DomowaSzukajDomowa

                              

Ustaw stronę redakcji Opiekuna jako domową. Dodaj stronę  redakcji Opiekuna do "Ulubionych". Prześlij adres tej strony znajomym. Napisz do nas. Wydrukuj.
 Opiekun edycja internetowa

 Dziś

Spis

Piszą u nas
Pod naszym patronatem
Rekolekcje z Opiekunem
Diecezja w Internecie

 

Rekolekcje wielkopostne z Opiekunem

Przyjąć Jezusa w gościnę (1)

Tradycja Kościoła zna wiele sposobów przeżywania Wielkiego Postu – jako czasu walki z grzechem i duchowego oczyszczenia, lub szczególnego uczestnictwa w cierpieniach Chrystusa. Chciałbym zaprosić do przeżycia tego czasu jako wyjątkowej okazji do przyjęcia Chrystusa, który pragnie zagościć w naszym życiu: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3,20).

Ks. dr Robert PisulaSpróbujemy wspólnie odkrywać, co naprawdę może zdarzyć się, kiedy otworzymy drzwi Chrystusowi. Jako światło na ścieżce naszych poszukiwań wybrałem wydarzenie związane z takim właśnie goszczeniem Jezusa, zapisane w ewangelii św. Łukasza 7,36-50. Podzielimy to opowiadanie na trzy części - oto pierwsza z nich: Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł, więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą (Łk 7,36-39).

Faryzeusz

Nie wiemy, jakimi intencjami kierował się faryzeusz, zapraszając Jezusa do swojego domu - może przez grzeczność, bądź przez wyrachowanie, lub aby wystawić Go na próbę? W każdym razie fakt był publiczny, ponieważ zgodnie z tamtejszym zwyczajem, podczas uczt drzwi na ulicę były otwarte, aby przechodzący mogli na własne oczy przekonać się o zamożności i hojności gospodarza. Dlatego właśnie do domu faryzeusza - człowieka porządnego i religijnego - mogła wejść osoba, która tam nigdy być nie powinna: miejscowa prostytutka. Oczywiście, w normalnych okolicznościach zostałaby natychmiast usunięta, lecz faryzeusz postanowił sprawdzić, jak zachowa się wobec niej Rabbi z Nazaretu, o którym mówiono, że jest przyjacielem celników i grzeszników. Wiadomo przecież, że Prawo surowo zakazywało wszelkiego kontaktu z takimi kobietami, a było ono przecież najwyższą normą postępowania. Pod tym względem faryzeusz nie miał sobie nic do zarzucenia: modlił się kilka razy dziennie (wstawał nawet w nocy!), surowo pościł dwa razy w tygodniu, dziesięć procent swoich zarobków dawał na potrzeby biednych - miał więc wszelkie podstawy, aby uważać się za człowieka sprawiedliwego i dziękować Bogu, że nie jest taki, jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ta ... pani.

Prostytutka

Tymczasem ona, ku zgorszeniu bogobojnych gości, poczęła postępować z Jezusem tak, jak zwykły czynić ladacznice -jej dwuznaczne gesty wyglądały jak zaproszenie. To było rzeczywiście zaproszenie (na jej sposób – nie potrafiła przecież inaczej prosić o miłość) skierowane do Chrystusa, aby zechciał przyjść w gościnę do niej, którą wszyscy tzw. porządni ludzie uważali za szmatę i nią pogardzali. I Jezus przyjmuje to zaproszenie (jak przyjął zaproszenie faryzeusza) – nie odtrącił jej z obrzydzeniem, nie odrzucił, nie bronił się ze wstrętem przed czułością grzesznicy, lecz zaakceptował ją taką, jaka jest. I właśnie w ten sposób ona poznała, że Jezus – a przez Niego Bóg sam - kocha ją w sposób całkowicie bezinteresowny i bezwarunkowy. W postawie Jezusa prostytutka doświadczyła tego, co pozostawało zakryte przed faryzeuszem, który skrupulatnie wypełniał Prawo - zakosztowała tego, co jest istotą Prawa – darmowości ze strony Boga.

