Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-06-22 11:47:23

Święta mama i złoty tato

swieta mama

O tym, jak to jest mięć świętą mamę, ale jednocześnie wychowywać się od urodzenia bez jej czułych słów i rąk, o tym, jak można się pogodzić ze śmiercią najbliższej osoby i pięknie ją wspominać, a także o wspaniałym ojcu i o tym, że święci też mają wady z Gianną Emanuelą Molla, córką św. Gianny Beretta Molla, która zmarła przy jej narodzinach rozmawia ks. Andrzej Antoni Klimek. 

Gianna, ty i ja mamy jedną rzecz, która nas łączy. Wiesz co to jest? Że i twoja i moja mama są świętymi, z tą różnicą, że o mojej mamie prawie nikt nie wie, o twojej wie cały świat. Wiem, to banalne pytanie, ale jak to jest być córką osoby, którą wszyscy nazywają świętą? 

Kiedy o tym myślę, pierwszą rzeczą, którą muszę wyznać jest moja wdzięczność Panu Bogu za ten dar, który mój kochany tatuś nazywał „jedynym w swoim rodzaju i niezmierzonym” i mówił, że nie wystarczy mu wieczności, aby za ten dar Bogu podziękować. I ja mogę powiedzieć dokładnie to samo. Więc najpierw wdzięczność. Dalej, moja mama jest święta, oczywiście, dla mnie i dla mojej rodziny to wielka radość, wielki zaszczyt, ale też wielka odpowiedzialność. Kiedy jednak zwracam się do niej, zwracam się jak do mamy, a nie jak do świętej. Zawsze pamiętam i myślę o tych wszystkich świętych mamach, które są w niebie. Ale Pan Bóg wybrał moją mamę spośród tych wszystkich świętych mam w niebie, aby była znakiem, że nie tylko zakonnice i księża mogą być świętymi, ale również kobieta, która jest żoną i matką. Kiedy ktoś mnie pyta, „dlaczego twoja mama tak, a moja nie?”, odpowiadam zawsze: „Zapytajcie Pana Boga, nie mnie.” To On decyduje kiedy, kto i dlaczego staje się świętym. Ja wiem, że jest wiele mam, które umarły pozwalając narodzić się swoim dzieciom, ale Pan Bóg wybrał właśnie moją. I to przede wszystkim nie przez to jak umarła, ale dlatego jak żyła wcześniej. Bóg tak wybrał i ja mogę Mu być tylko wdzięczna.

 

Czy nigdy nie myślałaś, że lepiej byłoby mieć mamę może mniej świętą, ale realnie obecną w twoim życiu, taką która cię przytula, wychowuje, jest przy tobie każdego dnia przez znaczną część twojego życia?

Przede wszystkim ona dała mi życie, a życie to jest wszystko. Największy dar, jakiego można pragnąć. Poza tym, taka była wola Boga, a ja zawsze przyjmuję wolę Boga. On najpierw rzeczywiście zabrał mi mamę, ale potem oddał mi ją świętą. Taki był Jego plan. Również mój tata nie był w stanie sobie tego wyobrazić. Kiedy mama była w stanie błogosławionym oczekując mojego narodzenia i wiadomo było, że sytuacja jest bardzo trudna, tato i wszyscy nasi bliscy błagali Boga, aby ją ocalił. Ale Bóg chciał inaczej i tato jako pierwszy zaakceptował Jego wolę.

 

Rozumiem, ale mówisz to dzisiaj, jako dojrzała i świadoma kobieta. Ale kiedy miałaś pięć czy dziesięć lat i nie miałaś mamy, nie buntowałaś się? Nie brakowało ci jej? Tak łatwo było ci się z tym pogodzić jako dziecku?

Szczerze mówiąc bardziej ode mnie cierpieli moi bracia i wyjaśnię dlaczego. Oni mieli mamę, widzieli ją, żyli z nią: mój brat Pierluigi przez 6 lat, Mariolina 5 lat, Laura 3 lata i właśnie Laura, moim zdaniem, cierpiała najbardziej. Najpierw mieli mamę, a potem ją stracili. W moim przypadku, kiedy się urodziłam, mój tato naprawdę otoczył mnie niesamowitą miłością, podobnie jak i moje rodzeństwo. Oczywiście, osoba matki jest fundamentalna, zwłaszcza w niektórych okolicznościach życia, ale mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że mój tato był mi i ojcem i matką, nie mogłam mieć lepszego ojca. To był ZŁOTY tatuś i najgodniejszy małżonek mojej świętej mamy. Oprócz tego byli jeszcze wujkowie i ciocie, którzy bardzo nas kochali. Miłości w naszym domu było zawsze w nadmiarze. A poza tym, proszę mi wierzyć, moja mama NIGDY nie zostawiła nas samych, nawet przez jedną sekundę. Zawsze czułam jej obecność, podobnie jak i teraz czuję również obecność taty, który zmarł przed rokiem. Pewnie, cierpienia nigdy nie brakuje i w niektórych momentach bardzo pragnęłam, aby mama była obecna fizycznie przy mnie...

 

Właśnie, to chciałem usłyszeć, bo przecież wszyscy jesteśmy ludzcy, nie jesteśmy świętymi w każdej sekundzie, cierpimy, jest nam trudno. Bo, wiesz, jeżeli wszystko idzie tak perfekcyjnie to ludzie powiedzą, że łatwo być takim świętym.

Oczywiście. Ja muszę powiedzieć, że jeżeli ja i moje rodzeństwo pokonaliśmy wszelkie trudności, to przede wszystkim dlatego, że był tato, który miał bardzo zajmującą pracę, ale dla nas był zawsze dostępny. Zawsze. Wracał z pracy o dziewiątej wieczorem, a potem do dwunastej w nocy pomagał mojemu bratu, który miał problemy z łaciną i greką. Taki był nasz tato i to było naszym wielkim szczęściem, bo udało mu się dokonać tego cudu, że nigdy nie brakowało nam w życiu miłości i nie odczuwaliśmy aż tak bardzo braku mamy.

 

Nie miałaś nigdy wyrzutów sumienia w stosunku do twojego rodzeństwa, że przez fakt twojego narodzenia oni stracili mamę?

Jako dziecko oczywiście miałam poczucie winy wobec moich braci i wobec mamy również.

 

Czy rodzeństwo dało ci to odczuć?

W sposób bezpośredni nie, ale to ja sama siebie obarczałam winą. Taka już jestem, że biorę na siebie również odpowiedzialność za rzeczy, które ode mnie nie zależą. Jestem bardzo surowa dla siebie, może jest to właśnie konsekwencją tego, że przy moich narodzinach mama odeszła do wieczności, nie wiem, ale taka już jestem.

 

I jak sobie poradziłaś z tym poczuciem winy?

W miarę jak wzrastałam, uspokoiłam się, ponieważ zrozumiałam dlaczego moja mama dokonała wyboru, abym mogła się narodzić, choć wiedziała, że może umrzeć i zostawić męża i pozostałe dzieci. Zrozumiałam, że w tamtym momencie, tylko ona mogła być tym narzędziem Bożej Opatrzności, dzięki któremu mogłam się narodzić. Tylko ona. Nikt inny nie mógł tego zrobić dla mnie. Ja miałam tylko ją, a moi bracia mieli tatę, mieli siebie nawzajem, wujostwo i całą rodzinę. Ja w tamtym momencie tylko dzięki niej mogłam ujrzeć światło dzienne, dlatego mama chciała mnie urodzić, bez względu na konsekwencje. Gdyby ona nie powiedziała „tak” dla mojego życia, nikt by mi nie mógł pomóc.

 

Sama doszłaś do takich wniosków?

Mój tato wyjaśniał mi, kiedy już mogłam to zrozumieć, że mama dokonała takiego wyboru, ponieważ było to konsekwencją całego jej życia. Wziąwszy pod uwagę całe jej życie, ich życie, ona po prostu nie mogła postąpić inaczej: ze względu na jej ducha poświęcenia, szczodrobliwości i ze względu na święty szacunek, jaki miała zawsze dla każdego ludzkiego życia; a tato mówił mi, że nie był w stanie sprzeciwić się temu. Więc zawdzięczam moje życie przede wszystkim Panu Bogu, dalej mojej mamie, ale także mojemu tacie.

 

To była ich wspólna decyzja?

Oczywiście, tato zaakceptował decyzję, którą mama podjęła dla mnie. Bóg obdarzył wielką łaską moich rodziców: mama uświęcała się w swoim życiu małżeńskim, ponieważ miała obok siebie wspaniałego mężczyznę jakim był mój tato, jego rola w tym wszystkim była olbrzymia, tak jak św. Józef miał swoją wielką i odpowiedzialną rolę w życiu Świętej Rodziny.

