|
Zapewne wielu młodych ludzi, zwłaszcza tych z agrafką w nosie,
parsknęłoby śmiechem - o ile tylko kojarzyliby w ogóle, kto to jest św.
Józef. Ale czy ten śmiech i rezerwa młodzieży wobec św. Józefa, nie są
jakoś uzasadnione? Czy wielowiekowy osad pobożnej hagiografii, nie
wypaczył i nie zatarł autentycznych rysów Męża Maryi, tak, że dziś spod
przesłodzonych, barokowych legend i złoconych ozdób niewiele już widać
prawdziwego człowieka? Czy przypadkiem dystans i drwiące uśmieszki
młodzieży, nie odnoszą się do karykaturalnych wyobrażeń Józefa, z
jakimi mamy najczęściej do czynienia?
Najpierw dlatego, że mamy w wyobraźni obraz starca - św. Józef jest dla
nas dziadkiem. Najczęściej kojarzy się nam tak, jak Go widzimy na
świętych obrazkach: z długą, siwą brodą, z laską, którą musi się
podpierać, a koło niego młodziutka i piękna Maryja, przypominająca
bardziej wnuczkę, aniżeli żonę. Skąd wziął się ten nieprawdopodobny i
nieprzekonujący wizerunek?
Skąd taki wizerunek?
Ano stąd, że zawsze chciano go przedstawić najlepiej jak się da, z
największą czcią i szacunkiem. A dawniej myślano inaczej niż dzisiaj,
inna była hierarchia wartości. Jeśli chciano kogoś dowartościować i
uczcić, przedstawiano go w postaci starca: siwego, dostojnego
patriarchy. Taki wtedy panował kanon myślowy, skojarzeniowy i
estetyczny, wyrastający z ówczesnej hierarchii wartości.
Wtedy mądrość, wiedzę i doświadczenie zdobywano nie przy pomocy
telewizji, internetu czy podręczników, do których każdy sam może mieć
nieograniczony dostęp, lecz przekazywano bezpośrednio z ust mistrzów,
nauczycieli, mędrców. Stąd tak wielkie uznanie dla siwych skroni, bo
uosabiały one dostęp do wiedzy.
Dzisiaj ostentacyjnie lekceważy się starość, lekceważy dojrzałość,
mądrość i doświadczenie, które przychodzi z latami. Na starszych mówimy
„wapniaki”, ośmieszamy ich, sądzimy, że na niczym się nie znają i nic
nie wiedzą. W to miejsce wylansowany został kult młodzieńczej
beztroski, anarchicznej niefrasobliwości i nieodpowiedzialności,
totalnego luzu i olewactwa. Dziś królują hasła: „Spoko” i „Róbta co
chceta”. Nie musisz się z nikim i niczym liczyć, jesteś panem samego
siebie! Dziś propaguje się życie bez zasad i wymagań, a jeśli ktoś o
nich przypomina - ośmiesza się go i niszczy.
Dlatego dorośli - rodzice, nauczyciele, pedagodzy, nie mają nieraz
odwagi, by udzielać lekcji prawdziwego życia. A bossowie reklamy i
rozrywki, roztaczają przed młodymi złudne i kuszące perspektywy
łatwego, przyjemnego, beztroskiego i bezstresowego świata rozkoszy i
nieograniczonych doznań. Ale życia nie da się oszukać: jego prawa są
nieubłagane i konsekwencje złudzeń szybko dają znać o sobie w bardzo
bolesny sposób. Stąd tyle rozczarowań, pomyłek, tragedii, zmarnowanych
możliwości, ludzkiej nędzy i rozpaczy. Ten totalny kryzys wychowania
coraz bardziej daje znać o sobie i może mieć jeszcze nieobliczalne
konsekwencje. Dlatego warto i trzeba wrócić do św. Józefa: do jego
osoby i do świata wartości, które on uosabia i reprezentuje.
Józef był młodzieńcem
W rzeczywistości był on człowiekiem bardzo młodym, mógł mieć najwyżej
dwadzieścia lat. W czasach Chrystusa w tym wieku się żeniono, a św.
Józef dopiero co poślubił Maryję, która mogła mieć wtedy ok.
czternastu-szesnastu lat. A więc według dzisiejszych pojęć Maryja i
Józef to młodzież, rówieśnicy dzisiejszych nastolatków. Gdybyśmy tylko
potrafili spojrzeć na nich jak na bohaterów jakiegoś współczesnego,
modnego serialu telewizyjnego z życia młodzieży - ile wspólnych cech
moglibyśmy wtedy odkryć!
Jeśli jednak wyobrazimy sobie Józefa jako swego młodego rówieśnika,
trudności w jego zaakceptowaniu wcale nie znikną, a może wręcz
spotęgują się. Bo gdy Józef jest starcem, dziadkiem, to możemy machnąć
na niego ręką, możemy zamknąć książkę o św. Józefie jako nieaktualną i
nie dla nas: my mamy inne problemy, co dziadek może o nich wiedzieć, on
nas nie zrozumie. Lecz jeśli św. Józef jest naszym rówieśnikiem, jeśli
przeżywa to, co każdy z nas, to nie można go zignorować i minąć
obojętnie. Trzeba - i warto - przyjrzeć mu się i zobaczyć, czy można
się czegoś od niego nauczyć.
Ojcowska dojrzałość
Święty Józef, pomimo młodego wieku, uosabia w sobie ojcowską dojrzałość
i odpowiedzialność, zdolność do podjęcia trudnych zadań. Dojrzały to
wcale nie znaczy nudny, poważny i sztywny. Dojrzałość nie wyklucza
radości, spontaniczności, młodzieńczego optymizmu, gotowości do ryzyka
i podejmowania wyzwań. Postać Józefa jak najbardziej może być dla nas
wzorem i zachętą, abyśmy swoją młodość przeżywali jako okres rozwoju,
treningu, wzrostu, przygotowania do trudnych zadań dorosłego i
samodzielnego życia. Bez cech właściwych młodości - entuzjazmu,
nadziei, zapału - dojrzewanie do odpowiedzialności jest w zasadzie
niemożliwe, stałoby się ciężarem nie do udźwignięcia. Zamiast zatem
uciekać od trudu dojrzewania i pracy nad sobą, spróbujmy zobaczyć, jak
z tym zadaniem radził sobie nasz rówieśnik sprzed 2000 lat - Józef.
Ks. Mariusz Pohl
Opiekun nr 59
|