|
Tradycja Kościoła zna wiele sposobów przeżywania Wielkiego Postu –
jako czasu walki z grzechem i duchowego oczyszczenia, lub szczególnego
uczestnictwa w cierpieniach Chrystusa. Chciałbym zaprosić do przeżycia
tego czasu jako wyjątkowej okazji do przyjęcia Chrystusa, który pragnie
zagościć w naszym życiu: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy
mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze
Mną" (Ap 3,20).
Spróbujemy
wspólnie odkrywać, co naprawdę może zdarzyć się, kiedy otworzymy drzwi
Chrystusowi. Jako światło na ścieżce naszych poszukiwań wybrałem
wydarzenie związane z takim właśnie goszczeniem Jezusa, zapisane w
ewangelii św. Łukasza 7,36-50. Podzielimy to opowiadanie na trzy części -
oto pierwsza z nich: Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na
posiłek. Wszedł, więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto
kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że
jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i
stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i
włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała
je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie:
Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta,
która się Go dotyka, że jest grzesznicą (Łk 7,36-39).
Faryzeusz
Nie wiemy, jakimi intencjami kierował się faryzeusz, zapraszając Jezusa
do swojego domu - może przez grzeczność, bądź przez wyrachowanie, lub aby
wystawić Go na próbę? W każdym razie fakt był publiczny, ponieważ zgodnie
z tamtejszym zwyczajem, podczas uczt drzwi na ulicę były otwarte, aby
przechodzący mogli na własne oczy przekonać się o zamożności i hojności
gospodarza. Dlatego właśnie do domu faryzeusza - człowieka porządnego i
religijnego - mogła wejść osoba, która tam nigdy być nie powinna:
miejscowa prostytutka. Oczywiście, w normalnych okolicznościach zostałaby
natychmiast usunięta, lecz faryzeusz postanowił sprawdzić, jak zachowa
się wobec niej Rabbi z Nazaretu, o którym mówiono, że jest
przyjacielem celników i grzeszników. Wiadomo przecież, że Prawo
surowo zakazywało wszelkiego kontaktu z takimi kobietami, a było ono
przecież najwyższą normą postępowania. Pod tym względem faryzeusz nie
miał sobie nic do zarzucenia: modlił się kilka razy dziennie (wstawał
nawet w nocy!), surowo pościł dwa razy w tygodniu, dziesięć procent
swoich zarobków dawał na potrzeby biednych - miał więc wszelkie podstawy,
aby uważać się za człowieka sprawiedliwego i dziękować Bogu, że nie jest
taki, jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ta ...
pani.
Prostytutka
Tymczasem ona, ku zgorszeniu bogobojnych gości, poczęła postępować z
Jezusem tak, jak zwykły czynić ladacznice -jej dwuznaczne gesty wyglądały
jak zaproszenie. To było rzeczywiście zaproszenie (na jej sposób – nie
potrafiła przecież inaczej prosić o miłość) skierowane do Chrystusa, aby
zechciał przyjść w gościnę do niej, którą wszyscy tzw. porządni ludzie
uważali za szmatę i nią pogardzali. I Jezus przyjmuje to zaproszenie (jak
przyjął zaproszenie faryzeusza) – nie odtrącił jej z obrzydzeniem, nie
odrzucił, nie bronił się ze wstrętem przed czułością grzesznicy, lecz
zaakceptował ją taką, jaka jest. I właśnie w ten sposób ona poznała, że
Jezus – a przez Niego Bóg sam - kocha ją w sposób całkowicie
bezinteresowny i bezwarunkowy. W postawie Jezusa prostytutka doświadczyła
tego, co pozostawało zakryte przed faryzeuszem, który skrupulatnie
wypełniał Prawo - zakosztowała tego, co jest istotą Prawa – darmowości ze
strony Boga.
A ja - kim jestem?
