TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli 19 Grudnia 2018, 08:18
Dziś -6°C
Jutro -1°C
Szukaj w serwisie

Filmowa ewangelizacja

Filmowa ewangelizacja

Jezus głosił królestwo Boże w przypowieściach i obrazach. Obecne czasy to również doba obrazu. Film wydaje się więc być dobrym narzędziem przygotowującym ludzi do przyjęcia orędzia Ewangelii. Z takiego założenia wychodzi Benon Wylegała, który prowadzi filmowe rekolekcje w kościołach posługując się tymże narzędziem.

Ks. Waldemar, u którego pan ostatnio gościł w parafii, był wzruszony pewnym obrazem. Otóż widział reakcję zgromadzonych w świątyni kiedy pan, dorosły mężczyzna, wyjął z kieszeni różaniec i zaświadczył o modlitwie na nim. Widok mężczyzny wyjmującego z kieszeni różaniec i modlącego się na nim, zawsze zaskakuje. Dlaczego tak się dzieje, czy to musi być coś niecodziennego?
Benon Wylegała: Różaniec nie jest zarezerwowany tylko dla osób duchownych czy dla sióstr zakonnych, on jest dla wszystkich. A ja powiem więcej, on jest chyba najbardziej dedykowany dla mężczyzn, bo nasza siła nie jest w mięśniach i intelekcie, ale w sile i potędze modlitwy różańcowej. Znany nam bokser, Tomek Adamek, który jest rozkochany w Matce Bożej, rozkochany w modlitwie różańcowej, nie wyjdzie na ring bez modlitwy, bez błogosławieństwa od kapłana. Ja sam uświadomiłem sobie, jak ogromną mam siłę i władzę właśnie wtedy, gdy modlę się na różańcu. W 25. rocznicę naszego ślubu pojechaliśmy z małżonką do Medjugorie i pomimo panującego tam zgiełku, pomino upału i ogromu ludzi dotarła do mnie pewna wiadomość. A mianowicie uświadomiłem sobie, że moja żona od początku naszego małżeństwa modli się każdego dnia za nasze małżeństwo. Jaki ja byłem ślepy, nie zauważyłem tego wcześniej. Sam nie nienawidziłem tej modlitwy, nudziła mnie, zasypiałem przy niej, itd. Ale to właśnie w Medjugorie chwyciłem za różaniec i od tego czasu dzień w dzień, czy jestem zdrowy czy chory, czy jestem w domu czy w trasie, modlę się. I to nie jedną dziesiątkę, nie dwoma, ale nawet czterema cząstkami Różańca. I zauważam niezwykłą rzecz, i to jest dla mnie fenomen Różańca Świętego, że im bardziej modlimy się na różańcu, tym więcej mamy czasu na wszystkie inne obowiązki. To jest paradoks Różańca, że im więcej się modlisz, tym więcej masz czasu na inne sprawy. Dlaczego? Bo wtedy Matka Najświętsza zawsze nam towarzyszy, jest przy nas i wspiera. Spróbuj, a się przekonasz. Różaniec ma ogromną siłę, ogromną moc. Szatan boi się Matki Bożej. Jest wobec niej na przegranej pozycji.

Naszą rozmowę zaczęłam od przywołania tego obrazu, od Różańca, nie bez przyczyny, gdyż mamy październik, miesiąc różańcowy. Jednak tematem naszej rozmowy jest przybliżenie czytelnikom pewnego przedsięwzięcia, w którym pan ma swój udział i propaguje jeżdżąc po kraju. Chodzi tutaj o Filmowy Ruch Ewangelizacyjny. Proszę powiedzieć, na czym ono polega?
FRE jest w swoim założeniu ruchem wspomagającym dzieła Nowej Ewangelizacji. W zamyśle założycieli ma mieć charakter misyjny, a nie akcyjny. Ma stale funkcjonować w pełnej zgodności z nauką Kościoła katolickiego. Celem FRE jest, aby w czasie, gdy siła przekazu poprzez obraz (telewizja, internet, billboardy, prasa, itp.) nie zawsze zgodny z chrześcijańskimi wartościami, w sposób profesjonalny zaproponować i przedstawić wartościowe filmy będące źródłem inspiracji i umocnienia wiary. FRE zrodził się z pragnienia wielu osób, świeckich członków Kościoła. Swoją działalność rozpoczęło 13 listopada 2013 roku.

