TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Bolka, Cezaryny, Marioli 25 Marca 2019, 15:14
Dziś 3°C
Jutro 5°C
Szukaj w serwisie

A w rodzinie Nowaków cz. 19

A w rodzinie Nowaków…

W niedzielny poranek pani Nowak obudziła się dość wcześnie. Właściwie to Bambik nie dał jej dłużej pospać. Domagał się natychmiastowego wyjścia z domu i tak wytrwale drapał swoją panią w nogę, aż w końcu dopiął swego. Pani Nowak trochę ociągając się wstała z łóżka. Gdy cichutko, na paluszkach weszła do przedpokoju, by zabrać smycz, zobaczyła córkę, która siedziała już przy biurku i najwyraźniej była czymś bardzo zajęta.
- A co ty robisz tak wcześnie? - zagadnęła. - Wiesz która jest godzina?
- Hej mamo! - odpowiedziała Ola. - Nie mogę, uzupełniam kalendarz pogody. Jak leżałam w łóżku, słyszałam deszcz. Wstałam, żeby przykleić chmurę i kropelki, ale chyba mi się to śniło. Już się wyspałam.
- Załóż bluzę, ja wracam za dziesięć minut.
W tym dniu na biurku Oli pojawił się jeszcze inny kalendarz. Adwentowy. Jak co roku Maciek chciał, by każde „okienko” kryło czekoladę albo wafelka. Tym razem jednak miał wymyślić coś innego. Pomagał mu tata. I tak, na dobry początek Adwentu zaprosili wszystkich do modlitwy. Mama była trochę zaskoczona i wzruszona jednocześnie. Przed obiadem, gdy pani Nowak położyła na stole wieniec, a jej mąż zapalił pierwszą świecę, w domu zrobiło się ciszej, spokojniej… Następnego dnia okazało się jednak, że Maciek nie zrezygnował całkowicie ze słodyczy. Pojawiały się tu i ówdzie razem z przeróżnymi zadaniami do wykonania. To, które zaplanowali na 5 grudnia było łatwe do przewidzenia. Późnym popołudniem dzieci ustawiły w przedpokoju swoje buty. Przygotowały ściereczki i pastę. Czyściły je tak długo, że w końcu pan Nowak zaśmiał się i powiedział:
- No już, wystarczy. Pięknie się błyszczą. Dobrze, że nie macie butów siedmiomilowych, bo spędzilibyście przy nich chyba całą noc!
- No właśnie szkoda! - podchwyciły dzieci.
- Wiesz tato, ile prezentów mogłoby się w nich zmieścić?
- Wiem - śmiał się dalej tata. - Zapewniam was, że Mikołaj włoży do waszych butów dokładnie tyle, ile powinien.
- E tam - skrzywił się Maciek. - Niech pamięta o poduszce. Moja będzie czekać, by coś dobrego się pod nią znalazło - chłopiec mrugnął do siostry. Oboje wiedzieli, że „Mikołajami” są rodzice. Nagle Maciek ożywił się. Widać było, że o czymś sobie przypomniał.
- Olka – krzyknął. - Zapomnieliśmy o babci Stasi! Przecież zawsze przychodzi w „Mikołajki”.
- O tak - przerwała mu mama. - Z pewnością to, co dla was przyniesie wypełniłoby buty siedmiomilowe po brzegi. Chcielibyście, prawda? - pani Nowak złapała się za głowę. Tak, tak. Rodzice wychowują, dziadkowie rozpieszczają…
Następnego dnia w butach Oli i Maćka znalazły się ulubiona czekolada i coś, czego dzieci się nie spodziewały. Zdziwione pobiegły szybko do pokoju rodziców trzymając w rękach zdjęcia z letniego wyjazdu do „Dziaduszkowa”. Co to wszystko ma znaczyć? No tak, pewnie wkrótce dostaną kartkę z życzeniami albo mama przypomina, by oni pierwsi taką wysłali. A może chodzi o coś zupełnie innego?

Ewa Makowska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!