Czy każdy z nas nie odnajduje jakoś siebie w tej historii? Czy nasza
schorowana religijność nie buntuje się przypadkiem na tę prawdę, którą
odkrywa przed nami to Słowo? Czy nie nauczono nas bardzo pobożnie sądzić,
że za darmo nikt nam nie da nic, nawet Pan Bóg? Bo wszystko trzeba sobie
wypracować, wysłużyć, wykochać... także u Boga. Czy nie traktujemy
czasami miłości Bożej jako rodzaju pożyczki, czy kredytu, który co prawda
otrzymujemy, ale ze świadomością, że nie jest on bezwarunkowy i że kiedyś
to wszystko trzeba będzie zwrócić, spłacić, oddać... I czy nie dlatego
tak bardzo boimy się stawać w prawdzie (na przykład podczas Sakramentu
Pojednania), tak niechętnie obnażamy nasze słabości i tak pilnie
maskujemy nasze grzechy? Czy doświadczyłeś choć raz w życiu, że jesteś
kochany za darmo, taki jaki jesteś, jak ta prostytutka -jako egoista,
pyszałek, oszust, lubieżnik...? Czy odnajdujesz siebie w faryzeuszu, czy
w prostytutce?
Cóż więc oznacza dla mnie i dla ciebie w czasie tego Wielkiego Postu:
przyjąć Jezusa w gościnę? Oznacza najpierw przyjść do Chrystusa w
całej prawdzie o swoim grzechu - bez usprawiedliwiania i bronienia
siebie, bez kamuflażu i retuszu - po to, aby dotykając Go, przeżyć to
najwspanialsze i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie darmowej Miłości.
Do tego tematu powrócimy jeszcze za dwa tygodnie.
ks. Robert Pisula
Opiekun nr 5 (73) 01
Przyjąć Jezusa w gościnę (2)
Kontynuujemy naszą wielkopostną medytację w oparciu o ewangeliczne
wydarzenie gościny Pana w domu faryzeusza. Przyszła tam grzeszna kobieta,
która w spotkaniu z Jezusem doświadczyła bezwarunkowej Miłości i
zakosztowała tego, za czym tęskni serce każdego człowieka - darmowości ze
strony Boga. Tego doświadczenia pozbawiony był faryzeusz, który przez
ofiarne zachowywanie przepisów Prawa chciał zasłużyć sobie na
sprawiedliwość w oczach Boga, ale właśnie dlatego pogardzał ludźmi
pokroju tej kobiety.
Następnie Jezus zwraca się do faryzeusza po imieniu: Szymonie, mam ci coś
powiedzieć. On rzekł: Powiedz, Nauczycielu! (Łk 7,40). Wszystko, co teraz
usłyszy ten człowiek, będzie miło jeden cel: ukazać prawdę o nim samym,
obnażyć rzeczywistość jego grzechu, aby Szymon mógł zaprosić i przyjąć
Jezusa do swego życia już nie z pozycji pysznego faryzeusza, ale w taki
sposób, jak uczyniła to owa prostytutka. Właśnie dlatego Jezus opowiada
Szymonowi przypowieść o wierzycielu, który chciał rozliczyć się ze swymi
sługami; oto jej pierwsza część, w redakcji św. Mateusza: przyprowadzono
mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie
miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i
całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i
prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan
ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował (Mt 18,24-27).
Trzeba uświadomić sobie najpierw, jak zawrotną sumą było dziesięć tysięcy
talentów: 1 talent to cena ok. 34 kg srebra, a zadłużenie tego człowieka
stanowiło równowartość pracy 16 tysięcy ludzi przez okres 10 lat(!).
Nierealnie zatem musiała brzmieć obietnica zwrotu tak ogromnej sumy - w
praktyce człowiek ten należał (wraz z całą rodziną) do wierzyciela jako
niewolnik. Umorzenie takiego długu oznaczało realne wyprowadzenie
człowieka ze stanu niewoli i było aktem najwyższej hojności. Chrystus
przez ten obraz pragnie ukazać nabożnemu faryzeuszowi - a przez niego,
każdemu z nas - sytuację, w której znajduje się przed Bogiem. Odsłania
przed nim prawdę o niemożności zasłużenia sobie na Bożą miłość i o
niezdolności do bycia sprawiedliwym w oparciu o własne siły. W ten sposób
Jezus głosi faryzeuszowi Dobrą Nowinę: «Szymonie, ciesz się i raduj, bo
to ty jesteś tym człowiekiem, któremu Bóg przebaczył wszystko i to
całkowicie za darmo, bez żadnej zasługi z twojej strony!».
