DomowaSzukajDomowa

                              

Ustaw stronę redakcji Opiekuna jako domową. Dodaj stronę  redakcji Opiekuna do "Ulubionych". Prześlij adres tej strony znajomym. Napisz do nas. Wydrukuj.
 Opiekun edycja internetowa

 Dziś

Spis

Piszą u nas
Pod naszym patronatem
Rekolekcje z Opiekunem
Diecezja w Internecie

Rekolekcje wielkopostne z Opiekunem 2006

Tegoroczne rekolekcje prowadzi ks. Wojciech Przybylski

Ks. Wojciech Przybylski jest proboszczem w parafii

pw. NMP Wniebowziętej w Gołuchowie (dek. gołuchowski)

     Łaska dnia, czyli jak czytać niewidzialne, cz. I

   Przez wieś mknie na rozszalałym koniu człowiek. Na pytanie: „Dokąd się tak śpieszysz”, odpowiedział „Nie pytaj mnie, pytaj konia”.Czy nie odnosisz wrażenia, że ciągle coś nas popycha, przynagla, dyktuje tempo, wyznacza porządek dnia? Czy wszechobecny pośpiech nie powoduje duchowej zadyszki? Wymuszona przez budzik pobudka. Poranna toaleta z mydłem, szczoteczką do zębów, grzebieniem po omacku. Ślamazarne ubieranie, gwiżdżący niecierpliwie czajnik-wariat. Pośpieszne śniadanie. Wysłane z całusem i kanapkami do szkoły dzieci. Autobus złapany „w locie” albo szybki krok do pracy. W drodze krótki pacierz albo nie. Ciągły pośpiech. A w pracy dobrze naoliwione tryby odmierzają kolejne godziny. Drugie śniadanie - trzeba już kończyć. Zmęczenie daje o sobie znać. A tu jeszcze zakupy z ciężką siatką, suchoty w portfelu. Potem wywiadówka, odebrane dziecko z przedszkola, wizyta u dentysty. Późny obiad podany przez babcię albo przygotowany poprzedniego wieczora. Męża jeszcze nie ma, bo wziął dodatkową pracę, dzieciaki przy komputerze, telewizji. Krótkie: „ jak w szkole dzieci? Pokaż dzienniczek. No to do lekcji!” Chwila oddechu, krótka drzemka w fotelu. Zrobił się wieczór. Kolacja. Mateusz opowiada o sukcesie z „matmy”, Gosia o piątce z wiersza, Michał o niesprawiedliwej trójce z polskiego. Co na jutro? A, jeszcze spacer, bo pies niespokojny. Skok do komputera, sprawdzanie klasówki, papiery z pracy, żeby odrobić zaległości, pranie, prasowanie... Zmęczone oczy proszą o sen. Minął kolejny dzień. Jak tu odnaleźć czas i Boga?

    Wciąż myślimy o ofiarach katastrofy w Katowicach. Bogu oddaliśmy ich życie i tajemnicze odejście. To wydarzenie otworzyło nam oczy i serca, pobudziło wyobraźnię. Kto mógł i chciał ofiarował grosz. Czy ci, których zabrała nagła i niespodziewana śmierć byli przygotowani na spotkanie z Bogiem? Czy przez łzy, ból i wzruszenie usłyszymy słowa ważne, bo o nas samych, a wypowiedziane przez największy Autorytet ? To Jego komentarz do tego wydarzenia: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”. Tak jak to było w czasach Jezusa, gdy zawaliła się wieża w Siloe i pochłonęła wiele ludzkich istnień. Bo jest klęska największa, gdy się traci z oczu Boga. A stan techniczny budynku, zaniedbania - to także pytanie o odpowiedzialność za pracę. Jest też pytanie o miłość. Do męża, żony, dziecka, rodziców, dziadków. Bez niej wszystko psu na budę! Sami powtarzamy, że mógłby tam zginąć każdy z nas. Tak. Każdy. Pomyślmy o tym. Tyle pytań, które przyszły niespodziewanie, spoza nas, od Pana Boga. „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą”. Pytania i Pan Bóg przy nich, przy nas - to nasze rekolekcje. Bóg, który zatrzymał czas, obudził z duchowego letargu, pozwolił przez to, co trudne, co boli, zobaczyć to, czego nie widzieliśmy dotąd, nie docenialiśmy albo o czym zapomnieliśmy. Czy jutro będzie lepsze? Czy szerzej otworzymy oczy, żeby dostrzec niewidzialne, ważne?
    Ktoś mi opowiadał, że jadąca na sygnale karetka pogotowia albo straż pożarna uruchamia jego serce. Myśli wtedy o rannych, ofiarach i opatruje każdego westchnieniem do Boga. Bóg, który spotyka się z nami, daje nam znak, jeździ z rannymi w karetce, jest pierwszy na miejscu wypadku, chodzi z cierniową koroną ulicami. Pędzących z plecakiem spraw prosi o pomoc.
Są różne rekolekcje. Te w kościele, w drodze. Każde wymagają odwagi, wysiłku, namysłu. Tyle już było rekolekcji w naszym życiu. Skarżysz się, że owoców nie widać, że wszystko bez zmian. „Być może dlatego, że zabrakło ci odwagi, by potrząsnąć drzewem”.
 