A ja - kim jestem?

Czy każdy z nas nie odnajduje jakoś siebie w tej historii? Czy nasza schorowana religijność nie buntuje się przypadkiem na tę prawdę, którą odkrywa przed nami to Słowo? Czy nie nauczono nas bardzo pobożnie sądzić, że za darmo nikt nam nie da nic, nawet Pan Bóg? Bo wszystko trzeba sobie wypracować, wysłużyć, wykochać... także u Boga. Czy nie traktujemy czasami miłości Bożej jako rodzaju pożyczki, czy kredytu, który co prawda otrzymujemy, ale ze świadomością, że nie jest on bezwarunkowy i że kiedyś to wszystko trzeba będzie zwrócić, spłacić, oddać... I czy nie dlatego tak bardzo boimy się stawać w prawdzie (na przykład podczas Sakramentu Pojednania), tak niechętnie obnażamy nasze słabości i tak pilnie maskujemy nasze grzechy? Czy doświadczyłeś choć raz w życiu, że jesteś kochany za darmo, taki jaki jesteś, jak ta prostytutka -jako egoista, pyszałek, oszust, lubieżnik...? Czy odnajdujesz siebie w faryzeuszu, czy w prostytutce?

Cóż więc oznacza dla mnie i dla ciebie w czasie tego Wielkiego Postu: przyjąć Jezusa w gościnę? Oznacza najpierw przyjść do Chrystusa w całej prawdzie o swoim grzechu - bez usprawiedliwiania i bronienia siebie, bez kamuflażu i retuszu - po to, aby dotykając Go, przeżyć to najwspanialsze i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie darmowej Miłości. Do tego tematu powrócimy jeszcze za dwa tygodnie.

ks. Robert Pisula

Opiekun nr 5 (73) 01


Przyjąć Jezusa w gościnę (2)

 

Kontynuujemy naszą wielkopostną medytację w oparciu o ewangeliczne wydarzenie gościny Pana w domu faryzeusza. Przyszła tam grzeszna kobieta, która w spotkaniu z Jezusem doświadczyła bezwarunkowej Miłości i zakosztowała tego, za czym tęskni serce każdego człowieka - darmowości ze strony Boga. Tego doświadczenia pozbawiony był faryzeusz, który przez ofiarne zachowywanie przepisów Prawa chciał zasłużyć sobie na sprawiedliwość w oczach Boga, ale właśnie dlatego pogardzał ludźmi pokroju tej kobiety.

Następnie Jezus zwraca się do faryzeusza po imieniu: Szymonie, mam ci coś powiedzieć. On rzekł: Powiedz, Nauczycielu! (Łk 7,40). Wszystko, co teraz usłyszy ten człowiek, będzie miło jeden cel: ukazać prawdę o nim samym, obnażyć rzeczywistość jego grzechu, aby Szymon mógł zaprosić i przyjąć Jezusa do swego życia już nie z pozycji pysznego faryzeusza, ale w taki sposób, jak uczyniła to owa prostytutka. Właśnie dlatego Jezus opowiada Szymonowi przypowieść o wierzycielu, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami; oto jej pierwsza część, w redakcji św. Mateusza: przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował (Mt 18,24-27).

Trzeba uświadomić sobie najpierw, jak zawrotną sumą było dziesięć tysięcy talentów: 1 talent to cena ok. 34 kg srebra, a zadłużenie tego człowieka stanowiło równowartość pracy 16 tysięcy ludzi przez okres 10 lat(!). Nierealnie zatem musiała brzmieć obietnica zwrotu tak ogromnej sumy - w praktyce człowiek ten należał (wraz z całą rodziną) do wierzyciela jako niewolnik. Umorzenie takiego długu oznaczało realne wyprowadzenie człowieka ze stanu niewoli i było aktem najwyższej hojności. Chrystus przez ten obraz pragnie ukazać nabożnemu faryzeuszowi - a przez niego, każdemu z nas - sytuację, w której znajduje się przed Bogiem. Odsłania przed nim prawdę o niemożności zasłużenia sobie na Bożą miłość i o niezdolności do bycia sprawiedliwym w oparciu o własne siły. W ten sposób Jezus głosi faryzeuszowi Dobrą Nowinę: «Szymonie, ciesz się i raduj, bo to ty jesteś tym człowiekiem, któremu Bóg przebaczył wszystko i to całkowicie za darmo, bez żadnej zasługi z twojej strony!».

