DomowaSzukajDomowa

                              

Ustaw stronę redakcji Opiekuna jako domową. Dodaj stronę  redakcji Opiekuna do "Ulubionych". Prześlij adres tej strony znajomym. Napisz do nas. Wydrukuj.
 Opiekun edycja internetowa

 Dziś

Spis

Piszą u nas
Pod naszym patronatem
Rekolekcje z Opiekunem
Diecezja w Internecie

Rekolekcje wielkopostne - cz. I, II, III i IV

------------

Tegoroczne rekolekcje z "Opiekunem"

prowadzi

ks. dr Zbigniew Cieślak

    Rekolekcje wielkopostne z Benedyktem XVI

Przystępujemy do rekolekcji wielkopostnych, które poprzez refleksję na łamach „Opiekuna” przygotują wielu Czytelników do przeżycia Wielkiego Tygodnia oraz Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Pana Jezusa. Jako temat rekolekcjyjny proponuję rozważania o chrześcijańskiej nadziei. Spróbujemy dotrzeć do jej źródeł i pokazać, że nie jest faktem subiektywnym, czyli nie mieści się tyllko w sferze pragnień człowieka, ale że jest faktem obiektywnym, bo pochodzi z wiary w odkupienie dokonane na krzyżu przez Jezusa Chrystusa. Bezpośrednim powodem wyboru tematu rekolekcji była dla mnie encyklika Benedykta XVI, zatytułowana Spe salvi facti sumus („W nadziei już jesteśmy zbawieni”), którą papież uroczyście podpisał 30 listopada 2007 roku w Rzymie u św. Piotra. Jest to encyklika właśnie o chrześcijańskiej nadziei, skierowana do wszystkich wiernych Kościoła katolickiego. Pójdziemy więc drogą wyznaczoną nam przez pasterza Kościoła Benedykta XVI.


 

Nadzieja w pierwotnym Kościele, I

   Beznadzieja pogan
   Nadzieja i wiara stanowią podstawowe tematy Biblii, ale w Nowym Testamencie nabierają one szczególnego blasku dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa. W Kościele apostolskim dostrzegamy różnicę między życiem pierwszych chrześcijan, a życiem niewierzących. I tak św. Paweł, powołany na Apostoła i działający już po fakcie zmartwychwstania, przypomina wierzącym w Efezie, że poznanie Chrystusa było decydujące w ich życiu. Przedtem bowiem byli jak wyznawcy innnych religii, żyjąc „według doczesnego sposobu tego świata” (Ef 2,2) i „nie mający nadziei ani Boga na tym świecie” (Ef 2,12). Poganie mieli bogów, ale wątpliwych co do natury i działania, stąd z takiej religii nie płynęła żadna nadzieja. Czcząc wielu bogów, nie mieli Boga i żyli w ciemnościach nie mając nadziei na przyszłość. Benedykt XVI przytacza tutaj napis na pewnym epitafium z tamtego okresu, które mówi: „jakże szybko z niczego pogrążamy się w nicość”. Daje ono świadectwo beznadziei pogan wobec zjawiska śmierci, jakie miało miejsce przed przyjściem Chrystusa. natomiast św. Paweł pisząc do Tesaloniczan zachęca ich, aby nie smucili się „jak ci wszyscy ci, którzy nie mają nadziei” (1Tes 4,13). Ewangelia dana przez Jezusa jest bowiem Dobrą Nowiną, która informuje, ale też i sprawia, czyli jest słowem Jezusa z Nazaretu, które staje się rzeczywistością. I tak Chrystus otworzył - zamknięte dotąd - bramy nadziei na nowe życie przy Bogu.
 

