TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Bolka, Cezaryny, Marioli 25 Marca 2019, 15:25
Dziś 3°C
Jutro 5°C
Szukaj w serwisie

Improwizacje dla Niepodległej

Improwizacje dla Niepodległej

Nie mogę się pozbyć nieprzyjemnego wrażenia, że zawaliliśmy obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Kiedy czytacie te słowa jesteśmy już po 11 listopada, więc dokładnie wiecie co się wydarzyło, ja jednak piszę je w piątek 9. Ponieważ jednym z elementów obchodów jest uczynienie dnia 12 listopada wolnym od pracy (z czego osobiście się cieszę i pochwalam) nasz przypadający zwykle w poniedziałek proces ostatecznego przygotowania gazety do druku musieliśmy przesunąć o kilka dni wcześniej i w ten sposób muszę trochę zgadywać co wydarzy się za dwa dni.
I to jest właśnie swoiste curiosum: od stu lat wiedzieliśmy kiedy przypadnie ta rocznica, a ja na dwa dni przed obchodami muszę zgadywać, co się wydarzy. Pewnie, że jakieś niespodzianki byłyby mile widziane, ale jednak cały główny program powinien być od wielu miesięcy zatwierdzony, przećwiczony i dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe. A tak nie jest. Wspomniany dzień wolny w poniedziałek po niedzielnych uroczystościach został ogłoszony wolnym zaledwie kilka dni temu. Naprawdę nie można było wcześniej? Ale to akurat najmniejszy problem. Bo kiedy piszę te słowa najważniejszym tematem mediów jest zagwozdka jak pogodzić dwa marsze. Z jednej strony mamy odbywający się regularnie od kilku lat Marsz Niepodległości będący inicjatywą oddolną środowisk narodowych, który w środę został bezprawnie odwołany przez ustępującą prezydent Warszawy, bezprawnie bo to wojewoda wydaje pozwolenia bądź je wycofuje, a następnie decyzją sądu, do którego odwołali się organizatorzy, przywrócony, a z drugiej strony mamy Marsz Biało – Czerwony, który zaproponowali panowie prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki po tym, jak pani Gronkiewicz Waltz skasowała Marsz Niepodległości. No i miały być dwa marsze, ale jak czytam w serwisach informacyjnych, jest kilka minut po północy, właśnie w tym momencie osiągnięto porozumienie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości ze stroną rządową w sprawie wspólnego Marszu. Chwała Panu – chciałoby się rzec, ale z drugiej strony aż ciężko uwierzyć, że dzieje się to zaledwie kilkadziesiąt godzin przed obchodami! Nie chce mi się wchodzić w racje polityczne, nie interesuje mnie, czy rząd chciał „przejąć” czy też „zniszczyć” Marsz Niepodległości, czy pani Gronkiewicz Waltz wystawiła rządzącym asystę ku takiemu „przejęciu”, czy może chciała doprowadzić do rozruchów, bo gdyby legalny marsz się nie odbył i tak miałyby miejsce „spontaniczne” demonstracje, wreszcie nie interesuje mnie, czy z pierwotnym odwołaniem marszu miała coś wspólnego wizyta pani Angeli Merkel z połową swojego rządu w Polsce, bo i takie komentarze można znaleźć. Oczywiście mam nadzieję, a nawet modlę się o to, żeby obchody przebiegły pięknie i godnie, żeby nie sprawdziły się czarne scenariusze, że „pan Prezydent będzie sobie mógł zrobić selfie z faszystami” (bo u nas poza kilkoma nieszczęśnikami takich po prostu nie ma), żeby świata nie obiegły zdjęcia z jakimiś rasistowskimi transparentami „uwiarygodnionymi” obecnością najwyższych władz państwowych, żeby wszystko odbyło się bez problemów. Ale to nie zmienia mojej oceny przygotowań, która nie może być pozytywna, bo mam oczy, uszy i rozum.
Myślę też, że szkoda, że nic wielkiego po tej rocznicy nie zostanie. Na innych stronach piszę o figurze Chrystusa Króla w Świebodzinie, która jest owocem pasji zwykłego kapłana, który postanowił upamiętnić akt intronizacji Chrystusa Króla w swoim mieście i w dziesięć lat doprowadził swój projekt do końca. Może się on podobać, lub nie, ale jest i będzie upamiętniał to, co zamierzono. Słyszałem o jakimś Łuku Triumfalnym i innych pomysłach, ale najwyraźniej nic z tego nie wyszło. I w ten sposób wielu przytakuje, kiedy pan Leszek Miller mówi, że „skoro biedna Polska Ludowa była w stanie stworzyć tysiąc szkół na tysiąclecie, to dlaczego obecna Polska nie jest w stanie stworzyć stu szkół na stulecie? (…) To była wspaniała okazja, żeby zostawić jakiś ślad, jakąś trwałą inwestycję, na przykład wielką bibliotekę cyfrową, salę koncertową, jakieś centrum technologiczne”. Mnie to, co mówi pan Miller trochę śmieszy, bo co prawda nie pamiętam, jak tamte szkoły były budowane, ale za to osobiście brałem udział w uroczystym otwarciu jednej ze szkół, które miało miejsce w siarczystym mrozie pod koniec grudnia tylko dlatego, aby na tablicy mogło być napisane, że otwarto ją w roku któregoś tam plenum PZPR, po czym od stycznia dalej trwały prace, więc pewnie wyglądało to podobnie. Ale śmieszy mnie to tylko trochę, bo nie muszę się odwoływać do sentymentu do PRL-u, żeby powiedzieć, że mi też zabrakło jakiegoś wizjonerskiego pięknego akcentu, który by pozostał po obchodach setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Szkoda tym bardziej, że akurat władzę w Polsce dzierży ekipa, która bardzo mocno odwołuje się do wartości patriotycznych. A może mnie jeszcze zaskoczą?

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

~ EMTE
2019-01-18  /  18:36

Absolutnie i w całej rozciągłości felietonu zgadzam się z Księdzem Andrzejem Antonim...czekaliśmy na ten rok..miesiąc i wreszcie Dzień Niepodległości Polski w setną rocznicę jej odzyskania licząc na coś specjalnego - Wielkie Świętowanie, Wielkie Dzieło, piękne obchody, towarzyszące imprezy, medialny pozytywny szum, koncerty, pikniki, interesujące wydarzenia....a tu...coś tam było..mizernie i absolutnie nie na miarę obchodów Setnej Rocznicy odzyskania Niepodległości... Rozczarowana patriotka.