 

Ty znasz twoją mamę z opowiadań swojego ojca. Jaką kobietą była w oczach i w sercu twojego ojca jego żona?

Była kobietą, która miała niesamowitą radość życia, była przeszczęśliwa w tym świecie i miała bezgraniczne zaufanie do Pana Boga. Tato zawsze był zauroczony mamą i każdego dnia czuł potrzebę dziękowania Panience Przenajświętszej za kobietę swego życia.

 

Proszę powiedzieć choć o jednej wadzie Gianny, chyba nie była kobietą perfekcyjną, bez skazy...

Oczywiście, że nie. W jednym ze swoich listów napisała, przyznam się, że mnie to podniosło na duchu (śmiech), że jest strasznie uparta, mam to najwyraźniej po niej. Ja też jestem strasznie uparta, jak wół. W tym samym liście do pewnej zakonnicy mama nadmieniła również, że nieraz brak jej miłosierdzia w osądzaniu innych ludzi. Napisała też, że ma wiele innych wad, ale ich nie sprecyzowała.

Ale to napisała mama o sobie, a co opowiadał tato?

Mój tato o mamie mówił zawsze bardzo dobrze... Proszę mi wierzyć, że oni zawsze szukali nawzajem swojego dobra. Tato opowiadał, jak zawsze próbowali nawzajem domyślać się, czego potrzebują i spełniać te pragnienia, zanim padała prośba. Oni naprawdę byli godnymi siebie małżonkami.

 

Ostatnio zajmowałaś się przez wiele lat ojcem. Teraz po jego śmierci otwierasz się znowu na świat. Jakie masz plany na przyszłość?

Jestem lekarzem, ale przestałam praktykować, aby zająć się ojcem w jego starości. Teraz zdecydowałam poświęcić się całkowicie dziełu mojej mamy. Jest cała korespondencja do obsługi, czasopismo, świadectwa i wiele spraw związanych z jej dziedzictwem i właściwie z całej naszej rodziny tylko ja mogę się tym zająć i robię to bardzo chętnie.

 

Chciałabyś aby twój ZŁOTY tato, jak go nazwałaś, dołączył do ŚWIĘTEJ mamy również w aureoli?

Powiem tak: dla mnie oczywiście on jest w niebie z mamą. Ale wiem doskonale, co to jest proces beatyfikacyjny. Nawet ojciec niezbyt chętnie zgodził się na proces mamy, wolał, aby to pozostało w naszej rodzinie. To naprawdę było trudne, musieliśmy znieść wiele trudnych słów, czasem dziennikarze bardzo nas krzywdzili. Jeśli więc jakiś kardynał oświecony przez Boga będzie chciał rozpocząć proces beatyfikacyjny taty, oczywiście się nie sprzeciwię. Teraz przygotowujemy do druku listy mamy i taty, i z tych listów, przepięknych, już będzie widać, kim on był. Niektórzy mówią do mnie czytając je: „Twój tato też był święty!” A ja odpowiadam: „Mnie tego nie musicie mówić”.

 

Ostatnie pytanie: błogosławiony Jan Paweł II, kim był i kim jest dla ciebie?

To Ojciec Święty, którego po prostu mam w sercu. Miałam z nim zawsze wspaniałą relację, jakby był moim tatą. Nigdy nie miałam wobec niego żadnego strachu, żadnego dystansu, ponieważ był ze mną bardzo serdeczny i spontaniczny. Wiem doskonale, że miał wielkie nabożeństwo do mojej mamy i to sprawiało, że był mi zawsze bardzo bliski. Zawsze go podziwiałam i dziękowałam Bogu za wszelkie dobro, którego dokonał podczas swojego pontyfikatu. Wie ksiądz, mama była ostatnią świętą Jana Pawła II. Lubię myśleć, że z całej tej rzeszy błogosławionych i świętych wyniesionych przez niego na ołtarze, mama, która była ostatnia, jako pierwsza przyjęła go w bramach nieba.

 

Na pewno przy tym powitaniu był wielki tłok. Gianna Emanuela, bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Rozmawiał i tłumaczył 

ks. Andrzej Antoni Klimek


 

Gianna Emanuela Molla - urodziła się 21 kwietnia 1962 roku (w Wielką Sobotę) w Monza jako ostatnia córka Gianny Beretta Molla i Pietro Molla. Z wykształcenia jest lekarzem, ale obecnie zajmuje się dziedzictwem swojej świętej matki czyli Fundacją Gianny Beretta Molla w Masero we Włoszech. 

 
Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej