Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-05-13 11:51:46

Nasze małe cuda Jana Pawła II

Wszyscy słyszeliśmy o zakonnicy uzdrowionej za wstawiennictwem Jana Pawła II z choroby Parkinsona. Czy potrafimy jednak zauważać te delikatniejsze ślady Jego działania w zwyczajnej, w dodatku - naszej własnej - codzienności? 

Był czerwiec 1983 roku. Miałam 8 lat. Jan Paweł II miał właśnie przyjechać z drugą pielgrzymką do Polski, a ja byłam święcie oburzona, że nie odwiedzi Lichenia. Choć byłam małą dziewczynką, czułam się mocno z Licheniem związana, ponieważ 5 lat wcześniej zostałam tam uzdrowiona ze śmiertelnej choroby. Licheń był dla mnie najważniejszym sanktuarium na świecie i nie bardzo przyjmowałam do wiadomości fakt, że na naszym globie są jeszcze inne, niezwykłe sanktuaria. Poza tym Licheń nazywano już wtedy „drugą Częstochową”, więc do „drugiej Częstochowy” papież musiał przecież przyjechać. A tu nic.

 

Zaproszenie 

Pewnego dnia przyszło mi do głowy, że papież może wyjechał do Watykanu zanim Licheń stał się sławny i zwyczajnie o niczym nie wie. Wymyśliłam więc, że powiem mu o tym osobiście. Nie miałam pojęcia jak to zrobić, ale życie samo podsunęło mi rozwiązanie. Moja mama zaprzyjaźniła się z panią, której chrzestna była zakonnicą i w Watykanie gotowała dla papieża. Wymyśliłam więc, że napiszę list i przyjaciółka mojej mamy wyśle go do chrzestnej w Watykanie, a ta przekaże list Janowi Pawłowi II. List był bardzo długi i bogato ilustrowany austriackimi kredkami. I oczywiście zawierał zaproszenie do Lichenia z uwagą, że pewnie nikt papieżowi nie powiedział, że jest na świecie tak cudowne miejsce. Stało się dla mnie jasne, że teraz Jan Paweł II pojawi się w licheńskim sanktuarium na 100%. Nie omieszkałam też wspomnieć papieżowi, że za rok idę do Komunii.

Rok później, właśnie wtedy kiedy miałam I Komunię Świętą przyszła odpowiedź z Watykanu. I piękny, poświęcony osobiście przez papieża różaniec. Odpowiedź nie zawierała obietnicy: przyjadę do Lichenia, ale ja wiedziałam, że tak będzie. Mijały kolejne pielgrzymki Ojca Świętego do Polski. I kiedy przestałam już na niego czekać, usłyszałam wiadomość, że z 6 na 7 czerwca 1999 roku będzie w licheńskim sanktuarium. Właśnie skończyłam studia i 5 czerwca miałam absolutorium. Po uroczystości na uczelni, razem z rodziną i garstką gości pojechaliśmy na zamówione wcześniej, małe przyjęcie w restauracji pod Koninem, a stamtąd wybieraliśmy się do Lichenia oczywiście. W lokalu okazało się, że cała jego załoga z szefową na czele prócz mojego przyjęcia, przygotowywała kolację i śniadanie dla Jana Pawła II w Licheniu! Był to niesamowity zbieg okoliczności.  

 

Asia, wyjdź za Pawła!

Miałam 30 lat i byłam bardzo nieszczęśliwa, bo nie miałam męża. Ba. Nie miałam nawet narzeczonego. W ogóle nigdy nie miałam chłopaka. Odnosiłam duże sukcesy zawodowe, niczego mi w sumie nie brakowało, ale byłam samotna. I nie wiedziałam dlaczego. Nie byłam ani brzydka, ani nieśmiała. Sama sobie nie mogłam niczego zarzucić, więc problem wydawał mi się jeszcze większy. Latem 2006 r. spędzałam wakacje we Włoszech i tam zaprzyjaźniłam się z pewną Polką, moją rówieśniczką. Ona też była na wakacjach. Właśnie zostawił ją narzeczony, przed samym ślubem. Ta dziewczyna jednak, choć z pewnością cierpiała po utracie mężczyzny, którego kochała, nie miała najmniejszego zamiaru się załamywać. Powiedziała mi, że o męża trzeba się po prostu modlić. Że jeśli Bóg woła kogoś do małżeństwa to prędzej czy później dwoje ludzi spotka się ze sobą. Mówiła też, że ważne jest by modlić się o światło, by nie przeoczyć tego „kogoś” kto ma się pojawić. No więc, po powrocie do Polski zaczęłam się modlić. Nie do końca wierzyłam, że męża można sobie wymodlić, zwłaszcza, że moja rodzina bardzo mnie do tej modlitwy i w ogóle Kościoła zniechęcała. 