Chrześcijańskie rozumienie nadziei
   Przyjście Chrystusa jako Syna Bożego i to czego dokonał na krzyżu było czymś zupełnie nowym i zaskakującym. Jego nauczanie i świadectwo życia były tak przeokonywujące, że wlały w serca ludzi wrażliwych nadzieję mocniejszą niż cierpienie i niewola, nadzieję zdolną przemienić osobę od wewnątrz.
   Nowość Chrystusowego przesłania ukazuje choćby historia niewolnika Onezyma, który był własnością Filemona. To do niego św. Paweł kieruje wzruszający list prosząc go, aby nie tylko na nowo przyjął swego zbiegłego niewolnika, ale traktował go „już nie jako niewolnika, lecz (...) brata umiłowanego” (Flm 10-16). Nadzieja nieba stała się dla wierzących tak wielka, że wpłynęła na zmiany struktur społecznych oraz ich życia osobistego. Chrześcijanie wiedzieli bowiem, że ich definitywna „ojczyzna jest w niebie”, a nie tu na ziemi (Flp 3,20; por. Hbr 11,13-16). W tym miejscu Benedykt XVI wyprowadza istotny wniosek, że Kościół Apostolski doszedł do niezywkle ważnego przekonania, iż „żywioły świata, prawa materii i ewolucji nie są ostateczną instancją, ale (są nią) rozum, wola i miłość - Osoba” (Spe salvi, n. 5). Czyli to nie prawa materii rządzą ostatecznie światem i człowiekiem, ale nad całym wszechświatem panuje osobowy Bóg, który go podtrzymuje, kieruje nim oraz nadaje mu sens i cel. Człowiek nie jest więc niewolnikiem materii i zjawisk przyrody, ale jest istotą wolną, najdoskonalszą ze stworzeń, o którą zatroszczczył się sam Bóg. On bowiem w Osobie Jezusa przyjął ludzką egzystencję i wyniósł ją na wyżyny nieba.
   Pierwotny Kościół widział Chrystusa w podwójnej roli: jako filozofa i pasterza. Wówczas rola filozofa była rozumiana inaczej niż w naszych czasach. Nie był on trudnym do zrozumienia profesorem akademickim, ale nauczycielem „sztuki bycia prawym człowiekiem, sztuki życia i umiejętności” (por. Spe salvi, n. 6). Na sarkofagu pewnego dziecka w Rzymie widnieje wizerunenk wskrzeszenia Łazarza, a tam Chrystus trzymający w jednej ręce Ewangelię, a w drugiej kij wędrowca. Księga Ewangelii jest znakiem mądrości, a kij wędrowca wskazuje na Chrystusa jako pasterza i przewodnika. On sam pokonał drogę ze śmierci do krainy życia, dlatego jest jedynym i pewnym pasterzem, któremu człowiek może zaufać. Pewność drogi wyznaczonej przez Zmartwychwstałego, do którego możemy odnieść słowa Psalmu: „chociażbym chodził ciemną doliną, zła sie nieulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska dodają mi pociechy” (Ps 23,4), były dla pierwotnego Kościoła tak żywą nadzieją, że umacniała wierzących do coraz bardziej godnego i ufnego życia.
   Rozważania na podstawie encykliki Bendykta XVI zakończymy biblijnym określeniem wiary, która stanowiła dla pierwszych chrześcijan ostateczną przyczynę niezłomnej nadziei: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Teraźniejszość więc i przyszłość były dla chrześcijan rzeczywistościami, które się stykają i wpływają wzajemnie na siebie: terazniejszość nie byłaby tak przepełniona nadzieją, gdyby nie istniała rzeczywistość przygotowana przez Chrystusa w niebie; i nie można osiągnąć wieczności, gdyby nie było już wiary na ziemi, bo ona jest poręką dóbr przyszłych.
 


Kryzys nadziei i chrześcijańska odpowiedź, II

   Kontynuujemy rekolekcje wielkopostne na łamach „Opiekuna”, których tematem jest chrześcijańska nadzieja. Nasza refleksja opiera się na encyklice Benedykta XVI zatytułowanej „Spe salvi facti sumus” („W nadziei już jesteśmy zbawieni”). W I części widzieliśmy jak chrześcijanie w pierwotnym Kościele żyli nadzieją i jak do niej doszli po odstąpieniu od stylu i mentalności życia pogańskiego. Nadzieja-wiara pierwszych chrześcijan zmieniła ich życie nie tylko osobiste, ale i społeczne. Doprowadziła do nawróceń ich rodzin, środowisk, a wkrótce całych społeczeństw i narodów. Ewangelia stała się integralną częścią życia większości narodów europejskich. których kultura została przepełniona duchem wiary. Przejdziemy teraz do następnych aspektów nadziei w omawianej encyklice.