Pamiętane winy, zatrzymane długi

Ażeby jednak Szymon - a przez niego, każdy z nas - mógł zobaczyć wyraźnie bezmiar otrzymanego przebaczenia, Chrystus chce odkryć przed nim także prawdę o jego grzechu. Temu służy druga część przypowieści, która opisuje dalsze losy szczodrze potraktowanego sługi: spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu (...). (Mt 18,28-30).

W porównaniu z darowanym długiem, 100 denarów (ok. 100 dniówek) było cyfrą śmiesznie niską i nieproporcjonalną. Tak ukazana jest bezwzględność i brak miłosierdzia ze strony dłużnika, co stanowi lustrzane odbicie postawy faryzeusza wobec jawnogrzesznicy. On myślał o niej bardzo źle i pogardzał nią - w głębi serca czuł się od niej lepszy, gdyż wiele go kosztowało zachowywanie przepisów Prawa. Czyniąc tak wiele wyrzeczeń, mijał się jednak z tym, co stanowiło samo serce Prawa - przykazanie miłości Boga i bliźniego. Właśnie to starał się pokazać mu Jezus, aby skruszyć serce faryzeusza i nakłonić do uznania, że także on potrzebuje Jezusa, podobnie jak celnicy i prostytutki: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9,12-13).

A ja - co wybieram?

Czy każdy z nas nie odnajduje siebie w tej przypowieści? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele zostało nam darowane? Czy nie łudzimy się ciągle, że przez dobre czyny zdołamy spłacić nasze zadłużenie i być w porządku wobec Boga? Czy nasze świątobliwe wysiłki nie przekonują nas o tym, że jesteśmy lepsi od zabójców, złodziei, pedofili, narkomanów, komunistów, masonów itd., ponieważ jesteśmy na Mszy w każdą niedzielę i u spowiedzi w każdy pierwszy piątek? Do czego, tak naprawdę, jest nam wtedy potrzebny Pan Jezus? Dla poświadczenia naszej pseudo-dobroci? Jako młot na «prawdziwych» grzeszników? Czy naprawdę wierzę, że potrzebuję Chrystusa-lekarza na równi z tymi, którzy siedzą w więzieniach, knajpach, burdelach?

Cóż więc oznacza dla mnie i dla ciebie w czasie tego Wielkiego Postu: przyjąć Jezusa w gościnę? Oznacza zaakceptować prawdę o mojej i twojej niewypłacalności wobec Boga i o tym, że ja i ty mamy twarde, niemiłosierne serce faryzeusza, aby przeżyć to najwspanialsze i jedyne doświadczenie darmowej Miłości. Do tego tematu powrócimy po raz kolejny za dwa tygodnie.

ks. Robert Pisula

Opiekun nr 6 (74) 01


 

Przyjąć Jezusa w gościnę (3)

 

W Podejmujemy trzecią, ostatnią część wielkopostnej medytacji w oparciu o wydarzenie gościny Pana w domu faryzeusza. Chrystus w przypowieści o nielitościwym dłużniku ukazał Szymonowi, że jest niewypłacalny wobec Boga, aby w ten sposób wprowadzić go w doświadczenie darmowości, którego wcześniej zakosztowała grzeszna kobieta.

Serce niewdzięczne

Aby jednak to stało się możliwe, faryzeusz - a przez niego, każdy z nas - musi stanąć w trudnej prawdzie o własnym grzechu i odkryć to, co rzeczywiście kryje się w jego sercu. Właśnie w tym celu Jezus zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone (Łk 7,44-48).

