|
Wniebowstąpienie Łk 24,46-53
Ziemię mamy pod stopami, a niebo wysoko nad
głowami. Dużo łatwiej mówić o tym co bliskie, czego codziennie
doświadczamy, dotykamy. A niebo? To zupełnie inna rzeczywistość.
Dzisiejsza uroczystość ukazuje nam Jezusa, który „został uniesiony do
nieba”. Kończy się Jego fizyczna obecność na ziemi. Odchodzi i tym samym
pokazuje nam, że jest coś więcej niż tylko ziemia, po której codziennie
stąpamy. Zaprasza nas abyśmy zatrzymali się na chwilę, oderwali od ziemi,
podnieśli głowy, pomyśleli o niebie i o naszym życiu.
Jezus był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu i śmierci.
Dlatego On został uniesiony do nieba, a człowiek zostaje złożony do
ziemi. Jednak jak zapewnia sam Chrystus nie jest to ostateczne miejsce
spoczynku. Nadejdzie dzień zmartwychwstania (por. J 5, 28 – 29). Wydaje
się, że to bardzo odległa przyszłość, a teraz angażuje nas tyle
przyziemnych spraw, które nie ułatwiają życia w perspektywie nieba. Jak
trudno pamiętać o słowach św. Pawła: „Nasza bowiem ojczyzna jest w
niebie” (Flp 3, 20).
Ale w tym doświadczeniu codzienności również ujawnia się nasze
podobieństwo do Chrystusa. On mówiąc o swojej mesjańskiej drodze
podkreśla wyraźnie „Mesjasz będzie cierpiał”. Nie sposób przejść przez
życie bezboleśnie, bezproblemowo. Apostołowie nauczają, że „przez wiele
ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego” (Dz 14, 22). „Łatwo” o tym
mówić, pisać, ale jak radzić sobie z takimi trudnymi doświadczeniami,
które nas spotykają?
Jezus tuż przed rozstaniem błogosławi uczniów, a oni z radością
wracają i wielbią Boga. Umocnieni przez Chrystusa z zapałem podejmują
wszelkie trudy i przeciwności w głoszeniu Ewangelii. Jezus jest z nami i
także nam błogosławi. To powtarza się zwłaszcza podczas każdej
Eucharystii. Daje nam swoje słowo, Ciało i błogosławieństwo. „Idźcie w
pokoju Chrystusa”, słyszymy słowa rozesłania. Jesteśmy posłani, aby nieść
Go w nasze codzienne życie. „Rozstajemy się” z sakramentalną obecnością
Chrystusa podczas Eucharystii, podobnie jak uczniowie z fizyczną w czasie
wniebowstąpienia. Ale to nie znaczy, że urywa się, czy kończy nasza więź
z Chrystusem. On jest z nami nieustannie. Ta świadomość, pewność napełnia
uczniów radością i z takim nastawieniem wracają do swojej codzienności,
aby wielbić i błogosławić Boga.
Chrystus zostawił nam siebie w Eucharystii. Karmi nas swoim własnym
Ciałem, abyśmy nie ustali w drodze do domu Ojca. Coniedzielna Eucharystia
to moment zatrzymania się w naszym zabieganiu, to moment podniesienia
głowy i spojrzenia ku górze, ku niebu. To czas przypominania sobie dokąd
zmierzamy, co jest najważniejsze, co nie przemija. To czas i miejsce, w
którym Chrystus umacnia nas samym sobą, daje potrzebne łaski i
błogosławi. Dlatego tak ważne, konieczne i nieodzowne jest to
eucharystyczne spotkanie z Chrystusem.
ks. Michał Pacyna
Opiekun nr 10(235) 2007
|