  Kryzys nadziei w czasach nowożytnych
Po wielowiekowej „złotej erze chrześcijaństwa” nastąpiły zmiany i w konsekwencji znaczne przewartościowanie nadziei (por. Spe salvi, n. 16). Albowiem czasy nowożytne były naznaczone wynalazkami, nauką i techniką. Zobaczmy więc jakie procesy wtedy nastąpiły, aby zrozumieć owo przewartościowanie chrześcijańskiej nadziei, tym bardziej, że czas odkryć oraz postępu jest czasem i nam towarzyszącym.
Epoka nowożytna była czasem intensywnego rozwoju techniki i odkryć w wielu dziedzinach oraz czasem eksperymentów i nowych metod naukowych, które pozwoliły człowiekowi na odkrycie nowych praw natury, a w konsekwencji na ulepszenie warunków życia. Człowiek poczuł władzę nad naturą i stworzeniem, poczuł się bardziej niż kiedykolwiek panem, a nawet władcą świata. Odkrycia naukowe, wprawdzie nie zaprzeczały wierze, ale ją zepchnęły na teren prywatności i wartości drugorzędnej, czyli na margines życia społecznego. Najważniejsze było owo panowanie człowieka nad światem, zdobywanie wiedzy i rozwijanie techniki. Wyrazem tej mentalności był Francis Bacon, który stworzył teorię „królestwa człowieka” na ziemi i przewidział nawet istnienie samolotów czy łodzi podwodnych.
Nadzieja, szczęście i radość człowieka w epoce nowożytnej wypływały więc z odkryć naukowych i technicznych oraz z poczucia wielkich, a nawet nieograniczonych możliwości człowieka oraz ludzkości (por. n. 17). Podstawowymi wartościami epoki stały się rozum i wolność, które wydawały się gwarantować istnienie nowej i doskonałej wspólnoty ludzkiej (por. n. 18). Rozwój myśli tego nurtu można dostrzec również w ówczesnej polityce i w życiu społecznym aż do jej eksplozji w Rewolucji Francuskiej w 1789 roku. Nadzieje więc człowiek pokładał przede wszystkim w sile ludzkiego umysłu i wolności. Wiara w nieograniczony postęp stała się natomiast podstawą nowej nadziei na lepsze życie. Bóg był natomiast postrzegany jakby z boku całego procesu rozwoju. Rozum i wolność, wg Benedykta XVI, stały się „gwiazdami przewodnimi”, za którymi poszła ludzkość nowożytna w poszukiwaniu nadziei (por. n. 20). Filozofia Kanta nazywała postęp wręcz „Królestwem Bożym na ziemi”, tzn. królestwem stworzonym przez człowieka na ziemi w sposób namacalny i doświadczalny zmysłami. Innymi słowy mówiąc, dla Kanta nie było konieczności nieba skoro szczęście i raj może stworzyć sam człowiek siłą własnego rozumu i woli.