 Jak odzyskać utracony słuch, czyli o zakurzonej Księdze, cz. II

    Opowiadał stary żołnierz. „Nacierają nieprzyjacielskie czołgi i samoloty, ziemia trzęsie się od huku, piekielna wrzawa rozsadza czaszkę. Nagle coś rozprasza moją uwagę. Po osłonie karabinu, który trzymam w rękach, spaceruje mrówka: jakby nigdy nic, jakby się nic nie działo. Spacerowała tam i z powrotem. Później dowiedziałem się, że mrówki nie słyszą.” A co z naszym słuchem.

  Wybacz, że zapytam wprost. Czy czytasz Pismo św.? Nie chciałem Cię wprawiać w zakłopotanie. Myślę w tej chwili o wszystkich zakurzonych Bibliach w kraju. Gdyby je wszystkie razem odkurzyć? Byłaby niezła burza piaskowa. Czy słowo Boże ma szansę, nie przegrywa wyścigu o „rząd dusz” z mediami, gazetami, grami, telewizją?
   Pytanie, przyznaję trochę przewrotne, prowokacyjne. Świat mediów powiesz, to nie wróg. Ale też i nie łatwy przyjaciel. Trzeba uważnie patrzeć mu na ręce. Słyszałem wypowiedź 25-latka: „ gdyby nie głód, chyba bym od komputera nie odszedł”. Statystyczny Polak ogląda dwadzieścia kilka godzin telewizji tygodniowo. Dodajmy agresywny świat gier komputerowych bombardujący nas milionami słów i obrazów. Komu pozwalasz mówić do siebie? Wielu mówi wiele, ale nie z każdym należy się zgadzać. Ojcu św. Janowi Pawłowi II zarzucano, że pojechał na Kubę, rozmawiał z Castro, podał mu rękę. „Każdego człowieka trzeba wysłuchać, uszanować, bo każdy ma swoja prawdę” - odpowiedział Ojciec św. Czy pochwalił przez to całe zło reżimu? Całą mocą przeciwstawiał się mu. Nie wszystko więc jedno, co czytamy, co oglądamy, z kim przestajemy. „Kto z kim przestaje, takim się staje”. Chrześcijanin to sól i światło świata. To realista, który wie, że zło jest czasem bardzo blisko /Mt13,36-43/, stroi się w kolorowe piórka dobra. Czasem zapraszane jest na własne życzenie, za własne pieniądze. Przychodzi od rodziców, wychowawców, kolegów, mody. Zbyt wielu jest duchowo poranionych, żeby tego nie dostrzegać, bagatelizować. Poglądy i postawy „ekranu” szybko, zbyt szybko uznajemy za swoje. Jeśli im udzielamy głosu, zapraszamy, dlaczego odmawiamy prawa głosu Jezusowi? Bóg chce z nami rozmawiać. Jego słowo jest blisko, na wyciągnięcie ręki. „Mów, Panie bo sługa Twój słucha”- powiedział młody Samuel , gdy Heli, kapłan żydowski, pomógł mu rozpoznać głos Boga, który przemówił do chłopca we śnie /1Sm1-10/. Bóg mówi także we śnie. Jak trzeba być czujnym. Nie kocha się kogoś kogo się nie zna. Poznać, uwierzyć i pokochać Jezusa, to pozwolić przyjść Słowu, które jest największym Autorytetem. Wierzysz w to? „ Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców, więcej niż mnie. Nigdy się nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”/ z testamentu dziadka Romana Brandstaettera/. Ile autorytetów” przeminęło z wiatrem, ile „gwiazd” pospadało. Pamiętasz pana Andrzeja S.? Zastanawiam się nad duchowymi stratami , wypaczonymi charakterami . Bóg nie krzyczy, Bóg puka. „Jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi i nie zapewnia jej urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocne, zanim nie dokona tego, co chciałem” /Iz55,10-11/. A więc jestem dla Boga ziemią. Jaką? Co ze mnie wyrasta? /Mt13,1-9/. Szatan nie boi się zakurzonej Biblii! W wolnej chwili, od Niego danej, usiądę przy Nim. Wyciszę wszystkie głosy. Będę uważnie czytał i jadł Jego słowa. Niech Duch oświeci moje serce i uzbroi ku dobremu. Będę Go pytał o wszystko, co ważne, co wypełnia moje życie. Będę nasłuchiwał szeptu Jego mowy. „Biblio, mój Przewodniku, po życiu. Mój niezawodny Przyjacielu, tak bardzo cię potrzebuję! Będą młodą dziewczyną co dzień czytała Biblię. Jako mężatka porzuciła lekturę. Podniosła bunt, gdy ksiądz przypomniał jej, że pozbawia się przez to pokarmu i światła. „Ksiądz nie jest matką i nie może tego pojąć: smoczki, kleiki, porody, koklusz. Naturalnie nic to wszystko nie mówi księdzu”. Aż któregoś dnia, po wielokrotnych naleganiach, zgodziła się. „Co mam robić?” - zapytała. „ Kupisz czerwony ołówek. Położysz obok Ewangelii. A potem zacznij czytać, p i ę ć m i n u t. Ani jednej minuty więcej, ani jednej mniej. Wybierz sobie jakieś jedno zagadnienie, pod kątem którego będziesz czytała i podkreślaj teksty, które wiążą się z tym problemem””. Jako matka wybrała zagadnienie wychowania. Mijały miesiące. Czytała skrupulatnie Ewangelię z ołówkiem w ręku ,co dzień 5 minut. Po przeczytaniu , przepisała i posegregowała teksty. Powstał traktat o wychowaniu wg Ewangelii, który triumfalnie przyniosła księdzu. Zapał mamy udzielił także się jej synowi.
    Pięć minut. Przyznaj, że to niewiele. Trudno się tłumaczyć brakiem czasu, przeciążeniem pracą, nauką. Tylko pięć minut. A jaki zysk. Bo „kto z kim przestaje...”


 Strata czasu?, cz. III

    Dziennikarze zapytali kiedyś arcybiskupa Paryża, Jean-Marie Lustigera, czy przy tak wielu obowiązkach ma jeszcze czas na modlitwę. „Nie, nie mam. Ja sobie go po prostu biorę” - odpowiedział Kardynał.
    Gdyby mnie ktoś zapytał, dlaczego się modlę, odpowiedziałbym - dlatego, że On jest, że Go kocham. Przecież straszną rzeczą jest mówić, że Bóg jest i na tym poprzestać. Szatan też wierzy w Boga i drży, a jednak nie chce mieć z Nim nic do czynienia, nie chce poddać się Jego władzy.
Kim naprawdę jest dla nas Bóg? Śmiertelnie ważne pytanie! Bogiem rodziców, którzy powiedzieli mi o Nim i tak mi już zostało. Strażakiem do gaszenia wszystkich pożarów - nieszczęść. Policjantem-żandarmem do pilnowania porządku. Rezerwowym graczem wpuszczanym, gdy sytuacja staje się krytyczna, więc na wszelki wypadek... Kumplem, którego uważamy za równego sobie i poklepujemy po plecach. Witaminą C - nie pomoże, nie zaszkodzi. „Stoliczku nakryj się” na nasze posyłki, zachcianki. Kolorowe, niedzielno-świąteczno-przypadkowe pudełko w środku puste z gustowną kokardką. Albo posadzonym na ławie, winnym wszystkim nieszczęściom oskarżonym. Kim ja dla Ciebie naprawdę jestem? - pyta Bóg.
   Przecież nie Bogu potrzebna jest modlitwa. Ma wszystko. Nie urośnie, nie przybędzie Mu nic od naszych słów, szczebiotu. Pomyślmy, jeżeli przez Jezusa Ojciec niebieski zaczął z nami rozmawiać, tzn., że ta rozmowa jest dla nas konieczna, ważna. Bóg chce z nami rozmawiać. Bez rozmowy, bycia razem, tak jak w relacjach z najbliższymi coś się psuje, obumiera. Oddalamy się, mniej rozumiemy, mniej kochamy. Może stajemy się nawet obcy. Brak modlitwy to znak ostrzegawczy, że można o Nim zapomnieć. On nigdy nie zapomina o nas. Jak może zapomnieć o swoim dziecku? Ale to, że nie zapomina nie znaczy, że tylko jest i patrzy. Czy On nie chce nas prowadzić przez życie za rękę, bo nas kocha? Dlaczego nie uchwycić się mocno tej ręki? Przecież: „Nie boję się, gdy ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie”.
   Gdy mamy problemy pytamy koleżankę, rodziców, przyjaciela, odwiedzamy psychologa. A On? Zna każdą troskę, chce żebyśmy Mu o wszystkim opowiedzieli. Przecież Bóg to: „Ojciec, który kocha jak mama”, chce dla mnie najlepiej. Gdy jest mi źle, pocieszy mnie. Gdy będę odchodził z tej ziemi będę wołać: „W Twoje, Ojcze ręce, powierzam moje życie”.
   Pytanie o modlitwę to pytanie o miłość do Boga. Patrzmy na Jezusa, który kochał Ojca. Kiedy podejmował decyzję wyboru 12, modlił się; kiedy wskrzeszał Łazarza, modlił się, kiedy rozmnażał chleb, kiedy był w Ogrójcu, kiedy umierał na krzyżu, modlił się. Jest całą duszą przy Ojcu. Modlitwa Jezusa to tajemnica udanego, spełnionego, pięknego życia. Starajmy modlić się nie dlatego, że wypada; ale dlatego, że bez modlitwy tracimy grunt pod nogami, dryfujemy w nieznane, rozbrajamy się. Jezus w Ogrójcu upadł na kolana. Pokornie uznał, że tylko Bóg jest wobec cierpienia i śmierci jedynym Światłem i Siłą. Modlitwa to sprawa wiary i miłości do Tego, który jest. Bez modlitwy rozmijamy się z Nim. „Jak się mam modlić?” - zapytał ktoś św. Filipa Neri. „Módl się” - odpowiedział święty. To znaczy, że nie ma gotowej recepty, bo każda dusza to inny świat i Bóg rozmawia z każdym inaczej. Tylko praktyka pozwala odkryć radość i piękno przebywania z Nim. Po prostu przyjdź do Niego i powiedz Mu o wszystkim. Zacznij słuchać. Ktoś zaprosił św. Franciszka do swojego domu. Chciał odkryć tajemnicę jego modlitwy. Kiedy w nocy Franciszek wstał, gospodarz przyłożył ucha do drzwi i usłyszał: „Boże mój, Boże mój, mój Boże, Boże mój”. Tylko tyle? - zapytamy. Wystarczy. Żeby tylko włożyć w to całą swoją miłość. Czasem wystarczy westchnienie: „Kocham Cię”, „Jezu, ufam Tobie”. Czasem wystarczy wpatrywać się w Jego Obraz, po prostu patrzeć na Niego, a On na nas. Czasem wystarczy wejść do kościoła i uklęknąć. Ks.Twardowski pisał: „ Modlitwa jest wyrzuceniem z siebie wszystkich niepotrzebnych gratów po to, żeby zamieszkał w nas Pan Jezus”.


