|
Przełom października i listopada, w sąsiedztwie Dnia Zadusznego, to
okres wytężonej troski i pamięci o zmarłych. Gdy odwiedzamy cmentarze i
modlimy się za naszych bliskich, myśli jakoś łatwiej kierują się ku
sprawom i pytaniom ostatecznym: co będzie po śmierci, także i tej
mojej. Łatwiej przychodzi nam wyobrazić sobie swoją trumnę, swój
pogrzeb, swój grób i to, co się ze mną wtedy stanie. Nasza wiara
przestaje być wtedy taka abstrakcyjna i oderwana od życia, a modlitwa
staje się bardziej autentyczna. W listopadowym nastroju cmentarz
rzeczywiście skłania do zadumy i wewnętrznej przemiany.
Ale niestety równie łatwo tę szansę ożywienia wiary zmarnować i
rozmienić na drobne: na kupno znicza i kwiatów, uporządkowanie grobu,
nawet na zamówienie wymienianek. To o wiele łatwiejsze, niż trud
osobistej przemiany i wejście na drogę żywej wiary. Niebezpieczeństwo
importowanego z Zachodu materializmu, komercjalizacji i mody na
uzewnętrznianie pozorów bogactwa za wszelką cenę, często wbrew
rzeczywistej biedzie i zdrowemu rozsądkowi, wtargnęło i na nasze
cmentarze, rzutując także na nasz stosunek do zmarłych. Coraz częściej
bowiem ważniejsze dla nas staje się to, co widoczne dla oczu i co można
pokazać ludziom, niż to, co kryje się w sercu, a co widzi tylko Bóg. To
prawda, że cmentarze są dzięki temu coraz piękniejsze, ale czy w parze
z tym rozwija się także nasza wiara? A może marmurowe nagrobki,
wiązanki kwiatów i niezliczone płomyki mają być jedynie przykrywką,
która skutecznie zamaskuje naszą wewnętrzną pustkę i znieczuli nas na
lęk przed śmiercią?
U podstaw leży wiara
Niewątpliwie tradycja troski o cmentarze jest bardzo chlubna, ale pod
warunkiem, że jej korzenie tkwią w naszej wierze w życie wieczne.
Najpiękniejsze nawet wieńce, najbogatsze nagrobki i największe znicze,
a także najliczniejsze intencje mszalne i różańce wymieniankowe na nic
się nie zdadzą, jeśli u ich podstaw nie będzie leżała nasza żywa wiara.
Wiarę tę trzeba ciągle pogłębiać, a przynajmniej stawiać sobie przed
oczami jej treści, by nasza troska i więź z ukochanymi zmarłymi nie
wypaczyła się, poddając się presji mody i pogaństwa.
Żadnej formy modlitwy za zmarłych - wymienianek, intencji mszalnych,
odpustów czy innych, nie wolno traktować w sposób magiczny, na
zasadzie: wrzuć monetę, a dostaniesz to, czego żądasz. Nie ma takiej
ceny, którą człowiek mógłby zapłacić za swoją duszę, za zbawienie i
życie wieczne. A raczej: cena jest, ale nie na naszą kieszeń. Cenę tę
zapłacił Jezus Chrystus, a jest to cena Jego Krwi, Jego życia. Nawet
milion odpustów zupełnych, miliard najlepszych uczynków i wszystkie
skarby świata nie są warte jednej kropli tej bezcennej Krwi. Jak w
takim razie moglibyśmy sami, przy pomocy własnych środków, zapłacić
cenę zbawienia? Żadnego człowieka na to nie stać!
Módl się szczerze!
Ale to, czego nie można kupić, można dostać za darmo - w darze od
kogoś, kto nas tak kocha, że poświęcił samego siebie, abyśmy mieli
życie. Aby ten dar życia i zbawienia przyjąć, niezbędna jest wiara, ale
nie taka wiara „teoretyczna”, sprowadzająca się do niewiele znaczących
deklaracji, czy nawet wiara tylko „praktyczna”, wyrażająca się w
zaliczaniu i kolekcjonowaniu praktyk pobożnościowych. Wiara, dzięki
której człowiek otrzymuje dar zbawienia, polega na całkowitym,
bezwarunkowym otwarciu się na Boga, na uznaniu Chrystusa jako swego
Pana i Zbawiciela oraz ufnym oddaniu Mu siebie samego, swego życia. Kto
przez akt wiary opowie się po stronie Chrystusa, temu Chrystus daje
udział w swoim zwycięstwie nad grzechem i śmiercią. A zatem o przyjęciu
zbawienia decyduje tylko wiara, wyrażona w naszym życiu, sposobie
myślenia, pragnieniach, intencjach, czynach.
Czy wobec tego nasza modlitwa i Msze za zmarłych mają jakiś sens, czy
nie są jakąś formą przekupstwa czy „łapówki” dla Pana Boga, by
przymknął oko na grzeszki zmarłego i wpuścił go do nieba? Na pewno nie
tak należy to rozumieć. Sens modlitwy za zmarłych ukazuje się nam
dopiero przy uwzględnieniu wizji Kościoła, jako wspólnoty wszystkich
tych, którzy wierzą w Chrystusa, zarówno żywych, jak i umarłych. Jest
to tzw. świętych obcowanie z naszego wyznania wiary. Dzięki owej
wspólnocie możliwe staje się wzajemne wstawiennictwo przed Bogiem: nie
tylko nasze za zmarłych, ale i ich orędowanie za nami w naszych
doczesnych potrzebach. Modlitwa za zmarłych jest jakby środowiskiem, w
którym ten wzajemny wpływ i pomoc się dokonuje. Niewątpliwie można tego
wpływu i jedności doświadczyć, uczestnicząc żywo we Mszach w intencji
naszych zmarłych czy wspominając przed Bogiem ich imiona w
wymieniankach.
Oby ta świadomość Bożego miłosierdzia, które nas oczyszcza z grzechów,
wiary, która daje nam zbawienie i poczucie bezpieczeństwa w Chrystusie,
i mistycznej jedności żywych i umarłych, towarzyszyły nam w czasie
modlitwy na cmentarzach.
Ks. Mariusz Pohl
Opiekun nr 64
|