Prawdziwe oblicze chrześcijańskiej nadziei
Widzimy tu ewidentnie, że człowiek nowożytny położył nadzieję w samym sobie, a celem jego dążeń było szczęście tu na ziemi. Ta koncepcja wyraźnie się różni od chrześcijańskiej koncepcji nadziei w Kościole pierwszych wieków. Jako wierzący pytamy razem z Benedyktem XVI: czy rozum odłączony od Boga naprawdę panuje na światem? Jakie są jego możliwości? Czy zawsze będzie umiał rozeznać dobro i zło? Czy będzie służył na pewno tylko dobru? Prawdziwa moc umysłu ludzkiego jest wtedy, kiedy jest on otwarty na „zbawcze moce wiary, na rozeznania dobra i zła” (n. 23).
Nie ma wątpliwości, że „królestwo Boże” realizowane po ludzku, a bez Boga jest królestwem samego człowieka i musi zmierzać do „perwersyjnego końca” (n. 23). Widać to w historii świata i poszczególnych narodów. Bóg natomiast angażuje się w sprawy człowieka, jeśli on sam otworzy się na Jego mądrość i natchnienie. Bóg daje rozwiązania także w sprawach doczesnych. Rozum i wiara potrzebują się wzajemnie, aby nadzieja była pełna i trwała oraz by w niebie osiągnęła swą pełnię. Epoka nowożytna „zawęziła mocno horyzont nadziei” (n. 25) w porównaniu z chrześcijańską wizją nadziei. Z resztą to nie nauka czy technika mogą zbawić świat, ale już go odkupiła Miłość Boga objawiona w osobie Jezusa Chrystusa (por. n.26). Nadzieja prawdziwa to ta, która dotyczy i łączy się z Chrystusowym zmartwychwstaniem. Epoka nowożytna bardzo mocno „zapatrzyła się w ziemię”, a należy patrzeć wysoko w niebo stąpając realnie po ziemi.


Modlitwa szkołą nadziei, III

    W naszych rekolekcjach wielkopostnych idziemy śladami papieża Benedykta XVI, które odnajdujemy na kartach Encykliki „Spe salvi facti sumus” („W nadziei już jesteśmy zbawieni”). Po ukazaniu żywej nadziei pierwotnego Kościoła oraz przemiany tejże nadziei w epoce nowożytnej, Papież przedstawia modlitwę jako szkołę nadziei. Zalicza ją, obok działania i cierpienia, do najważniejszych „miejsc” i „przestrzeni”, gdzie nadzieja chrześcijan jest kształtowana.
   Pierwszym miejscem uczenia się prawdziwej i głębokiej nadziei jest modlitwa, dlatego Papież wyznacza cechy dobrej modlitwy, takiej która jest prawdziwą szkołą niewzruszonej nadziei. Jeśli nas nikt nie słucha i nie rozumie, to na pewno Bóg pozostanie zawsze tą Osobą, do której zawsze można się udać. Nawiązanie kontaktu z samym Bogiem na modlitwie nie jest jednak łatwą sztuką, ale jest absolutnie konieczne. I tak udowadniając, że modlitwa jest zbawienną szkołą nadziei, Benedykt XVI przytoczył przykład życia kardynała z Wietnamu Nguyen-Van-Than, który przebywał 11 lat w więzieniach komunistycznych, z czego aż 9 lat w całkowitej izolacji (por. Spe salvi, n. 32). Miałem możliwość poznania tegoż kardynała podczas mojej pracy i