|
Łaska dnia, czyli jak
czytać niewidzialne, cz. I
Przez wieś mknie na rozszalałym koniu człowiek. Na pytanie: „Dokąd się
tak śpieszysz”, odpowiedział „Nie pytaj mnie, pytaj konia”.Czy nie
odnosisz wrażenia, że ciągle coś nas popycha, przynagla, dyktuje tempo,
wyznacza porządek dnia? Czy wszechobecny pośpiech nie powoduje duchowej
zadyszki? Wymuszona przez budzik pobudka. Poranna toaleta z mydłem,
szczoteczką do zębów, grzebieniem po omacku. Ślamazarne ubieranie,
gwiżdżący niecierpliwie czajnik-wariat. Pośpieszne śniadanie. Wysłane z
całusem i kanapkami do szkoły dzieci. Autobus złapany „w locie” albo
szybki krok do pracy. W drodze krótki pacierz albo nie. Ciągły
pośpiech. A w pracy dobrze naoliwione tryby odmierzają kolejne godziny.
Drugie śniadanie - trzeba już kończyć. Zmęczenie daje o sobie znać. A
tu jeszcze zakupy z ciężką siatką, suchoty w portfelu. Potem
wywiadówka, odebrane dziecko z przedszkola, wizyta u dentysty. Późny
obiad podany przez babcię albo przygotowany poprzedniego wieczora. Męża
jeszcze nie ma, bo wziął dodatkową pracę, dzieciaki przy komputerze,
telewizji. Krótkie: „ jak w szkole dzieci? Pokaż dzienniczek. No to do
lekcji!” Chwila oddechu, krótka drzemka w fotelu. Zrobił się wieczór.
Kolacja. Mateusz opowiada o sukcesie z „matmy”, Gosia o piątce z
wiersza, Michał o niesprawiedliwej trójce z polskiego. Co na jutro? A,
jeszcze spacer, bo pies niespokojny. Skok do komputera, sprawdzanie
klasówki, papiery z pracy, żeby odrobić zaległości, pranie,
prasowanie... Zmęczone oczy proszą o sen. Minął kolejny dzień. Jak tu
odnaleźć czas i Boga?
Wciąż myślimy o ofiarach katastrofy w Katowicach. Bogu oddaliśmy ich
życie i tajemnicze odejście. To wydarzenie otworzyło nam oczy i serca,
pobudziło wyobraźnię. Kto mógł i chciał ofiarował grosz. Czy ci,
których zabrała nagła i niespodziewana śmierć byli przygotowani na
spotkanie z Bogiem? Czy przez łzy, ból i wzruszenie usłyszymy słowa
ważne, bo o nas samych, a wypowiedziane przez największy Autorytet ? To
Jego komentarz do tego wydarzenia: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy
tak samo zginiecie”. Tak jak to było w czasach Jezusa, gdy zawaliła się
wieża w Siloe i pochłonęła wiele ludzkich istnień. Bo jest klęska
największa, gdy się traci z oczu Boga. A stan techniczny budynku,
zaniedbania - to także pytanie o odpowiedzialność za pracę. Jest też
pytanie o miłość. Do męża, żony, dziecka, rodziców, dziadków. Bez niej
wszystko psu na budę! Sami powtarzamy, że mógłby tam zginąć każdy z
nas. Tak. Każdy. Pomyślmy o tym. Tyle pytań, które przyszły
niespodziewanie, spoza nas, od Pana Boga. „Śpieszmy się kochać ludzi
tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą”. Pytania i
Pan Bóg przy nich, przy nas - to nasze rekolekcje. Bóg, który zatrzymał
czas, obudził z duchowego letargu, pozwolił przez to, co trudne, co
boli, zobaczyć to, czego nie widzieliśmy dotąd, nie docenialiśmy albo o
czym zapomnieliśmy. Czy jutro będzie lepsze? Czy szerzej otworzymy
oczy, żeby dostrzec niewidzialne, ważne?
Ktoś mi opowiadał, że jadąca na sygnale karetka pogotowia
albo straż pożarna uruchamia jego serce. Myśli wtedy o rannych,
ofiarach i opatruje każdego westchnieniem do Boga. Bóg, który spotyka
się z nami, daje nam znak, jeździ z rannymi w karetce, jest pierwszy na
miejscu wypadku, chodzi z cierniową koroną ulicami. Pędzących z
plecakiem spraw prosi o pomoc.
Są różne rekolekcje. Te w kościele, w drodze. Każde wymagają odwagi,
wysiłku, namysłu. Tyle już było rekolekcji w naszym życiu. Skarżysz
się, że owoców nie widać, że wszystko bez zmian. „Być może dlatego, że
zabrakło ci odwagi, by potrząsnąć drzewem”.
