało nie być! W każdym razie: nie wiem co ksiądz ma zamiar zrobić z tym fantem, oprócz tego, że ksiądz prosi obcych ludzi o modlitwę – powiedziała kobieta z akcentem na obcych, – ale ja przyszłam powiedzieć, że znalazłam adwokata, który się wszystkim zajmie i sam przygotuje wniosek do Trybunału kanonicznego. Więc ksiądz właściwie ma to z głowy – powiedziała kobieta niemal z radością, jakby oznajmiała Mateuszowi, że zdejmuje z niego jakiś straszny ciężar.

- Cóż, to my się będziemy po prostu dalej modlić – odpowiedział i było mu smutno: to była matka. Pani wyszła bez słowa ustępując miejsca ostatniej petentce.

***

Marzena weszła do pokoju i usiadła na fotelu składając ręce na kolanach.

- Słucham Marzenko, co cię do mnie sprowadza – zachęcił Mateusz stawiając przed nią pudełko z ciastkami. Marzena sięgnęła po ciastko, ale cofnęła rękę, jakby sobie przypomniała, że nie wolno jej jeść słodyczy.

- Czyżby jakaś dieta? – zapytał z uśmiechem Mateusz.

- Nie, tak tylko muszę uważać, a poza tym nie mam za bardzo apetytu – odpowiedziała. – Księże Mateuszu, zastanawiam się, czy pójść na pielgrzymkę, bo mam... bo mam... jakby pretensje do Pana Boga. Ale niesłuszne – zapewniła szybko.

- No do mnie to musisz jak do krowy, bo inaczej nie zrozumiem – powiedział Mateusz. – O co masz do Niego pretensje?

- Wie ksiądz, że się spotykałam z jednym chłopakiem? – zapytała Marzena.

- Nie, nic nie wiedziałem, ani też cię nigdy z nikim nie widziałem – odpowiedział zaskoczony Mateusz.

- No właśnie, bo on chodzi do tego samego ogólniaka co ja, ale mieszka w innej parafii, dojeżdża – wyjaśniła.

- Popatrz, popatrz, nie miałem pojęcia, że masz chłopaka! – uśmiechnął się szczerze Mateusz, bo Marzena była dobrą i mądrą dziewczyną i w sumie dziwił się, że żaden chłopak się na niej nie poznał.

- Właściwie to on nigdy nie był moim chłopakiem, a już tym bardziej nie jest nim teraz, bo postanowił pójść do seminarium – wyrzuciła z siebie dziewczyna i dopiero teraz Mateusz zrozumiał, co ją trapi. Zdał sobie sprawę, że to już trzecia osoba w ostatnim czasie, która mówi mu o chłopaku, który coś zostawia i idzie do seminarium. Najpierw kolega ksiądz stracił organistę, który stwierdził, że służyć Bogu muzyką to za mało, a inny proboszcz stracił kucharza, który zapragnął przygotowywać strawę duchową. Ale w tamtych przypadkach koledzy cieszyli się z tych powołań, z Marzenką było chyba inaczej.

- Nie rozumiem Marzenko. To on był twoim chłopakiem czy nie? – zapytał.

- Nie. Nie. Właśnie dlatego mówię, że mam pretensje do Pana Boga niesłusznie. Bo Rafał nigdy nie był moim chłopakiem – mówiła coraz głośniej, jakby samą siebie chciała przekonać – nigdy z jego ust nie padła żadna deklaracja, nigdy nie zachował się dwuznacznie. Nawet mnie nigdy nie pocałował inaczej niż tylko w policzek, jak każdą inną przyjaciółkę.

- Aha, czyli po prostu jest takim dobrym przyjacielem – podpowiadał Mateusz.

- Tak, ale proszę księdza, on jest taki DOBRY, taki opiekuńczy i taki... SZARMANCKI. Ile razy mnie odprowadzał do domu... Jak coś mi nie wychodziło, miałam doła, dzwoniłam do niego to wszystko zostawiał i przyjeżdżał. I zawsze taki uśmiechnięty, po prostu takie słonko! Jestem przekonana, że on będzie świetnym księdzem... Tylko jak sobie pomyślę, że teraz będzie w tym seminarium, to już nie będzie mógł przyjechać jak będę miała doła... - mówiła Marzena przez łzy. – Ale cieszę się, że kiedyś będzie księdzem i będzie dyspozycyjny dla wszystkich, jak zawsze był dla mnie, tylko... tylko... - dziewczyna szlochała coraz głośniej - Ja zawsze myślałam, że na księdza to idą tacy, co by się zupełnie nie nadawali do bycia mężem czy ojcem, a Rafał by się wspaniale nadawał i na ojca i na męża – Marzena już nie patrzyła na Mateusza, tylko mówiła jak w transie. – No i chyba już ksiądz rozumie, że chociaż on nigdy mi nie dawał żadnej fałszywej nadziei, żadnych złudzeń, to ja gdzieś tam w skrytości serca byłam przekonana, że to tylko kwestia czasu, że skoro spędzamy razem tyle czasu, skoro zawsze mi pomaga, to może i on mnie kocha. Że na pewno mnie kocha! Tak jak ja jego... A tu nagle seminarium! – powiedziała i zamilkła.

- Nigdy wcześniej o tym nie wspominał? – zapytał Mateusz. 

- Nie. To znaczy on bardzo dużo mówił o swoim księdzu, że świetnie pracuje, że taki z powołania, ale ja mu też dużo opowiadałam o księdzu... No właśnie... Myśmy dużo o księżach rozmawiali! – powiedziała Marzena, jakby zupełnie zaskoczona swoim odkryciem. – Ale nic nie mówił, że się wybiera do seminarium i on naprawdę byłby świetnym mężem! 

- Myślisz, że Pan Bóg sobie wybiera takich niedorajdów, co nie są zdolni do założenia własnej rodziny? – zapytał Mateusz. Marzena spojrzała na niego, jakby go widziała pierwszy raz w życiu.

- W sumie, to ksiądz też by się nadawał na ojca – powiedziała i zaczęła znowu płakać. – Jaka ja jestem głupia!

- Nie Marzenko, nie jesteś głupia, po prostu zakochałaś się w chłopaku, który był dla ciebie dobry, był wolny i wierzyłaś, że narodzi się z tego głębokie uczucie. Miałaś do tego prawo. Ale chłopak był z tobą uczciwy. Wcale się nie dziwię, że takiego dobrego i uczciwego, gotowego do pomocy, Pan Bóg też sobie upodobał i powołał – powiedział Mateusz.

- Prosze księdza, ja też się nie dziwię. Wcale. Skoro ja się na nim poznałam, to Pan Bóg miał się nie poznać? Ja tylko się tak dziwnie czuję, jakbym z Bogiem rywalizowała. Jakby Rafał jakaś inną dziewczynę sobie wybrał, to nie wiem, czy bym to przeżyła, ale tu przecież nie chodzi o dziewczynę. I po prostu nie wiem, czy z tymi wszystkimi uczuciami mogę pójść na pielgrzymkę – powiedziała już spokojnym głosem Marzena.

- Ja myślę, że z tymi wszystkimi myślami ty POWINNAŚ pójść na pielgrzymkę – odpowiedział z uśmiechem Mateusz, myśląc o tych organistach, kucharzach, a nawet potencjalnych ojcach, jak podkreśliła Marzenka, których Pan Bóg sobie upatruje. Ten ma dopiero gust! Nawet takiego niedoszłego kierowcę tira ja on!

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 12

Opiekun nr 13(526) od 17 czerwca 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
relacja z 22. Spotkania Młodych na Lednicy

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej