|
Tegoroczne rekolekcje wielkopostne na łamach "Opiekuna" prowadzi ks.
Adam Kosmała, proboszcz parafii p.w. Narodzenia NMP w Kotłowie (dekanat
mikstacki). Proponuje nam byśmy je przeżyli wspólnie ze znaną mistyczką
francuzką Martą Robin, inspiratorką "Ognisk Miłości". Od wielu lat
ksiądz Adam jest zaangażowany w ich działalność.
Był czwartek. Zbliżał się wieczór. Młoda kobieta zaczynała odchodzić.
Traciła kontakt ze światem widzialnym i wkraczała w zjednoczenie z
Chrystusem. Razem z Nim odczuwa trwogę Ogrójca. Na jej czoło występują
krople potu z krwią. Jej całe sparaliżowane ciało woła: „Ojcze, jeśli
możliwe, niech odejdzie ode mnie ten kielich”, ale zaraz dodaje, „nie
jako ja chcę ale jako Ty”.
A potem piątek. Przez jej plecy przebiegają skurcze. Czuje spadające na
nią bicze. Pojawiają się czerwone pręgi... krew. Cała się zwija z bólu.
I kolejne straszne cierpienie, choć nie może widzieć, bo oczy
ofiarowała za swój kraj, czuje jak żołnierze rzymscy wbijają jej w
głowę koronę z ciernia. Na czole i całej głowie pojawiają się rany, z
których sączy się krew. I oto najstraszniejszy moment męki. Czuje jak
ręce i nogi przybijają jej do krzyża. Na dłoniach i stopach pojawiają
się rany, z których płynie krew. I znów jakby jej ciało wołało: „Ojcze
w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. A następnie „wykonało się „. I
jeszcze rana na sercu. Umarła? Nie, choć pozostanie w tej prawdziwej
mistycznej śmierci aż do niedzielnego poranka zmartwychwstania.
Kim była ta młoda kobieta? Jak wyglądało jej życie? Dlaczego tak
strasznie cierpiała? I co takiego uczyniła, iż kiedyś, jak wierzę,
będzie ogłoszona świętą?
Panie Jezu, rozpoczęliśmy czas Wielkiego Postu. To święty czas, w
którym każdego z nas wzywa się szczególnie do nawrócenia. A co to
znaczy nawracać się? To znaczy, odwrócić się od zła! To znaczy odrzucić
wszystko co dotykają moje ręce i jest to grzechem! To znaczy przestać
chodzić tam, w te miejsca, tymi drogami, które nie są Twoją wolą, gdzie
Cię obrażam, może wciąż i wciąż. To znaczy zaprzeć się samego siebie,
wziąć swój krzyż i naśladować Cię. Wziąć krzyż jeszcze raz, jeszcze
kolejny raz. Mówię dziś i ja za Maryją i z Maryją „Oto ja służebnica
Pańska (sługa Pański), niech mi się stanie według słowa Twego”.
Czy jest to łatwe? Nie! To jest trudne! To jest czasami bardzo trudne!
To jest cierpienie! Ale sił dodajesz mi Ty Panie, gdy mówisz: „Nikt nie
ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół
swoich”. Panie chcę kochać! Ucz mnie miłości przez te piękne
wielkopostne dni. Niech mi będzie pomocą ta modlitwa, którą pragnę
teraz przepisać sobie na kartkę lub obrazek i codziennie odmawiać:
O Jezu!
Niech moje serce będzie prawdziwie ołtarzem Twej
Miłości
i niech mój język zawsze głosi Twoje Miłosierdzie!
Zechciej, błagam, uświęcić wszystkie moje słowa,
wszystkie moje czyny,
wszystkie moje intencje, wszystkie moje pragnienia!
Bądź prawdziwie Skarbem dla mojej duszy i jej
Wszystkim.
Tobie ją daję i powierzam. Amen.
Marta Robin
Ks. Adam Kosmała
Opiekun nr 7_151_2004
Bogu oddać wszystko (2)
Było lato 1918 roku. Marta miała wtedy 16 lat. Jak chyba każda
dziewczyna w jej wieku zaczyna myśleć o swoim przyszłym życiu. Kim
będzie? Jak potoczy się jej dalsze życie? Tak wiele by chciała
czynić dobrego dla innych. I właśnie wtedy przychodzi choroba.
Pojawia się ból głowy i ból oczu. Lekarstwo, które zapisał lekarz
nie pomagało. Było jeszcze gorzej. Zaczyna mdleć. Chwilami
przychodzi tak silny ból głowy, że aż wyje z bólu. Rodzice
sprowadzają więc kolejnych doktorów. Diagnoza straszna: rak mózgu.
Nie może jeść, oczy nie znoszą światła, pogłębia się paraliż.
Praktycznie przez większość czasu jęczy lub śpi. Ksiądz proboszcz
przychodzi do niej regularnie. W czasie jednej z rozmów z nim, Marta
zapada w mocny sen, który trwał ... aż dwadzieścia siedem miesięcy.
Gdy się obudziła zapytała: „Ksiądz proboszcz już poszedł?”
Natychmiast powiadomiono o tym księdza. Kiedy przyszedł, podjęła
rozmowę dokładnie w tym samym miejscu, w którym została przerwana.
Ksiądz był wstrząśnięty tym faktem. Ze zdrowiem jednak było coraz
gorzej. Lekarze spodziewali się rychłej śmierci.
I oto 20 maja 1921 roku ma miejsce ważne wydarzenie. Alicja, jej
siostra, która spała w pokoju Marty, została nagle zbudzona
tajemniczym hałasem i ujrzała światło. „Tak światło jest piękne -
ale ja widziałam Matkę Bożą”. Marta więcej na ten temat nie chciała
mówić. Ale właśnie od tego momentu, następuje nieoczekiwana poprawa
stanu jej zdrowia. Pan Robin odtąd każdego ranka przenosi swoją
córeczkę z łóżka na fotel, który specjalnie dla niej kupił. Marta
siedzi wtedy z radością w kuchni przy oknie i patrzy na mamę
krzątającą się po domu. Poza tym może się czymś zająć i trochę
czyta, to znów haftuje. Stan zdrowia poprawia się z dnia na dzień,
na tyle, że może, choć o kulach, wychodzić na podwórko przed domem.
Jedną z pierwszych wizyt będzie pójście do kościoła. W tym samym
okresie udaje jej się odbyć dwie pielgrzymki do kościołów
poświęconych Matce Bożej. Chce podziękować, że odzyskuje władzę w
nogach. Ale jest jeszcze coś więcej: Marta chce powierzyć Matce
Bożej swój zamiar, który nosi w sercu od jakiegoś czasu: Pragnie
wstąpić do Karmelu. Ale czy zdrowie pozwoli jej na ten wymarzony
krok?!
Wiosną 1922 Marta przegląda książki na strychu w domu siostry. Wtedy
natrafi na słowa: „Szukasz radości i słodyczy, a trzeba ci
przygotować się na cierpienie!”. Natychmiast klęka i mówi „tak”
Jezusowi... Wracając do domu wstępuje do kościoła, by ponowić swoje
„tak”.
A my, jak przeżywamy swoje życie? Czy będąc młodym tak wytrwale i z
pokorą szukałem (szukam) woli Boga, a nie swojej? Czy zgadzam się na
to, dziś, obecnie, że moje życie jest właśnie takie? Może ciężkie?
Czy potrafię powiedzieć „tak” Jezusowi, na wszystko co mnie w życiu
spotyka? Także na cierpienie?
Panie Jezu krocząc za Tobą w czasie Wielkiego Postu, rozważając Twą
mękę, pomóż mi powiedzieć moje „tak!” Daj mi odwagę, abym umiał
wyciągnąć swe ręce po krzyż, którego tak bardzo się boję! Pomóż mi,
bym nie przyglądał się jak widz, gdy Ty dźwigasz krzyż, ale bym tak
jak Marta, usłyszał w sercu, że „Bogu trzeba oddać wszystko”. Panie
chcę przez te Wielkopostne dni rozważać często Twoje cierpienie i
zastanowić się, jak mogę jeszcze bardziej Tobie się oddać. Ty
powiedziałeś: „Jeśli kto chce być Moim uczniem, niech się zaprze
samego siebie...”. Niech mi będzie pomocą ta modlitwa Marty:
„Panie, ofiaruję się Tobie, aby być żywą hostią Twojej Miłości.
Chcę się ofiarować, aby Twoje Imię było uświęcone, aby przyszło
Twoje Królestwo, aby wszystko na ziemi i w niebie działo się według
Twej woli, abyś był lepiej znany, kochany, wychwalany przez
wszystkich. Amen”
Ks. Adam Kosmała
Opiekun nr 8_152_2004
Aby być pokarmem dla nas (3)
„Jezus ustanowił Sakrament Eucharystii nie tylko po to, byśmy Go
adorowali, ale również i po to, aby być pokarmem dla naszego ciała.
Chcemy otrzymywać wiele, a nie idziemy do Tego, Który obdarowuje...
Musimy przyjmować komunię świętą nawet wtedy, kiedy nie odczuwamy
wielkiej przyjemności z przyjmowania Świętej Hostii. To nie jest
ciastko, ale chleb, którym musimy się żywić.”
Zbliżała się chwila komunii świętej Marty. Raz w tygodniu przychodzi
Pan, aby pocieszyć swoją oblubienicę. To wielkie święto w jej życiu. Za
każdym razem, ilekroć miał Pan Niebios wstąpić do jej duszy, prosiła o
spowiedź św. Tak, teraz ma całkowicie czyste serce. Potem tak jak
zawsze długo się modli. I wreszcie może zaprosić Boskiego Oblubieńca,
aby wszedł do jej szczęśliwego i rozradowanego serca. Rozważa wówczas:
„w jednej chwili da mi siebie samego Ten, który uzdrawia, pociesza,
podnosi, błogosławi. Ten, który jest pokojem, przywróci go memu sercu
zbyt rozdartemu i pełnemu straszliwych udręk.”
Zanim jednak ksiądz weźmie do rąk konsekrowany komunikant, najpierw
wodą z winem zwilża język chorej - Marta nie może połykać, nie może też
nic pić. Teraz kapłan delikatnie zbliża Ciało Chrystusa do ust Marty i
wtedy odbywa się rzecz niezwykła: komunia św. wnika niejako sama do jej
wnętrza. Wówczas Marta pozostaje w długim dziękczynieniu sam na sam ze
Swoim Bogiem. Dla niej bowiem komunia św. bez przygotowania i bez
dziękczynienia jest mało pożyteczna dla duszy. Po przyjęciu Chrystusa
rozpoczyna się jej uczta mistyczna: „Dzisiaj rano po komunii św.
ekstaza opanowała mnie nagle i gwałtownie. Odczułam szczególne
zjednoczenie, zjednoczenie mistyczne mojej duszy z Bogiem. Nie jestem w
stanie, powtórzyć tego co zrozumiałam, powtórzyć tego, co otrzymałam,
wyjaśnić światła, jakiego udzielił mi Bóg mówiąc o swym Dziele w tym
momencie...” A co ona mówi w tej modlitwie Bogu? Marta prosi Go o to,
by być jedynie Jego odbiciem, usunąć się przed Nim. Wstawia się za
rodzinę, za brata, za siostry, za siostrzeńców i siostrzenice. Modli
się też za kapłanów. To będzie jej stała troska. Następnie prosi Boga
za koleżanki, za chorych, których jej powierzono, za przygnębione
serca, za wszystkie potrzeby Kościoła. Marta żyje Eucharystią. Od 1928
do 1981 r. to był jedyny jej pokarm.
Dobry Boże, mija kolejny tydzień Wielkiego Postu. A czy ja spotkałem
się już z Tobą Miłosiernym w konfesjonale, w sakramencie pokuty i
pojednania?! Tak często mówię, że Cię kocham, ale czy naprawdę
najczęściej jak tylko mogę oczyszczam duszę ze swoich grzechów,
zaniedbań, niewierności?! Tak bardzo chciałbym dobrze żyć, kochać tych,
których stawiasz na mojej drodze, a zamiast tego wybieram zło i ranię
swoich bliskich. Czy jednak biegnę zawsze na spotkanie z Tobą, aby Cię
przyjąć do mojego serca, aby otrzymać lekarstwo na moje rany, moc
czynienia dobra, radość, która prowadzi ku niebu?! Ty mi to wszystko
chcesz dać w komunii świętej.
Tak, komunia św. jest bardzo ważna. Czujemy to. Ale jakże zaskakuje nas
wypowiedź Marty: „Gdyby mnie zapytano o to, co lepiej: modlić się czy
przyjmować komunię św.? Należy gorąco polecić jedno i drugie. Ale gdyby
trzeba było powiedzieć, co preferuję, sądzę, że odpowiedziałabym:
modlitwę wewnętrzną, ponieważ modlitwa wewnętrzna jest predyspozycją i
natychmiastowym przygotowaniem do komunii św.... Częsta komunia św.
jest zaleceniem, ale modlitwa jest Boskim przykazaniem: „módlcie się,
nieustannie się módlcie”. I Marta dodaje: „Ktoś powiedział: można
spotkać chrześcijan, którzy codziennie przyjmują komunię św. i są w
stanie grzechu śmiertelnego... Ale nie spotka się nigdy duszy, która
modli się codziennie prawdziwie i która pozostaje w stanie grzechu.” A
jak wygląda moja modlitwa? Czy jest codzienną poufną rozmową Boga z
moją duszą? A On ma mi tak wiele do powiedzenia.
Ks. Adam Kosmała
Opiekun nr 9_153_2004 |