Kto jest twórcą tego dzieła? Kto i w jaki sposób może zaangażować się we wspólnotę FRE?
Twórcą dzieła jest przede wszystkim Pan Bóg a dopiero potem człowiek. Każdy z nas może wpisać się w to dzieło, może znaleźć w nim swoje miejsce niezależnie od wieku. We wspólnocie FRE można zaangażować się na trzy sposoby. Po pierwsze można służyć jako transparent, promocja, czyli jest to dla tych osób, którzy chcą nieść innym dobre przesłanie. Pokazywać filmy, mówić o FRE, wywieszać plakaty, promować w internecie i inne komunikatory. Po drugie być swoistym pancerzem, modlitwą. Są to działania dla prawdziwych Bożych wojowników, którzy codziennie modlą się za projekt. Tworzą oni modlitewny pancerz ochronny dla organizatorów, reżyserów, aktorów, darczyńców, zaproszonych gości, prelegentów i wszystkich zaangażowanych w FRE. I ostatnia forma zaangażowania to tzw. sakwa, czyli finansowanie. Chodzi tu o wszelką pomoc finansową. Środki pozyskane dzięki ofiarności wiernych będą w pełni przeznaczone na pokrywanie kosztów eksploatacyjnych, związanych np. z wykupieniem licencji na filmy, zapraszaniem twórców filmów, promocję FRE, wspieraniem małych, ubogich parafii, które są oddalone od ośrodków wielkomiejskich.

Co takiego wydarzyło się w pana życiu, że zaangażował się pan w to dzieło i na czym polega pana rola w tym przedsięwzięciu?
Droga była wyboista. Muszę zacząć od tego, że kilka lat temu wyjechałem na Wyspy Brytyjskie za pracą. Byłem tam półtora roku. Robiłem wszystko, co było możliwe. Chciałem by mojej rodzinie żyło się lepiej. Jednakże będąc daleko od rodziny nie miałem pojęcia, że moja żona Ela zachorowała. I to bardzo ciężko. Od lekarki żony usłyszałem, że Ela jest umierająca. Oczywiście myśl była taka, by jak najszybciej wracać, ale pojawił się problem, za co? Nie miałem pieniędzy, bo wszystko wysyłałem na bieżąco do domu. Miałem jedynie 20 funtów w kieszeni i kilkanaście litrów paliwa w baku. Jechałem prowadzony przez Anioła Stróża, który wyprowadzał mnie z korków na obwodnicach miast. W swej bezsilności poszedłem do kościoła, trafiłem na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. Zacząłem płakać i pytać Boga: dlaczego mi to robi? Czy On w ogóle istnieje? Błagałem, by uratował moją żonę. Krzyczałem, że jest Panem rzeczy niemożliwych, to niech coś zrobi. I nagle w tym całym krzyku usłyszałem szept mówiący: „Nie bój się. Ja mogę. Zaufaj”. Następnego dnia poszedłem do szpitala. Pobiegłem na onkologię, a tam ku mojemu zdziwieniu zaczęły podchodzić do mnie obce kobiety i mnie ściskać. Niektóre miały w dłoniach różańce. Nie rozumiałem co się dzieje, po głowie chodziła mi myśl, że przyszedłem za późno, że moja Ela odeszła. Ale wtedy przyszła doktor onkolog, która zapytała, czy jestem osobą wierzącą, czy wierzę w cuda. I wtedy ona stwierdziła, że właśnie jej cała wiedza medyczna runęła w związku z tym, co się wydarzyło. Jak mówiła, mieli tylko otworzyć żonę i zaszyć. A potem czekać na zgon. Ale ku ich zdziwieniu okazało się, że nie ma raka. To cud!
Od tamtego momentu zacząłem ufać Jego miłosierdziu. Zawierzyłem mu wszystko. Zacząłem opowiadać ludziom o Nim. Chciałem zwyczajnie podziękować i zacząłem organizować w Bielsku-Białej rekolekcje ewangelizacyjne z ojcami Antonello i Johnem Bashoborą.
Na jedno ze spotkań zaprosiłem Lecha Dokowicza. Poruszyło mnie jego świadectwo. Przyjechał do Bielska z filmem „Ja Jestem”. Zaprosiłem go z dokumentem „Ostatnie wezwanie”. Okazało się, że nie może przyjechać. Pojawił się Maciek Bodasiński. To było niezwykłe spotkanie. Przybyło mnóstwo ludzi. Pracowałem wtedy w agencji reklamowej i Maciek namówił mnie bym ruszył w Polskę z filmami. Czułem, że to zaproszenie Boga. W końcu powziąłem decyzję, zajmę się jedynie ewangelizacją, wyświetlaniem filmów o tematyce religijnej. Założyłem Filmowy Ruch Ewangelizacyjny. Dziełu FRE pobłogosławił ks. bp Tadeusz Rakoczy i ks. bp Roman Pindel.

Jak wyglądają tego typu spotkania, co składa się na ich całość?
Jako osoba świecka, będąc członkiem Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, porzuciłem swoją pracę zawodową, aby całkowicie oddać się posłudze ewangelizacyjnej. Ewangelizacja, której się podjąłem, jest moim jedynym zajęciem, do którego staram się podchodzić profesjonalnie. Posługuję w taki sposób, że np. w sobotę wieczorem i niedzielę jestem z księżmi na wszystkich Mszach św. i głoszę krótkie świadectwo swojej wiary. W ten sposób zapraszam jednocześnie na film, który jest wyświetlany np. bezpośrednio po ostatniej wieczornej Eucharystii, bądź wcześniej. To zależy od kapłanów. Jak mówiłem, ideą RFE jest, by obejrzeć wartościowe filmy o wierze, które nie znajdują się albo były tylko przez krótki czas w kinowej dystrybucji. Zawsze przed projekcją filmu wprowadzam w temat konkretnego obrazu. Ich projekcja nie jest tylko zwykłą prezentacją, ale ma charakter ewangelizacyjny. To trochę tak, jakbyśmy przytaczali jakiś przykład w kazaniu. Tyle, że ten przykład nie jest słowem, ale obrazem. Natomiast po projekcji podejmujemy wspólną modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Projekcja filmu zawsze odbywa się w kościele, gdyż przestrzeń sacrum jest jak najbardziej odpowiednia dla tej formy preewangelizacji. Ewangelizuję szczególnie poprzez filmy moich przyjaciół Lecha Dokowicza i Macieja Bodasińskiego:„Ja Jestem”, „Ostatnie wezwanie”– film o Matce Bożej, „Syndrom”, „Duch”, „Basia”, „Egzorcyzmy Anneliese Michel”, „Boskie Oblicze”, „Cywilizacja śmierci” i „Śmierć na życzenie”. Oczywiście, jest wiele innych filmów, które można wyświetlić. Nie sposób ich wszystkich wymienić. Spośród tych, które warto zaprezentować są: „The human experience” (Wszystko o człowieku), „Największy z cudów”, „Cristiada”, „The Grace Card” (Łaska i miłosierdzie), „Fireproof” (Próba ogniowa), „The Ultimate Gift”, „The Perfekt Wave” (Doskonała fala), czy „Z dalekiego kraju” - film Krzysztofa Zanussiego wraz ze specjalnym wywiadem dla FRE i inne.
Z doświadczenia mogę powiedzieć, a odwiedziłem już setki parafii, że taka forma ewangelizacji przynosi naprawdę piękne owoce. Słyszałem wiele świadectw, informacji zwrotnych. Ludzie wychodzą poruszeni, czasami zapłakani.

Rozmawiała Arleta Wencwel

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!