Pamiętane winy, zatrzymane długi
Ażeby jednak Szymon - a przez niego, każdy z nas - mógł zobaczyć wyraźnie
bezmiar otrzymanego przebaczenia, Chrystus chce odkryć przed nim także
prawdę o jego grzechu. Temu służy druga część przypowieści, która opisuje
dalsze losy szczodrze potraktowanego sługi: spotkał jednego ze współsług,
który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc:
Oddaj, coś winien! Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: Miej
cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i
wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu (...). (Mt 18,28-30).
W porównaniu z darowanym długiem, 100 denarów (ok. 100 dniówek) było
cyfrą śmiesznie niską i nieproporcjonalną. Tak ukazana jest bezwzględność
i brak miłosierdzia ze strony dłużnika, co stanowi lustrzane odbicie
postawy faryzeusza wobec jawnogrzesznicy. On myślał o niej bardzo źle i
pogardzał nią - w głębi serca czuł się od niej lepszy, gdyż wiele go
kosztowało zachowywanie przepisów Prawa. Czyniąc tak wiele wyrzeczeń,
mijał się jednak z tym, co stanowiło samo serce Prawa - przykazanie
miłości Boga i bliźniego. Właśnie to starał się pokazać mu Jezus, aby
skruszyć serce faryzeusza i nakłonić do uznania, że także on potrzebuje
Jezusa, podobnie jak celnicy i prostytutki: Nie potrzebują lekarza
zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć,
co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem
powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9,12-13).
A ja - co wybieram?
Czy każdy z nas nie odnajduje siebie w tej przypowieści? Czy zdajemy
sobie sprawę z tego, jak wiele zostało nam darowane? Czy nie łudzimy się
ciągle, że przez dobre czyny zdołamy spłacić nasze zadłużenie i być w
porządku wobec Boga? Czy nasze świątobliwe wysiłki nie przekonują nas o
tym, że jesteśmy lepsi od zabójców, złodziei, pedofili, narkomanów,
komunistów, masonów itd., ponieważ jesteśmy na Mszy w każdą niedzielę i u
spowiedzi w każdy pierwszy piątek? Do czego, tak naprawdę, jest nam wtedy
potrzebny Pan Jezus? Dla poświadczenia naszej pseudo-dobroci? Jako młot
na «prawdziwych» grzeszników? Czy naprawdę wierzę, że potrzebuję
Chrystusa-lekarza na równi z tymi, którzy siedzą w więzieniach, knajpach,
burdelach?
Cóż więc oznacza dla mnie i dla ciebie w czasie tego Wielkiego Postu:
przyjąć Jezusa w gościnę? Oznacza zaakceptować prawdę o mojej i twojej
niewypłacalności wobec Boga i o tym, że ja i ty mamy twarde,
niemiłosierne serce faryzeusza, aby przeżyć to najwspanialsze i jedyne
doświadczenie darmowej Miłości. Do tego tematu powrócimy po raz kolejny
za dwa tygodnie.
ks. Robert Pisula
Opiekun nr 6 (74) 01
Przyjąć Jezusa w gościnę (3)
W Podejmujemy trzecią, ostatnią część wielkopostnej medytacji w
oparciu o wydarzenie gościny Pana w domu faryzeusza. Chrystus w
przypowieści o nielitościwym dłużniku ukazał Szymonowi, że jest
niewypłacalny wobec Boga, aby w ten sposób wprowadzić go w doświadczenie
darmowości, którego wcześniej zakosztowała grzeszna kobieta.
Serce niewdzięczne
Aby jednak to stało się możliwe, faryzeusz - a przez niego, każdy z nas -
musi stanąć w trudnej prawdzie o własnym grzechu i odkryć to, co
rzeczywiście kryje się w jego sercu. Właśnie w tym celu Jezus zwrócił się
do kobiety i rzekł Szymonowi: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu,
a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi
włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie
przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś
olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej
liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się
odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone (Łk
7,44-48).