studiów w Rzymie. Napisał on wymowną książkę pt. „Modlitwy nadziei” z okresu uwięzienia i beznadziei swego losu, jak można by określić ten czas na sposób ludzki. W tak trudnej sytuacji mógł on liczyć tylko na Boga w modlitwie i ten fakt uratował jego życie, bo modlitwa podtrzymała nadzieje w jego sercu. Miał „tylko” i „aż” Boga w więzieniu komunistycznym. Modlitwa osobista była dla Kardynała wietnamskiego pomostem do nieba, ostoją nadziei, a nawet „czasem-miejscem” jej wzrostu. Można powiedzieć śmiało, że modlitwa była szkołą nadziei. Kardynał stał się przez to znakiem nadziei dla katolików prześladowanych w różnych rejonach świata.
   Jest więc ścisły związek między modlitwą, a nadzieją. Modlitwa musi być pełnym otwarciem się na Boga, ćwiczeniem pragnienia rzeczy wielkich, a nawet niemożliwych, jak pisał św. Augustyn (por. n. 33). Należy prosić Boga o rzeczy słuszne, godne, dobre, Jemu przyjemne i zgodne z Jego wolą. Nigdy nie można prosić o rzeczy przeciwko człowiekowi, o rzeczy powierzchowne albo skierowane na wygodę czy chwilową potrzebę człowieka. Takie bowiem intencje nie pochodzą od Boga i nie są zgodne z Jego wolą. Stąd, gdy zauważymy, że się one pojawiają na modlitwie, należy z nich oczyszczać swoje serce oraz wyzwalać się od złych i nieuporządkowanych pragnień. Na modlitwie w końcu – pisze Benedykt XVI – człowiek musi uwolnić się od nieszczerości wobec Boga, wobec siebie, a także innych osób. Należy uwolnić się w konsekwencji od ukrytych kłamstw, którymi człowiek zwodzi przede wszystkim siebie samego. Brak takiego procesu oczyszczenia na modlitwie nie pozwoli nigdy na dobrą modlitwę, gdyż osoba pozostanie częściowo lub całkowicie w iluzji i błędnym mniemaniu o własnej uczciwości, szczerości, a nawet niewinności (por. n. 33). Spotkanie z Bogiem na modlitwie musi budzić sumienie, konfrontować własne życie z wolą i przykazaniami Bożymi. Modlitwa musi w końcu dokonać oczyszczenia z dumy i doprowadzić do rzeczywistego obrazu o samym sobie, aby stawać przed Bogiem w całkowitej prawdzie. Wtedy dopiero modlitwa umożliwi rozmowę z Bogiem Osobowym i zacznie przemieniać modlącego się. Człowiek oczyszczony z pychy zaczyna „widzieć” i „słuchać” Boga, Jemu wierzy, Jemu ufa i ma niewzruszoną nadzieję, iż prosząc Boga w słusznych sprawach, otrzyma rozwiązanie (por. n. 33). Modlitwa oczyszczająca i prowadząca do ufnej nadziei musi ponadto łączyć modlitwę osobistą z publiczną modlitwą Kościoła. Nadzieja zaś wyniesiona z takiej modlitwy jest nadzieją osobistą, ale udzielającą się innym. Przenika ona rzeczy teraźniejsze i przyszłe, gdyż zdolna jest „zobaczyć” to, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują. Nadzieja, która jest „zrodzona” na modlitwie jest nadzieją chrześcijan (por. n. 34).