Jak
odzyskać utracony słuch, czyli o zakurzonej Księdze, cz. II
Opowiadał stary żołnierz. „Nacierają nieprzyjacielskie czołgi i
samoloty, ziemia trzęsie się od huku, piekielna wrzawa rozsadza
czaszkę. Nagle coś rozprasza moją uwagę. Po osłonie karabinu, który
trzymam w rękach, spaceruje mrówka: jakby nigdy nic, jakby się nic nie
działo. Spacerowała tam i z powrotem. Później dowiedziałem się, że
mrówki nie słyszą.” A co z naszym słuchem.
Wybacz, że zapytam wprost. Czy czytasz Pismo św.? Nie chciałem Cię
wprawiać w zakłopotanie. Myślę w tej chwili o wszystkich zakurzonych
Bibliach w kraju. Gdyby je wszystkie razem odkurzyć? Byłaby niezła
burza piaskowa. Czy słowo Boże ma szansę, nie przegrywa wyścigu o „rząd
dusz” z mediami, gazetami, grami, telewizją?
Pytanie, przyznaję trochę przewrotne, prowokacyjne. Świat mediów
powiesz, to nie wróg. Ale też i nie łatwy przyjaciel. Trzeba uważnie
patrzeć mu na ręce. Słyszałem wypowiedź 25-latka: „ gdyby nie głód,
chyba bym od komputera nie odszedł”. Statystyczny Polak ogląda
dwadzieścia kilka godzin telewizji tygodniowo. Dodajmy agresywny świat
gier komputerowych bombardujący nas milionami słów i obrazów. Komu
pozwalasz mówić do siebie? Wielu mówi wiele, ale nie z każdym należy
się zgadzać. Ojcu św. Janowi Pawłowi II zarzucano, że pojechał na Kubę,
rozmawiał z Castro, podał mu rękę. „Każdego człowieka trzeba wysłuchać,
uszanować, bo każdy ma swoja prawdę” - odpowiedział Ojciec św. Czy
pochwalił przez to całe zło reżimu? Całą mocą przeciwstawiał się mu.
Nie wszystko więc jedno, co czytamy, co oglądamy, z kim przestajemy.
„Kto z kim przestaje, takim się staje”. Chrześcijanin to sól i światło
świata. To realista, który wie, że zło jest czasem bardzo blisko
/Mt13,36-43/, stroi się w kolorowe piórka dobra. Czasem zapraszane jest
na własne życzenie, za własne pieniądze. Przychodzi od rodziców,
wychowawców, kolegów, mody. Zbyt wielu jest duchowo poranionych, żeby
tego nie dostrzegać, bagatelizować. Poglądy i postawy „ekranu” szybko,
zbyt szybko uznajemy za swoje. Jeśli im udzielamy głosu, zapraszamy,
dlaczego odmawiamy prawa głosu Jezusowi? Bóg chce z nami rozmawiać.
Jego słowo jest blisko, na wyciągnięcie ręki. „Mów, Panie bo sługa Twój
słucha”- powiedział młody Samuel , gdy Heli, kapłan żydowski, pomógł mu
rozpoznać głos Boga, który przemówił do chłopca we śnie /1Sm1-10/. Bóg
mówi także we śnie. Jak trzeba być czujnym. Nie kocha się kogoś kogo
się nie zna. Poznać, uwierzyć i pokochać Jezusa, to pozwolić przyjść
Słowu, które jest największym Autorytetem. Wierzysz w to? „ Będziesz
Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców,
więcej niż mnie. Nigdy się nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz,
dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w
życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”/ z
testamentu dziadka Romana Brandstaettera/. Ile autorytetów” przeminęło
z wiatrem, ile „gwiazd” pospadało. Pamiętasz pana Andrzeja S.?
Zastanawiam się nad duchowymi stratami , wypaczonymi charakterami . Bóg
nie krzyczy, Bóg puka. „Jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie
powracają, dopóki nie nawodnią ziemi i nie zapewnia jej urodzaju, tak
iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które
wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocne, zanim nie dokona
tego, co chciałem” /Iz55,10-11/. A więc jestem dla Boga ziemią. Jaką?
