TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Bogusława, Jagody, Katarzyny 22 Marca 2019, 11:18
Dziś 13°C
Jutro 16°C
Szukaj w serwisie

„Dziadek do orzechów” i wątki Wielkopolskie

„Dziadek do orzechów” i wątki Wielkopolskie

W kinach króluje właśnie, adresowany głównie do dzieci „Dziadek do orzechów i cztery królestwa”, adaptacja znanej w całym świecie świątecznej baśni E.T.A. Hoffmanna. Dziś, mało kto pamięta, że Hoffmann spędził w Wielkopolsce pierwsze lata swej kariery, że tu się zakochał, zerwał wcześniej zawarte zaręczyny i tutaj ożenił się z wielkiej miłości do pięknej Wielkopolanki. I, że była to miłość jak z baśni. W dodatku do grobowej deski.

Wiosną 1800 roku przybywa do stolicy Wielkopolski nikomu wówczas nieznany młody prawnik. Nazywa się Ernest Teodor Amadeusz Hoffmann, ma 24 lata, dyplom Uniwersytetu Królewieckiego i nieco doświadczenia zawodowego. Ma też narzeczoną, która podobnie jak on nosi trzy imiona: Zofia Wilhelmina Konstantyna i jest córką jego wuja, ojca chrzestnego i również prawnika Jana Ludwika Doerffera. Ernest przyjeżdża do Poznania z Berlina i nie jest tym faktem zachwycony. Po drugim rozbiorze Polski w 1794 roku liczący wówczas 12,5 tysiąca mieszkańców Poznań stał się stolicą tzw. Prus Południowych i choć jako miasto się rozwinął, a liczba mieszkańców w ciągu kilku lat wzrosła o 90%, przysłanemu tu do pracy Hoffmannowi Poznań jawił się po prostu jako zesłanie. Po przyjeździe Ernest skierował swe kroki do miejsca, które dziś leży u zbiegu ulicy Święty Marcin i Alej Karola Marcinkowskiego.

Róg Świętego Marcina
Budynek, do którego się wprowadził dziś już nie istnieje. Został zburzony w czasie II wojny światowej. Obecnie w jego miejscu stoi galeria handlowa MM. Georg Jakob Decker, nadworny drukarz berliński, wykupił siedzibę znajdującej się tam przed zaborami drukarni jezuickiej, rozbudował ją i część przeznaczył na lokale mieszkalne. W drukarni, która istniała do 1919 roku powstawały także polskie druki. Później, aż do 1939 roku, mieściła się tam Drukarnia Polska. Hoffmann wprowadził się na piętro owej kamienicy, a jego sąsiadami zostali państwo Schwartz. Johann Ludwig był radcą rządowym, ale i literatem oraz satyrykiem, natomiast jego żona, Doris, była autorką powieści, recenzji i felietonów literackich publikowanych w berlińskich czasopismach.
Schwartzowie szybko zaprzyjaźnili się z Hoffmannem. Wkrótce wprowadzili go w miejscowe środowisko urzędnicze i do niemieckiego Towarzystwa Resursy. Był to klub regularnie spotykający się w hotelu „Speichert” przy Starym Rynku, do którego należeli niemal wszyscy urzędnicy państwowi miasta i oficerowie. Jego członkowie i towarzyszące im damy każdego czwartku i soboty jadali razem kolację, poza tym można było tam codziennie, od godziny trzeciej popołudniu zjawić się na rozmowę czy grę w bilard. Do tego każdej zimy urządzano 12 balów przeplatanych koncertami i innymi zabawami. Hoffmann, wszechstronny artysta romantyczny, obecnie znany przede wszystkim jako pisarz, odnosi w Poznaniu swoje pierwsze znaczące sukcesy jako… kompozytor. Tworzy muzykę do „Kantaty dla uczczenia początku nowego stulecia” pióra swego sąsiada Schwartza, który to dedykuje ją pruskiej królowej Luizie i wraz z partyturą Ernesta posyła w darze do jej poczdamskiej siedziby. Otrzymuje też wkrótce podziękowanie.

Ukarany karykaturzysta
Kolejnym talentem, który Hoffmann rozwija w stolicy Wielkopolski jest talent rysownika. Niestety wiosną 1802 roku zdolność ta przysporzy mu poważnych problemów. Za karykatury poznańskich wyższych urzędników i oficerów i ich sprzedaż, nie otrzymuje podpisanej tydzień wcześniej nominacji i awansu na stanowisko radcy regencji. W ciągu jednej nocy, na wniosek dotkniętych żartem przełożonych, zostaje przeniesiony karnie do Płocka.

Misia Trzcińska
Wielkopolska miała naznaczyć życie Hoffmanna na zawsze. A wszystko przez Mariannę Teklę Michalinę Rohrer, piękną poznaniankę, dla której odważył się zerwać zaręczyny. Mógł ją poznać zarówno u Schwartzów, jak i w czasie któregoś ze spotkań w domu radcy karnego Gottwalda, którego żona była starszą siostrą Michaliny, zwanej Misią. W tym miejscu warto wtrącić, że Ernest bardzo lubił słynny wśród cudzoziemców tzw. szelest języka polskiego, w związku z czym z upodobaniem nazywał ukochaną polskim zdrobnieniem, a także polską wersją jej nazwiska – Trzcińska. Jak twierdzi Stanisław Bernat, biograf pisarza, ojciec lub nawet dziadek Misi, w obliczu rosnących wpływów pruskich, z czysto utylitarnych pobudek mógł zniemczyć swe polskie nazwisko, przekształcając „Trzciński” w „Rohrer”. Johann Schwartz w swych autobiograficznych zapiskach tak oto wspomina fascynację Hoffmanna Misią: „chętnie nazwałby tę piękną dziewczynę swoją, nie pozwalając się spętać więzami małżeńskimi. Jednak w międzyczasie moja żona Doris i jej siostra, która utrzymywała przyjacielskie stosunki z siostrą Michaliny, wzięły ją w tego rodzaju obronę, że historia o tym mogłaby stanowić kanwę dla zgrabnej powieści, a droga do niej (Michaliny) wiodła w końcu jedynie przez kościół, jakiż trud zadał sobie Hoffmann, ażeby dotrzeć tam krętymi drogami”. A trud był rzeczywiście niemały.
Zerwanie zaręczyn było poważnym afrontem dla rodziny, równoznacznym z całkowitym zerwaniem z rodziną i utratą jej poparcia w karierze zawodowej, a takie poparcie było dla młodego prawnika bardzo istotne. Tym bardziej, że gdy Hoffmann otrzymał posadę dzięki pośrednictwu wuja, który był ojcem jego byłej narzeczonej. Zakochani wzięli skromny ślub 26 lipca 1802 roku w kościele Bożego Ciała w Poznaniu. W 1805 roku w Warszawie Misia urodziła córkę Cecylię. Niestety w sierpniu 1807 roku dziewczynka zmarła w Poznaniu wskutek ciężkiej choroby. Rok później Hoffmannowie wyjechali do Niemiec i zostali tam już na stałe. Dziś o pobycie E. T. A. Hofmanna w Poznaniu przypomina jedynie tablica pamiątkowa w holu Teatru Wielkiego. I przyznam, że nie bardzo rozumiem, dlaczego nie ma nic więcej.

Aleksandra Polewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!