Wielkanoc

Wielkanoc, czyli o przywróconej nadziei

    Zima dała się nam porządnie we znaki. Tupiemy niecierpliwie, żeby wreszcie odeszła. A przecież jest pożyteczna, robi swoje. Alarm o krytycznym stanie wód wciąż trwa. Ciepła kołdra okrywała pola, żeby zasiane ziarno było bezpieczne. Tęsknimy do ciepła, zieleni, kwitnących kwiatów, strzelających pąków. Zanim jednak przyjdzie wytęskniona wiosna, trzeba przejść przez „niekochaną” zimę. Zimy nie unikniemy, jak tego, co trudne. Nie wszystko od nas zależy. Siła wyższa. Ale wiosna nadejdzie, już jest. To pewne. Jak po nocy poranek.
    Ja o wiośnie, a chodzi o temat fundamentalnie poważny - zmartwychwstanie. Ale czy wiosnę przebudzenia, życia, zmartwychwstania nie poprzedza zima, noc uśpienia, pozornego bezruchu, oczekiwania? Przecież już w samej zimie kryje się nadejście wiosny, tak jak w Wielkim Piątku Niedziela zwycięstwa Jezusa.
    Opowiadał mi pewien mężczyzna o sąsiedzie, który zrobił mu straszne świństwo, fałszywie zeznając przeciwko niemu. Sprawa była poważna. „Dałbym mu w...”- krzyknął gniewnie. Po chwili, kiedy emocje opadły, dodał: „Ale Pan Bóg nie pozwala”.
    O co chodzi w zmartwychwstaniu? O to, czy Bóg jest, czy Go nie ma ? Nie o sentymentalna bajkę dla serca bezradnego wobec śmierci i bezsensu. Bóg żyje i działa. Jak wtedy, tak i dziś. Żyjący Jezus okazuje się Panem, któremu śmierć posłuszna jest jak baranek. Miłość okazała się silniejsza niż śmierć. Z ponurej nocy wątpienia Wielkiego Piątku, milczenia sobotniego Grobu, nabieramy teraz odwagi i nadziei, która przyszła spoza nas, za darmo. Ponieważ On jest Życiem, otwiera przed nami prawdziwe życie. To dopiero czyni nas silnymi i odpowiedzialnymi za życie tu na ziemi. Świadectwo o tym jest tego prostą konsekwencją.
   Tej spowiedzi nie zapomnę. On, staruszek, wypowiadał przed Bogiem 50-letnią beztroskę życia, odejście, grzech. Padało. Chciałem przerwać. Nie śmiałem. A potem skrucha, płacz. Pomyślałem o wodzie z przebitego boku Jezusa, która oczyszcza, daje nowe życie. Umarł grzech, zmartwychwstało sumienie. Narodził się nowy człowiek.
   Śmierć chciała nas mieć w garści, tak jak zło czyli wirus wszelkiego nieszczęścia. Przecież zło przyniosło śmierć. Nie ma co zła pudrować, wybielać. Musi naprawdę przed Bogiem umrzeć, żebyśmy zmartwychwstali. Śmierć kostucha chciała nam pościnać głowy, zabrać życie, ale Pan Jezus zabrał jej kosę. Zraniła nas w piętę, ale Bóg urwał jej głowę. Bo czy możliwe jest, by Bóg oddał swoje dziecko w moc nieprzyjaciela, nie walczył o nie jak lew?