Co ze mnie wyrasta? /Mt13,1-9/. Szatan nie boi się zakurzonej Biblii! W
wolnej chwili, od Niego danej, usiądę przy Nim. Wyciszę wszystkie
głosy. Będę uważnie czytał i jadł Jego słowa. Niech Duch oświeci moje
serce i uzbroi ku dobremu. Będę Go pytał o wszystko, co ważne, co
wypełnia moje życie. Będę nasłuchiwał szeptu Jego mowy. „Biblio, mój
Przewodniku, po życiu. Mój niezawodny Przyjacielu, tak bardzo cię
potrzebuję! Będą młodą dziewczyną co dzień czytała Biblię. Jako mężatka
porzuciła lekturę. Podniosła bunt, gdy ksiądz przypomniał jej, że
pozbawia się przez to pokarmu i światła. „Ksiądz nie jest matką i nie
może tego pojąć: smoczki, kleiki, porody, koklusz. Naturalnie nic to
wszystko nie mówi księdzu”. Aż któregoś dnia, po wielokrotnych
naleganiach, zgodziła się. „Co mam robić?” - zapytała. „ Kupisz
czerwony ołówek. Położysz obok Ewangelii. A potem zacznij czytać, p i ę
ć m i n u t. Ani jednej minuty więcej, ani jednej mniej. Wybierz sobie
jakieś jedno zagadnienie, pod kątem którego będziesz czytała i
podkreślaj teksty, które wiążą się z tym problemem””. Jako matka
wybrała zagadnienie wychowania. Mijały miesiące. Czytała skrupulatnie
Ewangelię z ołówkiem w ręku ,co dzień 5 minut. Po przeczytaniu ,
przepisała i posegregowała teksty. Powstał traktat o wychowaniu wg
Ewangelii, który triumfalnie przyniosła księdzu. Zapał mamy udzielił
także się jej synowi.
Pięć minut. Przyznaj, że to niewiele. Trudno się tłumaczyć
brakiem czasu, przeciążeniem pracą, nauką. Tylko pięć minut. A jaki
zysk. Bo „kto z kim przestaje...”
Strata
czasu?, cz. III
Dziennikarze zapytali kiedyś arcybiskupa Paryża, Jean-Marie Lustigera,
czy przy tak wielu obowiązkach ma jeszcze czas na modlitwę. „Nie, nie
mam. Ja sobie go po prostu biorę” - odpowiedział Kardynał.
Gdyby mnie ktoś zapytał, dlaczego się modlę, odpowiedziałbym
- dlatego, że On jest, że Go kocham. Przecież straszną rzeczą jest
mówić, że Bóg jest i na tym poprzestać. Szatan też wierzy w Boga i
drży, a jednak nie chce mieć z Nim nic do czynienia, nie chce poddać
się Jego władzy.
Kim naprawdę jest dla nas Bóg? Śmiertelnie ważne pytanie! Bogiem
rodziców, którzy powiedzieli mi o Nim i tak mi już zostało. Strażakiem
do gaszenia wszystkich pożarów - nieszczęść. Policjantem-żandarmem do
pilnowania porządku. Rezerwowym graczem wpuszczanym, gdy sytuacja staje
się krytyczna, więc na wszelki wypadek... Kumplem, którego uważamy za
równego sobie i poklepujemy po plecach. Witaminą C - nie pomoże, nie
zaszkodzi. „Stoliczku nakryj się” na nasze posyłki, zachcianki.
Kolorowe, niedzielno-świąteczno-przypadkowe pudełko w środku puste z
gustowną kokardką. Albo posadzonym na ławie, winnym wszystkim
nieszczęściom oskarżonym. Kim ja dla Ciebie naprawdę jestem? - pyta
Bóg.
Przecież nie Bogu potrzebna jest modlitwa. Ma wszystko. Nie
urośnie, nie przybędzie Mu nic od naszych słów, szczebiotu. Pomyślmy,
jeżeli przez Jezusa Ojciec niebieski zaczął z nami rozmawiać, tzn., że
ta rozmowa jest dla nas konieczna, ważna. Bóg chce z nami rozmawiać.
Bez rozmowy, bycia razem, tak jak w relacjach z najbliższymi coś się
psuje, obumiera. Oddalamy się, mniej rozumiemy, mniej kochamy. Może
stajemy się nawet obcy. Brak modlitwy to znak ostrzegawczy, że można o
Nim zapomnieć. On nigdy nie zapomina o nas. Jak może zapomnieć o swoim
dziecku? Ale to, że nie zapomina nie znaczy, że tylko jest i patrzy.
Czy On nie chce nas prowadzić przez życie za rękę, bo nas kocha?
Dlaczego nie uchwycić się mocno tej ręki? Przecież: „Nie boję się, gdy
ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie”.
