TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Jarosława, Konrada, Selmy 21 Kwietnia 2019, 10:13
Dziś 16°C
Jutro 15°C
Szukaj w serwisie

Droga na królewski dwór

Droga na królewski dwór

Po namaszczeniu na króla Dawid niespodziewanie znalazł się na dworze królewskim. Miał spotkać się
z chorym królem Saulem, który nie umiał zapanować nad emocjami. To był pierwszy krok na drodze realizacji Bożych zamiarów.

Po namaszczeniu Dawid pozostał sam w Betlejem. Prorok zapowiedział jego dalszy los i wskazał na syna Jeskego namaszczając go na króla. Gesty były łatwe do wykonania, a słowa do wypowiedzenia, ale jak to wszystko miało zrealizować się w praktyce? Wprawdzie odległość z Betlejem do królewskiej siedziby była nieznaczna, ale droga od funkcji pasterza do władcy narodu wydawała się być odległością nie do pokonania. Dlatego sąsiedzi Jessego patrzyli na to wszystko, co się wydarzyło z niedowierzaniem. Mimo, że niektórzy traktując sprawę na poważnie żywili w sercu zazdrość, iż Dawida spotkało takie wyróżnienie, to wielu zastanawiało się, czy przypadkiem nie jest to jakaś prowokacja, a w najlepszym wypadku drwina lub pomyłka. Obawiano się nadto, by wszystko to nie stało się powodem jakiegoś nieszczęścia. Bo choć ród Jessego, a tym bardziej Dawid, nie był znaczący, to jednak jakakolwiek próba sięgnięcia po władzę króla, czy podważania jego autorytetu, mogły spotkać się z surową zemstą. Ta zaś dotknęłaby całe Betlejem. Tymczasem rozwiązanie przyszło samo i niespodziewanie. Dokonało się to, co dla wielu wydawało się niemożliwe. Dawid znalazł się na dworze królewskim. Zrealizował się pierwszy krok na drodze realizacji Bożych zamiarów. Jego ślad, a  właściwie ślady zapisano na kartach Biblii w postaci dwóch opowieści o spotkaniu Dawida z królem Saulem. Zacznijmy od pierwszej.

Początkiem wszystkiego stała się choroba władcy. Nikt się jej nie spodziewał. Przejawiała się w zmiennych nastrojach króla. Raz był on człowiekiem przyjaznym i pełnym entuzjazmu innym razem nagle popadał w gniew i złość, a ten kto stanął mu wtedy na drodze mógł owo spotkanie przypłacić życiem, choć w niczym nie był winien. Zmiany nastroju następowały nagle i w nieprzewidywalny sposób. Niektórzy z otoczenia króla odczytywali tę sytuację w sposób jednoznaczny. Bóg odwrócił się od władcy i dotknął go chorobą. Król utracił opiekę Boga, co dało przystęp do jego wnętrza złemu duchowi, który teraz wprowadzał w życie Saula zamęt i cierpienie. Zdawano sobie sprawę, że ów zły duch nie ma władzy równej Bogu. Podkreślano to paradoksalnym stwierdzeniem, iż to Bóg zesłał na Saula owego ducha sprawiającego zamęt i chorobę. Jednocześnie zastanawiano się jak można pomóc, ulżyć w cierpieniu, uczynić coś, by Saul wrócił do równowagi i mógł dalej sprawować władzę nad Izraelem. Ktoś podpowiedział, by poszukać osobę grającą na cytrze. Tak bowiem próbowano uspokajać ludzi dotkniętych szaleństwem, niespokojnych czy roztrzęsionych. Nauczyło tego doświadczenie. Gdy bowiem muzycy grali na swych instrumentach to słuchający ich ludzie znajdowali ukojenie, wyciszali się i odpoczywali. Tak odkryto dobroczynny wpływ muzyki i jej kojące działanie. Stąd zaczęto jej używać – jeśli kogoś było stać na opłacenie muzyka – w chwilach, gdy kogoś ogarniał niepokój lub też gdy ktoś nie potrafił opanować swych zmiennych nastrojów. Choć nie zawsze rozwiązywało to wszystkie problemy, to jednak wielokrotnie skutki takiego koncertu okazywały się zbawienne. Zdecydowano, że jeśli tak się działo, to dlaczego nie spróbować pomóc w ten sposób królowi. Propozycję przedstawiono Saulowi. Trochę się obawiano. Nikt przecież nie wiedział jak zareaguje, a siłę jego gniewu znano bardzo dobrze. Tymczasem władca zgodził się bez oporów. Sam pewnie zdawał sobie sprawę z tego co się z nim dzieje. Nie umiał zapanować nad swymi emocjami. Wszystko wymykało się spod kontroli. Cierpiał i szukał pomocy. Uznał, że sam sobie nie poradzi. Pozostało mu zdać się na innych. Pozostawało jedynie znaleźć kogoś, kogo można by sprowadzić na dwór królewski i powierzyć mu zadanie leczenia władcy. Wtedy ktoś wspomniał o Dawidzie. Pamiętał go jako człowieka o pięknym wyglądzie, odznaczającego się siłą i odwagą a jednocześnie doskonale grającego na cytrze. Skąd go znał i dlaczego tak zapamiętał – to pozostaje tajemnicą. Jedno jest pewne, jego głos zadecydował o wezwaniu Dawida na dwór królewski. Tak wszystkie wydarzenia zaczęły nakładać się na siebie jak elementy jednej układanki. Bóg w sposób tajemniczy realizował swój plan. Torował drogę Dawida ku tronowi królewskiemu. Czynił to w sposób niespodziewany i niezwykły, zdawałoby się bez udziału samego zainteresowanego. Usuwał wszelkie przeszkody, szczególnie te, które dla człowieka były nie do pokonania.