Cierpienie lekcją nadziei, IV

    Od kilku lat „Opiekun” stał się forum nietypowych rekolekcji wielkopostnych. Tym razem zdecydowaliśmy się pójść śladami papieża Benedykta XVI, wyznaczonymi wierzącym na kartach Encykliki „Spe salvi facti sumus” („W nadziei już jesteśmy zbawieni”). W poprzednich rozważaniach ukazaliśmy żywą nadzieję pierwotnego Kościoła oraz późniejszy jej kryzys w epoce nowożytnej. Natomiast dwa tygodnie temu ukazaliśmy modlitwę, jako niezastąpioną szkołę nadziei. Papież zalicza ją, obok działania i cierpienia, do tych „miejsc” i „przestrzeni”, w których chrześcijańska nadzieja najpełniej kształtuje się i dojrzewa. Na koniec tegorocznych rekolekcji podejmijmy temat cierpienia jako drogi pokornego uczenia się i umacniania w nadziei.Pan Jezus przyjął ludzką naturę, a wraz z nią i cierpienie, kiedy stał się człowiekiem i wszedł w ludzką historię cierpienia
   Podobnie jak ludzkie działanie tak i cierpienie przynależy do ludzkiej egzystencji. Skąd ono pochodzi? Z jednej strony z naszej osobistej skłonności do złego, a z drugiej strony z ogromu win, które są konsekwencją zła, jakie ludzkość popełniła na przestrzeni dziejów (por. n. 36). I choć ludzka egzystencja naznaczona jest cierpieniem, to należy robić wszystko, aby zmniejszać i zapobiegać cierpieniu, jeśli jest to tylko możliwe. W sposób szczególny, pisze Benedykt XVI, należy zapobiegać cierpieniu niewinnych, uśmierzać ból chorujących i pomagać przezwyciężać cierpienie duchowe i psychiczne. Jest to zadanie skierowane do chrześcijan, które wypływa ze sprawiedliwości, miłości, jak i solidarności międzyludzkiej.
  Choć udało się uczynić wielki postęp w walce z bólem fizycznym, to zauważamy, że pojawiają się ciągle nowe choroby, a przede wszystkim nie ustępuje cierpienie psychiczne i duchowe. Stąd nie możemy całkowicie zrzucić z siebie mocy zła i win, które są źródłem cierpienia. Mógł to uczynić tylko Wszechmocny Bóg, tylko Bóg i Pan wszystkiego. Dokonał On rzeczywistego wyzwolenia człowieka ze zła, win i cierpienia, kiedy w osobie Jezusa Chrystusa przyszedł na ziemię, kiedy Pan Jezus przyjął ludzką naturę, a wraz z nią i cierpienie, kiedy stał się człowiekiem i wszedł w ludzką historię cierpienia.
  Na krzyżu pokonał On nie tylko zło i grzech, ale również tego, który jest ich źródłem - szatana. W ten sposób Bóg objawił swą moc i panowanie nad złem i cierpieniem. Ukazał nowe życie, które pochodzi od Niego, a które człowiek utracił w Raju przez grzech nieposłuszeństwa wobec Stwórcy. Bóg jednak nigdy nie przestał kochać człowieka i nieustannie przygotowywał plan, aby to życie i szczęście móc na nowo ofiarować człowiekowi. A gdy nadeszła pełnia czasów, zesłał swego Jednorodzonego Syna na ziemię, aby nas zbawić (por. Ga 4,4).
   Wiara w Jezusa Chrystusa, w odkupieńczą moc Jego krzyża i w zbawienne zmartwychwstanie napawają nas niezwykłą nadzieją: iż człowiek i świat mogą być uleczone z cierpienia! A stanie się to naprawdę, jeśli ludzkość i każdy człowiek z osobna uwierzą głęboko i bez reszty w to, co Bóg przygotował człowiekowi przez krzyż i zmartwychwstanie Jezusa: wieczne szczęście w Jego domu – w Niebie. Poprzez zmartwychwstanie otrzymaliśmy od Boga niezłomny dowód zwycięstwa nad złem i cierpieniem, ale ułomność dotyczy także naszej wiary i trudno nam do końca w to uwierzyć. Bóg i temu zaradza, bo daje nam czas na ziemi, aby dojrzewać w wierze i kształtować w sobie nadzieję przyszłego nieśmiertelnego życia, które będzie przepojone obecnością samego Pana, Stwórcy wszystkiego oraz będzie wolne od cierpienia i zła.
Choć teraźniejszość naznaczona jest ciągle cierpieniem, to wizja takiej przyszłości przepełnia nas ogromną nadzieją, bo dzięki Chrystusowi będziemy wolni od grzechu i śmierci. W tej perspektywie cierpienie teraźniejsze jest źródłem udręk życiowych, tak, ale nie tylko. Cierpienie bowiem staje się jednocześnie szkołą niezłomnej nadziei, „miejscem”, gdzie nadzieja hartuje się, umacnia oraz dojrzewa, i gdzie próbuje się ją, jak próbuje się złoto w tyglu.
  Ten ostatni etap naszych rekolekcji, gdzie wraz Benedyktem Papieżem zobaczyliśmy cierpienie jako dorastanie do prawdziwej nadziei, niech ubogaci nas w przeżywaniu Wielkiego Tygodnia, zwłaszcza Triduum Paschalnego.
„Gdy wstąpię do Nieba, Ty tam jesteś;
jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę.
Nawet ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie
a noc zajaśnieje jak dzień. Mrok jest dla Ciebie jak światło”
(Ps 139).
 

 

 

 

Copyright 2008 JoWaL