Faryzeusz, w swoim mniemaniu sprawiedliwy dzięki własnym zasługom, nie
potrzebował Chrystusa-Zbawiciela - od czego miałby go wyzwolić, z jakiej
choroby uleczyć i cóż takiego mógłby mu przebaczyć?! Może trochę
poprzemawiał się z żoną, zdenerwował się na dzieci i sąsiadów, parę razy
sobie zaklął i ... to wszystko. Nic wielkiego! Czy my tego skądś nie
znamy? Tyle, że komu się wiele przebacza, ten wiele miłuje, a komu się
mało przebacza, ten mało miłuje. Dlatego Szymon faryzeusz przyjął Jezusa
w sposób tak chłodny i wyrachowany, bez gestów szacunku i miłości, jakie
gościnność przewidywała dla osób najgodniejszych: nie podał Chrystusowi
wody do nóg, nie pocałował, nie namaścił głowy. Natomiast wszystko to
uczyniła prostytutka, bo ona poznała, ile Chrystus jej przebaczył i
dlatego miała wdzięczne serce.
Serce cudzołożne
Natomiast serce Szymona nie było wdzięczne i ukrywało jeszcze
jedną tajemnicę, którą odsłania przed nim Chrystus. Oto pyta Szymona - a
przez niego, każdego z nas - Widzisz tę kobietę? - jej widok tak bardzo
cię gorszy i zniesmacza, a ona właśnie jest obrazem twojego wnętrza,
lustrzanym odbiciem twojego serca! Jak postępuje mężczyzna, który
korzysta z usług prostytutki? - kupuje od niej miłość, płaci za nią, bo
wie, że nie może otrzymać jej za darmo! Dokładnie tak samo faryzeusz
traktował Pana Boga - chciał kupić sobie Jego miłość w zamian za
skrupulatne przestrzeganie przepisów Prawa, bo nigdy nie wierzył, że Bóg
może go kochać za darmo, bez żadnej zasługi i całkowicie bezwarunkowo. W
ten sposób Chrystus obnaża przed Szymonem prawdziwą obrzydliwość jego
serca, jego duchowe cudzołóstwo i sakralną prostytucję, której się
oddawał. Zrozumiałe są więc ostre słowa, jakie Chrystus wielokrotnie
kierował pod adresem religijnych przywódców Izraela: Biada wam, uczeni w
Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów
pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są
kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się
ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości!
Warto zauważyć, że Pan nigdy nie odnosił się w ten sposób do pogan i
publicznych grzeszników, wobec których był zawsze łagodny i cierpliwy.
Tak mówił tylko do ludzi religijnych, którzy byli przekonani o własnej
sprawiedliwości i z tego przekonania czerpali prawo do pogardzania
innymi. Jezus jednak czyni im takie twarde wyrzuty nie po to, aby ich
poniżyć, lecz aby mogli rozpoznać swój grzech, rozeznać jak bardzo sami
potrzebują zbawienia i przyjąć Chrystusa z wdzięcznym sercem.
A moje serce?
Czy każdy z nas nie odnajduje jakoś siebie w osobie Szymona i w jego
faryzejskiej religijności? Czy my także nie jesteśmy przekonani, że tak
naprawdę to niewiele Chrystus ma nam do wybaczenia? Czy nie dlatego
właśnie jesteśmy tak mało wdzięczni, zimni, interesowni wobec Niego? Czy
także ja i ty nie mamy takiego cudzołożnego serca, które chce kupować
sobie Bożą miłość za dobre uczynki i ofiarne wyrzeczenia? Czy takie
spojrzenie na Boga nie jest właśnie Jego największą obrazą, o wiele
poważniejszą, niż wszystkie grzechy przeciwko czystości ciała? Czy wobec
takiej prawdy o sobie, jestem gotowy przyjąć do siebie słowa Chrystusa:
Biada ci, obłudniku, pełen plugastwa!?
Cóż więc oznacza dla mnie i dla ciebie w czasie tego Wielkiego Postu:
przyjąć Jezusa w gościnę? Niech odpowiedzią na to pytanie i podsumowaniem
naszych «Rekolekcji z Opiekunem» będą słowa, którymi je rozpoczęliśmy: Ty
bowiem mówisz: «Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie
potrzeba», a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i
biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu
oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł (...) i
balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział (...). Oto stoję u drzwi
i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i
będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap 3,15-20). Do tego tematu powróci
Chrystus w dniu naszego sądu.
ks. Robert Pisula
Opiekun nr 7 (75) 01
|