TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Aleksandryny, Józefa, Nicety 19 Marca 2019, 20:51
Dziś 3°C
Jutro 8°C
Szukaj w serwisie

Bohaterowie i „autorytety” - Meandry czwartej władzy

Bohaterowie i „autorytety”

Pisałem kiedyś w tej rubryce o tym, jak osobowości związane z lewicą stają się legendami i bohaterami pop kultury, dzięki której miliony ludzi o nich pamiętają, a nawet otaczają czcią, chociaż bynajmniej ich życie nie było kryształowe, a wręcz przeciwnie. Czasem mają krew na rękach. Jako przykłady podałem Che Guevarę, którego wizerunki na flagach i budynkach rzucały się w oczy nawet podczas pielgrzymki papieża Franciszka na Kubę, a także Stephena Biko, bohatera piosenki, którą Peter Gabriel kończy każdy swój koncert.  

Jednak okazuje się, dodam na szczęście, że jest to problem międzynarodowy, ale nie polski. Skąd mi taka myśl przyszła do głowy? Już wyjaśniam. Jak wiecie, nie oglądam za wiele telewizji, a radio włączam jedynie jadąc samochodem, więc siłą rzeczy wiadomości „wybieram sobie” w internecie. I tam właśnie, na bogu JP Jareckiego wyczytałem, że dziennikarz „Gazety Wyborczej” Grzegorz Sroczyński w jakimś programie radiowym skarżył się, że prawica łatwiej i skuteczniej kreuje bohaterów, niż środowiska światłe i postępowe. Sam redaktor wyznał, że on osobiście jest wielbicielem bohaterskiego Jacka Kuronia i odczuwa pewien dyskomfort, w związku z jego niedostatecznym umocowaniem w panteonie narodowym. Jak się Czytelnicy mogą domyślać, dyskusja odbyła się z racji uroczystego pogrzebu pułkownika Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Kiedy czytałem ten tekst Jareckiego natychmiast skojarzyłem sobie inny fakt. Może dzień wcześniej, właśnie w samochodzie słuchając rano Jedynki trafiłem na przegląd prasy. I podczas gdy takie dzienniki jak „Gazeta Polska Codziennie” czy „Nasz Dziennik” na pierwszych stronach szeroko informowały o wspomnianych wyżej uroczystościach pogrzebowych pułkownika Szendzielarza, na jedynce „Gazety Wyborczej” był szeroki materiał na temat jakiegoś skandynawskiego autora książek, który coś bełkotał o tym, że bez przemocy jest nudno, a obok pani pisarka Olga Tokarczuk pisała o tym, jak straszna jest... przemoc. Schizofrenia? Myślę, że nie, bo pisarce pewnie chodziło o „faszystowską” przemoc obecnej prawicy... Ale przecież mogę się mylić. W każdym razie rzeczona gazeta na pierwszej stronie nie znalazła w ten dzień miejsca dla polskiego bohatera, ponieważ środowisko tych bohaterów ciągle dezawuuje. Jak widać - nieskutecznie. I nawet inny pisarz wypromowany na top na podobnych sentymentach Miłoszewski nie pomoże. Dobrze, że wreszcie przywrócona zostaje pamięć i właściwe miejsce bohaterom, których usiłowano zepchnąć do niebytu. A wspomniany wcześniej bloger Jarecki wyraził również swoje niezmierne zdziwienie, że „w środowiskach światłych i postępowych istnieje taki problem. Przecież od ćwierćwiecza, poza bieżącą walką polityczną i testowaniem na niedowarzonych umysłach coraz doskonalszych technik socjotechnicznych, środowiska te przede wszystkim zajmują się kreowaniem autorytetów i bohaterów. Jeśli działalność ta jest postrzegana od wewnątrz, jako zbyt słaba i nieskuteczna, należy postawić tezę, że problem nie leży w technikach promocyjnych, a w samych bohaterach”. Tyle Jarecki, z którym się absolutnie zgadzam. Momentami aż się niedobrze robi od tych autorytetów, które nam się sufluje, a które jakoś nie chcą się przyjąć i szybko się zużywają rzucone na front codziennych politycznych przepychanek jako posiadacze jedynie słusznej prawdy. W bohaterów się niestety, a może na szczęście, nigdy nie przekształcą. 

To zresztą ciekawe, że ponad czterdzieści lat komunizmu i dwadzieścia pięć lat demokracji i nie udało się „zainstalować” żadnego pięknego lewicowego bohatera. No, może poza załogą czołgu „Rudy 102”, jak pisze Jarecki, ale chyba nie do końca o to chodziło. 

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!