   Twardziel setnik, oswojony ze śmiercią i przemocą, dla którego rozkaz często stał ponad głosem sumienia i dobry łotr. Przecież oni dwaj w nocy zobaczyli Światło. Nie dzięki sobie i nie w jasny dzień. Ale dzięki Jezusowi i wtedy, kiedy był ostatnim, na którego można by postawić. Pechowcy postawili na „Pechowca”, „Bankruta”. Ale się nie zawiedli . Wszystko rzucili na jedną szalę: „Jezu, wspomnij na mnie...”. Pośrodku nocy Bóg postawił im ŚWIATŁO, którym jest Jezus. Przy Nim zawsze jest dzień. Z Bogiem zawsze jest wygrana.
   Piotrek i Ania bardzo chcieli mieć dzieci. Lekarze nie pozostawili złudzeń. Zgodnie więc podjęli decyzję o adopcji. Małej Kasi dali swoje nazwisko, przyszłość, miłość. Teraz są szczęśliwi. Bóg, który wydawał się opuścić ich w Wielki Piątek zmartwienia i troski, „odbierając” im nadzieję , „milczał” w Wielka Sobotę ich tęsknoty za własnym dzieckiem, w Niedzielę Zmartwychwstania otworzył ich serca na miłość i życie.
   Bóg okazuje się bliski, kiedy ogarnia nas pustka i słabość. Nie jest Bogiem, który mieszka na Olimpie, a los człowieka jest mu obcy. To Bóg Jezusa, który cały zaangażował się w sprawę człowieka. Zmartwychwstanie to siła miłości, która ratuje nas przed nieszczęściem samouwielbienia, egoizmu, życia poza Bogiem. Ufność, że w Nim jest nasze ocalenie. To oddanie się Temu, który jest. Jesteśmy, bo On JEST - na tym opiera się wiara. To grunt, fundament, który nie usuwa się nawet w najciemniejszą noc. Zmartwychwstanie ocala więc wszystko i każdego. Zmartwychwstały Pan pozwala nam odnosić zwycięstwa już teraz. Sakramenty to On sam, który uzdalnia nasze serce do miłości. Tylko Jego miłość nie umiera. Kochając mamy nadzieję na życie.
Myślę o wszystkich, którzy trwają przy dobru. O żonie znoszącej cierpliwie męża, o babci modlącej się za dzieci, które o niej zapomniały, o kolejnej próbie walki ze słabością, o przebaczaniu, o podjętej walce o naprawę swego charakteru, o lepsze życie, bezinteresowność uczynków. Przecież to jest wiara w dobra zmartwychwstanie. I jak tu Bogu nie dziękować! Jak tu nie bić w dzwony radości, nie zapalać świateł nadziei, kiedy On naprawdę Żyje. Jak nie śpiewać Alleluja, kiedy On jest zawsze przy nas. W dni radości i noce smutku. Podzielmy się w poranek wielkanocny z bliskimi jajkiem, znakiem nowego życia, które przychodzi od Jezusa. Dzielmy się wiarą, nadzieją, miłością. Bez nich nie ma życia. Nie ma też i zmartwychwstania.

 

Copyright 2005 JoWaL