Faryzeusz, w swoim mniemaniu sprawiedliwy dzięki własnym zasługom, nie potrzebował Chrystusa-Zbawiciela - od czego miałby go wyzwolić, z jakiej choroby uleczyć i cóż takiego mógłby mu przebaczyć?! Może trochę poprzemawiał się z żoną, zdenerwował się na dzieci i sąsiadów, parę razy sobie zaklął i ... to wszystko. Nic wielkiego! Czy my tego skądś nie znamy? Tyle, że komu się wiele przebacza, ten wiele miłuje, a komu się mało przebacza, ten mało miłuje. Dlatego Szymon faryzeusz przyjął Jezusa w sposób tak chłodny i wyrachowany, bez gestów szacunku i miłości, jakie gościnność przewidywała dla osób najgodniejszych: nie podał Chrystusowi wody do nóg, nie pocałował, nie namaścił głowy. Natomiast wszystko to uczyniła prostytutka, bo ona poznała, ile Chrystus jej przebaczył i dlatego miała wdzięczne serce.

Serce cudzołożne

Natomiast serce Szymona nie było wdzięczne i ukrywało jeszcze jedną tajemnicę, którą odsłania przed nim Chrystus. Oto pyta Szymona - a przez niego, każdego z nas - Widzisz tę kobietę? - jej widok tak bardzo cię gorszy i zniesmacza, a ona właśnie jest obrazem twojego wnętrza, lustrzanym odbiciem twojego serca! Jak postępuje mężczyzna, który korzysta z usług prostytutki? - kupuje od niej miłość, płaci za nią, bo wie, że nie może otrzymać jej za darmo! Dokładnie tak samo faryzeusz traktował Pana Boga - chciał kupić sobie Jego miłość w zamian za skrupulatne przestrzeganie przepisów Prawa, bo nigdy nie wierzył, że Bóg może go kochać za darmo, bez żadnej zasługi i całkowicie bezwarunkowo. W ten sposób Chrystus obnaża przed Szymonem prawdziwą obrzydliwość jego serca, jego duchowe cudzołóstwo i sakralną prostytucję, której się oddawał. Zrozumiałe są więc ostre słowa, jakie Chrystus wielokrotnie kierował pod adresem religijnych przywódców Izraela: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości!

Warto zauważyć, że Pan nigdy nie odnosił się w ten sposób do pogan i publicznych grzeszników, wobec których był zawsze łagodny i cierpliwy. Tak mówił tylko do ludzi religijnych, którzy byli przekonani o własnej sprawiedliwości i z tego przekonania czerpali prawo do pogardzania innymi. Jezus jednak czyni im takie twarde wyrzuty nie po to, aby ich poniżyć, lecz aby mogli rozpoznać swój grzech, rozeznać jak bardzo sami potrzebują zbawienia i przyjąć Chrystusa z wdzięcznym sercem.

A moje serce?

Czy każdy z nas nie odnajduje jakoś siebie w osobie Szymona i w jego faryzejskiej religijności? Czy my także nie jesteśmy przekonani, że tak naprawdę to niewiele Chrystus ma nam do wybaczenia? Czy nie dlatego właśnie jesteśmy tak mało wdzięczni, zimni, interesowni wobec Niego? Czy także ja i ty nie mamy takiego cudzołożnego serca, które chce kupować sobie Bożą miłość za dobre uczynki i ofiarne wyrzeczenia? Czy takie spojrzenie na Boga nie jest właśnie Jego największą obrazą, o wiele poważniejszą, niż wszystkie grzechy przeciwko czystości ciała? Czy wobec takiej prawdy o sobie, jestem gotowy przyjąć do siebie słowa Chrystusa: Biada ci, obłudniku, pełen plugastwa!?

Cóż więc oznacza dla mnie i dla ciebie w czasie tego Wielkiego Postu: przyjąć Jezusa w gościnę? Niech odpowiedzią na to pytanie i podsumowaniem naszych «Rekolekcji z Opiekunem» będą słowa, którymi je rozpoczęliśmy: Ty bowiem mówisz: «Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba», a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł (...) i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział (...). Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap 3,15-20). Do tego tematu powróci Chrystus w dniu naszego sądu.

ks. Robert Pisula

Opiekun nr 7 (75) 01

Copyright 2004 KrisPlo