Dawid nie tylko znalazł się na dworze królewskim, ale natychmiast przyprowadzono go przed oblicze władcy. Wszystko stało się tak, że mieszkańcy Betlejem nie musieli się niczego obawiać. Nie groziło im żadne niebezpieczeństwo. Po prostu Dawid był potrzebny choremu władcy. Położono w nim nadzieję jako w wybawicielu. Uznano, że może pomóc. Nikt jednak nie zdawał sobie sprawy jak daleko będzie sięgać owa pomoc i ocalenie przyniesione przez owego pasterza z Betlejem. Nie spodziewano się, że Saul nie nadaje się do sprawowania władzy, a Dawid będzie jego następcą. Choroba ogarniająca króla była tego znakiem. Jednak przyczyna odrzucenia władcy leżała daleko głębiej i wiązała się z jego pychą oraz niewiarą. Stąd Dawid przybywał na dwór królewski niosąc w sobie zadanie o wiele ważniejsze niż ukojenie skołatanych nerwów Saula. Szedł jako ten, który będzie władcą posłusznym Bogu, poddanym Jego woli. Wstępował na dwór jako człowiek, przez którego Bóg dokona dzieła zbawienia daleko potężniejszego niż ocalenie pojedynczych ludzi czy jednego narodu. Przychodził jako wybrany i namaszczony przez Boga. Ale o tym nie mówił nic. Zdawał się całkowicie na Boga. Wiedział, że On działa konsekwentnie, choć człowiek nie zawsze rozumie w jaki sposób i kiedy. Zadaniem człowieka jest natomiast podjąć otrzymane powołanie. Wezwanie Dawida przed oblicze Saula było tego potwierdzeniem. Dlatego bez oporu uczynił to, o co go poproszono. Stał się królewskim giermkiem. Gdy Saula ogarniał niepokój sięgał po cytrę i grą na tym instrumencie przynosił ukojenie władcy. Łagodził jego cierpienie. Tym zjednał sobie życzliwość Saula. I czasem miał nadzieję, że do tego jednego sprowadzi się misja powierzona mu przez Boga, choć to, co uczynił i powiedział w Betlejem prorok Samuel wskazywało na coś znacznie więcej.

Tekst ks. Krzysztof P. Kowalik
Zdjęcie: Płaskorzeźba przedstawiająca Dawida w kościele św. Katarzyny w Betlejem

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!