Gdy mamy problemy pytamy koleżankę, rodziców, przyjaciela,
odwiedzamy psychologa. A On? Zna każdą troskę, chce żebyśmy Mu o
wszystkim opowiedzieli. Przecież Bóg to: „Ojciec, który kocha jak
mama”, chce dla mnie najlepiej. Gdy jest mi źle, pocieszy mnie. Gdy
będę odchodził z tej ziemi będę wołać: „W Twoje, Ojcze ręce, powierzam
moje życie”.
Pytanie o modlitwę to pytanie o miłość do Boga. Patrzmy na Jezusa,
który kochał Ojca. Kiedy podejmował decyzję wyboru 12, modlił się;
kiedy wskrzeszał Łazarza, modlił się, kiedy rozmnażał chleb, kiedy był
w Ogrójcu, kiedy umierał na krzyżu, modlił się. Jest całą duszą przy
Ojcu. Modlitwa Jezusa to tajemnica udanego, spełnionego, pięknego
życia. Starajmy modlić się nie dlatego, że wypada; ale dlatego, że bez
modlitwy tracimy grunt pod nogami, dryfujemy w nieznane, rozbrajamy
się. Jezus w Ogrójcu upadł na kolana. Pokornie uznał, że tylko Bóg jest
wobec cierpienia i śmierci jedynym Światłem i Siłą. Modlitwa to sprawa
wiary i miłości do Tego, który jest. Bez modlitwy rozmijamy się z Nim.
„Jak się mam modlić?” - zapytał ktoś św. Filipa Neri. „Módl się” -
odpowiedział święty. To znaczy, że nie ma gotowej recepty, bo każda
dusza to inny świat i Bóg rozmawia z każdym inaczej. Tylko praktyka
pozwala odkryć radość i piękno przebywania z Nim. Po prostu przyjdź do
Niego i powiedz Mu o wszystkim. Zacznij słuchać. Ktoś zaprosił św.
Franciszka do swojego domu. Chciał odkryć tajemnicę jego modlitwy.
Kiedy w nocy Franciszek wstał, gospodarz przyłożył ucha do drzwi i
usłyszał: „Boże mój, Boże mój, mój Boże, Boże mój”. Tylko tyle? -
zapytamy. Wystarczy. Żeby tylko włożyć w to całą swoją miłość. Czasem
wystarczy westchnienie: „Kocham Cię”, „Jezu, ufam Tobie”. Czasem
wystarczy wpatrywać się w Jego Obraz, po prostu patrzeć na Niego, a On
na nas. Czasem wystarczy wejść do kościoła i uklęknąć. Ks.Twardowski
pisał: „ Modlitwa jest wyrzuceniem z siebie wszystkich niepotrzebnych
gratów po to, żeby zamieszkał w nas Pan Jezus”.
Wielkanoc
Wielkanoc, czyli o przywróconej nadziei
Zima dała się nam porządnie we
znaki. Tupiemy niecierpliwie, żeby wreszcie odeszła. A przecież jest
pożyteczna, robi swoje. Alarm o krytycznym stanie wód wciąż trwa.
Ciepła kołdra okrywała pola, żeby zasiane ziarno było bezpieczne.
Tęsknimy do ciepła, zieleni, kwitnących kwiatów, strzelających pąków.
Zanim jednak przyjdzie wytęskniona wiosna, trzeba przejść przez
„niekochaną” zimę. Zimy nie unikniemy, jak tego, co trudne. Nie
wszystko od nas zależy. Siła wyższa. Ale wiosna nadejdzie, już jest. To
pewne. Jak po nocy poranek.
Ja o wiośnie, a chodzi o temat fundamentalnie poważny -
zmartwychwstanie. Ale czy wiosnę przebudzenia, życia, zmartwychwstania
nie poprzedza zima, noc uśpienia, pozornego bezruchu, oczekiwania?
Przecież już w samej zimie kryje się nadejście wiosny, tak jak w
Wielkim Piątku Niedziela zwycięstwa Jezusa.
Opowiadał mi pewien mężczyzna o sąsiedzie, który zrobił mu
straszne świństwo, fałszywie zeznając przeciwko niemu. Sprawa była
poważna. „Dałbym mu w...”- krzyknął gniewnie. Po chwili, kiedy emocje
opadły, dodał: „Ale Pan Bóg nie pozwala”.
O co chodzi w zmartwychwstaniu? O to, czy Bóg jest, czy Go
nie ma ? Nie o sentymentalna bajkę dla serca bezradnego wobec śmierci i
bezsensu. Bóg żyje i działa. Jak wtedy, tak i dziś. Żyjący Jezus
okazuje się Panem, któremu śmierć posłuszna jest jak baranek. Miłość
okazała się silniejsza niż śmierć. Z ponurej nocy wątpienia Wielkiego
Piątku, milczenia sobotniego Grobu, nabieramy teraz odwagi i nadziei,
która przyszła spoza nas, za darmo. Ponieważ On jest Życiem, otwiera
przed nami prawdziwe życie. To dopiero czyni nas silnymi i
odpowiedzialnymi za życie tu na ziemi. Świadectwo o tym jest tego
prostą konsekwencją.