Pewnego dnia jednak poznałam Pawła. Nie myślałam się w nim zakochiwać, po prostu był świetnym kompanem. Ale on zakochał się we mnie i bardzo szybko mi się oświadczył. Byłam szczęśliwa, odkryłam też jak wielka może być moc modlitwy. Jednak na jakiś miesiąc przed ślubem wpadłam w kryzys. Małżeństwo zaczęło mnie przerażać. Zaczęłam pytać sama siebie, czy ja w ogóle kocham mojego narzeczonego? Czy naprawdę chce z nim spędzić życie? Byłam jednym, wielkim znakiem zapytania. I na tydzień przed ślubem postanowiłam wszystko odwołać. W noc poprzedzającą dzień, w którym miałam powiedzieć o mojej decyzji narzeczonemu stało się jednak coś nieoczekiwanego. Przyśnił mi się Jan Paweł II. Usiadł na moim łóżku, spojrzał na mnie bardzo poważnie, pogroził mi palcem i rzekł stanowczo: Asia, masz wyjść za Pawła, rozumiesz? Kiedy obudziłam się rano odkryłam, że wszystkie moje wątpliwości zniknęły jak poranna mgła. I nigdy nie wróciły. Wzięliśmy ślub, urodził się nam synek. Jesteśmy szczęśliwi. Czasem zastanawiam się co by było, gdyby tamtej nocy Jan Paweł II nie pogroził mi palcem.

 

Rzym i totolotek

W 2000 roku miałam po raz pierwszy pojechać na Światowe Dni Młodzieży z Ojcem Świętym. Do Rzymu oczywiście. Uczyłam się wtedy w liceum i postanowiłam sama zarobić pieniądze na wyjazd. Zaczęłam co najmniej na rok wcześniej. Pilnowałam dzieci, sprzątałam mieszkania, udzielałam małych korepetycji. Robiłam różne rzeczy, bo bardzo chciałam pojechać. Wyjazd do Rzymu był w sierpniu, natomiast w maju bardzo ciężko zachorował mój młodszy brat. W domu nigdy się nie przelewało, a tu nagle moi rodzice musieli zdobyć pieniądze na operację Kuby. Ja miałam już odłożone 2000 zł. Pamiętam, że bałam się, iż rodzice w końcu poproszą, bym je im pożyczyła, a bardzo nie chciałam. Czułam się wtedy strasznie rozdarta, bo jednocześnie marzyłam o wyjeździe do Rzymu i bardzo chciałam, by mój brat wyzdrowiał. Pewnego wieczoru mój zdesperowany tata powiedział, że jestem ostatnią deską ratunku. Że jeśli nie pożyczę pieniędzy na operację Kuby to nie wie co będzie. Dodał, że zrobi wszystko, by mi je zwrócić i bym zdążyła jeszcze wpłacić na ten Rzym. Wręczyłam moje 2000 zł rodzicom i pomyślałam, że ostatecznie zdrowie brata jest ważniejsze. Pogodziłam się z tym, że nie pojadę do Wiecznego Miasta. Usłyszałam tylko raz w telewizji jak Jan Paweł II modli się za tych młodych, którzy do Rzymu się wybierają. Pomyślałam wtedy, że może jego modlitwa jakoś pomoże i mnie. Operacja Kuby się udała. A mój tata nie miał skąd oddać mi moich pieniędzy. Widziałam jednak, że bardzo chciał. W końcu poszedł i kupił kupon totolotka. Stwierdził, że może akurat to zadziała. Wygrał 3000 zł. Starczyło nie tylko na wyjazd do Rzymu, ale i na zakup dość miłej kwoty lirów. Myślę, że modlitwa papieża objęła wtedy także i mnie.

Wysłuchał Michał Widurski

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej