TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli 19 Grudnia 2018, 14:40
Dziś 3°C
Jutro -1°C
Szukaj w serwisie

Dyskretny urok adwentu

Dyskretny urok adwentu

„Musiały mieć jakiś urok te poranne spotkania w blasku latarenek, bo wszystkie dzieci biegały wiernie na Roraty, nie wykręcając się i nie narzekając” – wspomina Małgorzata Musierowicz na kartach swej mało znanej, acz cudownej książki „Na gwiazdkę”. Pozycja ta nie jest bynajmniej kolejną częścią słynnej Jeżycjady, lecz cudowną inspiracją do smakowania okresu Adwentu.

Małgorzata Musierowicz – pisarka uwielbiana nie tylko przez dorastające panny, ale również przez dojrzałe damy – przez rok była moją sąsiadką. W 1998 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, razem z moimi przyjaciółkami z roku (…) i fan-klubu jej twórczości, z którymi razem wynajmowałam mieszkanie w kamienicy przy ul. Słowackiego 18 w Poznaniu), zapukałyśmy do jej drzwi. Miałyśmy ze sobą paczkę dwunastu piernikowych apostołów, które upiekłyśmy według jej przepisu.

Zegar z piernika
Pani Małgorzata zaprosiła nas do swego pięknego mieszkania (mieszkanie małżeństwa plastyków nie mogło być zresztą chyba inne) i opowiedziała nam niezwykle romantyczną historię ze swojego życia. Z Adwentem i piernikami w rolach głównych. Kiedy pani Musierowicz, była jeszcze panną Barańczakówną (nieprzypadkowa zbieżność nazwisk ze Stanisławem Barańczakiem, rodzonym bratem) i studentką dzisiejszego Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, znalazła w jednym z amerykańskich czasopism przepis jak zrobić zegar z piernika. Dodam, że właśnie zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Za konstrukcję posłużył przyszłej pisarce karton. Ścianki i daszek upiekła we własnej kuchni, a dachówki – herbatniczki – kupiła w sklepie. Zegar miał słodką tarczę, ruchome i jadalne rzecz jasna wskazówki, udekorowany był kolorowym lukrem, orzeszkami, migdałami i innymi frykaskami.
Jak twierdziła pani Małgorzata, jego wygląd zapierał dech w piersiach. Gdy wszystko już było gotowe, nasza studentka grafiki, zapakowała piernikowe cudo do pudełka, owinęła w zieloną bibułę i postawiła pod drzwiami swego ukochanego Bolka Musierowicza. Gdy oblubieniec pisarki otworzył paczkę i pokazał jej zawartość ojcu, ten zamarł z wrażenia. „Dziewczyna, która robi takie rzeczy będzie wspaniałą żoną i matką!” – przemówił wreszcie do syna. - I nie pomylił się! – spuentowała wspomnienia pani Musierowicz. Na koniec podkreśliła, żebyśmy dokładnie zapamiętały tę historię i wykorzystały kiedy nadejdzie czas. Jako studentki, w okolicach świąt Bożego Narodzenia, testowałyśmy nie tylko przepisy na świąteczne przysmaki zajadane przez bohaterów Jeżycjady (w latach 90. wyszła specjalna książka z tymi recepturami, które pochodziły z rodzinnej kuchni jej autorki), ale biegałyśmy do poznańskich dominikanów na Roraty, chodziłyśmy na słynne po roratnie śniadania w ich klasztorze i zaczytywałyśmy się w Musierowiczowej „Noelce” (cała akcja rozgrywa się 24 grudnia), czerpiąc z niej pomysły na dekoracje domu, przebrania kolędników, ręcznie robione prezenty i rodzinne spędzanie świątecznych dni. Książki „Na Gwiazdkę” bowiem jeszcze wtedy nie było. Ukazała się dopiero dziewięć lat później, by przypomnieć czytelnikom czym może być, w ich konkretnej codzienności, niezwykły okres Adwentu.

Wyłączcie to głupie pudło
A oto i próbka wspomnianej pozycji: „Musiały mieć jakiś urok te poranne spotkania w blasku latarenek, bo wszystkie dzieci biegały wiernie na Roraty, nie wykręcając się i nie narzekając. Ludzie, także ci mali, lubią się gromadzić, być ze sobą, dotykać się, przepychać, rozmawiać, robić coś razem i mieć wspólne cele oraz zadania. (…) Z owej potrzeby tworzenia wspólnoty wynikł zapewne ludowy obyczaj gromadzenia się, kiedy zakończono już wszystkie prace polowe, na wspólnym „adwentowym” posiadywaniu. Kobiety i dziewczęta schodziły się by prząść, tkać, robić słomkowo-bibułkowe cacka, mające ozdobić izbę na Boże Narodzenie, ale przede wszystkim, by razem śpiewać pobożnie i opowiadać przeróżne historie i baśnie. Była to właściwie jedyna, dozwolona w Adwencie rozrywka, bo wszelkie zabawy i tańce musiały czekać aż do Nowego Roku. Rozpowszechnienie wynalazku telewizji, zwłaszcza w jej dzisiejszej, godnej pożałowania formie, zubożyło nas drastycznie i niewiarygodnie. Zamiast ze sobą śpiewać, pracować i rozmawiać, czerpiąc otuchę i ciepło z wzajemnej bliskości, tkwimy ponurzy, bierni, nieruchomi i osobni – przed niebieskawo świecącymi pudełkami, gapiąc się na monotonne przygody kryminalistów i gangsterów, na zawsze takie same pościgi samochodowe i nużące, beznadziejne opowieści z życia mafii lub zbrodniczej młodzieży z kręgów narkotykowych. Nie zaprosilibyśmy raczej tych ludzi do domu; ale ich przecież wpuszczamy, za pomocą pilota, nie tylko do naszego domu, ale i do naszych głów i do naszego życia. Patrzymy przygnębieni, jak paskudnie się kłócą, biją, oszukują i mordują, słuchamy złych, agresywnych słów, widzimy skondensowany, jednostronny obraz ludzkich wad, przewin i zbrodni. Jeszcze chwila, a uwierzymy, że świat naprawdę jest piekłem, a ludzie bestiami. Ejże! Wyłączmy to głupie pudło. Zwołajmy rodzinę i przyjaciół. Jest Adwent. Trzeba coś razem zrobić”.

Anioły i ptaki
„Na Gwiazdkę” to nie tylko interesujące wspomnienia znanej pisarki i cudowne, krótkie i celne refleksje dotyczące tak istoty Adwentu, jak świąt czy dzisiejszych czasów. To także konkretne propozycje na spędzanie czasu razem przy pieczeniu pierników, orzechowego tortu o imieniu Melchior, trufli, gotowania bigosu, barszczu, przygotowywaniu własnoręcznie prezentów czy robieniu ozdób na choinkę. Dla ułatwienia, Małgorzata Musierowicz, zamieściła nawet w książce szablony, według których od lat sama wykonuje papierowe anioły i barwne ptaszki. Rzadko pisuję o książkach, ale ta, naprawdę, tak cudownie wprowadza w Adwent i tak miło przez niego prowadzi, że nie mogłam się powstrzymać.

Aleksandra Polewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!