Tej spowiedzi nie zapomnę. On, staruszek, wypowiadał przed Bogiem
50-letnią beztroskę życia, odejście, grzech. Padało. Chciałem przerwać.
Nie śmiałem. A potem skrucha, płacz. Pomyślałem o wodzie z przebitego
boku Jezusa, która oczyszcza, daje nowe życie. Umarł grzech,
zmartwychwstało sumienie. Narodził się nowy człowiek.
Śmierć chciała nas mieć w garści, tak jak zło czyli wirus
wszelkiego nieszczęścia. Przecież zło przyniosło śmierć. Nie ma co zła
pudrować, wybielać. Musi naprawdę przed Bogiem umrzeć, żebyśmy
zmartwychwstali. Śmierć kostucha chciała nam pościnać głowy, zabrać
życie, ale Pan Jezus zabrał jej kosę. Zraniła nas w piętę, ale Bóg
urwał jej głowę. Bo czy możliwe jest, by Bóg oddał swoje dziecko w moc
nieprzyjaciela, nie walczył o nie jak lew?
Twardziel setnik, oswojony ze śmiercią i przemocą, dla którego
rozkaz często stał ponad głosem sumienia i dobry łotr. Przecież oni
dwaj w nocy zobaczyli Światło. Nie dzięki sobie i nie w jasny dzień.
Ale dzięki Jezusowi i wtedy, kiedy był ostatnim, na którego można by
postawić. Pechowcy postawili na „Pechowca”, „Bankruta”. Ale się nie
zawiedli . Wszystko rzucili na jedną szalę: „Jezu, wspomnij na
mnie...”. Pośrodku nocy Bóg postawił im ŚWIATŁO, którym jest Jezus.
Przy Nim zawsze jest dzień. Z Bogiem zawsze jest wygrana.
Piotrek i Ania bardzo chcieli mieć dzieci. Lekarze nie pozostawili
złudzeń. Zgodnie więc podjęli decyzję o adopcji. Małej Kasi dali swoje
nazwisko, przyszłość, miłość. Teraz są szczęśliwi. Bóg, który wydawał
się opuścić ich w Wielki Piątek zmartwienia i troski, „odbierając” im
nadzieję , „milczał” w Wielka Sobotę ich tęsknoty za własnym dzieckiem,
w Niedzielę Zmartwychwstania otworzył ich serca na miłość i życie.
Bóg okazuje się bliski, kiedy ogarnia nas pustka i słabość. Nie
jest Bogiem, który mieszka na Olimpie, a los człowieka jest mu obcy. To
Bóg Jezusa, który cały zaangażował się w sprawę człowieka.
Zmartwychwstanie to siła miłości, która ratuje nas przed nieszczęściem
samouwielbienia, egoizmu, życia poza Bogiem. Ufność, że w Nim jest
nasze ocalenie. To oddanie się Temu, który jest. Jesteśmy, bo On JEST -
na tym opiera się wiara. To grunt, fundament, który nie usuwa się nawet
w najciemniejszą noc. Zmartwychwstanie ocala więc wszystko i każdego.
Zmartwychwstały Pan pozwala nam odnosić zwycięstwa już teraz.
Sakramenty to On sam, który uzdalnia nasze serce do miłości. Tylko Jego
miłość nie umiera. Kochając mamy nadzieję na życie.
Myślę o wszystkich, którzy trwają przy dobru. O żonie znoszącej
cierpliwie męża, o babci modlącej się za dzieci, które o niej
zapomniały, o kolejnej próbie walki ze słabością, o przebaczaniu, o
podjętej walce o naprawę swego charakteru, o lepsze życie,
bezinteresowność uczynków. Przecież to jest wiara w dobra
zmartwychwstanie. I jak tu Bogu nie dziękować! Jak tu nie bić w dzwony
radości, nie zapalać świateł nadziei, kiedy On naprawdę Żyje. Jak nie
śpiewać Alleluja, kiedy On jest zawsze przy nas. W dni radości i noce
smutku. Podzielmy się w poranek wielkanocny z bliskimi jajkiem, znakiem
nowego życia, które przychodzi od Jezusa. Dzielmy się wiarą, nadzieją,
miłością. Bez nich nie ma życia. Nie ma też i zmartwychwstania.
|